Podróż życia

ZAPISKI Z REJSU DOOKOŁA ŚWIATA
część IV – chrzest morski


Opuszczamy skaliste brzegi Panamy. Na dziobie statku głuptaki polują na latające ryby. Rozpoczęły się przygotowania do chrztu morskiego, tradycji marynarskiej związanej z przekraczaniem równika. Podobno chrzest na Pacyfiku jest ważniejszy od tego na Atlantyku. Przed wielu laty armator, czyli PLO, zakazał tej imprezy z uwagi na wypadki jakie się zdarzały, gdy podchmielone diabły puszczały wodze fantazji i poddawały neofitów rozmaitym wymyślnym próbom. Zbudowaliśmy pomost z drewna, tron Neptuna i madejowe łoże. Przygotowaliśmy stroje dla świty boga mórz, wyczyściliśmy basen i wymieniliśmy w nim wodę. Wieczorem kapitan zaprosił nas na film o Polinezji, na którą zawiniemy za kilka dni. 25 stycznia o godz. 12.10 będąc nieco na zachód od Wysp Galapagos, przekroczyliśmy równik co zostało uwiecznione zdjęciem z kapitanem w wyjściowym mundurze. Dzień, a właściwie wieczór przed planowanym chrztem, do kajut neofitów zapukały diabły, które znaczyły nas odciskami pieczęci – próba przekupstwa i obłaskawienia ich spełzła na niczym i „zarobiłem”, nie wiedzieć czemu, rekordową ilość aż sześć pieczątek.
27 stycznia 1990 r – nastał wielki dzień chrztu morskiego. Kapitan zajął należne mu miejsce na podwyższeniu. Na pokład wkroczył barwny orszak składający się z Neptuna (w tej roli ochmistrz z naturalną siwą brodą), jego żony Prozerpiny o obfitych kształtach pomocnika kucharza, Astrologusa (I oficer czyli chief), Doktora (znakomity aktorsko kucharz w kambuzie, również artysta), Fryzjer (asystent oficera), Tryton (cieśla okrętowy) oraz zastęp diabłów z Lucyferem na czele (najstarszy marynarz). Neptun i Prozerpina zajęli miejsca na tronie i się zaczęło.


Neofici, zbici w ciasną gromadkę, próbowali się stawiać diabłom. Kilka godzin wcześniej spłynęło na mnie „natchnienie” wpisujące się w charakter chwili i ułożyłem nieco frywolne kuplety, które otrzymał każdy z neofitów. Mam nadzieję, że pobłażliwy czytelnik szacownego Kwartalnika wybaczy mi rymy zgoła częstochowskie i treść w części czytelną tylko dla załogi. Chórem czytaliśmy strofy rozsierdzając ostatecznie gotowe do działania moce piekielne. A brzmiało to tak:


My się diabłów nie boimy
I do zęzy ich wpędzimy
Nasi goście z piekła rodem,
Mogą straszyć tylko smrodem.
Neofici w zwartej kupie
Lucyfera mamy w …
Tryton chociaż zbroją świeci,
Nie wystraszy nawet dzieci.
Do doktora idę śmiało
Bo kojarzy się z Kacałą.
Fryzjer wkrótce nas ogoli,
Potem pójdzie poswawolić
Astrologus gwiazdy liczy,
U Neptuna jest na smyczy.
Przekarmiona Prozerpina
Na Neptuna brzuch wypina
A Neptuna głowa siwa
Już się od gorzały kiwa.


Tego było za wiele i już po chwili pierwsi z nas przechodzili, a właściwie przepełzali przez „brzuch rekina” czyli brezentowy rękaw długości sześciu metrów, u którego wylotu pracował hydrant tłocząc pod dużym ciśnieniem wodę prosto w twarz nieszczęśnika. Na dodatek był okładany diabelskimi ogonami lub „dosiadany” przez ich właścicieli. Za brzuchem rekina czekała beczka wypełniona wodą z trocinami, w której byliśmy zanurzani w całości, by chwilę potem być wyciągniętym ok. dwa metry nad pokład celem wysuszenia.

Kolejny etap, to dyby z towarzyszącymi atrakcjami w postaci chociażby rozbijania jajek na głowie. Na postronkach trafialiśmy na „madejowe łoże”, gdzie Doktor wynajdywał u nas rozmaite choroby, nieodmiennie leczone „szarą maścią” czyli po prostu zużytym mazutem oraz stawianiem baniek z dzwonu do przepychania kanalizacji. Miało tu miejsce zdarzenie, które mogło się źle skończyć. Wysmarowana dość dokładnie żona II oficera, Małgosia, gdy zbytnio zbliżyła się do grilla, na chwilę zajęła się ogniem – na szczęście ogień natychmiast ugaszono i obyło się bez poważniejszych poparzeń. Skwitowała to krótko i dowcipnie – „gorąco tu jak w piekle”. Dalszy etap to wizyta u Fryzjera, który nakładał maseczkę z surowego naleśnikowego ciasta na twarz, a następnie poprawiał nam urodę. Miałem pecha, gdyż po nałożeniu mi maseczki zarządzono przerwę dla pokrzepienia nadwątlonych sił naszych oprawców. W związku z tym nałożono mi na głowę suszarkę czyli wiadro i tak musiałem tkwić kilka minut. Wrażenie jakie powoduje wysychające na twarzy w równikowym upale ciasto jest niezapomniane. Potem poczęstunek u Neptuna, przed którym musieliśmy upaść na kolana. Menu składające się z kanapek pokrytych rozmaitymi bardzo ostrymi przyprawami i do tego barszczyk, którego nie powstydziłaby się ambitna węgierska kuchnia, u bardziej wrażliwych spowodował bunt przewodu pokarmowego. Wreszcie należało ucałować kolano Prozerpiny pokryte musztardą. Końcowy etap to spojrzenie przez lunetę w gwiazdy (chociaż niebo było bezchmurne) przez Astrologusa i wyczytanie z nich imienia dla każdego, który szczęśliwie przebył cały obrzęd. Otrzymałem imię „Szczupak”. Rzecz jasna, cała ceremonia była filmowana. Zdjęcia z mojego aparatu nie udały się – zostały prześwietlone, stąd przepraszam za ich kiepską jakość. Wieczorem pieczołowicie zmywaliśmy plamy z mazutu, ubranie nie nadawało się już do niczego. Do późnych godzin wieczornych trwała zabawa przy grillu. Po wielu latach dane było mi poznać wstydliwą tajemnicę Kapitana. Otóż, znakomity marynarz i żeglarz, dowódca wielu statków handlowych i wielkich żaglowców, podobno nigdy nie przeszedł chrztu morskiego.
Korzystając z wolnego czasu przeczytałem książkę Aleksandra Godlewskiego „Tahiti najpiękniejsza”, przygotowując się na krótki pobyt na największej z Wysp Towarzystwa w Polinezji. To tutaj żył i tworzył Gougain. W miarę zbliżania się do wyspy, temperatura powietrza rosła i kto mógł, pławił się w basenie. Sielankę przerwała awaria silnika steru zapasowego – mechanicy mieli pełne ręce roboty. Nagle pogoda się zmieniła i w strugach padającego tropikalnego deszczu dostrzegliśmy zarysy Tahiti, znanej z kultowego już filmu „Bunt na Bounty”. Podpłynął holownik i za nim wpłynęliśmy do portu Papeete, stolicy tego wyspiarskiego kraju, znajdującego się wówczas pod protektoratem Francji.

                                                                                                 MARIUSZ ze Sztumu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *