Serpelice nad Bugiem
Było to w latach, kiedy pracowałem z Andrzejem Czartoryskim w Warsztatach Szkolno-Metalowych w Laskach. Zbliżały się letnie wakacje, a ja nie miałem upatrzonej miejscowości, dokąd mógłbym wyjechać. Andrzej należał do paru kółek łowieckich, dysponował samochodem, toteż zaproponował mi wyjazd do pięknie położonej wsi nad Bugiem.
Wieś Serpelice leży w sąsiedztwie Janowa Podlaskiego. Nietrudno było znaleźć kwaterę na wsi, ale większość naszych zainteresowań obracała się wokół szeroko rozlanej rzeki Bug. Rozmiłowany w wędkarstwie Andrzej wypatrzył jakiś cienisty brzeg rzeki. Ucieszył się, gdy się mu udało złowić młodego suma. Odjeżdżając po tygodniu, radził, bym koniecznie udał się w tamto miejsce o wieczornej godzinie, gdy przeprawia się tam codziennie wielkie stado krów z wioski po drugiej stronie rzeki. Jest to coś bardzo pięknego.
Miałem niezły kawał drogi do przebycia po spalonym słońcem pastwisku. Zapadał wieczór. Stado krów rasy czerwonej z przeciwległej wsi czekało już na przeprawę i leniwie pogryzało trawę w otoczeniu pasterza. Starszy człowiek wraz z nieodłącznym psem siedział na brzegu w pobliżu swojej łodzi. Wreszcie gdy przyszedł czas, zatrąbił na rogu. Zadziwiał mnie spokój i cisza całej tej sceny. Pies spokojnie przypędzał najdalej pasące się krowy, a gdy wszystkie znalazły się już blisko, najstarsza z nich poprowadziła całe stado do przeprawy. Buhaj szedł ostatni, tak jak to bywa u leśnej zwierzyny. Krowy wchodziły do rzeki po dwie i po chwili zaczynały płynąć. Widziałem tylko ich głowy i jasne chrapy.
Z chwilą, gdy pierwsze dopływały do połowy szerokiego tutaj Bugu, zobaczyłem, że wynurzają się z wody i skręcają w lewą stronę. Musiała tam być jakaś niewidoczna, rozległa mielizna. Krowy przeszły po niej kilkadziesiąt kroków, po czym ponownie skręciły pod ostrym kątem i przepłynęły drugą część rzeki, od mielizny do tamtego brzegu. Tam się zatrzymały, otrząsając się z wody. Ileż trudu i czasu musiano poświęcić, by je tego wszystkiego nauczyć.
Mówiono mi, że ta codzienna dwukrotna kąpiel ujemnie wpływa na mleczność całego stada, ale uregulowanie praw własności jest na wsi tak trudne, że nikt nie chciał się podjąć przeprowadzenia skomplikowanych przewłaszczeń gruntów. Aż do października krowy muszą więc pływać. I tak trwa to zadziwiające misterium dokonujące się co dzień w ciszy z udziałem tylko pasterza i jego psa.
Dodaj komentarz