Listy Jana Żółtowskiego cd.

Kochany drogi mój Jasiu,

Bardzo chętnie się na to zgadzam, abyście podróż waszą osobno i w dzień odbyli. Będzie to i mniej męczące i korzystniej dla Was, bo zobaczycie przynajmniej okolice przez które będziecie przejeżdżać. Jak już do Izia pisałem Bunia życzy sobie abyście nasamprzód do Chołoniewa pojechali gdyż ma wstąpić jeszcze do wód i wyjechać musi. Nam się także do wód będzie trzeba wybrać, ale do których to trzeba będzie zależało od zdania lekarzy. Kiedy jak mi piszesz ósmego lipca już będziecie mogli  z Kalksburga wyjechać to Pan Goździewski  na noc już tam przyjedzie, abyście z rana zaraz pojechali z nim do Wiednia skąd około południa wyjedziecie do Krakowa gdzieś przed dziewiątą a zatem  o tej porze roku za dnia jeszcze staniecie. W Krakowie zatrzymacie się przez piątek i możecie korzystać z tej sposobności aby odwiedzić Panią Jenny Kwaśniewską, przyczem wypada aby każdy z Was dał po 10 reńskich jej synkowi, który jest krzesnym Izia. Z Krakowa wyjeżdżając o ósmej z rana w sobotę staniecie we Lwowie około czwartej gdzie znowu przenocować trzeba, gdyż żaden pociąg o tej godzinie już do Brodów nie wychodzi, a na zajutrz wyjeżdżając po piątej ze Lwowa będziecie o wpół do dziesiątej w Radziwiłłowie gdzie na Was konie z Chołoniewa czekać będą. Pan Goździewski odda każdemu z Was po sto reńskich na koszta podróży bo już jesteście w tym wieku że sami powinniście umieć o sobie radzić. Gdyby wczemkolwiek zmiana jaka zajść miała natychmiast Was zawiadomię a teraz tysiącznie Was Obu najserdeczniej ściska najprzywiązańszy dziadzia.

27.6.86                                                                                                                                               M.Ż.

Łaskawemu Panu Hrabiemu Dobrodziejowi spieszę donieść iż wczoraj odebrałem list od Jasia którym mi donosi iż wakacye już się 8 lipca rozpoczną. Czyniąc więc zadość życzeniom Pana……….. ………………

(tu wiele wyrazów nieczytelnych)  mogli by tego dnia z Kalksburga wyjechawszy stanąć wieczorem w Krakowie, tam przez piątek wypocząć, w sobotę wyjechać z Krakowa stanąć na nocleg w Radziwiłłowie i nazajutrz po wysłuchaniu mszy ś. do Chołoniowa się puścić. Podróż tak urządzona zajmie wprawdzie cztery dni, ale chłopcy proszą aby ją dniami tylko odbyć mogli, co dla nich mniej męczące i korzystniejsze, gdyż się przynajmniej okolicom przez które przejeżdżają przypatrzeć mogą.

Mój sekretarz pojedzie po nich do Kalksburga, odwiezie ich do Radziwiłłowa. Są oni wprawdzie już w tym wieku żeby tę podróż sami odbyć mogli, dodaję im więc towarzysza jedynie dla mojej spokojności, będzie on miał wszakże polecenie aby tylko wrazie koniecznej potrzeby niemi się zajął a z resztą wszelką im pozostawić swobodę, aby przywykli sami sobą rządzić się. Względem wód do których wypadnie nam dla Jasia jechać, toczy się korrespondencya między lekarzem z Kalksburga i tutejszym który znając Jasia od lat kilku bardzo dokładnie z jego usposobieniem jest obznajomiony, ale jeszcze żadne stanowcze nie zapadło postanowienie.  Gdyby jakakolwiek nieprzewidziana zmiana zajść miała w powyższych projektach nie omieszkam o tem Panią hrabinę zaraz zawiadomić a teraz łącząc wyrazy głębokiego mego uszanowania zostaje z wysokim szacunkiem i poważaniem Pana Dobrodzieja najżyczliwszy sługa.

                                                                                                                                                             M.Ż.

—————————————————————————————————————————————-                                                                                                                                                   

Skurcze pod Tarczynem                                                                                 d.14 lipca 1886 r.

       Na Wołyniu

Kochany Dziadziu

Bardzo Dziadzię kochanego przepraszam, żem do Niego od naszego z Kalksburga wyjazdu nie pisał ale w dniach przed odejściem poczty ze Skurcza jeszcze po podróży trochę zmęczony byłem i trochę mnie głowa bolała, a więc Izia poprosiłem aby Dziadzi doniósł, żeśmy szczęśliwie najprzód do Chołoniowa, a z tamtąd do Skurcza przybyli. Wczoraj z Łucka wróciliśmy dokądeśmy z Wujciem Xianiem pojechali aby sobie miasto oglądać. Byliśmy tam na mustrze jednego pułku piechoty a potem i konicy która nam się zwłaszcza bardzo podobała. Stoi bowiem teraz kilka pułków wojska /około 5ooo żołnierzy/ pod Łuckiem obozem, a ma później stać dziesięć tysięcy. Mała córeczka Wujcia Xiania, Zosia  bardzo jest ładniutka i sprytna, a przytem już biega wcale nie źle i mówić zaczyna, tylko w ostatnich dniach jest trochę niezdrowa bo ząbki dostaje. Buni zdrowie nie bardzo służy, dosyć jest osłabiona i nie dobrze chodzi, zamierza zatem w połowie lata do wód pojechać ale nie wie jeszcze dokąd. Izio tu jeździ Wujcia Xiana wierzchowcem, siwego i bardzo dzielnego, który jest większy od karego wierzchowca czackiego, ale wiele jest od niego silniejszy, ja jeżdżę na starym czerkiesie który u Wujcia przez jakiś czas w zaprzęgu chodził,  a profesyi jest koniem wierzchowym, a chociaż starszy i brzydki, to przecież jeszcze doskonały. – Nie wiele już mam czasu bo się kolacja zbliża a jutro raniuteńko poczta odchodzi, przytem też już nic więcej do pisania, kończę zatem całując kochanemu Dziadzi rączki i zostając jego przywiązanym wnukiem.

                                                                                                                             Jaś Żółtowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *