Podróż do Drezna

Saksonia, której stolicą jest Drezno, a w nim Zwinger, zespół pałacowy z XVIII wieku, jeden z najwybitniejszych przykładów architektury rokokowej świata. Został zniszczony na skutek działań drugiej wojny światowej przez dywanowe naloty alianckie.
Przez trzy dni od 13 lutego 1945 do 15 lutego 1945 roku trwały naloty bombowe. Zrzucono na miasto ponad 1200 ton bomb zapalających, rozpryskujących fosfor, które spowodowały  burzę ogniową na obszarze 39. km². Żadna żywa istota nie miała szans na przeżycie.
W tym czasie w Dreźnie przebywało wiele osób różnej narodowości, oszacowanie strat nie jest możliwe. Różnie źródła podają, że  było to 35 tysięcy, a nawet 200 tysięcy.
Naocznymi świadkami tych tragicznych zdarzeń byli jeńcy amerykańscy. W grupie tej znajdował się pisarz Kurt Vonnegut, który opisał przebieg bombardowania Drezna w swojej książce „Rzeźnia nr 5”, skutki zastosowania bomb zapalających, powodujących śmierć ludzi i zwierząt w niewyobrażalnych męczarniach. Widział palące się zwierzęta w zoo.
Byłam w Dreźnie w latach siedemdziesiątych i widziałam ślady po bombach zapalających. Kamienne rzeźby, ściany Zwingera pokryte czarnym grubym nalotem powstałym na skutek palącego się fosforu.
Było to wojenne barbarzyństwo, dosłownie na parę minut przed  zakończeniem wojny, potworny akt zemsty, którego konsekwencje poniosła ludność cywilna.
Dlaczego za szaleństwa jednostki ponoszą konsekwencje ludzie, którzy nie mają wpływu na bieg wydarzeń? Tego rodzaju pytania nasuwają się, patrząc na ślady tamtych krwawych wydarzeń, przypominających nieopisane cierpienie ludności cywilnej, agonie miasta.
Osmolony palącym się fosforem Zwinger pozostawiony na wieczną pamiątkę ku przestrodze, to memento, aby dalsze pokolenia nie pragnęły nigdy wojny.
Ale to obraz zewnętrzny, wnętrza  Zwingera odbudowane przyjęły arcydzieła światowej sławy uratowane z pożogi przez ludzi dobrej woli. Jedną z najpiękniejszych kolekcji malarstwa europejskiego zbiory zapoczątkowane przez Augusta I elektora saskiego.
Przechodziłam z sali do sali i widziałam arcydzieła stworzone przez wielu mistrzów: Rembrandta, Rubensa, Tycjana , Dϋrera i innych najwybitniejszych malarzy europejskich, nie sposób wszystkich wymienić. Przed niektórymi płótnami zatrzymywałam się dłużej, ale to była krótka jednodniowa wycieczka, czasu mało, a dzieł do obejrzenia bardzo dużo.
Trudno nie wspomnieć o słynnej „Madonnie Sykstyńskiej” Raffaela Santi. Obraz ma wymiary 265×196 cm. Maria z dzieciątkiem na chmurach, z lewej strony obrazu św. papież Sykstus II, po drugiej stronie św. Barbara. W jednej z sal znajdują się dzieła wykonane techniką pastelową. Technika pastelu jest malarstwem suchym o dużej sile blasku, o bardzo delikatnej konsystencji, jak gdyby pyłku na papierze.
Najpopularniejszym pastelem wykonanym przez szwajcara Liotarda to dziewczyna z filiżanką czekolady. Obraz jest pełen jasnej i czystej świeżości, jak i inne portrety wykonane przez tego artystę. Pastelowe twarze u Liotarda są bardziej realistyczne, niż twarze wykonane farbą olejną, ale tę różnicę można dotrzeć, stojąc bezpośrednio przed oryginałem obrazu.

Zwinger – lata siedemdziesiąte

 

Żadna najlepsza reprodukcja nie zastąpi wrażeń, jakie daje nam oryginał. Obraz ten zawsze mnie zachwycał swoją prostotą tematu oraz precyzją wykonania. Warto było przyjechać do Drezna, aby zobaczyć pastele Liotarda.
W drodze powrotnej do domu wszyscy dyskutują, dzielą się wrażeniami, obiecują, że muszą w najbliższej przyszłości powrócić do Drezna, aby jeszcze raz zobaczyć dzieła stworzone przez najwybitniejszych twórców.
    Nagle spotyka nas niezbyt miła niespodzianka, samochód ciężarowy, jadący przed nami, gwałtownie zahamował, skutkiem czego ładunek dłużyc, które przewoził, zaczął zsuwać się bezpośrednio na nasz samochód. Siedziałam z przodu przy kierowcy. Z przerażeniem śledziliśmy,  jak deski spadały w naszą stronę, a my byliśmy zupełnie bezbronni. Jednak – o dziwo,  wszystko zsuwało się po bokach naszego  samochodu oraz milimetry nad samochodem. Jakimś dziwnym trafem nie przebiły szyby. Poza drobnymi zadrapaniami nie uszkodziły samochodu. Ludzie, którzy usuwali deski, aby nas oswobodzić, byli bardzo zdziwieni, mówili, że mieliśmy ogromne szczęście, wyszliśmy z tej opresji bez najmniejszego szwanku. Z emocji nie mogliśmy nawet mówić, cudem bowiem ocaleliśmy.
I tak z XVIII wieku wróciliśmy do rzeczywistości.

        
                            ANNA NOWOTNA-LASKUS
                                z domu Żółtowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *