Kategoria: Aktualności

  • XXVI Zjazd ZRŻ w Witnicy

    Zbliżający się XXVI Zjazd Związku Rodu Żółtowskich odbędzie się w dniach 14 – 18 czerwca. br.
    Spotkamy się w Witnicy w ośrodku „Leśne Ustronie”. Witnica położona jest w odległości 25 km od Gorzowa Wielkopolskiego.

    Jak informowaliśmy w poprzednim numerze kwartalnika, przedpłaty należy uiścić do 31 marca  br.
    Amatorzy wędkowania mają możliwość „złapać wielką rybę”  w przyległym do ośrodka stawie – bez opłat.

    Jedynym  wymogiem jest,  zabranie ze sobą wędek i przynęt.

    Planujemy zorganizowanie licytacji, więc zachęcamy do przywiezienia na Zjazd gadżetów. Jak wiemy, w czasie licytacji jest wiele radości i zabawy, co zapewniają nam dowcipni prowadzący tę zabawę.

    Szczegółowe informacje dotyczące Zjazdu zamieszczone są w ostatnim świątecznym kwartalniku nr 83.
    Adres strony internetowej ośrodka w Witnicy:

    www.lesneustronie.pl

    Do rychłego zobaczenia,
                                                BOŻENA

  • Informacja z ostatniej chwili – XXVI Zjazd ZRŻ

    Zarząd Związku Rodu Żółtowskich serdecznie zaprasza na XXVI Zjazd Związku Rodu Żółtowskich, który odbędzie się w dniach 14 – 18 czerwca 2017 roku w ośrodku „Leśne Ustronie” w Witnicy.
    Ośrodek położony jest wśród lasów na skraju zespołu przyrodniczo-krajobrazowego „Jezioro Wielkie”, w województwie lubuskim, 25 km od Gorzowa Wielkopolskiego.
    Ośrodek wyposażony jest w salę restauracyjną, salę konferencyjną, bezpłatny monitorowany parking, salę z bilardem, stołem do tenisa , siłownię, saunę. Do dyspozycji gości pozostają również dwa stawy hodowlane (wędkarze mogą zabrać wędki). Hotel 63 miejsca w pokojach 2- i 3-osobowych oraz dodatkowo domkami letniskowymi. Stawka za 1 osobodobę z noclegiem i pełnym wyżywieniem to 103 zł w hotelu i 83 zł w domku. Dzieci do lat 3 przebywają w ośrodku bezpłatnie, powyżej 3 do 12 lat – 50% za wyżywienie.
    Osoby chętne do wzięcia udziału w XXVI Zjeździe Związku Rodu Żółtowskich proszone są o wpłatę zaliczki w wysokości opłaty za 1 dobę, tj. 103 zł za miejsce w hotelu lub 83 zł za miejsce w domku, na poniższy numer konta:

    Freetime Poland Sp. z o. o.
    Słowik, ul. Gdańska 65
    95-100 Zgierz
    44 1500 1038 1210 3005 7094 0000

    w tytule wpisując jaki pokój jest rezerwowany i za ile osób wpłacana jest zaliczka, w nieprzekraczalnym terminie do 31 marca 2017 roku. Bardzo prosimy o dyscyplinę w wykonywaniu przedpłat. Hotel dysponuje ograniczoną ilością miejsc, dlatego w miarę możliwości prosimy o nieblokowanie pokojów wieloosobowych do pojedynczego wykorzystania. Jeśli osoby podróżujące samotnie nie mają nic przeciwko, żeby je z kimś połączyć w pokoju, proszę to wyraźnie zaznaczyć w trakcie rezerwacji. Domki letniskowe urządzone są bardzo skromnie i wyposażone są w łóżka piętrowe, więc nadają się raczej dla młodszych uczestników. Potwierdzenia wpłat i szczegóły dotyczące rezerwacji (rodzaj pokoju, ile osób, etc.) można przesyłać na adres: info@lesneustronie.pl Więcej informacji o ośrodku „Leśne Ustronie” dostępne na stronie http://www.lesneustronie.pl/
    Proszę również obserwować naszą stronę internetową http://www.zoltowscy.pl/ gdzie na bieżąco zamieszczać będziemy aktualizacje związane z przyszłorocznym Zjazdem.

    Wszelkie zapytania można kierować na skrzynkę mailową zarzad@zoltowscy.pl
    Gorąco zapraszamy do uczestnictwa w XXVI Zjeździe Związku Rodu Żółtowskich,

    Zarząd

  • Posiedzenie Zarządu ZRŻ – Październik 2016 r.

    Protokół posiedzenia zarządu ZRŻ 2 października 2016 r. w Warszawie

    Agnieszka z Wrocławia, Bogusia z Białej, Elżbieta z Kutna, Bożena z Warszawy, Mariusz ze Sztumu, Władysław z Torunia, Michał z Białej

    W posiedzeniu wzięli udział następujący członkowie zarządu:

    1. Mariusz ze Sztumu                                                   prezes
    2. Bogusia z Białej                                                         wiceprezes
    3. Bożena Lipińska z W-wy                                          wiceprezes
    4. Kalina Nowacka z Torunia                                       sekretarz
    5. Agnieszka z Wrocławia                                             skarbnik
    6. Władysław z Torunia                                                członek Zarządu
    7. Elżbieta z Kutna                                                        członek Zarządu
    8. Michał z Białej                                                           członek Zarządu

     

     

     

     

    Na wstępie prezes zwrócił się do Agnieszki w sprawie przeniesienia konta bankowego naszego Związku. Agnieszka poinformowała, że do tej czynności niezbędna jest Natalia i Jarosław (którzy prowadzili sprawy finansowe i dysponowali kontem). Dla Natalii jest to kłopotliwe, ze względu na stan zdrowia. Zarząd zdecydował, że Agnieszka założy nowe konto i jako obecny skarbnik będzie dyspozytorem naszych finansów.
    Ustalono, że miejscem Zjazdu powinna być środkowa Polska. Agnieszka nawiąże kontakt z ośrodkami, które zainteresowały zarząd. Po wstępnym wyborze miejsca Zjazdu, kilka osób z zarządu pojedzie do wybranego ośrodka, aby go zobaczyć i ustali zasady pobytu z właścicielem.
    Ela z Kutna zgłosiła propozycję, aby w Mochowie co roku w ostatnią niedzielę przed Bożym Ciałem odprawiana była msza św. za Ród Żółtowskich i fundatorów kościoła. Zdecydowano przekazywać 200 zł każdego roku na tę intencję.
    Kolejna sprawa to wytypowanie osoby do medalu im. Michała z Lasek. Zebrani jednogłośnie wybrali kandydata do tego zaszczytnego odznaczenia.

          Kalina z Torunia, Mariusz ze Sztumu, Andrzej Mieczysław z Warszawy, Bożena z Warszawy

     

    W godzinach popołudniowych przybył zaproszony Andrzej Mieczysław, któremu został wręczony przez prezesa Związku w obecności wszystkich zebranych członków medal im. Michała z Lasek. Medal przyznaje się za wkład w gromadzeniu wiadomości o historii Rodu, jak również za pomoc w wyjaśnianiu wielu zapytań dotyczących Żółtowskich. Medal miał być wręczony na Zjeździe w Skępem, jednak z powodów zdrowotnych Andrzej Mieczysław nie mógł przyjechać.

    Protokółowała sekretarz związku
    KALINA NOWACKA

  • Spotkanie przed LOT-em

    Michał z Białej – przed nim Ania żona, Bogusia z Białej, Marzena z Warszawy, Ania z Białej (obecnie USA), Marcin z Białej

    Sobota, piąty listopada 2016 roku, piąta rano, lotnisko Okęcie w Warszawie. Ania, Michał z żoną Anią, Marcin i ja – Żółtowscy. Odprowadzamy Anię, która leci do męża do Waszyngtonu po krótkim pobycie w Polsce. Nagle! Znajoma twarz! Aż nie do uwierzenia! Rzucamy się do powitań. Niewiarygodne spotkanie. Kolejny dowód na prawdziwość powiedzenia, że świat jest mały.
    Marzena Borzewska ma lot o tej samej godzinie, co Ania Żółtowska. Tylko jedna leci do Brukseli, do córki Anety, jej męża i dwojga wnucząt, a druga do Monachium, gdzie ma przesiadkę na lot do Waszyngtonu. Błyskawiczna myśl. To się nadaje do naszego „ Kwartalnika”. Przybyli w międzyczasie rodzice mojego zięcia Rysia – Ewa i Ryszard Tomaszewscy robią nam wspólne zdjęcie. Koniecznie trzeba posłać do redaktor naczelnej Bożenki do Warszawy. Obie podróżniczki już po odprawie bagażu, więc mamy chwilę, aby pogadać, powspominać, przekazać życzenia i pozdrowienia dla bliskich, do których właśnie się wybierają. Dzięki spotkaniu z Marzeną, jej optymizmowi, rozmowom z nią, łatwiej nam było pokonać ten ogromny smutek, że Ania wylatuje aż za ocean. Z tarasu widokowego obserwujemy kołowanie i start samolotów. W jednym jest Marzena, w drugim Ania. Machamy im obu. Pa! Pa! Szczęśliwej podróży!

    BOGUSIA z Białej

  • Uroczystość patriotyczna w Toruniu z udziałem Żółtowskich

    4 czerwca w Toruniu odbyła się patriotyczna uroczystość na placu im. Towarzystwa Miłośników Torunia przy pomniku Polskich Artylerzystów.
    Okazją do tego była 35. rocznica powstania organizacji pod nazwą Związek Żołnierzy Wojska Polskiego. Jedno z jego ogniw organizacyjnych – Toruński Rejonowy Zarząd … z prezesem płk. Kazimierzem Jerzym Krupą otrzymał ufundowany sztandar.
    Głównymi fundatorami sztandaru były władze samorządowe województwa kujawsko–pomorskiego, Torunia, Brodnicy, Chełmna i Grudziądza oraz szeregowi członkowie tejże organizacji.
    W uroczystości uczestniczyło czworo członków Związku Rodu Żółtowskich. Matką chrzestną była Beata Żółtowska, współfundatorka sztandaru Kalina Nowacka (z domu Żółtowska), płk. Władysław Żółtowski – współorganizator uroczystości, członek Zarządu Rejonowego i Marek Żółtowski – prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Kopernik” – zabezpieczający stronę organizacyjną uroczystości. Patronat nad całością przyjął marszałek województwa Piotr Całbecki. Oprawę muzyczną imprezy zapewnił starosta powiatu lipnowskiego –Krzysztof Baranowski z podległą sobie orkiestrą dętą.
    Gośćmi specjalnymi byli senator RP Przemysław Termiński – ojciec chrzestny sztandaru oraz gen. dyw. dr Franciszek Puchała – prezes Związku, który z wcześniej wbitymi w drzewce sztandaru przez fundatorów gwoźdźmi pamiątkowymi i poświęcony przez ks. prałata płk. Ryszarda Stępnia – proboszcza garnizonu Toruń, wręczył ten sztandar prezesowi TRZ.
    Całość uroczystości przy pomniku Polskich Artylerzystów wzbogacona była pocztami sztandarowymi: województwa, szkół ponadpodstawowych, Państwowej Straży Pożarnej, Toruńskiego Bractwa Kurkowego, kół terenowych z Chełmna i Zarządu Bydgoskiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego. Uroczystość zakończono dekoracją przez prezesa Związku fundatorów i rodziców chrzestnych oraz krótkim koncertem w wykonaniu lipnowskiej orkiestry dętej.

    KALINA NOWACKA /Żółtowska/
    z Torunia

     

    Władysław, Beata, Marek, Kalina z Torunia
    Beata z Torunia, senator RP Przemysław Termiński, gen. Franciszek Puchała, Jerzy Krupa z Torunia
  • Trwajmy, istniejmy, pokonujmy kolejne drogi naszego życia!

    XXV–lecie Związku Rodu Żółtowskich Skępe 25 – 29 maja 2016

    6 września 1992 roku w malutkim kościółku w centrum Skierniewic spotkała się grupa ludzi na mszy św. za rodzinę. Nie znałem nikogo.   Przyjechałem z żoną Stefanią, bratem Michałem i bratową Ewą. Po mszy św. zgromadziliśmy się w niewielkich grupkach, oczekując, co będzie dalej. Ktoś ogłosił, że osoby o nazwisku Żółtowski mają jechać za nim. Teraz wiem, że tą osobą był śp. Zbigniew ze Skierniewic. Pojechaliśmy za nim.  Przedstawialiśmy się i opowiadaliśmy o naszej rodzinie i  przodkach. Później zaczęliśmy dyskutować o założeniu związku rodowego. Właśnie wtedy powstał Związek Rodu Żółtowskich. Wybrano tymczasowy zarząd założycielski. Andrzej Ludwik z Warszawy został tymczasowym prezesem, Michał z Lasek honorowym prezesem. Rejestracją związku w Sądzie Rejonowym w Skierniewicach miał się zająć Zbigniew ze Skierniewic. Powołano Komitet Założycielski (16 osób). Pocztą poleconą od jednego do drugiego członka założyciela wędrowały dokumenty, które należało podpisać i odesłać dalej. W ten sposób Zbigniew  zebrał niezbędne dokumenty potrzebne do założenia Związku i legalnego działania. Tak w skrócie wyglądał I Założycielski Zjazd Rodu Żółtowskich.
    II Zjazd odbył się w Zajączkowie w pałacu należącym niegdyś do Żółtowskich.
    III Zjazd to Soczewka nad Wisłą tuż opodal Płocka. Przyjechało ponad 120 osób.
    W Soczewce zasłabł Zbigniew. Pogotowie w nocy odwiozło go do szpitala. Nie dokończył zjazdu i nie doczekał następnego. Zmarł także Michał z Łodzi. Zatonął latem w jeziorze na Mazurach. Nastąpiło chwilowe załamanie naszej działalności. Zabrakło dwóch głównych organizatorów.  Ryszard z Suwałk w owym czasie sprawował funkcję dyrektora Oddziału Suwalskiego Narodowego Banku Polskiego,  a w dyspozycji banku był  ładnie położony ośrodek wypoczynkowy w Rucianym Nidzie. Tam odbył się IV Zjazd. Organizatorem był oczywiście Ryszard z Suwałk.  To był jeden ze wspanialszych Zjazdów.
    V Zjazd to Lucień. Tu organizatorem był Jarek ze Skierniewic, który przejął po zmarłym ojcu Zbigniewie wolę dalszego istnienia naszego związku. Jednocześnie był długoletnim skarbnikiem. Lucień to ośrodek Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej położony w lesie nad pięknym jeziorem. Pogoda dopisała, więc korzystaliśmy z wypoczynku i kąpieli.
    W Ciechocinku spotkaliśmy się na szóstym Zjeździe. Wiadomo, sam Ciechocinek jest uroczy, a do tego wycieczka do Torunia. Pamiętam, że  w Toruniu było przeraźliwie zimno. Żona musiała kupić mi kurtkę.
    Wigry to miejsce VII Zjazdu. Także liczny Zjazd. Ogłosiliśmy, że wszyscy młodzi Żółtowscy, którzy nie ukończyli w dniu wycieczki do Wilna osiemnastu lat, pojadą na tę wycieczkę na koszt związku. Zarząd postawił im jednak warunek. Przy wejściu do autokaru należało wykazać się znajomością Inwokacji do „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Wszak będziemy pod jego pomnikiem i w uliczce i pod domem, w którym mieszkał. Młodzi sprostali temu zadaniu, choć nie zostali przepytani. Do Wilna pojechały dwa autokary, czyli sto osób. Pięknie prawda? Tutaj duży wkład w organizację miał śp. Ryszard z Suwałk.
    VIII Zjazd  – Chomiąża Szlachecka.  Nad ładnym jeziorem, w spokojnym cichym miejscu z bardzo miłą obsługą.
    Krynica Morska IX Zjazd. Ośrodek należący do duchowieństwa, o ile pamiętam, do księży werbistów. Msza św. za rodzinę odbyła się na miejscu w kaplicy. Ksiądz przyjechał na motorze w specjalnej skórze, którą potem zamienił na sutannę. Organizatorem tego Zjazdu był Mariusz ze Sztumu. Nie wykazała się natomiast szefowa ośrodka, gdyż mimo zapewnień nie zorganizowała nam uroczystej kolacji. Wyjechała, nie zostawiając w kuchni dyspozycji.
    Jest rok 2000. Wspomnę, że 14 i 15 października  to dni Zjazdu Rodzin w Watykanie z okazji Roku Jubileuszowego. Związek już od ponad dwóch lat starał się uzyskać możliwość wyjazdu jako Rodzina. Zarząd czynił przygotowania do tej uroczystości, szukając zarówno kontaktów w Watykanie,  jak i w Duszpasterstwie Rodzin w Polsce. Pisał wiele listów i wysyłał wiele faksów do Domu Polskiego w Rzymie, jak i bezpośrednio do Ojca Chejmo, dominikanina szefa Domu Polskiego w Rzymie. Z Polski każda diecezja mogła wysłać jeden autokar. Stanowiliśmy osobną grupę pielgrzymkową. W Watykanie w tym dniu wymieniano naszą grupę przez megafon. Byliśmy zaproszeni do Auli Pawła II mieszczącej sześć tys. osób na audiencję z Janem Pawłem II, dziś Świętym Janem Pawłem II. Doszło także do bezpośredniego spotkania z Ojcem Świętym. Przekazaliśmy mu nasze dary. Poprosiliśmy o łaski dla naszej Rodziny na drugie tysiąclecie. I takie błogosławieństwo dostaliśmy.
    Ale nie tylko Watykan i Rzym. Grupa blisko pięćdziesięciu Żółtowskich była w Padwie u grobu św. Antoniego w bazylice pod jego wezwaniem, w Asyżu u św. Franciszka. Byliśmy w Neapolu, na Monte Cassino, a także u stóp Wezuwiusza w Pompejach. Wracając, zaczepiliśmy o plaże Rimini i o Wenecję. W Wiedniu, odwiedziliśmy miejsce obozu Jana III Sobieskiego na wzgórzu Kahlenberg. Tam w kościelnej kaplicy wisi nasz herb Ogończyk.
    Ród Żółtowskich w swojej historii przebył wiele dróg. Bo zawsze trwaliśmy i nadal trwamy. Istnieliśmy, istniejemy i dalej będziemy Istnieć, bo tak nam błogosławił św. Jan Paweł II.
    X  Zjazd był w Wielkopolsce w Zaniemyślu w ośrodku wypoczynkowym Niezamyśl, nad jeziorem. Odwiedzamy Kórnik.
    Kolej na polskie morze Bałtyk. XI Zjazd w Pobierowie. Organizatorami byli Sławek ze Szczecina i jego ojciec, śp. Mieczysław ze Szczecina. Bardzo udany Zjazd. Wycieczka do Świnoujścia do Muzeum Rybactwa z przepłynięciem Świny z Wolina na Uznam i z powrotem.
    XII miejsce to Mąchocice Kapitulne w okolicach Kielc. Wycieczka do Kielc do Jaskini Raj i innych miejsc. Dla Żółtowskich Zjazd udany, dla zarządu mniej. Dyrekcja hotelu chciała wymusić dodatkowe opłaty za parkowanie samochodów.  Zarząd przez niemal dwa lata wymieniał się wieloma pismami z dyrekcją hotelu. W końcu kielecka kancelaria prawna wytłumaczyła panu dyrektorowi brak racji i tak się to skończyło.
    XIII Zjazd Popowo. Ośrodek wypoczynkowy więziennictwa. Ładny, spokojny Zjazd z wycieczką do Warszawy.
    Zamość to XIV spotkanie. Jesteśmy w grodzie Zamojskich. Oglądamy ich majątki wymagające renowacji. Jedziemy nad słynne „szumy”, a przede wszystkim do Lwowa. Mało odrestaurowany od czasów wojny, kiedy był miastem polskim. Widać wiele zabytków, ale w złym stanie. Odwiedziliśmy także cmentarz Łuczakowski, skąd pochodzi żołnierz leżący obecnie w Warszawie w Grobie Nieznanego Żołnierza.
    Wreszcie jedziemy w góry. Szklarska Poręba jest miejscem XV Zjazdu. Jedziemy do Książa. Trzeci co do wielkości zamek w Polsce po Malborku i Wawelu, kryjący wiele tajemnic z czasów II wojny światowej. Kilku członków naszego Związku pokazało swe umiejętności w zdobywaniu gór. Przeszli trasę. Niektórym pomógł GOPR (!).
    Nowe Kaletki XVI Zjazd. Poprawny, udany, choć ja nie uczestniczyłem w nim ze względu na stan zdrowia mojej żony Stefanii.
    XVII Zjazd – Księże Młyny w okolicach Łodzi. Wycieczka do Łodzi. Procesja Bożego Ciała po dywanie z kwiatów w Spicmierzu.
    Przenosimy się na Kaszuby. XVIII Zjazd Gołuń. Organizator Mariusz ze Sztumu. Pogoda w kratkę. Zwiedzamy Szymbark, najdłuższą deskę w Polsce, dom na głowie i muzeum partyzantki.
    W Wąsoszu w małym pałacyku z XIX wieku wśród lasów spotykamy się po raz XIX. Wycieczki nie było ze względu na nietaktowne zachowanie kierowcy.
    XX – Zjazd to Dębowa Góra.
    XXI – ponownie Ciechocinek.
    W Pieczyskach pod Koronowem bardzo przyjemnie spędziliśmy cztery dni. Eleganckie, bardzo zadbane i sprawnie zorganizowane miejsce XXII Zjazdu .
    XXIII Zjazd – Szaflary tuż pod Zakopanem. Na wycieczkę jedziemy do Krakowa na Wawel, niektórzy prywatnie do Zakopanego.
    XXIV Zjazd to Jarnołtówek koło Głuchołaz. Spotykamy się w hotelu Ziemowit. Z tym księciem mazowieckim nasz Ród jest związany szczególnie. To on nadawał nam herb i ziemie w okolicach Żółtowa. Wycieczką jest wejście na Kopę Biskupa 890 m n.p.m. Wejście się udało. Wszyscy zadowoleni.
    No i jesteśmy w Skępem. Jestem przekonany, że jak zawsze będzie fajnie. Liczba osób jest imponująca, bo około stu. Trwamy i istniejemy. Pokonujemy kolejną drogę w naszej historii. A wiele było tych dróg! Historia mówi nam, jak wielki patriotyczny był i jest nasz Ród. Nawet w filmie „Krzyżacy” Aleksandra Forda występuje rycerz z herbem Ogończyka na piersi. W nawale tureckiej zaznaczyliśmy swą obecność pod Wiedniem. W powstaniach narodowościowych braliśmy czynny udział. Przykładem jest gen. Edward Żółtowski. Wielu Żółtowskich powieszono za powstania, zabrano ich majątki, a wielu wywieziono na Sybir. W końcu zamordowano w Katyniu. Wśród Żółtowskich byli ambasadorzy w innych państwach, naukowcy wyższych uczelni, profesorowie, doktorzy habilitowani, dziennikarze, lekarze, farmaceuci, inżynierowie i inne zawody, pisarze jak Michał z Lasek, który miał w dorobku kilkanaście książek. Wielu z nas już odeszło. Wspomnimy ich na mszy św. za Rodzinę.
     Idziemy dalej, pokonując różne zawiłości dnia codziennego – zawodowe, rodzinne, osobiste. Idziemy dalej w drogę, często z obawą o zdrowie, i przyszłość. Choć powtarzam, że wiele już przeszliśmy dróg, to trwajmy, istniejmy. Tak nam dopomóż Bóg!

    Fragmenty z podsumowania 24. lat
    istnienia Związku Rodu Żółtowskich.
    Napisał i omówił je na zebraniu ogólnym,
    prezes honorowy Związku i członek zarządu
                                
    RAFAŁ z Korycina

                             

  • Nowy Zarząd Związku Rodu Żółtowskich

    SKŁAD NOWEGO ZARZĄDU ZWIĄZKU RODU ŻÓŁTOWSKICH

    wybrany na Walnym Zebraniu  2016 r.

     

    Mariusz Żółtowski ze Sztumu                                     – prezes

    Rafał Żółtowski z Korycina                                          – prezes honorowy i członek zarządu

    Bogumiła Żółtowska z Białej                                      – wiceprezes

    Bożena Lipińska z domu Żółtowska z Warszawy    – wiceprezes

    Kalina Nowacka z domu Żółtowska  z Torunia        – sekretarz

    Agnieszka Żółtowska z Wrocławia                             – skarbnik

    Michał Żółtowski z Białej                                             – członek zarządu

    Elżbieta Żółtowska z Kutna                                         – członek zarządu

    Władysław Żółtowski z Torunia                                 – członek zarządu

     

  • Nowi krewni

    Nowi krewni

    Mój koń Elear był w trakcie długotrwałego leczenia i rehabilitacji. Próbowałam już wszystkich dostępnych konwencjonalnych metod i środków, aż wpadłam na trop lekarza zajmującego się medycyną regeneracyjną doktora Jerzego Kemilewa z Warszawy. Doktor wyhodował komórki macierzyste od obcego dawcy i przyjechał zaaplikować je pacjentowi w postaci iniekcji dożylnych i dostawowych. Po zabiegu dostaliśmy zalecenie codziennych spacerów z koniem.

    Stajnia, w której mieszka Elear, sąsiaduje z lasem Mokrzańskim  (największym kompleksem leśnym w granicach administracyjnych Wrocławia), więc chętnie wypuszczaliśmy się na godzinne spacerki w przepięknych okolicznościach przyrody.  Pewnego dnia wzięłam Eleara na przechadzkę po tym lesie. Pogoda dopisała, więc w lesie można było spotkać rowerzystów, piechurów z kijkami do Nordic Walking czy zwykłych spacerowiczów. Zazwyczaj widok konia na spacerze kwitowany jest miłym uśmiechem, jednak tym razem spotkaliśmy trzy spacerowiczki, które zachwycone koniem zainicjowały rozmowę. Okazało się, że jedna z nich przed laty jeździła konno w Akademickim Klubie Jeździeckim, uczestniczyła nawet w zawodach w skokach przez przeszkody. Koniarze zawsze znajdą wspólny język, więc rozmowa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, a koń, korzystając z okazji, jadł trawę.

    W pewnym momencie jedna ze spacerowiczek –  pani Teresa zapytała:

    T:  Czy bierze pani ze sobą konia, jadąc na wakacje?

    A: W zasadzie był taki plan w tym roku – odpowiedziałam. Miałam  go wziąć w Bieszczady, ponieważ spędzam tam wakacje (korzystając z gościnności Wiesława), ale Elear nie był w stu procentach zdrowy, więc nie było sensu męczyć go podróżą przez pół Polski.

    T: O, a gdzie w Bieszczady pani jeździ? – zainteresowała się Teresa.

    A: Za  Ustrzyki Dolne – odpowiedziałam wymijająco, no bo kto słyszał o małej wsi na końcu Polski.

    T: A gdzie dokładnie? – Teresa wyraźnie nie dawała za wygraną.

    A: Do Czarnej Dolnej.

    T: Do Czarnej Dolnej? My w Czarnej Dolnej mamy dwa groby na cmentarzu i szukamy kogoś do opieki nad nimi, bo ze względu na odległość ciężko nam o nie zadbać.

    Stwierdziłyśmy na koniec, że świat, to mała wioska,  porozmawiałyśmy jeszcze chwilę i już miałyśmy się żegnać, gdy pomyślałam, że bywam czasami w tych Bieszczadach, więc co mi szkodzi przejść się na cmentarz. Rzuciłam na odchodne:

    A: Jak się nazywają te osoby leżące na cmentarzu?

    T: Jedna to moja ciotka Ewa Guzik, a druga to jej matka, siostra mojej babki Elżbieta Żółtowska.

    A: Jak Żółtowska to jesteśmy rodziną, bo ja też jestem Żółtowska!

    T: E, to niemożliwe.

    A: Jak najbardziej możliwe.

    I opowiedziałam im pokrótce o naszym Związku. Niestety, Teresa nie pamiętała imienia Żółtowskiego, po którym jego żona Elżbieta nosiła nazwisko. Pamiętała tylko, że był oficerem Wojska Polskiego i grał Elżbiecie „Sonatę księżycową” na fortepianie.

    zdjecie 17 Aga.82.(3)Na drugi dzień po tym zaskakującym spotkaniu otrzymałam wiadomość na Facebooku od Joanny, córki Teresy, że dzięki pamięci babci (matki Teresy) Joanny Wierusz-Kowalskiej udało się ustalić kilka szczegółów dotyczących rodziny Żółtowskich.

    Umówiłyśmy się na spotkanie w domu Joanny, na które przywiozłam babcię Janinę, ciocię Danutę i tatę Tadeusza – wszyscy chcieli poznać nowych krewnych. Wiedziałam już, że łączy nas nazwisko, ale nie przypuszczałam, że mamy taki bliski stopień pokrewieństwa i jesteśmy z tej samej Mszczonowskiej Odnogi. Okazało się, że ów oficer Wojska Polskiego to Kazimierz Józef Żółtowski, syn Franciszka „Ogończyka” Żółtowskiego, autora pierwszej monografii, krawca, u którego terminował mój dziadek Rajmund  (krótko, bo mu się nie spodobało).

    Kazimierz ożenił się z Elżbietą Dziewanowską, z którą miał córkę Ewę. Obie leżą pochowane na cmentarzu parafialnym w Czarnej.

    Mój pradziadek Stanisław (syn Michała) był bratem stryjecznym Kazimierza (syna Franciszka), więc mój dziadek Rajmund był kuzynem II stopnia pochowanej w Bieszczadach Ewy Żółtowskiej, która po mężu nosiła nazwisko Guzik.

    zdjecie 18 Aga. 82 (3)Joanna, matka Teresy ma wiele pamiątek rodzinnych, w tym zdjęć i kenkart Żółtowskich, które będę mogła skopiować.

    Moja babcia Janina, która jest głównym motorem napędowym w kultywowaniu tradycji i utrzymywaniu więzi rodzinnych, nie byłaby sobą, gdyby nie zorganizowała rewizyty i nie zaprosiła nowych krewnych do siebie w gości. W ten to sposób zaczęła się nowa znajomość, która miejmy nadzieję będzie trwać i się rozwijać.

     

    AGNIESZKA z Wrocławia

     

     

    zdjecie 20 Aga. 82(3)

  • Srebrny jubileusz na złoty medal

    Srebrny jubileusz na złoty medal

    W tym roku spotkaliśmy się w dniach 25 – 29 maja w Skępem położonym na Pojezierzu Dobrzyńskim, w ośrodku „Diana”, który był blisko Mochowa i… na tym kończyły się jego zalety. Historia miejscowości sięga początków wieku XV, a ciekawostką jest to, że należała do rodu Kościeleckich, którzy pieczętowali się herbem Ogończyk. Znak ten odnaleźć można we współczesnym symbolu miasta.

    DSC_9443

    W środowe popołudnie przybyło już sporo uczestników jubileuszowego Zjazdu. Witaliśmy Wrocław – obie Janeczki, Danusię, Grażynkę, Agnieszkę. Z Warszawy dotarła nasza rodowa redaktor i wiceprezes zarządu – Bożenka. Jest Łódź – Jacek z Basią, Szczecin – Danuta z Leszkiem oraz Andrzej Marek i Zbigniew z Warszawy, który nie opuścił ani jednego spotkania zjazdowego. Dotarł z bardzo daleka Rafał. Są Mirella i Mariusz ze Sztumu z córką Anią, jej mężem Maćkiem wraz z Wojtusiem i małą Madzią. Późnym wieczorem przyjeżdża Kicia ze Szczęsnego z dwiema uroczymi wnuczkami – Martyną i Kasią. Przywozi też pomidory z własnej plantacji, które cieszą się dużym powodzeniem podczas zjazdowych posiłków.

    Kalina z Torunia, Bożena z Torunia, Barbara z Wrocławia z synem Krzysztofem z USACzwartek – Boże Ciało. Tradycyjnie, jak każdego roku, uroczystości rozpoczęły się w kościele pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego. Po Eucharystii procesja przeszła ulicami Skępego do Sanktuarium NMP Skępskiej. Na trasie procesja zatrzymywała się przy czterech ołtarzach, gdzie były odczytywane Ewangelie oraz śpiewana Suplikacja. Na zakończenie uroczystości, przy klasztorze, przy ołtarzu polowym uczestnikom udzielono błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. Chociaż trasa procesji liczyła prawie trzy kilometry, wielu Żółtowskich spotkaliśmy przy wzniesionym w latach 1508 – 1510 bernardyńskim zespole klasztoru z kościołem Zwiastowania NMP, który jest Sanktuarium Matki Bożej Skępskiej, szczególnie ważnym dla mieszkańców Mazowsza i Kujaw. Początki kultu Matki Bożej w Skępem sięgają XV wieku. Wówczas to miały tutaj miejsce niezwykłe wydarzenia związane z objawieniami Matki Bożej. W związku z licznymi cudami, które dokonywały się w miejscu objawień, dziedzic ze Skępego Mikołaj Kościelecki wzniósł drewnianą kaplicę. Łaski uzdrowienia dostąpiła także jego córka Zofia i w dowód wdzięczności ufundowała drewnianą figurę Matki Bożej. Rzeźba szybko zasłynęła licznymi łaskami i stała się przedmiotem kultu, który trwa do dziś. Do Skępego od kilkuset lat przybywają pielgrzymi z różnych części Polski, którzy chcą polecić swe sprawy Skępskiej Pani. Tutejsze sanktuarium jest najstarsze w diecezji płockiej i zarazem najczęściej odwiedzane w tej części Polski. Szczególny charakter, z licznym udziałem wiernych mają uroczystości w dniach 7-8 września z okazji święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Skępe to naprawdę ważna miejscowość i dobrze się stało, że w tym właśnie miejscu odbyło się nasze jubileuszowe spotkanie.

    Stefan z Warszawy, Tomek z Gdańska, Zofia żona StefanaW słoneczne czwartkowe południe spotyka się z nami pani Teresa Radwańska– Justyńska z „Tygodnika Płockiego” – gazety, która jest bardzo popularna na terenie północnego Mazowsza. Opowiadamy pani redaktor o powstaniu i działalności Związku, historii zjazdów, o tym jak w Roku Jubileuszowym byliśmy w Rzymie i spotkaliśmy się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Pokazujemy książki, wspominamy ich twórców – Michała z Łodzi oraz Michała z Lasek. Z dumą prezentujemy chleb z herbem Ogończyk, który w tym roku przywiózł osobiście pan Krzysztof Rumiński z przeuroczą żoną Barbarą i synami Krystianem i Sebastianem.

    Pani Teresa była zafascynowana spotkaniem z nami, pięknie opisała wszystko w artykule, który ukazał się w 24. numerze „ Tygodnika Płockiego”.

    Czwartkowe popołudnie to czas na zebranie sprawozdawczo–wyborcze. Rozpoczyna je prezes Mariusz ze Sztumu, witając serdecznie przybyłych. Minutą ciszy czcimy pamięć tych, którzy odeszli w roku między zjazdami, szczególnie Jerzego z Warszawy. Wraz z żoną Bożenką przyjeżdżał na wszystkie nasze spotkania, wnosił dużo ciepła, spokoju oraz humoru, który nie opuszczał go nawet w chwilach ciężkiej choroby.

    Wieloletni prezes, obecnie prezes honorowy i członek zarządu  Rafał z Korycina przedstawia retrospekcję 25 lat istnienia Związku. Szczególnie wspomina dzień 6. września 1992 roku, kiedy to w Skierniewicach spotkała się grupa Żółtowskich, a efektem tego spotkania było założenie Związku Rodu Żółtowskich. Rafał omawia miejsca kolejnych zjazdów, opowiada o ludziach, działalności, o problemach i sukcesach. Ćwierć wieku to niemało w życiu każdego z nas. Wydarzyło się tak, że nieznani sobie, z pierwszego spotkania, ludzie stali się sobie bliscy, zostali przyjaciółmi, na których, bez wątpienia, można liczyć w każdej chwili. I w tej dobrej, a szczególnie w tej złej. Rafał kończy swoje wystąpienie słowami: „Istniejemy dalej, pokonując różne trudności dnia codziennego, zawodowe, rodzinne, osobiste. Dokładajmy wszelkich starań, aby nasz Związek Rodu Żółtowskich trwał jak najdłużej – może następne 25 lat. Tak nam dopomóż Bóg!”. Zebrani gorącymi oklaskami dziękują Rafałowi za te ważne słowa, za podsumowanie naszej dotychczasowej działalności.

    Edward i Krystyna (Kicia) ze SzczęsnegoPrezes Mariusz ze Sztumu składa sprawozdanie z czteroletniej kadencji zarządu, Agnieszka z Wrocławia informuje o stanie związkowej kasy, cały zarząd podsumowuje swoją działalność, a następnie podaje się do dymisji. Zebrani udzielają absolutorium prezesowi, jak również całemu zarządowi. Następnie, poprzez aklamację, decydują, aby w następnej kadencji zarząd pracował w nie zmienionym składzie. To kwestia zaufania i uznania dla tego, co udało się przez ostatnie cztery lata dokonać członkom zarządu. Jesteśmy bardzo wzruszeni.

    Z pracy w zarządzie rezygnują Tomasz z Gdańska oraz Michał ze Szczecina. Jednogłośnie zostają wybrani do zarządu nowi członkowie – Elżbieta z Kutna i Władysław z Torunia.

     

    Nowy zarząd od razu rozpoczyna pracę. Jest wiele spraw do omówienia, do zrobienia, aby odbyły się kolejne zjazdy, abyśmy mogli jako związek trwać i działać. Niejednokrotnie wydawało się, że nie przetrwamy, że trzeba będzie rozwiązać nasze stowarzyszenie. Ale działając wspólnie i w dobrej wierze, wychodziliśmy z opałów i dotrwaliśmy do tego pięknego jubileuszu, który zgromadził około stu osób.

    Z wydanych przez nas kwartalników, co jest zasługą Bożenki z Warszawy, można by już utworzyć pokaźnych rozmiarów księgę. Nasz związek przetrwał między innymi dlatego, że mieliśmy i mamy mądrych, pracowitych i odpowiedzialnych Prezesów. Rośnie nowe pokolenie Żółtowskich. Tylko patrzeć, jak będziemy mogli wystawić w nowej obsadzie „Legendę herbową” autorstwa Kici i Adama ze Szczęsnego.

    Grażyna ze Szwajcarii, Maciej z ToruniaPo zebraniu czas na chwilę relaksu, refleksji, spotkań w gronie rodzinnym. Przybyli dawno niewidziani Zofia i Stefan z Warszawy. Pragnę podziękować za ciepłe słowa skierowane pod moim adresem. Cieszę się bardzo, że doceniliście to, co robię. Piękna pogoda sprzyja dyskusjom w rodzinnych kręgach. Rozmawialiśmy na różne tematy – o dzieciach, o pracy, o planach na przyszłość. W ferworze dociekań genealogicznych zdarzały się lapsusy językowe  w stylu: „ Aha, to znaczy, że twoja mama i jego ojciec byli braćmi?” Pracowity, pełen wrażeń dzień powoli zbliża się ku końcowi. Najwytrwalsi kontynuują dyskusje w hotelowym patio. Natalia i Adriano przynieśli gitarę. On grał, a my śpiewaliśmy piano, piano, żeby nikogo nie obudzić, bo pora była już dość późna.

    Piątek to tradycyjnie już dzień wycieczkowy. Starałam się tak zorganizować wyjazd, aby był zajmujący, wesoły, a przy tym niezbyt drogi. Z kalkulacji mi wyszło, że na pokrycie kosztów wynajmu autokaru (które stanowią największą część ogólnych kosztów podróży), na wycieczkę powinno pojechać 40 osób. Co się okazało? Do autobusu w piątkowy poranek wsiadło dokładnie… 40 chętnych na wspólną wyprawę. I to już dobrze wróżyło na cały wycieczkowy czas. Pogoda trochę się załamała, popadał deszcz. Ale, na szczęście, tylko w trakcie podróży. Dalej już było słonecznie i pięknie. Zwiedziliśmy urokliwe miejsca, towarzystwo było bardzo sympatyczne. To był niezwykły dzień! Przez Kikół (też z Ogończykiem w herbie) udaliśmy się do Golubia – Dobrzynia. Już z daleka, na malowniczym wzniesieniu zobaczyliśmy okazały zamek – pamiątkę po panującym tu przed wiekami Zakonie Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, powszechnie zwanym Krzyżakami. Zamek golubski powstał na przełomie XIII i XIV wieku. Swój obecny kształt budowla zawdzięcza siostrze króla Zygmunta III Wazy, królewnie Annie Wazównie, która zmieniła gotycką warownię w renesansową rezydencję pałacową. To właśnie jej zamek zawdzięcza niezwykłej urody ażurową attykę wieńczącą dach.

    Rafał z Korycina, Halina z Podkowy Leśnej, Krystyna z Pruszkowa, Adrian z Natalką wnuczką Natalii ze Skierniewic, Edward ze Skierniewic, Leszek ze SzczecinaPasją królewskiej siostry było ziołolecznictwo, w ogrodach zamkowych uprawiano różne rośliny lecznicze, a jak głoszą przekazy historyczne, to właśnie tutaj wyhodowano pierwszy w Polsce tytoń. Z dziedzińca zamkowego do komnat prowadzą charakterystyczne szerokie schody. Służyły one rycerzom, którzy w pełnym rynsztunku, konno wjeżdżali do zamku. Tutejsza legenda ostrzega, że kto wchodząc na schody obejrzy się za siebie, ten w ciągu roku zarży w najmniej odpowiednim momencie. Tradycją golubskiego zamku są rozgrywane corocznie w lipcu na dziedzińcu i na błoniach Wielkie Międzynarodowe Turnieje Rycerskie, na które przybywają rycerze z całej Europy. Każdego roku odbywają się też bale sylwestrowe, w czasie których, o północy można ujrzeć ducha pani na włościach – Anny Wazówny. Zwiedzanie warowni dobiega końca. Korzystając z chwili wolnego czasu, wraz z Halinką i Anią z Podkowy Leśnej wypijamy wspaniałe cappuccino i zajadamy się przepyszną szarlotką z lodami i bitą śmietaną (refleksja o kaloryczności tegoż specjału nadejdzie nieco później).

    Dalej droga wiedzie do Szafarni. To właśnie tu, w majątku państwa Dziewanowskich dwukrotnie letnie wakacje w latach 1824 oraz 1825 spędzał młody Fryderyk Chopin. Tutaj, wśród malowniczych pól Ziemi Dobrzyńskiej, w sąsiedztwie pradoliny rzeki Drwęcy młody, zaledwie 14-letni kompozytor, którego muzykę zna i kocha cały świat, po raz pierwszy miał kontakt z autentyczną muzyką ludową, której echo pobrzmiewało później w jego licznych dziełach. Pani Kinga Kryger wspaniale opowiadała o życiu i twórczości wybitnego Polaka, a pan Marcin Łęcki, przybyły specjalnie na spotkanie z nami z Torunia na żywo ilustrował muzyką ciekawostki przekazywane przez panią przewodnik. W pięknym dworku, otoczonym wspaniałym parkiem, płynęła przepiękna muzyka: mazurek A- moll, polonez B- dur, walc A- moll,a wreszcie utwór „ Preludium deszczowe”. Nawet najmłodsi uczestnicy koncertu – Wojtuś i Filipek wiedzieli, że walca liczy się na: raz, dwa, trzy. Pani Kinga swoim uroczym głosem zachęciła nas do wspólnego odśpiewania pieśni „ Życzenie”, którą skomponował Fryderyk Chopin do słów przyjaciela Stefana Witwickiego. Wszystkim nam sprawiło to ogromną frajdę. Pobyt w Szafarni bardzo się wszystkim spodobał. Żałowaliśmy tylko, że czas nieubłaganie mijał i nie udało nam się skosztować serwowanej w kawiarni wzmacniającej kawy żołędziowej, którą młody Frycek pijał podczas wakacji w Szafarni. Chociażby dlatego powinniśmy tu kiedyś jeszcze wrócić.

    Szafarnia, zdjęcie zbiorowe

    Wieczorem – uroczysta kolacja. Na początku przedstawili się, a raczej przypomnieli, ponieważ byli już na zjeździe w Zajączkowie, Żółtowscy ze Złotowa. Katarzyna Podmokły przyjechała wraz z rodzicami Walentyną i Ryszardem, bratem Jarosławem, jego żoną Edytą i ich córką Karoliną, która studiuje na Politechnice Gdańskiej, gdzie wykładowcą jest Krzysztof Żółtowski.

    Mirella ze Sztumu, Janeczka z Wrocławia, Sławek ze Szczecina, Mariusz ze SztumuWróciliśmy do przeprowadzania w trakcie piątkowej kolacji aukcji przedmiotów przywiezionych z różnych stron Polski. Nam już się nieco opatrzyły, a mogą ucieszyć innych. Wiemy już, kto zbiera filiżanki, a kto pamiątkowe łyżeczki. Te przedmioty trafiły do odpowiednich osób. Państwo Rumińscy przygotowali wspaniałe pierniki ze zdjęciami z poprzednich zjazdów. Przywieźli też torty ozdobione herbem Ogończyk i zdjęciami. To niebywały kunszt cukierniczy. Finezja i smak. Były przepyszne. Jesteśmy wdzięczni i dziękujemy za to, że Państwo Barbara i Krzysztof w tak niezwykły i apetyczny sposób uświetnili nasze rodowe spotkanie. Licytację jak zwykle prowadzili Mariusz ze Sztumu i Rafał z Korycina. Było kilkanaście bardzo fajnych rzeczy, a dochód z aukcji zasilił konto związkowe.

     

    Podpatrywałam pracę pani redaktor z „Tygodnika Płockiego” i wyszło mi, że tekst staje się ciekawszy, kiedy zawiera jakąś anegdotę. A więc teraz jest na to czas i miejsce, ponieważ dotyczy licytacji. Było to na XIX Zjeździe w Wąsoszu (2010 r. ). Mieczysław ze Szczecina był dość surowy i pryncypialny, ale miał też duże poczucie humoru. Przywiozłam na licytację książkę z autografami, m.in. Krystyny Sienkiewicz i Igi Cembrzyńskiej. Perełka w moich zbiorach. Chciałam, żeby była dobra zabawa, ale też wolałam nie stracić tak ciężko zdobytego cacka. Mówię więc do Mieczysława: „Słuchaj, wujku, ja podam cenę wywoławczą tej książki – 20 złotych. Ty przelicytujesz na 50 zł, kupisz ją, a potem mi oddasz”. Mieczysław zgodził się natychmiast. Ale, jak to zwykle bywa w takich układach, nie wszystko poszło po naszej myśli. Licytacja nie skończyła się na 50 złotych. Szła dalej – 70, 80, 100, 120. Mieczysław nie miał wyjścia i licytował do końca. Jak obiecał, tak zrobił. Kupił dla mnie moją książkę.

    „Aleś mnie wkopała!”- skwitował z uśmiechem całą sytuację wuj Mietek.

    Brakuje mi go. Bardzo się wzajemnie szanowaliśmy.

    W sobotę wszyscy byliśmy podekscytowani. Najważniejszym punktem tego dnia, a właściwie całego zjazdu była msza św. w intencji Rodu w kościele pod wezwaniem św. Marcina w Mochowie z odsłonięciem i poświęceniem tablicy upamiętniającej rodziców gen. Edwarda Żółtowskiego, których szczątki spoczywają w krypcie kościoła. Wszystko było przygotowane, fotografowie i filmowcy na swoich miejscach.

    W kościele przed ołtarzem grupa rekonstrukcyjnaTuż przed godziną 10. ,w asyście dwóch adiutantów, do kościoła przybył… sam generał Edward Żółtowski. Było to możliwe dzięki pasjonatom z grupy rekonstrukcyjnej – Pułk 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego uświetnił tę szczególną chwilę, a w rolę generała wcielił się pan Piotr Pius. W uroczystości wzięli również udział uczniowie z gimnazjum im. gen. Edwarda Żółtowskiego w Mochowie wraz z pocztem sztandarowym. To było tak niezwykłe, że w oczach wielu osób widać było łzy wzruszenia. Najbliżej stojący – Ela, Kazik z Kutna, Bożenka, Marzena z Warszawy i ja – nie możemy powstrzymać łez. Wszyscy zebrani przeżywają powagę i wyjątkowość tego wydarzenia.

    tablicaTablica pamiątkowa w kościele w Mochowie jest zwieńczeniem naszej wieloletniej pracy, naszego trudu i marzeń o pozostawieniu trwałej pamiątki po tym, czego wspólnie dokonaliśmy. Przepełniają nas takie uczucia, że aż trudno je nazwać, na pewno przede wszystkim jest to ogromna radość. Tu i teraz na naszych oczach tworzy się historia.

    Do odsłonięcia tablicy prezes Mariusz ze Sztumu prosi obie panie wiceprezes – Bożenkę z Warszawy i mnie. Wspólnie odpinamy zasłonę, która do tej pory skrywała tablicę, a następnie prezes odczytuje umieszczony na niej tekst.

    Ksiądz kanonik Grzegorz Mierzejewski,  proboszcz parafii św. Marcina w Mochowie dokonuje aktu poświęcenia pamiątkowej tablicy. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni księdzu Grzegorzowi za ogromną pomoc, jaką nam okazał w niełatwej drodze od pomysłu umieszczenia tablicy w świątyni, poprzez zgodę konserwatora zabytków, aż po samą ceremonię i jej oprawę. Bóg zapłać i serdeczne podziękowania dla księdza Grzegorza Mierzejewskiego za wszelkie dobro, życzliwość nam okazaną, jak również za piękne słowa skierowane do nas podczas Eucharystii.

    Jak co roku staraliśmy się włączać w obrzędy mszy świętej. Ela z Kutna przygotowała i odczytała wezwania modlitwy wiernych, Piotr z Sandomierza zebrał ofiarę na tacę, ja przeczytałam tekst w liturgii słowa. Na zakończenie uroczystości ksiądz Grzegorz Mierzejewski stwierdził, że wszyscy jesteśmy rodziną i można doszukać się wspólnych korzeni. Opowiedział, jak jest spokrewniony z Żółtowskimi. Siostra jego taty wyszła za mąż za Emila Łyzińskiego, którego mama Antonina pochodziła z Białej Starej i była z domu Żółtowska. Brat Antoniny  Wacław był pradziadkiem Ani, Marcina, Michała, Oli i Michała Żółtowskich oraz prapradziadkiem Filipa, Ksawerego i Leona Żółtowskich.

    Zdjęcie zbiorowe z księdzem kanonikiem Grzegorzem Mierzejewskim w Mochowie

    Po zakończeniu ceremonii ustawiamy się do tradycyjnego zdjęcia, zapraszamy do wspólnej fotografii księdza proboszcza, członków grupy rekonstrukcyjnej oraz poczet sztandarowy gimnazjum. Zaraz potem udajemy się do pobliskiego Żółtowa, aby sfotografować się obok tablicy z nazwą miejscowości. To już po raz trzeci – wcześniej były zdjęcia podczas zjazdów: III w Soczewce ( 1994 r. ) oraz XX w Dębowej Górze ( 2011 r.).

    Filipek z tatą Marcinem z Białej, Wojtuś z mamą Anią - SztumMam nadzieję, że kolejny Zjazd będzie dla mnie mniej absorbujący. W ciągu tych czterech dni trasę Biała – Skępe i z powrotem przemierzyliśmy z moim synem Michałem i jego żoną Anią dwanaście razy. Mam wrażenie, że ciągle byliśmy w drodze. Marcin nie mógł przyjechać z całą rodziną, z żoną Kamilą i młodszym synkiem Ksawerym. Wybrał się z Filipkiem na piątkową wycieczkę. A Ania z Rysiem łączyli się z nami drogą elektroniczną spod Waszyngtonu, gdzie obecnie mieszkają, i pozdrawiali przybyłych na Zjazd Sobotnie popołudnie jest o wiele spokojniejsze niż wszystkie pozostałe dni zjazdowe. To był już czas przeznaczony na spotkania rodzinne, rozmowy, omawianie tego, co zostało zrobione, a co dalej w planach związku. W niedzielę rano wyjazd z ośrodka „ Diana”. Jak się skręciło w prawo, to prościutko można było dojechać do Torunia, Bydgoszczy, Szczecina, a jak się skręciło w lewo, to do samej Warszawy.

    Czasami wracam w te miejsca, gdzie odbywały się zjazdy, ale, jeżeli nie ma tam Żółtowskich, to, choćby to był czterogwiazdkowy hotel, miejsce to jest pozbawione blasku.

    Wywiad Urszuli z Warszawy z "generałem" z grupy rekonstrukcyjnej, w tle Ela z Kutna

    „Tygodnik Płocki” do Żółtowskich rozesłany, artykuł o Zjeździe do kwartalnika – ukończony, a więc, jak pisał Konstanty Ildefons Gałczyński: „Wiktor Hugo miał rację. Wakacje! Słodkie wakacje!”.

     

    Pozdrawiam serdecznie i słonecznie.

    BOGUSIA  z Białej

     

     

     

    Leszek ze Szczecina, Krystyna (Kicia) z wnuczkami Martynką i Kasią    Grażyna, Krystyna z Pruszkowa (Mszczonów), Halinka z Podkowy Leśnej, Joanna z Warszawy, Sylwester Stan mąż Krystyny

     

    Anna i Halinka z Podkowy Leśnej, Kalina i Jurek z Torunia     Zbyszek z Warszawy, Mariusz, Jerzy z Korytowa (Mszczonów), Piotr z Sandomierza, Kazimierz z Kutna

     

           Marzena z Warszawy, Jerzy, Mariusz, Mirela, Barbara z Wrocławia                       Madzia, wnuczka Mirelli i Mariusza, córka Ani i Maćka

     

    Natalka, Krystyna, Danuta z Wrocławia, Grażyna, Agnieszka z Wrocławia, Natalia z mężem Edwardem

     

    Poczet sztandarowy i grupa rekonstrukcyjna Pułku 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego

    Torty wykonane i przywiezione przez państwa Rumińskich

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

  • Pożegnanie Wacława z Łodzi

    Pożegnanie Wacława z Łodzi

    Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dzisiaj tj. 1-go czerwca 2016 roku zmarł jeden z założycieli Związku Rodu Żółtowskich, wieloletni członek Zarządu, współautor Genealogii Rodu Żółtowskich – Wacław Żółtowski z Łodzi. Decyzją Zarządu miał zostać uhonorowany wraz z żoną Ś.P. Elżbietą medalem im. Michała Żółtowskiego z Lasek tuż po Zjeździe w 2016 roku. Niestety nie zdążyliśmy…

    Ostatnie pożegnanie Wacława Żółtowskiego odbędzie się we wtorek 7-go czerwca o godzinie 13:45 na cmentarzu komunalnym „Szczecińska” przy ul. Hodowlanej 28/30 w Łodzi. Wyrazy głębokiego współczucia rodzinie i bliskim składa Zarząd i członkowie Związku Rodu Żółtowskich.