Trudny, ale szczęśliwy rok 2006

Był to rok, w którym dużo się działo w naszej rodzinie. Po hucznej nocy sylwestrowej 2005 roku w restauracji „U Stefana” w Kutnie, w towarzystwie mojej siostry Joli i szwagra Loniusia oraz grupy jakże wspaniałych przyjaciół przywitaliśmy Nowy 2006 Rok, jak zawsze z nadzieją na lepsze.

Zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Przeprowadziliśmy się do nowo wybudowanego domu za Kutnem z pięknym widokiem na las i okolice. Kaziu jest wielkim miłośnikiem natury. Interesuje się przyrodą, obserwuje ptaki i zwierzęta. Jego wielkim hobby od dzieciństwa jest hodowla gołębi i wędkarstwo. Mamy trzy psy i trzy koty. Ja dzięki przeprowadzce mam większe możliwości ulubionej jazdy na rowerze. Lubię zwiedzać okoliczne miejscowości. Poznaję zabytkowe kościoły, a także pałace, w których do niedawna mieściły się szkoły i Domy Dziecka. Były zaniedbane i zdewastowane, a teraz znajdują nowych prywatnych właścicieli i są remontowane. Parki z pięknymi alejami lipowymi i dębowymi są zadbane. Moim towarzyszem wędrówek rowerowych jest kuzynka Krysia. Podziwiamy piękną przyrodę, drzewa, ptaki, rośliny i zwierzęta. Na szlaku spotykamy interesujących ludzi, którzy chętnie opowiadają o swoich miejscowościach. Widzimy, jakie się dokonują przemiany w krajobrazie wsi i miasteczek. Z szarych i burych domków powstają piękne i kolorowe, nie wspominając już o nowych budynkach. Także teren wokół domów jest ciekawie obsadzany drzewami i kolorowymi kwiatami.

Nasza córka Agnieszka jest na ostatnim roku prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Na początku marca wybieramy suknię ślubną dla niej, gdyż 19 sierpnia wychodzi za mąż. Ona nie może poświęcać dużo czasu na bieganie po sklepach, ponieważ ma końcowe egzaminy.

Nie wiedzieliśmy, że poszukiwanie sukni jest tak stresujące. Duży wybór, więc decyzja jest trudniejsza. Wreszcie kupujemy suknię w salonie Madame Zaremba w Łodzi. Jest koloru ecri z łączonymi zielonymi wstawkami. Okazuje się, że projekt tej sukni zdobył główną nagrodę sukien ślubnych w Paryżu. Byłyśmy dumne z dokonanego wyboru. Agnieszka wyglądała w niej prześlicznie. W kwietniu obroniła pracę magisterską z bardzo dobrym wynikiem, a w lipcu zdała egzaminy na aplikację radcowską. Wielka radość w rodzinie. Jesteśmy z niej bardzo dumni. Przed nią jeszcze trzy i pół roku nauki. Jej przyszłym mężem jest Tomasz Sikorski, pochodzący z Kutna. Jest podobnie jak Agnieszka jedynakiem. Studiował zarządzanie i technologię z wykładowym językiem francuskim na Politechnice w Łodzi. Pracuje jako prezes w spółce polsko-francuskiej.

Pomimo licznych obowiązków i wydatków finansowych decydujemy się bez zastanowienia na czerwcowy wyjazd rodzinny do Szklarskiej Poręby, aby spotkać się z kuzynami i kuzynkami. Nie wyobrażam sobie roku bez wspólnych pogawędek z Lonią, Lidką, Bogusią, Anią, Hanną Elą, Grażynką, Bożenką, Stefanią, Kicią, Basią, Natalią, Mirellą, i innymi. Zawsze wracamy ze zjazdu szczęśliwi i mamy pozytywnie naładowane akumulatory.

Zbliżała się pora przyjęcia weselnego. Czyniliśmy ostatnie przygotowania. Goście byli zaproszeni, stroje przygotowane, sala, zespół muzyczny, dekoracja kościoła, chórzystka, fryzjer zamówieni. Bardzo pragnęliśmy, by wszystko dobrze wypadło. Chyba najwięcej stresowała się moja Mama, w końcu wychodziła za mąż jej pierwsza wnuczka. Dodatkowym naszym zmartwieniem była pogoda, gdyż sierpień okazał się chłodnym miesiącem. Uważnie jak nigdy śledziliśmy prognozę pogody w telewizji i długoterminową w Internecie. Wreszcie nadszedł dzień wesela 19 sierpnia 2006 roku. Rano dość chłodno, ale później z godziny na godzinę coraz cieplej. Nareszcie po południu bezchmurne niebo i piękne słońce. O godzinie 17.00 w obecności rodziców, świadków, dziadków, rodziców chrzestnych oraz rodzeństwa odbyło się w naszym domu błogosławieństwo Młodej Pary. Wzruszające, ciepłe, pełne miłości słowa do młodych wygłosili ojcowie, czyli Jasiu (tata Tomka) i Kaziu, który podkreślił z jak zacnego rodu pochodzi jego jedynaczka. Ceremonia ślubna odbyła się o godzinie 18.00 w kościele Jana Chrzciciela w Kutnie. Agnieszka i Tomasz podczas ceremonii zaślubin wyglądali na szczęśliwych, byli uśmiechnięci, wyglądali pięknie. Tomek czytał Ewangelię. My rodzice oraz zaproszeni goście byliśmy wzruszeni i przejęci.

Przyjęcie weselne odbyło się w Zajeździe „Elza” w Kutnie. Nie przypadkowo wybraliśmy ten lokal, gdyż jest on usytuowany naprzeciwko byłego majątku Wiktoryn, którego właścicielem był ojciec Kazia. Chcieliśmy, by przodkowie Żółtowscy oraz nieżyjący rodzice Kazimierza, a zarazem dziadkowie Agnieszki czuwali nad jej i Tomka szczęściem.

Po weselu młodzi wyjechali do Grecji. My zaś wróciliśmy do codziennych obowiązków.

Październik – szok. Kaziu ma wylew! Trafia na miesiąc do szpitala. Wszyscy jesteśmy załamani, zwłaszcza informacją, że tylko 30% pacjentów przeżywa taki wylew, usytuowany w bardzo niebezpiecznym miejscu, tuż przy pniu mózgu. Szybko uczymy się i jak najwięcej zdobywamy informacji o tej chorobie.

Na mnie spada całość obowiązków związanych z prowadzeniem sklepu. Dzieliłam czas między sklepem, domem i szpitalem. Doba była za krótka. Dużo pomocy i wsparcia otrzymałam od dzieci: Agnieszki z Tomkiem oraz Mamy i rodzeństwa. Za okazanie serca ja z Kaziem bardzo im dziękujemy.

Kaziu pomaleńku dochodzi do zdrowia. Dzielnie i z uporem oraz z chęcią do życia pokonuje chorobę. Na szczęście nie został sparaliżowany. Częściowe drętwienie i mrowienie lewej strony zostało, ale jest szczęśliwy, jakby dostał od Boga nowe życie.

Jest 24 grudnia – Wigilia. Zawsze spędzamy ją u mojej Mamy i Kazia siostry Ani oraz jej męża Piaseczyńskich. Wigilia u Mamy to duża rodzinna uroczystość, na której spotyka się moje rodzeństwo, siostra Jola i brat Stanisław z rodzinami, my z Agnieszką i po raz pierwszy Tomek. Wigilia u siostry Kazia przypomina mi jego dom rodzinny, ponieważ Ania przejęła wszystkie tradycje po rodzicach. Oprócz dzieci Marka i Janusza z rodzinami Ania zaprasza samotnie mieszkającą panią Terenię.

Zaraz po świętach dzieci wyjechały z grupą przyjaciół na Słowację, by tam spędzić sylwestra.

Nowy 2007 rok witaliśmy z Kaziem butelką szampana na naszym podwórku w Raciborowie. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że Bóg pozwolił nam go powitać razem z nadzieją na dalsze wspólne lata. Oby ten rok przyniósł nam dobre wydarzenia!

Elżbieta Żółtowska z Kutna

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *