Władysław Leon Jan Żółtowski /1914-1940/

Urodził się 9 IV 1914 r. w Poznaniu jako syn Leona i Anny z Mężyńskich. Z domu rodzinnego wyniósł żywe tradycje służby narodowi i Ojczyźnie. Dziadek jego Stanisław był prezesem Centralnego Towarzystwa Gospodarczego, instytucji jednoczącej w erze Bismarcka wszystkie polskie organizacje w Wielkopolsce, pradziadkiem – książe Adam Sapieha, znany działacz małopolski, powstaniec z 1863r. Również ojciec i jego rodzeństwo czynnie włączali się w żywe publiczne; trzech jego stryjów otrzymało w latach 1919-1920 Krzyże Walecznych.

Władysław miał dwie siostry, starszą Marię, zamężną za księciem Konstantym Radziwiłłem i młodszą Jadwigę. Z wielką starannością przygotowywał się do przyjęcia ojcowskiego majątku. Po zdaniu dyplomu w 1932 r. na Wyższych Kursach Rolniczych im. Stefana Turnaua we Lwowie, nie poprzestał na obowiązujących tam praktykach, lecz podjął jeszcze dwie, poświęcając cały rok, aby przyjrzeć się z bliska pracy wybitnych rolników. Przed objęciem administracji Niechanowa przez rok pełnił tam tylko funkcję rządcy pracując pod kierunkiem ojca. Kiedy już się usamodzielnił, wybudował i uruchomił gorzelnię. Przyjmował wówczas zwykle po dwóch praktykantów i poświęcał im wiele czasu. Dbał o ich wyrobienie społeczne i dlatego często zabierał ich lub kierował na zebrania Związku Ziemian, Kółek Rolniczych, Robotników (rolnych) Chrześcijańskich, a nawet Sodalicji Panów ze Związku Ziemian. W 1939 r. założył Związek Młodych Ziemian i został wybrany na prezesa tej organizacji.

Zacięcie do pracy społecznej wykazywał już w latach studiów, czynnie udzielając się w lwowskim „Odrodzeniu”. (Jego najbliższymi przyjaciółmi byli: późniejszy ksiądz, Tadeusz Fedotowicz i późniejszy profesor filologii, Stefan Swieżawski).

Kierując majątkiem, wiele energii włożył Władysław w wybory kandydata na wójta. Przez parę miesięcy stale odwiedzał gospodarzy w okolicznych wsiach i dyskutował z nimi. Cel osiągnął, gdyż mimo silnej konkurencji efektownego kandydata o opinii karierowicza doszło do wyboru rzetelnego człowieka.

W latach 1931-1932 ukończył celująco i z drugą lokatą Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Zdobył pierwsze miejsce we władaniu bronią, strzelaniu i wielostronnej konkurencji pod nazwą „bieg gońca”. Został przydzielony do 17 p.uł. w Lesznie Wlkp. Szybko awansował – w pięć lat później, po kursie dowódców szwadronów, uzyskał stopień porucznika. Warto zacytować opinię jego przełożonych z Podchorążówki: „Spokojny, energiczny, trwały w swoich postanowieniach, inicjatywa duża, poczucie honoru b. wysokie, b. wyrobiony, b. silnej woli, b. obowiązkowy i pilny, b. solidarny, towarzyski, b. dobrze wyrobiony, lojalny wobec władz i społeczeństwa. B. zdyscyplinowany, b. wytrzymały, sportowo wyrobiony. Nie pije, nie Pali. B. inteligentny. B. szybka orientacja. B. duże umiejętności zużytkowania posiadanych wiadomości, pod każdym względem wojskowo b. zdolny […]. Odporny na wpływy postronne. Wymagający lecz sprawiedliwy. B. dobry dowódca i wychowawca. Stosunek do podwładnych b. dobry […]”. A bezpośredni przełożony, dowódca szwadronu w 17 p. uł. stwierdza: „Indywidualność wybitna i wysoce wyróżniając się wśród otoczenia”.

Zmobilizowany w końcu sierpnia 1939 r. Władysław otrzymał skierowanie do Ośrodka Wielkopolskiej Brygady Kawalerii w Kraśniku Lubelskim. Jako członek specjalnej Komisji Remontowej brat udział w zakupie około 1000 koni na terenie Lubelszczyzny dla potrzeb tworzącej się brygady. W czasie Kampanii Wrześniowej pochwycił na podjeździe trzech niemieckich jeńców, w tym jednego oficera. Około potowy września, w czasie marszu na. Krasnobród zachorował na czerwonkę i bardzo osłabiony resztę kampanii odbył leżąc na wozie. Ośrodek Zapasowy w Kraśniku rozbroił się 30 IX 1939 r. w lasach koto Niska nad Sanem w ręce Czerwonej Armii. Jej dowództwo zagwarantowało wszystkim swobodny powrót do domu. Konie zdano dopiero 4 października w Lubyczy Szlacheckiej k. Rawy Ruskiej. Sowieci nie dotrzymali umowy, wszystkich internowali: oficerów wywieźli autokarami do Wołoczysk za Zbruczem (szeregowych koleją), następnie do Szepietówki i do Kozielska. Według zachowanych danych Władysław w dniu 29 IV 1940 r. został przewieziony do Gniezdowa i nazajutrz zamordowany w Lesie Katyńskim.

Cieszył się dużym autorytetem, dzięki czemu podejmował się z powodzeniem trudnych zadań. Liczono się bardzo z jego zdaniem. Przytoczę dwa przykłady. Na jakimś przyjęciu we Lwowie doszło do ostrej wymiany zdań między dwoma popularnymi wodzirejami: panami S.L. i F.K. Jeden był oficerem, drugi postacią znaną z zadzierzystości. W owym czasie podobne zatargi kończyły się pojedynkami, a co najmniej nieprzyjemną „sprawą honorową”. To, że Władysław porozmawiał z jednym i drugim panem na osobności i doprowadził do zgody, jeden z jego przyjaciół po przeszło 60. latach uważa za wielce wymowne, wręcz niezwykłe.

W parę lat później, gdy w kasynie 17 Pułku Ułanów oficerowie zaczęli snuć niepochlebne opowiadania na temat pań pułkowych, w pewnym momencie Władysław się włączył i poprosił, by zaprzestać obgadywania nieobecnych. Dyskutanci umilkli. Należy podziwiać podporządkowanie się zawodowych oficerów zdaniu młodziutkiego rezerwisty.

Prymas August HIond, udając się w 1936 r. na Kongres Eucharystyczny do Belgradu zabrał w swojej asyście Władysława jako reprezentanta polskiego, młodego laikatu.

Władysław żył bardzo ascetycznie, wstając o 4:30 lub 5:00 i poświęcając wczesne godziny na czytanie poważnych książek. Interesowały go głównie zagadnienia społeczne. Majątek prowadził wzorowo, wychowując pracowników do odpowiedzialności za podejmowane zadania. Wykazywał nie tylkow czasie wojny dużą odwagę. Gdy w podwórzu niechanowskim złośliwy buhaj wyrwał się oborowemu i przewróciwszy zaczął go bóść, a ludzie przerażeni poukrywali się, gdzie kto mógł, Władysław ryzykując własnym życiem zmusił buhaja do zaniechania dalszego znęcania się nad leżącym.

Mimo iż dobrze strzelał, z rzadka tylko przyjmował zaproszenia na polowania, żałując na to czasu. W latach studiów z zamiłowaniem oddawał się sokolnictwu, oswajając i układając do łowów jastrzębie i sokoły.

Byt bardzo wysportowany. W angielskiej szkole wyróżniał się dobrą grą w rugby, doskonale grał w tenisa stołowego i pływał crowlem. Coś było w nim ze średniowiecznego rycerza. Matka jego śmiejąc się mówiła: „Władzio to jest krzyżówka Joanny d’Arc i Torquemady”.

Opracowane na podstawie prac Kazimierza Baranowskiego „Ośrodek Zapasowy Wielkopolskiej Brygidy Kawalerii w Kraśniku”, maszynopis, w moim posiadaniu, artykuł w „Wojskowym Przeglądzie Historycznym” 1991, x.426 oraz własne wspomnienia.

Michał z Lasek

Laski, październik 1993 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *