Kilka refleksji o zjeździe w Nowej Kaletce

Tegoroczny Zjazd w Nowej Kaletce był Zjazdem wyjątkowym przede wszystkim dlatego, że udało się nam zebrać większą reprezentację z Wrocławia.

Nowa Kaletka to piękne miasteczko nad jeziorem Gim. Wokół lasy, a woda w jeziorze tak czysta, że ma się ochotę natychmiast do niej wskoczyć. Obiecałam sobie, że na pewno tu wrócę, że spędzę tam jeszcze jakiś ciepły weekend. Sama pewnie nie wybrałabym się tak daleko. Jechałam przede wszystkim z zamiarem spędzenia czasu z moją najbliższą rodzinką, tak jak kiedyś, kiedy byłam mała. Niestety, od mojego wyjazdu za granicę jedynie na krótko udaje mi się spotkać z najbliższymi. Teraz miało być inaczej, cztery dni tylko dla nas: ja, tato, ciocia Danka no i oczywiście babcia Jasia!

Krzysztof z Wrocławia z siostrą Danutą i mamą Janiną
Krzysztof z Wrocławia z siostrą Danutą i mamą Janiną

Wyjechaliśmy z samego rana pociągiem do Olsztyna, mieliśmy przedział tylko dla siebie i na nic zdały się gazety i książki wzięte „na podróż”, bo buzie nam się nie zamykały. Wierzcie mi, że kiedy spotykają się trzy pokolenia jest o czym rozmawiać!

Gdy dotarliśmy do Nowej Kaletki, okazało się, że droga z przystanku do Ośrodka „Kłobuk” to droga przez mękę. Z mozołem ciągnęliśmy nasze niemałe bagaże, a napotkani przechodnie informowali nas, że cel już niedaleko! Szliśmy więc, i szliśmy, a Ośrodka wciąż nie było widać. Wreszcie w momencie, kiedy miałam się już zatrzymać i zrezygnować, zobaczyłam napis: Ośrodek „Kłobuk”. Przywitała nas podenerwowana ciocia: „Czemu nie zadzwoniliście? Przecież wyjechalibyśmy po was!” No właśnie, czemu, sama nie wiem – chwilowe zaćmienie czy coś jeszcze? W każdym razie to nauczka na wszystkie przyszłe Zjazdy. Otrząsnęliśmy się dopiero wieczorem, gdy zaczęli zjeżdżać Żółtowscy, powitaniom nie było końca. I tak przez następne cztery dni, czas spędzany bardzo intensywnie. Nie mogę nie wspomnieć o zarówno pouczającej, jak i męczącej wycieczce po Warmii. Mężnie i z determinacją zmierzaliśmy do kolejnego historycznego kościoła (niektórym na tej drodze brakowało wiary…, że wrócimy jeszcze kiedyś do Nowej Kaletki…) Ja jednak dużo milej wspominam „wycieczkę” po okolicach Szczęsnego oraz pobyt w domu Kici i Adasia. Sentymentalne wspomnienia, zdjęcia i historie rodzinne – bardzo miły, niezapomniany dzień. Wieczorem skorzystałam ze spaceru po Olsztynie z prywatnym przewodnikiem – w tej roli wystąpił Adaś. Teraz mam wrażenie, że znam olsztyński Rynek jak własną kieszeń :-).

Pewnego dnia zdarzyło się, że w naszym ośrodku pracownicy wodociągów i kanalizacji mieli swoją branżową imprezę. Zaprosili nas do wspólnej zabawy. Żółtowscy bawili się znakomicie i do końca, czego nie można powiedzieć o niektórych „branżowcach”… Ja przetańczyłam cały wieczór z moim tatą, wspaniałym, najlepszym tancerzem na świecie i z nikim nie tańczy się tak dobrze jak z nim.

Pogoda i wspaniała atmosfera przyczyniła się do sukcesu całego Zjazdu. Szkoda tylko, że trwał tak krótko i że na następne spotkanie trzeba czekać cały, długi rok. Wracaliśmy do Wrocławia pełni energii, ale i żalu, że spotkanie już się skończyło. Mieliśmy wiele wspomnień do przekazania. Mam nadzieję, że w takim samym albo i większym wrocławskim składzie wsiądziemy do pociągu w przyszłym roku.

Malwina Żółtowska z Wrocławia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *