Ja i moja rodzina

Na Międzynarodowych Targach Poznańskich corocznie odbywa się wystawa gołębi i ptactwa ozdobnego, na którą jeździmy prawie każdego roku. Tym razem Kazio pojechał z kolegą Zbyszkiem pociągiem. Mnie nie chciało się przy dwudziestostopniowym mrozie wyjść z domu, więc zrobiłam sobie kawkę i zatopiłam w lekturze książki, by prześledzić dalsze losy bohaterów. Następnie, mając wolną niedzielę do dyspozycji, (co niezwykle rzadko mi się zdarza) usiadłam do laptopa, by napisać coś do „Kwartalnika”. Bożenka, nasza przemiła naczelna redaktorka na każdym Zjeździe przypomina, członkom Związku by pisali o sobie, bądź rodzinie. Cóż, czas teraźniejszy każdej rodziny jest niedoceniany.

Nie zdajemy sobie nawet sprawy, iż każda sekunda, minuta, godzina, dzień jestbjuż przeszłością. Znamy historię wielu pokoleń Żółtowskich, ale i my terazbtworzymy swoją historię i tak będą robić następne pokolenia po nas.

W 2006 roku pisałam już do „Kwartalnika”. Od tego czasu trochę się w naszej rodzinie zmieniło. Nie zmieniło się tylko nasze miejsce zamieszkania i praca.iMieszkamy (jak już pisałam) niedaleko Kutna, we wsi Raciborów.

Z okien tarasu mamy piękny widok na las. Na naszym polu… dokarmiają się sarny iidziki, co jest czasami uciążliwe, ale cóż takie jest sąsiedztwo z lasem. Lubię, gdy za oknem pada grubymi płatami śnieg. Wtedy siadam na kanapie z kubeczkiem gorącej herbaty i się rozmarzam.

Z naszych okien widać także w odległości 800 metrów z Gołębiewa wieżę wiertniczą, gdzie na głębokości 6500 metrów znajdują się podobno największe nie tylko w Polsce i Europie, ale na świecie złoża gazu nie łupkowego, może nawet ropy naftowej. Te informacje mogą się potwierdzić w marcu lub w kwietniu. Wieczorem widok oświetlonej wieży jest przepiękny. No, ale nie o wiertni miałam pisać, choć dla Polski, gdy potwierdzą się przypuszczenia naukowców, może stanowić choć częściową niezależność gazową od Rosjan.

Nasza córka Agnieszka jest od dwóch lat radcą prawnym. Pracuje obecnie w dziale prawnym w jednym z łódzkich banków. Ponadto prowadzi własną kancelarię prawną.

Tomek jest prezesem jednej z łódzkich firm, która produkuje różne akcesoria i konstrukcje metalowe, np. lampy uliczne, kosze na śmieci. Jego firma współpracuje z kontrahentami w Polsce, ale także z zagranicą: z Francją, Niemcami, Danią, Holandią, a także dalekim państwem miastem Singapurem. Tomek włada kilkoma językami i sam niekiedy poszukuje dla swojej firmy kontrahentów.

Najważniejszym członkiem naszej rodziny jest urodzony w 2009 roku wnuk Pawełek.Dla mnie i Kazia to nowe doświadczenie bycia dziadkami. Nie muszę pisać, jakim jest oczkiem w głowie, jak to mówią prawie wszyscy dziadkowie (najpiękniejszy, najmądrzejszy, najukochańszy, bo to prawda). Na co dzień nie uczestniczymy w jego rozwoju, gdy mieszka z rodzicami w Łodzi, ale odwiedzamy się wzajemnie co dwa tygodnie, a czasem częściej i wtedy szalejemy, biegamy, śpiewamy, tańczymy, czytamy książeczki i opowiaday bajeczki.

Podam taki obrazek, Aguś, Tomek i Pawełek przyjechali na Święta Bożego Narodzenia w piątek wieczorem (Wigilia w sobotę, zresztą w dużym gronie rodzinnym), ja tuż za nimi z pracy, bardzo zmęczona, myśląc po drodze tylko o odpoczynku. Wchodzę do domu, a tu niespełna dwuipółletni Pawełek wybiega mi na spotkanie i woła: „Cześć babciu! Czekałem na ciebie! Pobawisz się ze mną?” A mnie natychmiast odeszło zmęczenie i zaczęliśmy się bawić pluszakami i wymyślać różne historyjki. Było fantastyczne, nie czułam już zmęczenia. Pawełek lubi do nas przyjeżdżać. Bawi się z kotem Meńkiem, suczką Pysią, no, ale wilczyca Luka jest jeszcze za duża na zabawę z nim. Wtedy Tomek bierze Lukę na smycz i idziemy wszyscy na spacer do lasu, by szukać bajkowej Baby Jagi. Pawełek z Kaziem, chodząc po podwórku, czuje się odpowiedzialnym gospodarzem, karmi gołębie, małe kaczuszki, kurczaczki, a także kury i kaczki. Ptaki są bowiem hobby hodowlanym dziadka Kazia. Mógłby obserwować i opowiadać o nich każdemu, kto chciałby go słuchać.

Bardzo podoba nam się sposób wychowania Pawełka przez Agnieszkę i Tomka. Poświęcają mu każdą wolną chwilę, a wtedy wspólnie się z nim bawią, spacerują, chodzą na basen, do teatrzyku, czytają, a przede wszystkim, co jest bardzo ważne, dużo rozmawiają. Pięknie się rozwija, ładnie już mówi, ma dużą wyobraźnię i świetną pamięć. Nie ogląda jeszcza bajek w telewizji i Internecie. Bardzo go kochamy. W niedzielę, gdy są u nas, szykujemy rodzinny obiad, gdzie wszyscy wspólnie, razem z prababcią Jasią, która przyjazd wnuków i prawnuka traktuje jako wielkie wydarzenie rodzinne, siadamy do stołu. Pawełek jada samodzielnie i ze wszystkimi dyskutuje. Czasem wpada, gdy jest w Kutnie, jego chrzestny, obecnie student Politechniki Warszawskiej, wujek Mateusz, by pobawić się z chrześniakiem.

Z Kaziem od ponad dwadziestu lat prowadzimy sklep osiedlowy o branży mięsno-spożywczej, bez alkoholu. Na początku naszej działalności nie mieliśmy żadnego doświadczenia, gdyż oboje z posady urzędników w państwowych firmach zarządzanych w systemie socjalistycznym, byliśmy nie przystosowani do prowadzenia samodzielnej działalności gospodarczej. Trzeba było nauczyć się nowych zasad księgowości, umiejętności zakupu towaru, wiedzy, ile i czego klient poszukuje, miłej obsługi, dobrej z kim relacji, a także umiejętność kierowania zespołem ludzkim. Nie było łatwo, ale się nauczyliśmy. I tak trwamy do dzisiaj. Na podstawie minionych dwóch dekad możemy zaobserwować, jak szybko wyrosła nam konkurencja w postaci wielkopowierzchniowych sklepów zagranicznych. Moje zastrzeżenia i obawy budzi ich architektura, przecież to są zwykłe szybko skonstruowane i zbudowane z blachy obiekty, a ich uczciwość konkurencyjna pozostawia wiele do życzenia.

Przez te wszystkie lata systematycznie zmieniały swój wygląd sklepy, ich obsługa i wymagania klientów. Chociaż jest to trudny okres na prowadzenie działalności, ale jakoś się nie poddajemy i uprzejmością, świeżym towarem, rozmową staramy się zachęcić klientów. Od stycznia tego roku weszliśmy do sieci sklepów. Zobaczymy, to dopiero początek naszej współpracy i nowe doświadczenie. Co tydzień mamy w promocji kilka asortymentów. Kazio, ze względu na swoją chorobę trochę ograniczył udział w pracy w sklepie.

Kocham moich bliskich i lubię utrwalać każde wydarzenie na zdjęciach, by móc po latach w przyciemnionych pokładach pamięci wyzwolić zatarte wspomnienia i następnie sentymentalnie spotkać się z własną przeszłością.

Elżbieta z Kutna

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *