Rodzina Żółtowskich

Stanisław hr. Żółtowski właściciel Niechanowa
Stanisław hr. Żółtowski właściciel Niechanowa
Maria z książąt Sapiehów żona hr. Stanisława Żółtowskiego
Maria z książąt Sapiehów żona hr. Stanisława Żółtowskiego

(…) Do niewielu rodzin ziemiańskich posiadających w Poznaniu w XX wieku salony, w których bywało liczne grono gości, należeli Żółtowscy. Najwybitniejszymi postaciami rodu byli hr. Jan Żółtowski (1871-1946), ostatni właściciel dóbr Czacz, oraz hr. Stanisław Żółtowski (1849-1908), o generację od niego starszy właściciel Niechanowa, wybitny działacz gospodarczy, ojciec dwóch zasłużonych postaci: hr. Leona Żółtowskiego (1877-1956) i profesora Adama Żółtowskiego (1881-1958), znakomitego uczonego, filozofa i polityka.

W gronie bogatej wielkopolskiej szlachty Żółtowscy wraz z Chłapowskimi, Morawskimi i Koźmianami stanowili elitę umysłową i kulturalną warstwy ziemiańskiej, a co więcej – dzierżyli kierownictwo niezwykle wpływowego stronnictwa konserwatywnego związanego silnie z Kościołem, wówczas nazywanego ultramontanami. Ze względu na swoje zainteresowania kulturalne, działalność w różnych instytucjach społecznych, organach samorządowych, instytucjach itp. rodziny te były silnie związane także z samym Poznaniem. (…).

Krótko po śmierci swego męża, zmarłego w 1908 roku w Zakopanem, pani Maria Stanisławowa Żółtowska (1855-1929), córka księcia Adama Sapiehy, właściciela Krasiczyna w Galicji, i Jadwigi z książąt Sanguszków, osiadła wraz z córką Zofią (1887-1975) w Poznaniu, w należącej do niej kamienicy przy ul. Mickiewicza 30. Obie panie prowadziły tutaj dom otwarty. Córka Zofii, Maria z Żółtowskich Konstantowa Radziwiłłowa wspomina, że w domu jej babki bywali częstymi gośćmi ludzie wybitni, między innymi Roman Dmowski i znakomity malarz Leon Wyczółkowski. Do grona gości zaliczało się także kilku poznańskich uczonych, profesorów miejscowego Uniwersytetu, a wśród nich założyciel Uniwersytetu Poznańskiego prof. Heliodor Święcicki oraz słynny ekonomista prof. Edward Taylor (…).

Innym (…) bywalcem domu pani Stanisławowej Żółtowskiej był, należący z racji wieku raczej do generacji jej córki, dr Jan Zdzitowiecki (1897-1975), syn ziemian spod Radomia, aktywny działacz narodowej demokracji i Obozu Wielkiej Polski, po II wojnie światowej profesor Uniwersytetu Poznańskiego i kierownik Katedry Prawa Finansowego. Sympatię i względy starszej z pań Żółtowskich zyskał Jan Zdzitowiecki swoim ujmującym sposobem bycia i nienagannymi manierami (…).

W Niechanowie osiadł tymczasem najstarszy syn Stanisława i Marii, hr. Leon Żółtowski, od 1903 roku żonaty z Hanną Mężyńską, jedną z najbogatszych panien na wydaniu w tym czasie w całym zaborze rosyjskim, mającą wielomilionowy posag liczony w rublach oraz majątek Racew na Białorusi.

U Adamów Żółtowskich

Wiele lat później niż matka i jedyna siostra Zofia, bo dopiero w 1920 roku, osiadł również w Poznaniu na okres kilkunastu lat i zamieszkał w swoim domu przy ul. Ogrodowej 9 profesor Adam Żółtowski, młodszy brat Leona Żółtowskiego, powołany na Katedrę Filozofii utworzoną na nowo powstającym wówczas Uniwersytecie Poznańskim. Chociaż przez ostatnie lata związany był z Krakowem, gdzie się w 1910 roku habilitował, Poznań był mu dobrze znany i bliski, gdyż stąd był rodem i tu ukończył w 1900 roku Gimnazjum św. Marii Magdaleny.

W momencie otrzymania nowej posady formalnie był pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, do którego został przyjęty z chwilą jego powstania. Jednakże praca naukowa zdecydowanie bardziej go pociągała niż służba dyplomatyczna. Stąd też propozycję objęcia katedry w Poznaniu przyjął chętnie (…).

W roku 1933 został wybrany dziekanem Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu, jednakże już jesienią tego samego roku, po wydaniu nowej ustawy, minister Janusz Jędrzejewicz usunął go z katedry i ponadto odsunął całkowicie od pracy w szkolnictwie wyższym. Prócz niego usunięto w tym czasie z Uniwersytetu w Poznaniu kilku innych wybitnych profesorów, których poglądy polityczne nie podobały się ówczesnym sferom rządowym (…).

Profesor Adam Żółtowski zamieszkał w Poznaniu z żoną, Janiną z Puttkamerów, osobą bardzo oczytaną i wykształconą, o niezwykle żywej inteligencji, bardzo ciętym języku i wyraźnej słabości do polskiej arystokracji (…).

Krąg osób bywających w domu Adamów Żółtowskich był szeroki, chociaż niełatwo było w charakterze gościa bywać na Ogrodowej, gdyż dobór gości odbywał się według swoistego klucza. Najgorzej było, gdy ktoś był nudziarzem. Nie zapraszano również z zasady osób o zdecydowanie sanacyjnej orientacji. Można powiedzieć, chociaż bynajmniej nie stanowiło to jakiegoś decydującego kryterium, że gośćmi ich domu byli na ogół ludzie o poglądach konserwatywnych oraz bliskich ideom Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego. Zarówno bowiem profesor Żółtowski i jego najstarszy brat Leon, jak i ich kuzyn, hr. Jan Żółtowski, właściciel Czacza, stanowili filary „Chieny”, czyli Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego w Poznaniu i Wielkopolsce (…).

Adamowie Żółtowscy niezbyt często urządzali u siebie w domu wielkie przyjęcia. Zazwyczaj zapraszali kilku, co najwyżej kilkunastu gości na urządzane w godzinach południowych eleganckie śniadania. Urządzali również kolacje. Niekiedy dodatkowo, na godziny późniejsze, zapraszano niektóre osoby, które już po kolacji dołączały do reszty towarzystwa. A towarzystwo bywało tutaj elitarne, składające się z osób o wysokich walorach intelektualnych. Z rodziny Żółtowskich na takie spotkania przy ul. Ogrodowej zapraszano jedynie osoby wybitniejsze. Gdy w Poznaniu pojawiał się ktoś zajmujący w jakiejś dziedzinie znaczącą pozycję, bywał do Adamów Żółtowskich zapraszany na specjalnie dla niego urządzane przyjęcie. Goście byli wówczas specjalnie dobierani z wielką starannością. Do takich wybitnych osób należał m.in. hr. Franciszek Potocki (1877-1949), do 1917 r. właściciel dóbr Peczara na Ukrainie, żonaty z głośną w kręgach towarzyskich Warszawy postacią, nazywaną „panią Agą”, siostrą ordynata na Ołyce, księcia Janusza Radziwiłła, uchodzącego za przywódcę polskiej arystokracji (…). Bywał także u profesorstwa Żółtowskich prof. Wincenty Lutosławski, często odwiedzający mieszkającą w Poznaniu córkę, której mąż, dr med. Czesław Meissner był jedną z wybitnych postaci Stronnictwa Narodowego w Poznaniu. Do kręgu bywalców domu profesorstwa należeli również Paweł Sapieha, właściciel Krasiczyna, brat późniejszego kardynała Adama Sapiehy, rodzony wuj profesora Adama Żółtowskiego, oraz Henryk Skirmunt, właściciel ziemski z Polesia, człowiek o wybitnych uzdolnieniach muzycznych, kompozytor, koneser sztuk pięknych.

Pani Janina była osobą rodzinną i przyjmowała pod swój dach różnych krewnych. W latach 1925-30 mieszkał u Adamów Żółtowskich studiujący i później doktoryzujący się w Poznaniu najbliższy kuzyn, czyli, jak ten stopień pokrewieństwa wówczas określano, cousin germain pani domu, aczkolwiek od niej o lat 20 młodszy, Stefan Kaniewicz, później znany historyk (…).

Od czasu do czasu zapraszano także na kolacje grono profesorów uniwersyteckich, kolegów prof. Adama Żółtowskiego z uczelni. Prócz nich mile widzianym gościem był August hr. Cieszkowski, zwany powszechnie „panem Gugą”, właściciel Wierzenicy pod Poznaniem, który nigdy nie wpadał tutaj na krótko, gdyż prowadził zawsze z panem domu długie dysputy filozoficzne. Obydwaj panowie przygotowywali do druku nie wydane dotąd prace filozoficzne Augusta Cieszkowskiego seniora (…).

Adamowie Żółtowscy urządzali również wieczorki taneczne dla młodzieży. Pani domu organizowała je pewnie wyłącznie ze względu na bawiących u nich młodych krewnych, gdyż sama tańczyć nie lubiła.

Ponadto zjawiali się u Adamów Żółtowskich ich nieco dalsi krewni, Żółtowscy z Czacza – wspomniany już Jan i jego żona, pani Ludwika z hr. Ostrowskich z dziećmi – a prócz nich Żółtowscy z Nekli, Jarogniewic, Kadzewa, Głuchowa, Wargowa, Godurowa, Ujazdu, Słupów. Wszystkie te rodzinne siedziby leżały w Wielkopolsce, lecz nie ze wszystkimi stosunki były równie bliskie. Część Żółtowskich z Ujazdu przeniosła się w dalsze strony i osiadła w Lubelskiem, w Kocku i Milanowie. Jednakże również z dala od Wielkopolski mieszkający Edwardowie i Józefowie Żółtowscy dość często pokazywali się u swoich wielkopolskich krewnych. Jako jedna ze stosunkowo niewielu rodzin szlacheckich w Polsce utworzyli Żółtowscy w 1903 roku związek rodzinny, grupujący wszystkich potomków linii nazywanej Miecznikowską, to jest wszystkich pochodzących od Jana Nepomucena Żółtowskiego, zmarłego w 1854 roku (…).

W salonie pani Adamowej Żółtowskiej w Poznaniu bywano chętnie, ponieważ umiała ona jak mało kto w Grodzie Przemyśla prowadzić salon par excellence literacki na wysokim poziomie intelektualnym. Nigdy nie panowała w nim nuda, co podkreślał także z uznaniem kilkadziesiąt lat później Stefan Kieniewicz. Ona sama zresztą inicjowała ciekawe dyskusje. Jej ostre i cięte uwagi oraz opinie, niekiedy kontrowersyjne, w sposób pożądany podgrzewały atmosferę toczonych w jej salonie rozmów, często błyskotliwych i niejednokrotnie żarliwych dyskusji.

Po przeprowadzce do Poznania profesor Adam Żółtowski, czy to namówiony przez kogoś z krewnych bądź przyjaciół, gdyż chyba nie z własnej inicjatywy, został członkiem tutejszej Resursy Obywatelskiej. By móc zostać jej członkiem, trzeba było po złożeniu wniosku przejść balotaż, co nie każdemu się udawało. Nie był on oczywiście w przypadku prof. Adama Żółtowskiego problemem, chociaż można sobie także wyobrazić, że ci i owi z najbardziej konserwatywnych starszych panów z Resursy Obywatelskiej, a trzeba pamiętać, że wielkopolskie ziemiaństwo było w owych czasach bardzo w swych poglądach zachowawcze, kręcili pewnie trochę nosami na jego profesurę.

Zarząd poznańskiej Resursy Obywatelskiej przynajmniej raz w miesiącu urządzał dla swoich członków wspólne kolacje w swych lokalach na pierwszym piętrze hotelu Bazar. (…).

Spotkania te jednak prof. Adama Żółtowskiego nudziły i traktował je trochę jak pańszczyznę, od której nie wypadało mu się wymawiać, toteż w domu nieraz na te męskie spotkania klubowe narzekał, traktując je jako niepotrzebną stratę czasu.

Do ulubionych, niemal codziennych rozrywek profesora należała natomiast jazda konna. Posiadał własnego wierzchowca. Trzymał go w bardzo dla siebie dogodnym miejscu, to jest w stajni pułkownika Eryka Brabeca, emerytowanego wyśmienitego kawalerzysty, mieszczącej się bezpośrednio przy dawnym forcie Grolmana, a więc niemal dosłownie o parę kroków od mieszkania profesorstwa. Przy stajni istniał także padok, z którego profesor korzystał.

Po roku 1933, w którym władze ministerialne odebrały profesorowi Żółtowskiemu jako zdeklarowanemu przeciwnikowi sanacji katedrę uniwersytecką, profesorstwo zlikwidowali poznańskie mieszkanie i na stałe już opuścili Poznań, osiadając w Bolciennikach, posagowym majątku pani Adamowej Żółtowskiej na Wileńszczyźnie.

Z wyjazdem profesorstwa Żółtowskich z Poznania ubył niewątpliwie jeden z najważniejszych i intelektualnie najciekawszych salonów. Była to niepowetowana strata (…).

Profesor Adam Żółtowski był bez wątpienia postacią nieprzeciętną i niebanalną. Dużej klasy uczony prezentował także nie mniej wysoką klasę zarówno w życiu społecznym, jak i prywatnym. Jako profesor był bardzo popularny wśród młodzieży akademickiej, chociaż wcale o to nie zabiegał (…).

W Bolciennikach Adam Żółtowski pozostał w pamięci ludzi jako człowiek dobry i szlachetny. Opowiadają, że raz usłyszał, będąc w lesie, jakiś niezwykły hałas. Zbliżywszy się, zobaczył chłopa, który wyciął po kryjomu dużą sosnę i próbował ją wywieźć z lasu. Wóz utknął jednak na nierównej drodze w głębokich koleinach. Profesor podszedł, podparł wóz i chłopu udało się szczęśliwie wyjechać na równą przestrzeń. Wówczas Adam Żółtowski zbliżył się, ujął go za łokieć, jak to nieraz lubił czynić, i powiedział miękko: „Ale nie róbcie tego nigdy więcej”.

Za młodu profesor lubił polować i doskonale strzelał, choć po objęciu katedry uniwersyteckiej rzadko już korzystał z zaproszeń na polowania (…). Adam Żółtowski lubił szczególnie polowania na kuropatwy z nagonką, gdyż dawały okazję do trudnych i efektownych strzałów. Kiedyś w Brudzewie w Kaliskiem, u Przewłockich, w przeddzień takich właśnie „kur pędzonych”, kilku myśliwych zabawiało się rozmową. Opowiadano sobie bardzo niewybredne historie i brudne dowcipy. Profesor nie lubił słuchać takich rzeczy i – nie kryjąc niesmaku – demonstracyjnie wyszedł z pokoju. Za wychodzącym posypały się uszczypliwe uwagi, lecz on wcale na nie nie zważał. Nazajutrz zerwał się silny wiatr i rozpędzone w locie kury z zawrotną szybkością przelatywały nad linią myśliwych. Mimo że kaliszanie uchodzili za dobrych strzelców, tym razem masowo pudłowali. Profesor jednak trafiał. W pewnym momencie zwrócił się do stojących opodal myśliwych, mówiąc: „Pokażcie panowie, co potraficie. Nie sztuka było wczoraj rozprawiać o swoich wątpliwych sukcesach, macie przecież teraz także doskonalą po temu okazję”.

Żona profesora Żółtowskiego posiadała inny niż on typ inteligencji i inny zupełnie temperament. Niezmiernie elokwentna, bystra, o bardzo ciętym języku, bywała w swoich osądach ludzi i spraw nieraz wręcz skrajna oraz nazbyt subiektywna. Jeżeli kogoś nie lubiła, nie potrafiła, a może także nie starała się tego ukryć.

W czasie gdy profesor Żółtowski wykładał na Uniwersytecie w Poznaniu, małżonkowie nie opływali nazbyt w środki finansowe. Jako jedynaczka profesorowa odziedziczyła wprawdzie po ojcu Wawrzyńcu Puttkamerze wszystkie jego dobra ziemskie, a więc poza Bolciennikami również Rajcę, kupioną przez niego w 1897 r. od ostatniego właściciela z wygasającego już rodu Wereszczaków Kazimierza, i Korelicze, posiadłość poradziwiłłowską. Dobra te zostały jednak w czasie I wojny światowej zdewastowane i dochodów nie przynosiły. Dopiero w latach 30. XX w., gdy rząd polski wypłacił szeregowi osób odszkodowania za dobra skonfiskowane przez carat po powstaniu listopadowym, jakaś znaczniejsza kwota dostała się również prof. Adamowi Żółtowskiemu jako jednemu ze spadkobierców Andrzeja Zamoyskiego. Odtąd dysponował on większymi środkami finansowymi.

W przededniu II wojny światowej, gdy patrioci masowo oddawali swoje rodzinne precjoza, srebra i pieniądze na Fundusz Obrony Narodowej, Janina Żółtowska oddała na ten cel wszystkie swoje kosztowności. Przed wybuchem wojny Adamowie Żółtowscy podarowali majątek Rajca z dworem i zabudowaniami gospodarczymi oraz pięknym parkiem, w sumie około 60 ha, zakonowi sióstr palotynek. Dwór tamtejszy postawił Franciszek Wereszczak.

Po tragicznej śmierci męża w wypadku ulicznym w Londynie pani Janina spędzała ostatnie lata życia w londyńskim domu dla ubogich (…).

Fragmenty artykułu Sławomira Leitgebera zamieszczonego w kwartalniku „Kronika miasta Poznania” Poznań 1999.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *