Choroba ojca i małe kłamstwo – Życiorys mój (odcinek XI)

Muszę się cofnąć do początku 1971 roku, jeszcze przed moimi egzaminami na studia. Pracowałem wtedy w Katedrze Histologii i Embriologii Akademii Medycznej w Warszawie w charakterze wolontariusza, zdobywając dodatkowe dwa punkty do egzaminów. Mój ojciec Romuald był zastępcą dyrektora Centralnego Zarządu Dróg Publicznych w Warszawie w Ministerstwie Komunikacji. W tamtych czasach był to drugi co do wielkości budynek po Pałacu Kultury – u zbiegu Wspólnej i Chałubińskego. Pewnego dnia rodzina nasza doznała szoku.

Ojciec mój często wyjeżdżał za granicę służbowo. Pewnie dlatego  jeździł tak często, gdyż jako jeden z nielicznych znał obce  języki. Po kilku dniach pobytu na Węgrzech dostał zawału serca. Dowieźli go do najbliższego szpitala i został tam sześć  tygodni. Mieszkanie bez niego   w Warszawie było puste i smutne. Łączność telefoniczna, w tamtych latach była wyjątkowo zła. Przez sześć tygodni udało się nam porozmawiać z nim tylko dwa razy.

 Wrócił do domu pociągiem w towarzystwie lekarza. Taki zwyczaj był na Węgrzech, że chorego do domu ze szpitala odwoził lekarz. Myślę, że dla tego lekarza wyjazd do Polski, to była nie lada okazja. Na Węgrzech wtedy była papryka i pomidory, ale nie było pościeli. Rodzice chcieli lekarzowi wynagrodzić jego trud i gdy mama zaproponowała pościel, to wręcz szalał z radości. Byłem jeszcze młody i nie obeznany z rynkami europejskimi. Do NRD jeździło się po walizki, do Czechosłowacji po buty i rękawiczki skórzane, na Węgry nad Balaton, do Bułgarii z kremem Nivea, a do ZSRR pociągiem przyjaźni na festyny i wiece. Kto był wybitnym aktywistą, mógł się załapać na Hawanę.

Po powrocie ojciec miał dłuższy urlop. Wyjeżdżaliśmy częściej do Przewięzi, by tam dochodził do siebie w puszczy nad jeziorami. Wówczas, by wypłynąć łódką czy kajakiem na wodę, należało mieć kartę pływacką. Ja miałem, bracia też, ale ojciec i mama nie mieli. Postanowiliśmy wyrobić ojcu kartę, gdyż bał się po zawale sam płynąć 200 metrów. Znaliśmy młodego ratownika, mniej więcej w naszym wieku, który nadzorował plażę i egzaminował na kartę pływacką. Wiedział, że ja i Michał mamy karty pływackie, ale o Jacku, osiem lat ode mnie młodszym bracie, nic nie wiedział. Gdy ja miałem 20 lat, to on 12, więc w tak dorosłym towarzystwie się nie liczył,  ratownik go nie znał. Za to dobrze pływał. Zaprowadziliśmy go na egzamin, tłumacząc, że nie ma karty, a ma już skończone 14 lat. Skłamaliśmy. Ratownik kazał mu popłynąć do pala, do którego mocowano tratwy, i z powrotem. Popłynął. Więc ratownik za długopis i wpisuje jego dane: Romuald Żółtowski, Warszawa, adres, rok urodzenia 1921. Już to napisał, gdy naraz pyta. „Ty! Kiedy ty się urodziłeś?” „A niech tak zostanie – mówi Jacek – a czy to takie ważne?”

Zorientował się, o co chodzi, i tylko spytał, czy ojciec rzeczywiście umie pływać. Tak więc tatuś i mama, gdy mieli ochotę, pływali sobie wzdłuż brzegu, nie obawiając się Milicji Wodnej, która patrolowała motorówką nawet trzy razy dziennie brzeg naszej plaży.

Drugi raz do Przewięzi pojechałem we wrześniu. Stefania o tym nie wiedziała. Zaczęła rok szkolny, już maturalny. Odwiedziłem ją w domu, ale była w szkole. Ciotka mnie zlustrowała od dołu do góry.

Podejrzewam, że wywnioskowała, iż we wrześniu pomocy w krawiectwie już nie będzie.

Poszedłem do szkoły i poprosiłem woźnego, by wywołał Stefanię z lekcji. Słyszę, jak idzie po korytarzu szkolnym i mówi do woźnego: „Tutti frutti, już ja panu wierzę, że ktoś do mnie przyjechał”. Nagle staje ze mną twarzą w twarz. Zdziwiona pyta: „Co ty tu robisz?” „Przyjechałem do Ciebie”. Radość i śmiech. Było to we wrześniu 1971 roku. Krótko napiszę – było fajnie! Stenia przyjeżdżała do mnie, jak tylko miała wolną chwilę. Dużo pływaliśmy po jeziorach i suszyliśmy zebrane grzyby. Odrabiałem jej lekcje, bo  mnie to szybciej szło. Koniec września i trzeba było wracać. Studia tuż-tuż. O nich napiszę w następnym odcinku.

                              

 RAFAŁ  z  Korycina

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *