
W przeddzień odlotu na Hawaje, tzn. 16 października 2006 roku na pożegnanie części grupy, która po 11-dniowym rajdzie po zachodnich stanach USA: Kalifornii, Newadzie, Arizonie i Utah wracała do kraju, jeden z odlatujących przyniósł zasłyszaną w telewizji wiadomość o trzęsieniu ziemi na wyspach. Zapanowała konsternacja. Nomen omen – to miał być trzynasty dzień wycieczki. Czyżbyśmy, stojąc u wrót Hawajów, musieli zrezygnować z ich przekroczenia i przedwcześnie wracać do kraju? Niepewni jutra kładziemy się spać.
Rano potężny samolot Boeing 767 przenosi nas nad Pacyfikiem z Los Angeles do Honolulu w ciągu 5 godzin i 20 minut. Odległość 4113 km. W porównaniu z poprzednimi etapami podróży lot jest tym razem i wolniejszy – maksymalna prędkość 877 km/godz., i na mniejszej wysokości – 9144 m, a temperatura zewnętrzna wyższa – minus 32-36°C.
Honolulu – stolica Hawajów – powitało nas, mimo połowy października, ciepłą i słoneczną pogodą, a przedstawiciele Hawaii-Polonia Tours włożeniem na szyję wieńców z orchidei tzw. leie zgodnie z tutejszym zwyczajem oraz zawołaniem: Aloha!, które odtąd będzie nam towarzyszyło na każdym kroku. Ani śladu trzęsienia, bo jego epicentrum o sile 6,6 w skali Richtera znajdowało się na Pacyfiku w odległości 157 mil.
Archipelag Wysp Hawajskich wypiętrzył się ok. 25 mln lat temu na przełomie oligocenu i miocenu w wyniku działalności wulkanicznej spowodowanej najściem na siebie płyt tektonicznych Ameryki Północnej i Pacyfiku. Geograficznie należy do Polinezji. Składa się ze 136 wysp, z tego tylko 8 jest zamieszkanych. Główne to (wg wielkości): Hawai, Maui, Molokai, Oahu i Kauai. Mają łącznie 16 700 km2 powierzchni i 1 300 000 ludności, z tego w stolicy 700 000. Ludność pochodzenia polinezyjskiego. Obecnie połowę stanowią Azjaci, Japończycy, Filipińczycy i Chińczycy. Rdzennych Hawajczyków jest zaledwie 1%. Zjednoczone przez króla Kamehameha I za królowej Lili Uokalani przestają być królestwem i tracą niezależność. Wcielone w 1898 do USA w 1959 stają się stanem. Żyją głównie z obsługi baz wojskowych, turystyki i rolnictwa (plantacje ananasów, orchidei, orzeszków).
Zatrzymujemy się na pięć dni w jednym z wysokościowych hoteli przylegającym do plaży w słynnej dzielnicy turystycznej Waikiki. Hotele zapewniają nocleg 150 000 turystom. Niektóre z nich, np.: Hilton, są miastem w mieście, z siecią własnych sklepów, pałacyków, otwartych basenów, kortów, boisk, oczek wodnych, w których brodzą pelikany, żółwie i pingwiny. Dzielnice mieszkaniowe z drogimi apartamentowcami podziwialiśmy jedynie z okien samochodu. Zatrzymaliśmy się tylko w dzielnicy administracyjnej, gdzie znajduje się dawna siedziba królewska Kamehamehy I, jego pomnik, Kongres Stanowy, a przed nim pomnik św. Damiana, opiekuna tutejszych trędowatych, kanonizowanego przez Papieża Jana Pawła II.
Pobyt na Hawajach miał być z założenia odpoczynkiem po morderczym tempie rajdu po zachodnich Stanach USA. W praktyce był jego kontynuacją. Umożliwiło to zwiedzenie wielu atrakcyjnych miejsc o różnym charakterze.
Następnego dnia całodzienna wycieczka wokół wyspy Oahu, na której położone jest Honolulu – stolica Hawajów. Zaczynamy od znajdującej się w mieście, niewysokiej Diamentowej Góry, przez którą przejeżdżamy tunelem o długości 800 m. W pobliżu najdroższa dzielnica Kahala. Dalej Głowa Koko ze śladami żlebów wyżłobionych przez deszcze podczas stygnięcia lawy. Po drodze Zatoka Hanauma z rafą koralową. Z nadbrzeżnej skały wybuchają gejzery wodne. Na kolejnym punkcie widokowym podziwiamy piękną panoramę z Wyspą Króliczą w tle. Na dłużej zatrzymujemy się na plaży Waimanalo, gdzie kąpiemy się w Oceanie Spokojnym (Pacyfiku). Woda ciepła, czysta, szmaragdowa. Wokół palmy i góry. Niezmąconą ciszę burzy jedynie od czasu do czasu huk przelatującego odrzutowca. Zajadamy się miejscowym specjałem – świnką przygotowywaną w ziemi.
Z żalem ruszamy dalej, do Doliny Świątyń, aby zwiedzić japońską Świątynię Wody. Na ołtarzu pokaźny Budda, mniejszy – przed świątynią nad stawem. Uderzamy palem zawieszonym na linie w przyświątynny dzwon i… dalej w drogę. Kolejny postój na pięknym punkcie widokowym nad Pacyfikiem. Nad nami palmy, pod nogami ogromny trawnik, a w głębi, na oceanie, wysepka Kapelusz Chińczyka.
Następny cel to ranczo Kuala Ranch – plantacja nadrzewnych orzeszków macadamia. Można tam podziwiać bogatą roślinność, m.in. te orzeszki i drzewa kawowe kona. Furorę robią ostatnio krzewy noni, których owoce leczą podobno nowotwory. Zawierają kseroninę stymulującą prawidłowy podział komórek. Można tam też degustować nieodpłatnie kawę z termosu oraz kilkanaście rodzajów orzeszków: solonych, prażonych, czekoladowych, cynamonowych, popcorn itd. i oczywiście je kupić. Dalszy postój na rondzie w Laie, z którego widoczna jest potężna sylweta świątyni Mormonów. W pobliżu znajduje się także Centrum Kultury Polinezyjskiej (o obu obiektach napiszę jeszcze dalej). Mijając wierzchołek wyspy, zatrzymujemy się w Zatoce Żółwi, gdzie na plaży wyleguje się kilka dużych, dorodnych żółwi morskich. Kilka pstryknięć i fotogeniczne zwierzątka są już w pamięci karty. Mijamy położony na szczycie dom Elvisa Presleya i na krótko zatrzymujemy się na Plaży Zachodzącego Słońca, ośrodku surfingowców – Haleiwa. Surfuje się tu bez żagla, na samej desce. Przejeżdżamy dalej obok Zatoki Rekinów, następnie Zatoki Waimea i kierujemy się w stronę plantacji ananasów założonej w roku 1900 przez Jamesa Dole. Można ją zwiedzać kolejką. Ananasy pochodzą z Urugwaju. Sadzi się je na folii. Pierwszy zbiór otrzymuje się po 2 latach, następny po 15 miesiącach. Ananasy można „degustować” odpłatnie w wielorakiej postaci – na surowo i w produktach takich jak: ciasta, lody, soki, a także mydła i kremy. Wokół plantacji stoją palmy podróżnika, które mają zdolność gromadzenia dużej ilości wody.
Cały następny dzień spędzamy na największej wyspie archipelagu – Hawai odległej od Honolulu o 40 minut lotu, od której wziął nazwę cały archipelag. Można by na niej pomieścić wszystkie pozostałe wyspy. Jest ona najbardziej na południe wysuniętym punktem USA. Występuje tu aż 11 różnych klimatów z których kilka doświadczyliśmy na własnej skórze. Osobliwościami wyspy są: bogata szata roślinna, lasy deszczowe, czynne wulkany, czarne plaże i wodospady. Z lotniska w Hilo odebrała nas mikrobusem Polka o imieniu Renata. (Nawet tam mieszkają na stałe Polacy). Dowiadujemy się, że na wyspie nie ma przemysłu, za to rosną bananowce, kawowce, kakaowce, papaje, ananasy, krzewy herbaty, orzeszki macadamia, orchidee, drzewa żelazowe, kroczące itd., słowem, istny raj na ziemi. Hoduje się tu 50 000 krów, głównie na eksport na ląd USA. Charakterystyczne dla tego rejonu są gęsi nene, które nie wymagają do życia środowiska wodnego i występują nawet na wysokości 1200 m. W krajobrazie wyspy dominują dwie góry: Mouna Kea (Biała Góra) o wysokości 4205 m n.p.m. i Mouna Loa (Długa Góra) wys. 4169 n.p.m. Mierząc wysokość Mouna Loa od jej podstawy w głębinach Pacyfiku, ma łącznie 16 800 m, uważa się zatem, że jest najwyższą górą świata, wyższą od Mount Everest i zarazem największym czynnym wulkanem świata, choć jego aktywność ostatnio maleje na rzecz wulkanu Kilauea. Ostatnia erupcja wulkanu Mouna Loa była w roku 1984, kiedy wylew lawy na dystansie 6,5 km zagroził zniszczeniem największemu miastu wyspy – Hilo. Wulkan Kilauea, który w wyniku ruchu płyty tektonicznej „przejął” obecnie jego aktywność, wybuchł w roku 1983 i od 24 lat jest w ciągłej erupcji. W przeciwieństwie do większości wulkanów stożkowych wulkany hawajskie są wulkanami tarczowymi, tzn. spłaszczonymi, które powstały z rozlania się rzadkiej lawy bazaltowej. Ta lawa, której temperatura przekracza niekiedy 1155°C, mknie strumieniem z prędkością nawet do 100 km/h, przekracza i zalewa szosy, w końcu spływa do Pacyfiku, tworząc gigantyczne i widowiskowe pióropusze pary. Strumienie lawy wypływają niekiedy z głównych otworów na szczytach wulkanów – kraterów, ale zazwyczaj wyciekają ze szczelin w ich zboczach. Obecnie spływa ona z otworu odległego o 24 km od wierzchołka wulkanu i 9,6 km od oceanu. Ten dystans lawa pokonuje w ciągu 3 godzin, a jej dzienna masa wynosi od 200 do 500 000 m3. Częstokroć strumień lawy znika na jakiś czas pod ziemią, płynąc tunelem lawowym o średnicy 4-5 m, utworzonym przez stężenie i zastygnięcie górnych warstw dawniejszych potoków lawy. Spacer takim tunelem robi wrażenie, po plecach przebiegają ciarki na myśl, czy znienacka nie spadnie na śmiałków kara pięknej bogini Pele za naruszenie spokoju jej królestwa. Rdzenni mieszkańcy wierzą, że rządzi ona działalnością wulkanów i składają jej dary wotywne – kwiaty, monety czy owoce – na krawędzi krateru wulkanu Kilauea, który jest jej siedzibą. Sam takie dary widziałem w punkcie widokowym na krawędzi krateru Halemaumau. „Świeckiej” działalności wulkanów poświęcone jest muzeum Jaggara w miasteczku wulkanicznym (Volcano Village). Tam dowiedziałem się, że podczas tężenia lawy bazalt hawajski przybiera dwie postacie. Jedna znana pod miejscową nazwą pahoehoe (gładka powierzchnia), druga aa (popękana). Z pobliskiego punktu i restauracji roztacza się rozległy widok na kalderę krateru najmłodszego wulkanu hawajskiego Kilauea (1247 m n.p.m.). Wygodne dotarcie do wulkanów zapewnia obwodnica, tzw. Crater Rim Drive długości 17,7 km. Docieramy nią do kolejnej kaldery Halemaumau, który był miejscem erupcji ze szczytu wulkanu Kilauea. Kaldera to zapadnięty krater wulkanu. Ciekawa jest historia powstania tej kaldery. Jeszcze w latach 1905-1924 krążyła w nim lawa, aż nagle w roku 1924 odpłynęła, umożliwiając wtargnięcie weń wodzie gruntowej i wytworzenie ogromnej ilości pary, co spowodowało silne eksplozje pary, zawalenie krateru, utworzenie ziejącego dołu o średnicy 1600 m i głębokości 410 m i widoczne do dzisiaj rozpryskanie odłamków skalnych po terenie. Ostatecznie, w wyniku późniejszych jeszcze 17 erupcji i 4 zapadnięć, średnica kaldery nieco się zwiększyła, ale znacznie zmniejszyła się jej głębokość (z 410 do obecnych 85 m).
Od księżycowego krajobrazu wulkanów powracamy do części wyspy kipiącej życiem, choć tak zupełnie nie da się od niego oderwać. Choćby słynne czarne plaże, które są chyba ewenementem w skali światowej. Zalegają je czarne zwały zastygłej magmy, a zamiast żółtego, kwarcowego piasku, czarny piasek wulkaniczny. Mimo że nie brudzi białej tkaniny, to jakoś nie zachęca do położenia się na nim. Za to woda w oceanie wspaniała. Ciepła, czysta i kolorystycznie piękna. Równie piękna jest egzotyczna roślinność na plaży. Uśmiech na twarzy wywołują przytwierdzone do drzew ostrzeżenia: „Uwaga na spadające orzechy kokosowe”. Po drodze spotykamy miejsca, z których wydobywają się kłęby pary. To gejzery parowe, które pojawiają się, kiedy woda deszczowa lub gruntowa natrafi w szczelinie skalnej na rozgrzane podłoże. Przejeżdżamy aleją drzew bananowych i kroczących posadzonych przez różne sławne osobistości, co upamiętniają stosowne tabliczki przy drzewach. Dalej mijamy park-ogród założony na cześć ostatniej hawajskiej królowej Lili Uokolani na miejscu miasta, które uległo dwukrotnemu zniszczeniu przez tsunami w latach 1946 i 1960. Na krótko zatrzymujemy się przy pomniku pierwszego króla KamehamDla ehy I. Obok Zatoki Onomea przejeżdżamy przez minidżunglę (bananowce, papaje).Zatrzymujemy się przy dużej plantacji orzeszków macademia, zajmującej 2200 ha powierzchni, a następnie na plantacji orchidei Akatsuka. W dużej, krytej hali obejrzałem mnóstwo ich gatunków i zrobiłem dużo zdjęć. Można tam też kupić certyfikowane sadzonki. Wreszcie dwa majestatyczne wodospady: Akaka i Kahuna w pięknym, egzotycznym parku państwowym.
To z pewnością dość wrażeń jak na jeden dzień. Późnym wieczorem powrót samolotem do Honolulu.
Następny dzień zapowiadał wspaniałą ucztę, zwłaszcza dla oczu i uszu – wycieczkę do Centrum Kultury Polinezyjskiej, które prezentuje kulturę i zajęcia siedmiu krajów Polinezji: Samoa, Nowej Zelandii, Tahiti, Fidżi, Hawajów, Tonga i Markizów. Zaczęło się od tradycyjnej dekoracji naszyjnikami kwiatowymi i zwiedzania poszczególnych wiosek. W wiosce Samoa odbywały się pokazy ekspresowej wspinaczki na palmy kokosowe, otwierania orzecha kokosowego jednym uderzeniem kamienia, ciosania wiórów kokosowych, krzesania ognia przy użyciu dwóch drewienek. W wiosce Fidżi zainteresowanie wzbudziła sypialnia i łoże wodza, który, bagatela, miał 150 żon, a w Tahiti piękne popisy taneczne. Dużą atrakcję była przejażdżka wieloosobowymi łodziami po rzece przecinającej Centrum. Można z nich było podziwiać urzekającą roślinność i chaty tubylców. Bardzo ciekawy był film o życiu rafy koralowej w oceanie, zaprezentowany na ekranie o wysokości 12 m w technice IMAX, która daje złudzenie jego istnienia tuż przed nosem z całym bogactwem fantastycznych kształtów i kolorów. Po południu, pod olbrzymią wiatą, uroczysty wspólny obiad dla wszystkich zwiedzających, tzw. uczta Luau. Mnóstwo stolików i setki, a może i tysiące, zasiadających przy nich gości. Niewiarygodne, jak taką rzeszę można szybko i sprawnie obsłużyć. Na znak dyrygenta z megafonu wywołane sektory zapraszane są do dwóch długich stołów szwedzkich do zaopatrzenia się w dania. Napoje podawały do stołu młode kelnerki. Do obiadu przygrywała orkiestra, a na scenie odbywały się pokazy taneczne w bajecznych, folklorystycznych strojach. Po obiedzie clou programu – prawie dwugodzinna rewia zespołów folklorystycznych z całego regionu Polinezji. To piękne widowisko, bajecznie kolorowe. Barwne stroje, melodie miłe dla ucha i popisy taneczne graniczące ze sztuką cyrkową.
Odlot z Honolulu do kraju byłby oczywiście nie do pomyślenia bez odwiedzenia pobliskiego Pearl Harbor, którego zaatakowanie znienacka 7 grudnia 1941 przez lotnictwo japońskie stało się powodem przystąpienia Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej. Dwukrotny nalot samolotowy wyrządził poważne szkody. Zatopionych zostało 21 okrętów, zniszczono 164 samoloty a uszkodzono 159. Zginęło 2395 osób, rannych zostało 1178. Program zwiedzania obejmował obejrzenie dokumentalnego filmu o ataku i zwiedzenie muzeum, ale głównym punktem było podpłynięcie statkiem do tzw. USS Arizona Memorial – pomnika muzeum wzniesionego nad wrakiem krążownika Arizona, który zaatakowany w ciągu 9 minut zatonął, zabierając ze sobą w otchłań morską 1177 istnień ludzkich. Poza „oficjalnym” programem można obejrzeć naziemną ekspozycję rakiet „Polaris”, różnego typu torpedy, samobójczą rakietę japońską i części wyposażenia okrętowego, a przy nabrzeżu atomową łódź podwodną i zakotwiczony w pobliżu pomnika Arizona pancernik Missouri, na którym w dniu 2 września 1945 roku Japonia podpisała akt kapitulacji.
Wieczorem odlot do Nowego Jorku. Koniec pięciodniowej, niezapomnianej eskapady hawajskiej. Good bye Honolulu!Good bye Hawai!
Zbigniew Żółtowski z Warszawy