Wspomnienie Wacławy Komornickiej

Za czasów Pierwszej Rzeczypospolitej w tzw. królewszczyznach oraz dobrach biskupich nie było na wsi pańszczyzny, natomiast istniały wiejskie szkółki umożliwiające uczniom podejmowanie pracy rzemieślniczej w miasteczkach lub miastach. Jednym z takich miasteczek był Kazimierz Biskupi w pobliżu Konina, większość mieszkańców trudniła się tam szewstwem.
Bohaterka mojego opowiadania, Wacława Komornicka, pochodziła właśnie stamtąd. Była córką zamożnego gospodarza i matki szlachcianki. To tłumaczy, że rodzice mieli wyższe ambicje, córkę kształcili w najlepszych we wsi szkołach. Wacława została obdarzona wszechstronnymi zdolnościami. Nie było dla niej tajemnic w zakresie uprawy roli, hodowli wszelkiego rodzaju inwentarza, nawet pszczelarstwa. Doskonale leczyła ziołami.
Miała dziewiętnaście lat, gdy podjęła pierwszą samodzielną pracę gospodyni domowej u zamożnych ziemian Chołoniewskich. Byli właścicielami pięknego zamku w Janowie, miasteczku położonym w pobliżu Kamieńca Podolskiego. W Rosji szerząca się czerwona rewolucja wkrótce dotarła w tamte strony. Zaczęły się rozstrzeliwania i rabunki. Wacława widziała z okien zamku rozrzucone na rynku miasteczka ciała pomordowanych Żydów. Chołoniewscy na szczęście zdążyli umknąć ostatnimi niezabranymi końmi na zwykłym wozie. Wacława została sama. Dokąd się schronić, jak uciekać? Napad na zamek przetrzymała schowana w piwnicy.
Wśród rozmyślań usłyszała pukanie do drzwi. Był to mały chłopczyk, którego nigdy dotąd Wacława nie widziała. Przyszedł powiedzieć, że wie co się stało z obrazem Matki Bożej, słynącym łaskami, wiszącym niegdyś w zamkowej kaplicy. Poszli tam razem, by popatrzeć, lecz zobaczyli tylko połamane świeczniki i wszystko – co tylko było – było potrzaskane. Obrazu ani śladu. Chłopczyk jednak odezwał się, mówiąc „ – A ja wiem gdzie ten obraz się znajduje”. Ruszył pierwszy i szli schodami w dół do szeregu pokoi gościnnych, znajdujących się pod poziomem ziemi. Tak kiedyś budowano w okolicach, gdzie ciągle powtarzały się napady Kozaków, Turków i Tatarów. Pokoi w całym zamku było dwadzieścia sześć. Doszedłszy do ostatniego, chłopczyk wskazał na ukryty gdzieś cudowny obraz niewielkich rozmiarów.
Wacława pożegnała chłopca, dziękując bardzo za to cenne odkrycie. Nigdy później jednak już go nie widziała. A tymczasem musiała pomyśleć o sobie. Zdecydowała się na ucieczkę. Zostawiwszy wszystko co miała, ale zabrawszy ze sobą znaleziony obraz.
Zbrucz przebywa wpław, trzymając obraz jak najwyżej, straż graniczna jej nie zatrzymała.
Dalsze losy pani Wacławy znane mi są tylko fragmentarycznie. Małżeństwo, śmierć męża, praca u moich Rodziców w Czaczu, jako zarządzająca domem, potem w 1936 r. objęcie takiej samej funkcji w „Laskach Lubartowskich – Rawitynie”, odkąd mój brat Jerzy tam mieszkał. Zarządzał dużym kompleksem leśnym. Wojna, podczas której cała nasza rodzina znalazła się tam razem w dworku nazwanym przez nas Rawitynem.
Tam pani Wacława Komornicka miała sposobność wykazania swoich uzdolnień i umiejętności. Stwierdziliśmy, że miewa również sny „prorocze”. O jednym takim fakcie opowiadały mi moje siostry. W 1939 r. zostałem powołany do wojska i przebywałem długo na wschodnich kresach Polski. Po sześciu miesiącach pani Komornicka nagle powiedziała: „dziś pan Michał do nas przyjedzie”. I wszystko sprawdziło się co do joty – w pierwszych dniach marca 1940 r.
W 1942 r. zaczęły się w powiecie lubartowskim napady band komunistycznych. Pani Komornicka przeżyła ich dwadzieścia sześć. Pomocna jej była dobra znajomość języka rosyjskiego i psychiki ludzi ze Wschodu. Zwykle zapraszała ich do kuchni, raczyła jakimś posiłkiem, i to łagodziło nieco ich łapczywość. Po ich odejściu jednak płaciła za to atakiem serca.
Po wojnie przez długie lata straciłem z nią wszelki kontakt, dopiero nawiązaliśmy stosunki, gdy pełniła funkcję gospodyni w rodzinie mojego stryja, Benedykta Żółtowskiego. Tam posłyszałem z jej ust to opowiadanie o czasach rewolucji rosyjskiej i o tajemniczym chłopczyku, który odnalazł ukryty obraz. Nie rozstawała się z nim aż do śmierci i przekazała go w ręce synów Benedykta. Widziałem ją w ostatniej chorobie.

MICHAŁ z LASEK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *