Moja złotem obsypana Ojczyzno…
zaścielona miękko w liściach i mgle.
…Wykrwawiona czerwienią matko,
tulisz ramiona zmurszałych drzew?
Mocno trzymaj biało-czerwoną,
jeszcze silne drzewce,
co srebrem tkane orły, niosły do wolności
– z westchnieniem ciężkim.
O j c z y z n o u m ę c z on a,
pochylona w trudzie,
ku ziemi zgięta.
Idziesz na kolanach
za chlebem, który musisz zdobyć?
O j c z y z n o… P o l s k o
chłopów, robotników ręce.
Ojczyzno mądrych, zdolnych,
wykształconych ludzi.
Młodzieży, co siłą dążeń naprzód parła,
obudź się! Niech już będzie r a n o !
Niech ś w i t w s t a n i e i rozjaśni umysł!
Z życia wybieraj mądrze… Nie możesz zaginąć!
Chcesz nowy stryczek, na którym zawiśniesz?
Kajdany, które pozwoliłaś założyć?
Nie możesz Wisłą obietnicami spłynąć.
Chcesz się zachłysnąć i upić w podanym łyku…
gorzkiego miodu?
O j c z y z n o,
g ł o s t r z e b a w y d o b y ć !
Usłysz siebie,
w wolnym krzyku kuropatwy,
zwiastującej c i e p ł o.
W świergocie wróbli co „W i c i” roznoszą.
W trudzie.
Tak jesteś mi bliska,
p u k a n i e m d z i ę c i o ł a…
d o z d r o w e j t k a n k i N a r o d u.
Niech cię uświadomi,
przy każdej drodze…
cicha… opiekuńcza kapliczka.
To jeszcze… P o l s k a,
która nie zginęła!
Więc?
Twój wybór.
Aleksandra Żółtowska /aż/
noc 20 październik 2005 r.