Tag: Nr 19

  • Chrystus zmartwychwstał!


    Rafał z Korycina

    Chrystus zmartwychwstał! Alleluja! Alleluja! Weszli w orbitę Szatana Nie słuchali Pana! Triumf Barabasza! Błyszczą srebrniki Judasza Po trzykroć cios od Piotra Golgota dla łotra On za Nas! Krzyż ciężki – pada na kolana. Męka Twa Panie, Powolne konanie, Szaty już rozdane! Zbrodnia! Naczelnik miłości, Sługa odkupienia. Tak być miało Tak się stało! Głośno krzyczę! Alleluja! Alleluja!

  • Komunikaty


    Rafał z Korycina

    Aukcja

    Związek utrzymuje się ze składek członków i darowizn. Pieniądze są, lecz koszty systematycznie rosną, zwłaszcza druku kwartalnika i koszty związane z wysyłkami pocztą. Zarząd proponuje aukcje na kolejnym zjeździe.

    Może mamy coś, co możemy podarować dla Związku. Może to być obraz, grafika, rycina, książka, drobne bibeloty, itp.

    Przedmioty darowane dla Związku pójdą pod młotek na zjeździe. Kupią je inni Żółtowscy. Nie opuszczą Naszej Rodziny, ale zasilą Związek.

    Kasety wideo z ostatniego zjazdu w Wigrach, w tym relacja z wycieczki do Wilna, rozprowadzane będą na zjeździe w Chomiąży Szlacheckiej. Także inne kasety z poprzednich zjazdów będzie można zakupić po uprzednim zamówieniu telefonicznym pod, podany w kwartalniku, numer kontaktowy Rafała z Korycina.

    Projekt pamiątki ze zjazdu

    Zawsze z okazji zjazdu Jarosław ze Skierniewic odlewa w swoim zakładzie piękne breloki upamiętniające nasze spotkania. Wielu z nas jest w posiadaniu medali z Rucianego, Lucienia, Ciechocinka, Wigier lub znaków Ogończyka, czy też herbowego noża do papieru. Zarząd poczyni starania, by zjazd w Chomiąży także znalazł swe odbicie w metaloplastyce. Proponujemy udział wszystkich w projekcie tego znaku.

    Prosimy o przysyłanie wzorów do odlewu do 5 maja br. na adres Związku w Skierniewicach. Czasami pomysły nam się wyczerpują, a przecież tylu Żółtowskich może nam w tym pomóc. Wystarczy schemat. Resztę dopracują fachowcy ze Skierniewic. Zachęcam więc – stwórzmy brelok dla Chomiąży – kolejny do kolekcji.

    Wielki Album Naszego Rodu

    Zarząd proponuje także tworzenie Wielkiego Albumu Naszego Rodu. Prosimy, by każdy z nas przywiózł na zjazd swoją fotografię, swój portret. Będziemy to zbierać, segregować i może za kilka lat wydamy Wielki Portret Naszego Rodu. Dzisiejsza technika graficzna pozwala na łatwe skopiowanie tych portretów do celów wydawniczych. W Wielkim Albumie Naszego Rodu powinno się znaleźć wszystko – nie tylko nasz twarze, nasi bracia, nasze siostry. Powinny być nasze domy, siedziby, nasze majątki. Nasze dyplomy, ordery, zawody, specjalizacje, nagrody, prace, dzieła.

    Staraniem Wydawnictwa Rodu Żółtowskich ukazała się ostatnia monografia Naszego Rodu. Wielkie dzieło Michała i jego rodziców. Musimy iść dalej. Zróbmy więc album – wielką fotografię Naszego Rodu. W jeden rok, czy dwa nie uda nam się tego dokonać. Ale materiały trzeba zbierać od jutra. Zarząd Wyznaczy osobę, która będzie koordynować pracę, by za kilka lat ten Wielki Portret Naszej Rodziny stał się faktem.

    Zachęcam Więc serdecznie. Przywoźcie swoje zdjęcia!

    Wyjazd do Rzymu

    14 i 15 październik 2000 roku został ogłoszony przez papieża Jana Pawła II dniami Zjazdu Rodzin w Rzymie, w Watykanie. Papież zaprasza rodziny z całego świata do uczestnictwa w Zjeździe i do wspólnej modlitwy za Rodziny. Nasza Rodzina, wielka rodzina o wiekowych tradycjach nie powinna przejść obojętnie wobec takiego zaproszenia, zwłaszcza w 2000 roku chrześcijaństwa. Roku, w którym Rzym będzie stolicą świata. Zarząd Związku Rodu Żółtowskich proponuje wyjazd do Rzymu i innych miejsc we Włoszech np. w dniach 10-18 październik 2000 r. Organizacją wyjazdu zająłby się Zarząd (autokar lub dwa, trasa zwiedzania, noclegi, wyżywienie, przewodnik). Koszt pobytu, ilość dni i miejsca do zwiedzania ustalimy na zjeżdzie w Chomiąży. Ustalimy także wstępnie ilość chętnych do wyjazdu. Zarząd będzie czynił starania, by Episkopat Polski zatwierdził nasz wyjazd – wtedy możemy liczyć na osobistą audiencję u papieża.

    W związku z wyjazdem proponuje się przerwę w organizacji zjazdu w 2000 r. w okresie Bożego Ciała, a spotkanie przyszłoroczne byłoby wyjazdem do Rzymu. Ponieważ w przyszłym roku przewidziane są wybory nowego zarządu proponuje się przełożenie zebrania sprawozdawczo-wyborczego na zjazd w 2001 roku. A więc kadencja obecnego zarządu zostałaby przedłużona o jeden rok. Są to propozycje, które chcemy zasygnalizować wcześniej, celem przemyślenia, by móc podyskutować o nich na zjeździe. Z pytaniami zawsze można do nas dzwonić. W informacji o zjeździe podaliśmy telefony kontaktowe.

    Kwartalnik

    Zarząd Związku serdecznie zaprasza wszystkich swoich członków do osobistego włączenia się do redagowania kwartalnika. Stale potrzebujemy nowego i aktualnego materiału wydawniczego.

    Prosimy pisać do nas o wszystkich waszych problemach, o waszej historii, waszych zdobyczach, osiągnięciach, sukcesach. Będziemy ogłaszać o ślubach, urodzinach, o zmianach adresów i telefonów.

    Prosimy o wspomnienia, o życiorysy, o fakty z życia. Nie krępujcie się – jeżeli ktoś z was nie umie pisać pomożemy, poprawimy. Ważne są dla nas fakty i sama chęć pokazania się, poznania i utrwalenia w historii Naszego Rodu. Zachęcam serdecznie!

    Moje spotkanie z Ojcem Świętym

    W końcowym okresie naszego zjazdu po raz kolejny przybędzie do Polski Ojciec Święty. Wielu z nas czynnie uczestniczyło w spotkaniach z Nim, jeśli nie w kraju, to w Rzymie w Watykanie.

    Redakcja chciałaby oddać kolejne wydanie kwartalnika na zjazd w Chomiąży. Redakcja proponuje druk Waszych wspomnień pod hasłem „Moje spotkanie z Ojcem Świętym”. Prosimy o wspomnienia z tych spotkań, o przeżycia, o własne refleksje. Aby się ukazały, muszą trafić do nas – do Skierniewic – do 5 maja br.

    Przeprosiny

    Redakcja przeprasza Stanisława z Aleksandrowa za brak ciągu dalszego jego wspomnień. Ten kwartalnik jest awaryjnie drukowany w Korycinie. Następny będzie redagowany w prawowitej redakcji pod nadzorem Bożeny Wandy i obiecujemy, że ciąg dalszy nastąpi.

    Przepraszam, że prawie wszystko w kwartalniku jest mego pióra, Związek musiał wydać kwartalnik w zamierzonym czasie.

    Prawowita redakcja ma dużo materiałów, ale tak jak każdy i ona podlega wpływom losowym. W czasie wydania los nakazał leżeć w łóżku. Tak bywa. Dziewczyny już są zdrowe, co nas cieszy i kolejne wydanie będzie bardziej urozmaicone.

    Proszę o wyrozumiałość!

  • Odpowiedź na list!


    Rafał z Korycina

    W zeszłym tygodniu otrzymałem list od Michała z Lasek, w którym kochany nasz senior zwraca uwagę na bezprecedensowy fakt, jaki zaistnieje w Polsce przed naszym zjazdem w Chomiąży Szlacheckiej. Z telefonicznych rozmów wiem, że nie tylko ja byłem poinformowany o tym, lecz także inni członkowie zarządu podobne listy dostali. Tym faktem jest przyjazd do naszego kraju Ojca Świętego Jana Pawła II. Michał podnosi w liście bardzo poważny problem – problem naszej łączności z papieżem, naszego przeżycia tej wizyty. Naszego przygotowania się do niej i naszego uczestnictwaw tej wizycie. Problem poważny, bo i poważna to chwila i kto wie, czy nie ostatnia. Daj Boże bym się mylił!

    List poddaje pod dyskusję organizację zjazdu w tradycyjnym terminie Bożego Ciała. Autor sugeruje przeniesienie na termin późniejszy. Okres, w którym odbędzie się nasz zjazd będzie okresem rekolekcji narodu polskiego przed wizytą papieską, a czas wizyty czasem aktywnego uczestnictwa w pielgrzymce – czynnie śladami papieża, a mniej czynnie przed ekranem telewizora.

    Odpowiem za siebie. Myślę, że inni zrobią podobnie i Twój list Michale nie pozostanie bez odpowiedzi. Zgadzam się co do podniosłości faktu przyjazdu Ojca Świętego do nas i co do, bezspornego dla każdego Polaka, nakazu godnego przygotowania się do tej wizyty. Przemyślenia wartości, jakie się za tą wizytą kryją. A kryją się olbrzymie wartości, których sobie czasami nie potrafimy w czas uzmysłowić. Toż to on, Karol Wojtyła, podczas pierwszej swej pielgrzymki do Polski, w ostatnich słowach homilii na Placu Zwycięstwa w Warszawie krzyczał doniosłym głosem wzywając Ducha Świętego by odnowił oblicze Ziemi. Tej Ziemi! I tak się stało. Czy ktoś z nas przewidywał i uzmysławiał sobie, że tej prośby Bóg nie odrzuci i jej wysłucha? Dlatego ideały, o których piszesz w liście Michale – są słuszne i zasadne. Zgadzam się z Tobą. Jako członek zarządu i wiceprezes jestem jednak zobligowany do wysłuchania wszystkich głosów płynących do zarządu, zarówno tych listownych, jak i zgłaszanych telefonicznie.

    W ciągu ostatniego miesiąca dzwoniło do mnie kilkanaście osób z pytaniem, czy oby tylko odbędzie się tegoroczny zjazd. Czy będą kasety, zwłaszcza z Wigier i Wilna. Czy przywieziemy kopię błogosławieństwa papieskiego dla naszego rodu. Gdzie będzie się odbywał zjazd i jakie przewidujemy atrakcje. Dochodzą także inne postulaty i prośby, a to o monografię, o kolejny kwartalnik. Nawet prośba o przyjęcie do związku. Od pewnego czasu zaczynam odczuwaćzwiększone zainteresowanie naszą działalnością i widzę nawet chęć czynnego uczestnictwa w pracach związku.

    Wybitnym tego dowodem jest poważny odzew na moją prośbę o pomoc w znalezieniu miejsca kolejnego zjazdu. Wielu z nas aktywnie poszukiwało dogodnego ośrodka wypoczynkowego tylko i wyłącznie po to, byśmy mogli się znów spotkać, powitać, porozmawiać.

    Jak w takiej sytuacji mogę być za odwołaniem tego, na co dziesiątki Żółtowskich czekają? Liczą na to, że się spełni, inaczej by o te spotkania nie zabiegali.

    I jak zwykle, zarząd między młotem a kowadłem. Jednak, po głębszym przemyśleniu, nie tak źle to wszystko wygląda. Wizyta Ojca Świętego zaczyna się w przeddzień zakończenia naszego zjazdu, Wrócimy, każdy do swojegodomu i spokojnie będziemy mogli uczestniczyć i obserwować pielgrzymkę papieża. W dniu Jego przylotu zamówiliśmy w Chomiąży Szlacheckiej dla całej rodziny uroczystą kolację, której nadamy specjalną oprawę, rezygnując z tradycyjnego ogniska.

    Nie mogę więc Michale być za odwołaniem lub przeniesieniem zjazdu na inny termin. Wszyscy wiemy, że Boże Ciało jest najdogodniejszym terminem dla ludzi pracy, a takich jest wśród nas wielu. Myślę, że uda nam się pogodzić oba te fakty: i przyjazd Ojca Świętego i nasz zjazd. Jeżeli chodzi o łączność naszego rodu z papieżem i stolicą apostolską, w propozycjach na 2000 rok poddaję pod dyskusję przyszłoroczny zjazd i wyjazd do Rzymu.

    Może ta propozycja będzie pomostem do rozwiązania naszego wspólnego problemu, który był sentencją Twego listu do mnie. Rozumiem ja Ciebie, proszę zrozum mnie.

    Ściskam cię serdecznie.

    Rafał

  • Sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej

    Wycieczka do Wilna utkwiła nam mocno w pamięci. Ogrom miejsc do których dotarliśmy w ciągu jednego dnia wizyty w Wilnie, dał nam jedynie pobieżną informację o ważnych miejscach, które zwiedzaliśmy. Są to miejsca związane z historią Naszego Narodu, miejsca o których warto wiedzieć więcej. Dlatego też korzystając z przewodnika po Litwie przepiszę pewne dane o Ostrej Bramie – miejscu bliskim każdemu Polakowi. O miejscu, które ślad swój znalazło w Mickiewiczowskiej inwokacji do „Pana Tadeusza”.

    Rafał z Korycina

    Na początku XV wieku Wilno zostało opasane murami obronnymi z dziewięcioma bramami. Przy wylocie dzisiejszej ulicy Ostrobramskiej (Ausros Vartu) znajdowała się jedna z tych bram zwana Miednicką, tędy prowadziła bowiem droga do Miednik, gdzie znajdował się zamek wielkich książąt litewskich. Brama miednicka przyjęła później nazwę Ostrej od nazwy ulicy – Ostrego Końca. Brama Ostra jest masywna, czworoboczna, pokryta dachem zasłoniętym attyką polską, ozdobioną różnymi motywami architektonicznymi i figurami dwóch gryfów (skrzydlate lwy z głową orła) trzymających tarczę z Pogonią. W XVIII wieku brama miała ciężkie wrota żelazne, po których ślady zachowały się do dziś. Pod gzymsem znajduje się głowa, różne są jednak hipotezy dotyczące przedstawionej osoby. Są opinie, że to Hermes, według innych chodzi o Zygmunta Augusta. W 1923 roku na bramie umieszczono Orła Białego dłuta prof. Bolesława Bałzukiewicza. Litwini jednak zniszczyli rzeźbę w 1939 roku, obecnie w tym miejscu, w małej wnęce, znajduje się żelazny krzyż.

    W roku 1671 na tej właśnie Bramie Miednickiej zbudowano drewnianą kapliczkę, w której umieszczono cudowny obraz Madonny. Niestety, w 1715 roku kapliczka spłonęła, a obraz przeniesiono do kościoła Św. Teresy. W 1829 roku oddano do użytku nową kaplicę, już murowaną, wzniesioną w stylu klasycystycznym; w takim kształcie zachowała się do obecnych czasów.

    W niej właśnie znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, pochodzący z XVI wieku, autorstwa nieznanego artysty ze szkoły włoskiej. Namalowany farbami olejnymi na dębowej desce przedstawia Madonnę z głową pochyloną nieco w prawo i z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Postać Matki Boskiej, z wyjątkiem twarzy i rąk, pokryta jest srebrną sukienką, na której znajdują się misternie wykute kwiaty – róże, goździki, tulipany. Głowę Madonny otacza czterdzieści promieni i dwanaście gwiazd. Na dole obrazu znajduje się duży, srebrny półksiężyc. Obraz wsławił się cudami od połowy XVII wieku, a szczególnie , przypisywano mu moc tłumienia pożarów i uzdrawiania chorych. Decyzją papieża Piusa XI z lipca 1927 roku Matka Boska Ostrobramska przedstawiona na tym wizerunku została uroczyście kanonizowana na Królową Korony Polskiej.

    Sama Kaplica Ostrobramska jest niewielka, sklepiona trzema łukami. Ma trzy okna i żelazną balustradę.

    Nad środkowym błyszczy, wykonany z mosiężnych, wyzłacanych liter, napis łaciński: „Matko Mitosierdzia, pod Twoją obronę uciekamy Się!”.

    Na sklepieniach kaplicy znajdują się stiukowe płaskorzeźby przedstawiające Gwiazdę Betlejemską, a po jej bokach Arkę Noego i Arkę Przymierza.

    Przy ołtarzu wznoszą się cztery korynckie kolumny, a między nimi umieszczono posągi św. Joachima i św. Anny – rodziców Najświętszej Marii Panny.

    Cała kaplica wyłożona jest srebrnymi wotami, których naliczono około ośmiu tysięcy. Obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej stanowi dla Litwinów i Polaków obiekt szczególnego kultu, toteż kaplica jest najczęściej odwiedzanym miejscem w Wilnie. Tu przybywają pielgrzymki, by uczynić pokutę i oddawać się żarliwym modłom. Wyrazem tej czci dla cudownego obrazu jest też słynna inwokacja Adama Mickiewicza w „Panu Tadeuszu” do Panny Świętej, która w Ostrej świeci Bramie.

    We wrześniu 1993 roku Sanktuarium Ostrobramskie odwiedził Ojciec Święty Jan Paweł II i tu pod cudownym obrazem Matki Miłosierdzia odmówił modlitwę różańcową.

    Józef Krajewski, „Litwa – przewodnik”, Agencja Fotograficzno-Wydawnicza „Mazury”, Olsztyn 1994 r.

  • Spotkamy się w Chomiąży Szlacheckiej


    Rafał z Korycina

    W ostatnich dniach lutego otrzymałem informację, że planowany w bieżącym roku kolejny zjazd nie dojdzie do skutku z powodów niezależnych od organizatorów. Telefonicznie poprosiłem o pomoc Mieczysława i jego syna Sławka (Szczecin), Mariusza ze Sztumu i Bogusię w Białej Starej. Wszyscy bardzo się zaangażowali i każdy wystąpił z propozycją.

    Wszystkim Wam dziękuję za pomoc, a najbardziej Mieczysławowi. Wybór padł na propozycję Witka i Bogusi z Białej Starej. To oni są reżyserami i scenarzystami naszego kolejnego spotkania. Znaleźli ośrodek wypoczynkowy, który spełnia wymagania wszystkich Żółtowskich.

    Co to znaczy! Znaczy to, że jest w centralnej Polsce, że jest tani, że położony w urokliwym miejscu, niezbyt duży, kameralny. Z pełnym zapleczem sanitarnym, salą konferencyjną i wyżywieniem. Stały nacisk ze strony zarządu na nas, organizatorów, został spełniony. Nie jest to miejsce komfortowe i drogie, standard jest dużo niższy, ale za to tani. I powinien być dostępny na każdą kieszeń. Mam nadzieję, że frekwencja, na którą bardzo liczymy, będzie przez to wyższa. Wielu twarzy od dawna nie widzieliśmy, a bardzo nam zależy by zawsze byli wśród nas, integrowali się z nami. Byśmy razem tworzyli wielką, polską rodzinę.

    Wykorzystując folder Biura Turystyki „Relax” z Inowrocławia, krótko przybliżę walory Chomiąży Szlacheckiej.

    Położona jest wśród pięknych jezior pojezierza Pałuckiego, regionu który w latach pięćdziesiątych był największym odkryciem etnograficznym w Polsce. Ośrodek leży na Szlaku Piastowskim opodal prasłowiańskiej osady w Biskupinie, należącej do naszego dziedzictwa kulturowego. W pobliżu znajduje się słynna Wenecja Żnińska z piękna kolekcją wagoników i lokomotyw kolejki wąskotorowej. Miejscem godnym zwiedzenia jest Gniezno z katedrą, Kruszwica i inne zabytki w promieniu 50 km. Biuro turystyki zapewnia autokar 50 osobowy i przewodnika na miejscu. Okolica charakteryzuje się łagodnym mikroklimatem, z dużą ilością olejków eterycznych, szczególnie zalecanych w przypadku schorzeń układu nerwowego i krążenia. Chomiąża Szlachecka została wpisana do rejestru MZiOS jako potencjalne uzdrowisko. Zakwaterowanie w pokojach 2,3,4 – osobowych z łazienką. Każdy pokój dysponuje podręczną kuchenką, wyjściem anteny RTV, obszernym balkonem. Do dyspozycji wczasowiczów pozostają: kawiarnia, sala konferencyjno-telewizyjna, kort tenisowy, boisko do gry w koszykówkę, siatkówkę i badmintona. Jest wypożyczalnia sprzętu pływąjącego, długi pomost w jezioro, można wędkować.

    Całkowity koszt pobytu jednej od jednej osoby nie powinien przekroczyć 200 zł za cztery dni z noclegami, pełnym wyżywieniem i wycieczką. Jest to dla nas wyjątkowo tania oferta. Związek zarezerwował 80 miejsc sypialnych. Osoby, które chcą przyjechać na zjazd, muszą wpłacić do 5 maja 1999 r. 50% wartości, a więc 100 zł od osoby.

    Bardzo proszę o dostosowanie się do wyznaczonego terminu, gdyż związek musi spłacić przedpłatę do biura turystycznego.

    Podaję nowe konto, na które należy wpłacać wszelkie opłaty, w tym opłaty na Zjazd: PKO O/Skierniewice 10204580-11345-210-1 z dopiskiem od kogo i na jaki cel należy przeznaczyć przedpłatę.

    Gdyby zaistniały pytania, podaję telefony kontaktowe: Rafał z Korycina (085) 781-94-91 godziny wieczorne lub w godzinach pracy (085) 272-07-30, Jarosław ze Skierniewic (096) 833-03-61.

    Kończąc powyższą informację o zjeździe pragnę podziękować Bogusi i Witkowi z Białej Starej za czynne włączenie się w organizację kolejnegospotkania. Za poświęcony w tej sprawie czas i kilometry, za miłe i serdeczne przyjęcie Jarka, Stefanii i mnie w swych gościnnych progach.

    Namawiam więc do licznego uczestnictwa i do zobaczenia w czerwcu w Chomiąży Szlacheckiej.

  • Stefan Żółtowski z Myszkowa


    Rafał z Korycina

    Wielokrotnie na łamach naszego kwartalnika drukowana była poezja Stefana Żółtowskiego z Myszkowa. Dzisiaj chcemy przybliżyć czytelnikom Poetę poprzez druk jego biografii. Dodam tylko, że latem 1998 roku w audycji „Lata z Radiem” w lipcu jego wiersze wybrane przez Andrzeja Matula z tomiku „Jutro będzie pogoda” deklamował znany aktor Krzysztof Kolberger.

    Przy okazji odpowiem na dwie prośby Stefana skierowane do Zarządu. Pierwsza dotyczy drukowania pełnego imienia i nazwiska poety. Co do tego zgadzamy się i tak będzie zawsze ilekroć Twoja Stefanie poezja będzie drukowana na łamach naszego kwartalnika. Pytasz także, czy jest możliwe wydanie (w przyszłości) staraniem Związku Rodu Żółtowskich obszernego wyboru Twoich wierszy. Odpowiadam: tak – po to jest Związek, po to się zintegrowaliśmy, byśmy pomagali sobie wzajemnie. Pisali o sobie, prowadzili kwartalnik, spotykali się i wydawali swoją twórczość.

    Nie wiem, kiedy to nastąpi – musi być zatwierdzone przez zarząd w planach wydawniczych na dany rok. Proszę więc o złożenie stosownych materiałów w siedzibie Związku w Skierniewicach. Wtedy prośba Twoja o wydanie zostanie rozpatrzona przez zarząd i najprawdopodobniej ujęta do planów wydawniczychZwiązku.

    Nota biograficzna

    Urodziłem się w 1937 r. w Zbicznie koło Brodnicy.

    Zadebiutowałem w 1977 roku wierszami drukowanymi w częstochowskim miesięczniku: „Nad Wartą”; publikuję w prasie regionalnej i ogólnopolskiej. Kilka wierszy zamieściłem w polskim dzienniku wychodzącym w Wilnie. Moje wiersze znalazły się w wielu almanachach, a ponadto na antenie radiowej (wśród recytujących był m.in. Krzysztof Kolberger), w telewizji (program Wandy Konarzewskiej: „Kosmos – 1980”), w Polskiej Kronice Filmowej (nr 46, wyd. A, z listopada 1979 r.) w reportażu dotyczącym mojej działalności związanej z ruchem miłośników fantastyki i science-fiction w Polsce. W radiu był także reportaż literacki Macieja M. Szczawińskiego o twórczości poetyckiej i prozatorskiej niżej podpisanego z dziedziny fantastyki naukowej pt.: „Widać inne światy..” (Program III, marzec 1985 r).

    Dotychczas wydałem następujące tomiki poetyckie: „Wysłuchanie ciszy” (1980), „Wiersze” (1983), „Oswajanie krajobrazu” (1985), „Moje trzy grosze” (1986), ,Wniebowstąpienie” (1993), „Duet” (1994) – wspólnie z Władysławem Szymą, „Morąg, albo tryptyk o grodzie nad jeziorem Skiertąg” (1995) i „Ave Maria” (wyd. I i II, 1995).

    Natomiast w systemie ISBN ukazały się zbiory wierszy „Jutro będzie pogoda” (1996), „Bez i kamień” (1998) i „Ave Maria” (1998). Zamierzam wydać w systemie ISBN kolejne zbiory wierszy: „Galeon wyobraźni” i „Wierszowstąpienie”.

    Nagrody i wyróżnienia: Laur Światowida (Turniej Jednego Wiersza, „Zielony Sztandar”, 1986 r.), wyróżnienie w XXIX Łódzkiej Wiośnie Poetów (Oddział Wojewódzki PAX w Łodzi, 1987 r), III nagroda (Konkurs poetycki na „Wiersz o Katowicach”, Katowice, 1987 r.) wyróżnienie w XIV Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im H. Poświatowskiej (Wojewódzki Dom Kultury w Częstochowie, 1988 r.) i inne.

    Zajmowałem się publicystyką z zakresu kultury, literatury i sztuki oraz prozą fantastyczno-naukową. Debiut w 1981 r. opowiadaniem: „Seans”. Wysłany do Oddziału Krajowej Agencji Wydawniczej w Warszawie w 1985 r. tom opowiadań z tego gatunku („Chimerus”) „zaginął” u któregoś z recenzentów. Później już nie próbowałem. A od czasu do czasu powstają nowe opowiadania…

    Jestem magistrem ekonomii. Pracuję w banku PKO BP w Dąbrowie Górniczej, mieszkam w Myszkowie.

    Stefan Żółtowski

  • Wiersze

    Boże Ciało

    daj nam Panie dzień pogodny ześlij spokój w nasze serca my zaś w polu na modlitwach pośród kwiatów i wśród ptaków na ulicach pośród domów śpiewu dzwonów a nad nami Łaska Twoja niebo takie jak w Galilei i ta Jasność niepojęta Hostia Święta Boże Ciało ześlij miłość w nasze serca daj nam Panie czas radosny

    31 maja 1993 r – z tomiku „Ave Maryja”

    Wiosna

    spójrz miła za naszym oknem brzoza kwitnie czujesz na twarzy oddech pola wiosna wiosna wiosna z ziarna nadziei dziś wyrosła do kąta rzućmy wszystkie troski a na drobiazgi szkoda czasu kiedy na duszy rześko rześko jesteśmy równi i podobni ptakom na rozłożonych wolnych skrzydłach trzeba nam lecieć wprost przed siebie tam gdzie uderza serce lasu

    1982 r. – z tomiku „Jutro będzie pogoda”

    Fotografie

    czas to dobry rzemieślnik przemywa starannie i wielokrotnie kopie naszych codziennych twarzy utrwala w pamięci ruchome zmarszczki bez retuszu niekiedy wybrane z okrągłego tysiąca przesyła dalej za gorącą linię ma zawsze cichą nadzieję że dobry los rzuci je na brzegi nie zamieszkanych lądów

     

    Stefan Żółtowski

  • Z Ogończykiem w herbie

    Blisko dziewięćdziesiątka członków rodu Żółtowskich, familii rozsianej po całej Polsce oraz poza granicami kraju, wzięło udział w VII z kolei zjeździe rodzinnym.

    Tym razem na miejsce spotkania wybrano urokliwy klasztor pokamedulski w podsuwalskich Wigrach. W minioną niedzielę Żółtowscy rozjechali się do domów.

    Familijne zloty stały się dla Żółtowskich tradycją pielęgnowaną w sposób szczególny. Raz do roku, zwykle w okolicach Bożego Ciała, zbierają się posiadacze znanego w Polsce nazwiska. Przyjeżdżają całymi rodzinami, nierzadko wielopokoleniowymi. Z dumą wprowadzają do klanu swoje dzieci, chwalą się wnukami. Bo przecież najważniejsze, że Żółtowskich wciąż przybywa.

    – Niezwykle ważne są dla każdego z nas te rodzinne zjazdy – mówi Rafał Żółtowski, aptekarz z Korycina, a w jednej osobie członek Zarządu Związku Rodu Żółtowskich.

    – Te kilka dni w roku umacnia w nas poczucie wspólnoty, wzajemnej więzi. Najmłodsze pokolenia spod herbu „Ogończyk” właśnie na takich zjazdach odbierają solidną lekcję historii – dodaje.

    Żółtowscy to jeden ze znamienitszych polskich rodów, którego losy na trwale wplotły się w dzieje ojczyzny. Rodzinne korzenie sięgają przełomu XIII-XIV wieku.

    Aktualnie w Polsce i poza jej granicami naliczyłoby się blisko 3 tysięcy Żółtowskich. Oczywiście, i tych „po mieczu”, i tych „po kądzieli”.

    Wigierski zjazd, zdaniem dziewięćdziesiątki uczestników, należał do bardzo udanych. Dopisała pogoda, niezapomnianych wzruszeń dostarczyły wycieczka do Wilna i wypady w najurokliwsze zakątki Suwalszczyzny. Duże wrażenie zrobiła także uroczystość Bożego Ciała odbywająca się w wigierskim kościółku, pamiętającym czasy swych założycieli o.o. kamedułów.

    – Wbrew pozorom nasze pożegnania wcale nie są smutne. Wszystko jedno gdzie, przecież spotkamy się już za rok. I właśnie tego przy pożegnaniu życzą sobie Żółtowscy – mówi Rafał z Korycina.

    Gazeta Współczesna – 16.O6.1998 r.

  • Związek Rodu Żółtowskich


    Grażyna Mikłaszewicz

    „Wytworzyć w licznej rodzinie taki poziom moralny, że dla każdego, który jej nazwisko usłyszy jest ono synonimem prawości, to niezwykle wysoka kwalifikacja. Może najwyższa, na jaką rodzina jako taka zasłużyć sobie może” pisał Jan Żółtowski, ziemianin wielkopolski. Wypowiedź ta pozostaje do dzisiaj naczelnym wyznacznikiem wartości dla każdego ze współcześnie żyjących członków rodu Żółtowskich.

    Nie dalej jak w minionym tygodniu raz jeszcze utwierdzili się w tym przekonaniu. Jak zwykle chętnie i gromadnie stawili się na swój kolejny zjazd, który odbył się w podsuwalskich Wigrach.

    …polski my naród, polski ród

    – Nigdy nie lekceważymy obowiązku spotkań – twierdzi Rafał Żółtowski z Korycina, członek Zarządu Związku Rodu Żółtowskich i jeden z głównych „sprawców” wigierskiego zamieszania.

    – Bagatela, zjechało ponad dziewięćdziesiąt osób – podkreśla, iż do dobrego tonu należy pokazanie się z dziećmi, wnuczętami, a nawet podopieczną zwierzyną.

    Rafał z Korycina, z wykształcenia doktor nauk medycznych, nie lubi mówić o sobie – farmaceuta. Woli więc tradycyjne określenie aptekarz.

    – Trzeba choć trochę poznać historię rodu Żółtowskich, by zrozumieć sens i potrzebę, naszego dążenia do integracji – podkreśla.

    … bronić będziemy ducha

    Pierwszym, który jasno to dostrzegł był już dziś nieżyjący Zbigniew ze Skierniewic. To on w początkach lat 90, zafascynowany zapałem dla historyczno-bibliofilskich poszukiwań młodego Michała z Łodzi, miał stwierdzić: „Teraz, gdy wszyscy się podzielą, my przynajmniej pokażmy, że można się jednoczyć”.

    I stało się. W 1992 roku doszło do reaktywowania Związku Rodu Żółtowskich, którego historia sięga zrębów tego stulecia. W 1903 bowiem, staraniem co znaczniejszych członków rozległej familii, został zarejestrowany Związek Rodzinny gałęzi Wielkopolskiej Żółtowskich.

    Na zew „Ogończyka” – herbu Żółtowskich odpowiedział jeden z najmłodszych przedstawicieli rodu, wspomniany Michał z Łodzi, rocznik 1971. Student historii Uniwersytetu Łódzkiego, rozmiłowany w genealogii i heraldyce, postanowił przywrócić blask rodzinie.

    …skąd nasz ród

    Młodzi i zdolni bywają wybrańcami bogów. Chłopak z Bałut podzielił ich los. Niewinna kąpiel wakacyjna gdzieś pod Ostródą, była ostatnią w życiu 23-latka.

    – Michał już od dziecka wykazywał żywe zainteresowanie historią, a ze szczególną pasją podchodził do heraldyki. Na długo przed wstąpieniem na uniwersytet zaczął poważnie studiować historię rodu Żółtowskich – ojciec Wacław opowiada o tygodniach spędzonych w bibliotekach oraz o wizytach składanych przez syna Żółtowskim rozsianym po całym kraju.

    – Nie bał się trudów, nie wiedział co to zmęczenie. Osobiście odnalazł ponad 2,5 tysiąca ludzi, którzy noszą nasze nazwisko. Wszystko z myślą o własnej książce. Dokończyliśmy ją wspólnie z żoną Elżbietą. To jest hołd złożony naszemu synowi – pokazuje zielone okładki „Genealogii rodu Żółtowskich” wydanej właśnie w tym roku.

    Z publikacji wynika, że za pierwszego, w pełni udokumentowanego protoplastę rodu Żółtowskich można dopiero uznać Piotra z Żółtowa, żyjącego w okolicach 1500 roku, choć wcześniejsze źródła jako datę zaistnienia rodu podają nawet poczatek XIV w.

    …zwycięski szczep piastowy

    Jedno jest pewne, pierwsi Żółtowscy nie tyle z urodzenia, co ze względu na prawość ducha i czynu, losy swe spletli z piastowską dynastią panujących. To nie przypadek, iż Władysław Herman i Ziemowit, książe mazowiecki właśnie Żółtowskich naznaczył na piastunów swych męskich potomków.

    – Ale i późniejsze pokolenia, pieczętujące się Ogończykiem, mają swoją, nie mniej znaczącą, kartę w historii Polski – podkreśla Andrzej Ludwik z Warszawy, reprezentujący pierwotną, wielce rozbudowaną gałąź płocką rodu Żółtowskich.

    Andrzej Ludwik jest prawdziwym hrabią, poczętym jako piąte,najmłodsze dziecko ze związku hr. Andrzeja Piusa Ż. i Wandy ks. Światopełk-Czetwertyńskiej. Od momentu zarejestrowania Związku Rodu Żółtowskich w Skierniewicach piastuje funkcję prezesa.

    – Ojciec w 1941 zginął w Oświęcimiu, mnie przyszło walczyć w powstaniu warszawskim. Uciekłem z transportu podczas przymusowej wywózki do Pruszkowa, odtąd musiałem sobie radzić sam – urywa.

    Powojenna Polska programowo nie hołubiła ziemian, a hrabiów wręcz tępiła. Odczuł to na własnej skórze, gdy chciał podjąć studia.

    – Zwrócilem się bezpośrednio do Bieruta, otrzymałem odpowiedź negatywną.

    Na szczęście z domu wyniósł znajomość czterech języków obcych. W szwajcarskich liniach lotniczych SA to znaczyło więcej niż cztery klasy szkoły podstawowej zaliczone przez pierwszego w powojennej Polsce prezydenta.

    – W SAS przepracowałem większość życia – Andrzej Ludwik i jego przesympatyczna żona Zofia z Lipskich herbu Grabie, dawno już pogodzili się z myślą, że odejdą bezpotomnie.

    …nie będzie Niemiec pluł nam w twarz

    Rozmowa z prezesem odkrywa cały szereg wątków ważkich w historii rodu Żółtowskich. Nie kto inny, jak właśnie Ogończyki przeciwstawili się w Wielkopolsce znienawidzonej przez Polaków germanizacyjnej HAKACIE.

    To Żółtowscy, zawsze bardzo bliscy ideałom narodowo-chrześcijańskim, w dobrym znaczeniu tego słowa, w XIX i XX wieku, jak żaden polski ród, otrzymali aż sześć tytułów nadanych przez papieży.

    Nikt dziś nie policzy, ile maleńkich serc dzieci z Zamojszczyzny uratowała przed faszystowskim zniemczeniem Róża Żółtowska, rodzona siostra Andrzeja Ludwika, poślubiona ordynatowi Zamojskiemu.

    Nie wiadomo też do końca, czy kości tylko trzech męskich potomków rodu Żółtowskich kryją zbiorowe mogiły Katynia, Charkowa i Miednoje?

    …duch będzie nam hetmanił

    Żółtowscy dziś szacują swoją familię na około 3 tys. członków. Zdecydowana większość mieszka w Polsce, choć od końca XIX wieku rozprzestrzeniła się po całym świecie emigracyjna gałąź rodu, skupiająca w sobie poszczególna odnogi jednego z bardziej rozrośniętych polskich drzew genealogicznych.

    – Nie ustajemy w nawoływaniach za Ogończykiem – mówi Rafał z Korycina. Jego zdaniem, na Suwalszczyźnie i Mazurach mieszka jeszcze co najmniej paru Żółtowskich.

    Dlaczego nie zgłosili dotąd akcesu do rodzinnego klanu, nie wiadomo. Pozostaje pytanie, kiedy?

    „Gazeta Współczesna”, 19 czerwca 1998 r.