Słupski cmentarz utulił do snu niejedno pokolenie. Leżą tu mieszkańcy dzisiejszego Słupska i starego Stolpu, ci wielcy i mali.
Poznać losy mieszkańców znaczy poznać losy ziemi, którą zamieszkiwali. To chyba najpiękniejsza droga do zaznajomienia się z historią. Dlatego dziś opowiem o człowieku, który szczególnie zasłużył sobie na pamięć i szacunek potomnych, człowieku skromnym, dobrodusznym, a przy tym walecznym i sprawiedliwym, zawsze stającym po stronie pokrzywdzonych.
Julian Żółtowski, bo o nim mowa, urodził się 12.02.1903 r. w Piotrkowie Trybunalskim. Już w wieku lat 15-tu brał czynny udział w Powstaniu Wielkopolskim. Walczył w grupie, która rozbroiła Niemców, uderzyła na prezydium policji, a 6 stycznia 1919 r. zdobyła lotnisko w Poznaniu.
Niedługo po tym uczestniczył w II i III Powstaniu Śląskim. W III Powstaniu Śląskim, przy zdobywaniu Góry św. Anny, został ranny.
W latach powojennych organizował koło Związku Powstańców Wielkopolskich na zamku w Poznaniu. Jednak już w marcu 1940 r. wraz z żoną Zofią i córką Anną został wysiedlony przez władze niemieckie z Poznania do obozu przejściowego. Stamtąd trafił do przeludnionego już wtedy Radomia, a następnie do Piotrkowa Trybunalskiego. Tam wstąpił w szeregi Polskiego Związku Wolności, później do Armii Krajowej pod pseudonimem „Gryf”.
Pełnił funkcję łącznika na terenie Częstochowy, Radomska i Piotrkowa Trybunalskiego. Zajmował się także dostarczaniem broni, amunicji i wyposażenia. Brał udział w akcjach sabotażowych.
Po zakończeniu wojny w 1945 r. osiedlił się w Słupsku. Od tego momentu rozpoczął się nowy, a zarazem ostatni już etap w jego życiu. Z uzbieranych oszczędności Julian Żółtowski zakupił niezbędne urządzenia i maszyny i uruchomił cukiernię i piekarnię przy ul. Dworcowej 11 (dzisiejsza Wojska Polskiego 11).
Gdy w mieście pojawił się głód za zaoszczędzone przez siebie pieniądze, wypiekał chleb, który rozdawał głodnym i potrzebującym. Jego dom był zawsze pełen ludzi. Większość odwiedzających przychodziła do niego po wsparcie, radę i pomoc. Nikomu nie odmawiał. Od pierwszej chwili powołania do życia Miejskiej Rady Narodowej piastował urząd radnego. Był prezesem Stowarzyszenia Kupców oraz radcą Izby Przemysłowo-Handlowej w Gdyni. Zajmował się organizowaniem kupiectwa na terenie całego Słupska. Przyczynił się także do uruchomienia pierwszych jadłodajni obywatelskich.
W 1949 r. Julian Żółtowski został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa w Słupsku, a następnie przewieziony do Szczecina, gdzie w areszcie śledczym przez 7 miesięcy poddawany był torturom. W 1950 r. został wypuszczony w bardzo złym stanie zdrowia. Przypadkowy przechodzień nakarmił go i kupił mu bilet kolejowy. Tylko dzięki temu udało mu się dotrzeć ze Szczecina do domu.
Jedna z mieszkanek Słupska, która przypadkowo widziała, jak Julian Żółtowski wysiadał z pociągu, tak opisywała to zdarzenie: „Kiedy pociąg zajechał otworzyły się drzwi przedziału, tuż przed nami mignęła zmizerniała twarz Pana Żółtowskiego. Wychodził z przedziału tyłem, podpierając się również rękoma. Patrzyliśmy ze współczuciem i przerażeniem…”
22 sierpnia 1950 r. Julian Żółtowski umarł w słupskim szpitalu osamotniając żonę Zofię i córkę Annę.
Anna Żółtowska – córka Juliana mieszka w Brzegu. W zeszłym roku odwiedzając słupski cmentarz usłyszała o Izbie Pamięci Słupszczan. W ten sposób nawiązała się nasza znajomość. Dzięki informacjom oraz dokumentom przesłanym przez panią Annę, słupszczanie mogą dowiedzieć się kim był jej ojciec, kim był człowiek, który szedł przez życie z sercem na dłoni.
Julian Żółtowski pochowany jest na cmentarzu komunalnym w Słupsku. Jeśli ktoś chciałby mu podziękować za dobroć i serce, jakie okazywał innym, niech zapali znicz na jego grobie – kwatera 7b, rząd 4 nr 1.
Ewa Gontarek
Artykuł ukazał się w gazecie „Moje miasto” Nr 6(74) z 23 marca 2006 roku. Przedruk za zgodą autora.
Dodaj komentarz