Dzień Wielki Piątek

I szedł On kórnickimi ulicami, rynkiem, dalej, od Stacji do Stacji…

Upadł pod ciężarem krzyża tuż przy ratuszu, tuż przy pomniku… Upadł, tak samo, jak oni upadli pod kulami… On upadł, choć karabiny teraz milczą… Spojrzał z miłością na tablicę, zapytał Ich „…czy było warto?” „Warto!” odpowiedzieli jednym głosem Polegli… Uśmiechnął się do nich, podniósł się, idzie dalej… Niektórzy z tłumu to słyszeli…

Następna Stacja… Planty… Ławka… Siedzą na ławce ci odrzuceni, ci, którzy już nigdzie miejsca nie mogą znaleźć… Obok niewiasty, ich matki… płaczące… „…nie płaczcie nade mną, lecz nad sobą i synami waszymi…” A tamci nadal siedzą speszeni, wystraszeni, nie bardzo nawet wiedzą, co się wokół dzieje, tyle krzyków, tyle ludzi, policja, władze, dzieci nawet i młodzież… A On przy nich milczy… Ale tłum nie milczy… A z tłumu krzyki: „oni są zakałą naszego miasta…” „oni nam wstyd przynoszą!”… „oni szpecą pięknie odrestaurowany ratusz!”, „oni źle wyglądają przy zagranicznych delegacjach!”, „oni nawet nie potrafią się ładnie ubrać!”, „…oni nie pozwalają nam spać spokojnie!” , „zabrać im tę ławkę…”, „…wyrzucić ich z miasta!…” A On do nich szepcze „…przyjacielu – jeszcze dziś będziesz ze mną w Raju…”

Następna Stacja… Tuż przy Liceum… Tuż przy wielkim krzyżu drugi raz upada… Już ciężko powstać, coś gniecie, przytłacza… Spojrzał na tłumy i pyta : „po co wam ten krzyż na ścianie? Może wam przeszkadza… Może już Go nie widać zza szyb luksusowych samochodów, może szpeci widok z okien ratusza i mieszkań waszych? Może zbyt natarczywie woła do was, może lepiej już nie słyszeć?…” Ostatkiem sił dźwignął się i wziął ten wielki kórnicki krzyż i poszedł dalej… I nie było Szymona z Cyreny… I nikt inny się nie znalazł…

I poszedł smutny do Następnej Stacji…

I przybili Go do krzyża, do Tego Krzyża, naszego, kórnickiego…
Nie wzbraniał się, nawet chciał tego…
A z tłumu nikt nie oponował, nikt nie protestował… No, gdyby nas, osobiście, to dopiero byśmy wrzeszczeli… Ale to nie o nas bezpośrednio chodziło…

A On cierpliwie milczał…

Milczał, gdy Mu cierniową koronę na głowę wkładali, gdy targali zlepione krwią włosy, gdy ręce i stopy gwoźdźmi przebijali, gdy promieniotwórcze maszty tuż pod oknami stawiali, gdy nad głową rozpinali potężne liny wysokiego napięcia, gdy przy domu pobudowali drogę pełną spalin, milczał, gdy trwoniono publiczne fundusze i dobro na przepych dla wybrańców, na pensje, które za jeden miesiąc wielokrotnie przewyższają roczne dochody tych z ławek na plantach miejskich, tych z izb niedogrzanych, tych, co swe dzieci do szkół odważają się bez śniadania wysyłać, tych, co ze spuszczoną głową odchodzą zasmuceni od okienek aptecznych z niewykupioną receptą, tych, którzy chleb nasz powszedni na zeszyt wziąć muszą, tych…

Milczał cierpliwie, samotnie, bezsilnie, jakby zupełnie zrezygnowany…

Potem odszedł do Domu Ojca. Niedługo, na trzy dni… Dał nam czas do namysłu… Dał czas do refleksji, do opamiętania…

Alleluja!!! Zmartwychwstał Pan!

Weselmy się! Ze święconką byliśmy, a jakże! Ledwie się do koszyka zmieściło, szkoda, że taki ten koszyczek malutki, a co, niech sąsiedzi widzą, że nas stać…!

Stół nakryty, śniadanko przygotowane, jeszcze się do kościółka wybierzemy, tak jakoś weselej i raźniej będzie!

Tylko trzeba przejść obok ławek na plantach… Puste dzisiaj… Nikt nie siedzi…
„…przyjacielu – jeszcze dziś będziesz ze mną w Raju…”
Czyżby naprawdę stąd odeszli? Nie, to niemożliwe, chyba coś się stało…

Nieco dalej Kórnicka Ściana… Chyba rzeczywiście jakaś inna, chyba jednak zbyt pusta… e nie, może nam się tylko tak zdaje… No, może coś na niej brakuje, ale tak też chyba może być, przyzwyczaimy się do nowego…

Wreszcie w domu. No, to śniadanko!
Smacznego! (…ale ta ławka na rynku…)
…może jajko na miękko?… może szyneczki? (…ta ściana jednak…)
A właściwie to co nas obchodzą tamci, mogli sobie też kupić, przecież harujemy cały tydzień, robimy interesy tu i tam, oni też mogą… Na chleb nie mają? To po co mają tak niskie dochody?
No dobrze, będzie „śniadanie dla podopiecznych” – to coś tam się zaniesie…

Zmartwychwstał Pan! Nie ma Go tu! Powiedział, że miejscem spotkania będzie Galilea… Tylko jak w Kórniku ją znaleźć?

Oj, jak daleko do Galilei…

Radosnych Świąt! Alleluja!

Marek Żółtowski z Poznania

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *