Boże Narodzenie w Bawarii

Ostatnie Święta Bożego Narodzenia postanowiliśmy spędzić u znajomych, korzystając z ich zaproszenia, w Regensburgu – Bawaria. Regensburg położony jest nad Dunajem przy ujściu rzek Naab i Regen.

Małgosia i Krzysztof czekali na nas na dworcu. Pani domu miała wszystko przygotowane na wigilijną kolację, więc przed południem było dużo czasu na rozmowy i wspominanie. Kolacja, jak w wielu domach, zaczęła się wraz z pierwszą gwiazdką. Nagrania z polskimi kolędami, oraz żywa choinka, pod którą czekały prezenty, tworzyły wspaniały wigilijny nastrój. Nie było „Mikołaja”, gdyż przy stole byli sami dorośli. Krzysztof i Małgosia mają wspaniałą córkę – 22-letnią Oliwię. Byliśmy mile zaskoczeni jej znajomością języka polskiego, mimo że urodziła się już w Bad Kötzting w Bawarii. Znajomość języka polskiego w mowie, piśmie – to godne do naśladowania przez innych.

W pierwszy dzień Bożego Narodzenia poszliśmy do kościoła w ich dzielnicy Burgweinting. Potem na długi spacer po dzielnicy i plantach ją okalających. Doszliśmy do Islinger Feld, gdzie papież Benedykt XVI odprawiał mszę dla wiernych we wrześniu 2006 roku w czasie swojej pielgrzymki do Niemiec. Na pamiątkę tego spotkania Bawarczycy postawili duży krzyż.

Drugiego dnia świąt przyjechaliśmy do katedry św. Piotra na Stare Miasto. Starówka w Regensburgu to największa średniowieczna Starówka na terenie Niemiec, która w 2006 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Jadąc, już z daleka widać przepiękne, koronkowe wieże katedry, która jest jedną z najwspanialszych budowli gotyckich w południowych Niemczech. Budować ją zaczęto w XIII w. Potem dodawano poszczególne części przez kolejne stulecia, aż w końcu ukończono budowę w 1872 roku. Wnętrze zadziwia licznymi rzeźbami gotyckimi, ołtarzami kamiennymi, figurami gotyckimi, a wśród nich uśmiechniętego Archanioła Gabriela. Na podziw zasługują witraże z XIII, XIV i XIX wieku. Te XIX-wieczne powstały na zlecenie króla Bawarii Ludwiga I. Tylko trochę zdziwiła nas skromność szopki. Jesteśmy przyzwyczajeni do toruńskiej szopki w kościele garnizonowym, która wydaje nam się najpiękniejsza, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Wychodzimy z katedry i idziemy obok pomnika króla Ludwiga I na Domplaz, by kolejnymi uliczkami dojść do Starego Ratusza. Uliczki są krótkie, raczej wąskie, ale urokliwe. Dalej kierujemy się w stronę Dunaju, przechodząc przez bramę miejską i jedyną pozostałą wieżę wartowniczą. Dochodzimy do średniowiecznego mostu zwanego, Kamiennym Mostem. To jeden z najsłynniejszych zabytków Ratyzbony, powstał w XII wieku. Małgosia opowiada nam legendę związaną z tym mostem. Otóż, budowniczy mostu założył się z budowniczym katedry, kto pierwszy ukończy prace. W tym czasie budowa katedry (starej, która spłonęła w 1273 r.) posuwała się szybciej niż mostu, więc budowniczy mostu zawarł pakt z diabłem. Za pomoc diabeł zażyczył sobie trzy dusze, które przejdą pierwsze już przez zbudowany most. Prace ruszyły pełną parą, most szybko był gotowy, na długo przed katedrą. Cóż, diabeł zażądał zapłaty. Budowniczy okazał się sprytniejszy i przepuścił przez most jako pierwsze trzy kury. I tak diabeł został przechytrzony przez budowniczego. Z tego mostu podziwialiśmy piękny widok na Starówkę.

Kolejnym miejscem zaproponowanym przez przyjaciół i godnym zwiedzenia okazało się miasteczko położone również nad Dunajem – Kelheim. Zwiedziliśmy klasztor – Kloster Weltenburg, gdzie zakonnicy produkują wspaniałe piwo, między innymi drożdżowe. Smakuje wyśmienicie.

Z naszych wypraw zwykle wracaliśmy wieczorem. Dzień przerwy na sklepy i znów wyjazd. Tym razem pojechaliśmy do miejscowości położonej w górach – Grafenwiesen. Dalej przez Bad Kötzting na granicę z Czechami, a stamtąd do czeskiego miasteczka Domażlice. To ciekawe stare miasto, które prawa miejskie uzyskało w 1262 roku z rąk króla Przemysła Otokara II. Na uwagę zasługuje zamek miejski, który jest jednym z nielicznie zachowanych na terenie Czech. Rynek ma wydłużony kształt, jest szeroki, otoczony dawnymi domami z barokowymi i klasycystycznymi fasadami. Podziwiamy kamieniczki, ale i sklepiki pod fasadami. Potem Małgosia i Krzysztof zapraszają nas do chińskiej restauracji na obiad.

Nadszedł dzień Nowego Roku. W restauracji, gdzie spędzaliśmy sylwestra większość uczestników to Bawarczycy w starszym wieku. Świetnie się bawią, tańczą, śpiewają swoje ludowe piosenki przy muzyce pana prowadzącego, piją dużo piwa, ale o północy zmieniają trunek na szampana. Ich tańce, szczególnie polka i walc, trochę się różnią od naszych. Jednak szybko łapię ten styl i, o dziwo, udaje mi się sprostać w tańcu z Bawarczykiem. I tak wytrwaliśmy w tym szampańskim nastroju do godziny trzeciej. Powrót i jeszcze dwa szampany na ten Nowy Rok. Nasz pobyt dobiegł końca. Wyjeżdżamy usatysfakcjonowani pobytem i pełni wrażeń. Nasza powrotna podróż przebiegała przez Pragę, Wrocław, Leszno, Bydgoszcz do Torunia.

Kalina Nowacka z Torunia

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *