„Nie masz teraz prawdziwej przyjaźni na świecie …” – tak pisał niemal dwieście lat temu nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz. I w konkluzji: ” Powiedział mi – rzekł Mieszek – przysłowie niedźwiedzie: Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.”
Minęły dwa wieki, chyba nawet więcej, od kiedy stawiano sobie pytanie: Jak to jest z tą przyjaźnią? Jako wieloletni belfer obserwuję relacje między uczniami i ich pierwsze przyjaźnie. Na lekcjach zadaję pytania o wzór i cechy „prawdziwego” przyjaciela, polecam uczniom gromadzić przysłowia o przyjaźni. Bardzo często jako najważniejsza cecha przyjaciela pojawiają się przymiotniki: dobry i niezawodny, a najczęściej cytowanym przysłowiem jest fraza: „Umiej być przyjacielem – znajdziesz przyjaciela”.
Nastały takie czasy, iż coraz trudniej nam znaleźć przyjaciela, utrzymać przyjaźń, być przyjacielem. Dawniej na polskiej wsi spotykano się całymi rodzinami przy darciu pierza, kiszeniu kapusty, przędzeniu wełny itp. Do jednego z większych domów schodziła się cała wieś – opowiadano różne historie, snuto legendy, po prostu ze sobą rozmawiano. A jak sąsiadka do sąsiadki weszła pożyczyć trochę soli, to mogło im na „pogaduchach” zejść całe przedpołudnie. I chociaż, nierzadko, rozmawiały o przywarach innych, to te plotki nie były takie zjadliwe jak teraz. I nikomu na pewno nie przyszłoby do głowy pozywać kogoś do sądu i wyjaśniać miesiącami, a nawet latami, że ten powiedział na tego to, a tamten tamto. W powszechnym poszanowaniu byli ludzie starsi, zawsze słuchano ich rad, bo uważano, że: „Sędziwa głowa to skarbnica doświadczeń”. Obecnie wszyscy młodzi są od razu „mądrzy”. Nie lubią i nie chcą słuchać rad, a przekazywanie im życiowych mądrości, na pewno płynące z dobrego serca, uważają za wtrącanie się w ich życie. I nigdy na nic nie mają czasu, chociaż przed telewizorem lub komputerem mogą spędzić kilkanaście godzin dziennie. To, co kiedyś nazywane było marnowaniem cennego czasu, teraz nazywa się koniecznością. Nie jestem absolutnie przeciw „technizacji”. Na pewno i niewątpliwie pozostaję człowiekiem „starej daty” i w pewnych sprawach jestem bardzo staroświecka. W czym owa staroświeckość się wyraża? Bo przecież nie w tym, że odrzucam nowoczesne narzędzia komunikacji. Korzystam przecież z Internetu, wysyłam maile, a nawet czasem potrafię dokonać zakupów w sieci. Jako nauczyciel i wychowawca uważam, że wciśnięcie klawisza z napisem „Enter” hamuje rozwój wyobraźni i pamięci u dzieci i młodzieży. A także u dorosłych. Moja staroświeckość przejawia się w tym, że nadal wolę przeczytać książkę niż wysłuchać jej tekstu, czy przeczytać opracowanie tej lektury. A taka metoda jest powszechna wśród uczniów. I na pewno nie tylko moich uczniów. Odchodzą do lamusa potrzeby utrzymywania więzi międzyludzkich. Skoro cały świat mamy w zasięgu ręki i możemy odbyć wirtualne podróże dokąd tylko chcemy, to po co nam prawdziwa turystyka – jeżdżenie, chodzenie, wspinanie się itp.? Przyjaciela też możemy mieć wirtualnego, stworzonego przez nas. On nas nigdy nie oszuka i nie zawiedzie. I zawsze będzie mówił to, czego od niego oczekujemy. Z „prawdziwym” przyjacielem trzeba czasem się spotkać, pogadać, pójść do kina, do teatru czy na koncert. Ale to wymaga czasu, którego coraz bardziej nam brakuje. I chęci, których też coraz mniej. Przysłowie mówi: „Zachodź często do domu swego przyjaciela, bo nie używaną ścieżkę szybko zarastają chwasty”. Przyjaźń trzeba więc pielęgnować, dbać o nią, jak o najpiękniejszą roślinę.
Słownik języka polskiego daje taką definicję przyjaźni: „Bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości, szczerości zaufaniu, możności liczenia na kogoś w każdych okolicznościach”. Ale to teoria. W praktyce jest o wiele trudniej. Zachęcam więc wszystkich do odejścia od telewizorów i komputerów i odwiedzenia znajomych i przyjaciół – „Lepiej mieć stu przyjaciół niż jednego wroga!”
Pozdrawiam serdecznie
Bogusia z Białej
Do mojego tekstu dołączam wiersz przypisywany Wisławie Szymborskiej, a naprawdę autorstwa Józefy Juchy. Jeszcze kilka lat wcześniej ten wiersz mnie śmieszył, teraz już coraz mniej…
Kiedy ktoś zapyta, jak ja się dziś czuję, Grzecznie mu odpowiem , że „Dobrze, dziękuję!” To, że mam artretyzm, to jeszcze nie wszystko, Astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką, Puls słaby, krew moja w cholesterol bogata… . Lecz dobrze się czuję , jak na swoje lata! Bez laseczki chodzić teraz już nie mogę, Choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę… W nocy przez bezsenność bardzo się morduję, Ale przyjdzie ranek „znów dobrze się czuję”, Mam zawroty głowy, pamięć „figle płata”, Lecz dobrze się czuję, jak na swoje lata. Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi, Że kiedy starość i niemoc przychodzi, To lepiej się zgodzić ze strzykaniem kości I nie opowiadać o swojej słabości. Zaciskając zęby z tym losem się pogódź I wszystkich wokół chorobami nie nudź. Powiadają: „Starość okresem jest złotym”, Kiedy spać się kładę, zawsze myślę o tym… „Uszy” mam w pudełku, „zęby” w wodzie studzę, „Oczy” na stoliku, zanim się obudzę… Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje: „Czy to wszystkie części, które się wyjmuje?” Za czasów młodości (mówię bez przesady) Łatwe były biegi, skłony i przysiady. W średnim wieku jeszcze tyle sił zostało, Żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą… A teraz na starość czasy się zmieniły, Spacerkiem do sklepu, z powrotem „bez siły”. Dobra rada dla tych, którzy się starzeją, Niech zacisną zęby i z życia się śmieją. kiedy wstaną rano, „części” pozbierają, Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają, Jeśli ich nazwiska tam nie figurują, To znaczy, że zdrowi i dobrze się czują!
Dodaj komentarz