Czwartek przed Wielkanocą
A po kórnickim rynku wiatr hula, głośno i smętnie zawodzi…
Zasiedziałem się u przyjaciół… Długie rozmowy, dziś początek Triduum, nastrój poważniejszy, refleksyjny…
Wyszedłem na ulice miasta, jest późna noc, prawie druga… I tak jeszcze nie pojadę do domu, syn właśnie ma przyjechać z dalekiej podróży… Pospaceruję trochę, cisza pozwoli myśli pozbierać…
Spokojnie na mieście, nawet samochód nie przejechał. Budowa obwodnicy ze Śremu uspokoiła trochę ruch; przez centrum już jeździ mniej pojazdów…
Jutro kolejny Wielki Piątek…
„…Poprzedni tak niedawno, a to już rok minął…”
Akurat przechodzę obok ratusza, w pobliżu Pomnika Poległych – przypomniały mi się zeszłoroczne sceny… Spojrzałem odruchowo w stronę Liceum – dziś już widoczny jest na nim Krzyż Kórnicki… Wrócił na swoje miejsce…
„Wrócił na swoje miejsce…” Zabrzmiało to jak hasło, jak tytuł, jak jakieś podsumowanie czy zamknięcie… A może jak rachunek sumienia?
Pamiętacie, że w zeszłym roku:
Ostatkiem sił dźwignął się i wziął ten Wielki Krzyż kórnicki i poszedł dalej…
I nie było Szymona z Cyreny…
I nikt inny się nie znalazł…
I została pusta kórnicka ściana…
Przeraźliwie pusta…
A On poszedł smutny do Następnej Stacji…
Podświadomie w roku ubiegłym czekaliśmy.
Bo przecież On poszedł z Naszym Krzyżem, przecież Go nie było, przecież w sercach pojawił się ten niepokój…
Szedł przez miasto, wszyscyśmy widzieli, dźwigał ten Krzyż, zawsze go dźwigał… zawsze dźwiga…
Za nas, bo nam za ciężki, bo nam za duży, bo nam często jakby zawadzał, bo nam zbyt często pojawiał się przed oczyma, a to czasem trochę niewygodne…
Ale trochę nam brakowało…
Więc szedł, dźwigał… Ale nie odszedł za daleko, wiedział, że odejść nie może, wiedział, że zatęsknimy, wiedział, że „pusta ściana” będzie krzyczeć, że sumienie nam nie da spokoju…
Więc wrócił, znów Krzyż stanął przy Kórnickiej Ścianie. Odetchnęliśmy z ulgą…
To tyle… Tylko tyle.
A po ulicach wiatr nadal zawodzi… Tak jak przedtem… Dzisiaj również… Idę ulicami i słucham. Nic, tylko wiatr…
Prawda, jest noc… Wszyscy śpią spokojnie. Dorośli, dzieci…
Przez ten rok wiele się wydarzyło. Były wybory, są nowe władze. Były manifestacje w sprawie linii wysokiego napięcia, są wyroki sądowe. Były protesty w innych sprawach, najczęściej bez powodzenia. Wśród mieszkańców niepokojących spraw mnóstwo.
Na forum również… Nie będę ich wymieniał teraz, to dobrzy dyskutanci, niech oni mówią…
I dobrze, że mówią!
Jeśli oni mówić przestaną, to – zaiste – kamienie krzyczeć będą!
I dobrze, że mówią mądrze, bo głupców nigdy nie braknie – ich rozsiewają wrony!
Czy zatem mogą wszyscy spać spokojnie?
Czy przez ten rok coś się poprawiło?
Czy ubyło zmartwień?
Niektórym może ubyło, ale pojawiły się inne…
Bo właśnie znów chodzi o to, jaki nowy samochód wybrać, gdzie najnowszą sukienkę kupić, albo w jakiej najmodniejszej firmie nowe meble zamówić, lub jaki brylancik do pierścionka dobrać, albo gdzie nową willę stawiać…
Wielu jednak tych innych zmartwień nie ubyło…
Są takie zmartwienia, które tylko wiatr po ulicach roznosi, po zaułkach przegania, na płotach zawiesza, pod latarnie ciska, za krzewami wstydliwie chowa, w przyjeziornych szuwarach ukrywa…
Bo znów brak na czynsz za mieszkanie, znów dzieci do szkoły bez śniadania trzeba było wysłać, a na obiad to nie bardzo wiadomo, co do garnka włożyć… Węgla już w komórce brak, jakieś resztki drewna, trochę makulatury… Prąd oszczędzać trzeba, z gazem to samo, bo rachunki znów wysokie będą…
Ciche te zmartwienia, szeptane skrycie, w samotności, w cichości, po nocy, w tęsknicy…
Z żałości to aż serce bić przestaje, a w gardle to jakby jakaś zmora siedziała i dusi…
Wiatru dobrze posłuchasz, to usłyszysz… Usłyszysz, jeśli zechcesz…
Niektórzy zechcą. Słyszą. Jednakże bezsilność jest straszna. Niewiele mogą. Chcieliby pomóc, tak ze szczerego serca, ale sami niewiele mają… Ale liczy się chociaż dobre słowo, miły uśmiech, pomocna dłoń…
Wielu jednak nie zechce. Nie zechcą nawet ci, którzy sami dobrowolnie podjęli się pracy dla innych we władzach gminnych. Dla wielu to zbyt pospolite, to zbyt błahe, to zbyt zwykłe, to zbyt drastyczne, wulgarne, wprost niewiarygodne!
(…) Mieszkanie? No, przecież buduje się tyle bloków, mogli się zapisać! „…Jak się jakieś z komunalki zwolni, to się rozpatrzy…”
A w dodatku można jeszcze jakieś chlewiki w Dziećmierowie zaadaptować, trochę się to wymaluje, przecież nie wszyscy muszą w willach mieszkać… A tych chlewików to będzie kilka, to co, że małe…
Dzieci głodne? No przecież dostaną w szkole jakąś bułkę czy talerz zupy…
Dzieci źle ubrane? Przecież wystarczy iść po prośbie do opieki społecznej, to tam coś dadzą!
Na obiad nie ma co ugotować? No przecież były rozdawane różne artykuły – ryż, mąka, mleko, ser i coś tam jeszcze… Wystarczy iść po prośbie, to z „unijnego” przydziału coś tam będzie, nikt nie odmówi…
Rachunki za prąd i gaz? No to oszczędzać trzeba, oszczędzać! I nie wieszać wielkich żyrandoli! (…)
„A On do nich szepcze – …przyjacielu – jeszcze dziś będziesz ze mną w Raju…”
Dlatego wrócił. Dlatego nadal na Kórnickim Liceum widoczny jest Nasz Krzyż.
Dla nas. Dla następnych pokoleń.
Bo On wiedział, że tego ziemskiego raju to tutaj wielu nie znajdzie. Tego raju wystarczy w kórnickiej gminie tylko dla nielicznych. Tych ziemskich rozkoszy tylko nieliczni zakosztować mogą.
Dla reszty – zaadaptowane chlewiki, jałmużna z żywności „unijnej”, ciuchy, które już ktoś znosił i wyrzucił…
Dla tych bezsilnych – druty pod napięciem nad głowami, maszty telefonii tuż za oknem, odór ze składowiska śmieci, spaliny samochodowe tuż za drzwiami…
Czytam na forum te bezsilne protesty, te rozpaczliwe o pomoc wołania, te błagalne o rozwagę i mądrość nawoływania…
A najgorsze to takie nieustanne w gardle dławienie… Bo już łzy nie chcą płynąć, jeszcze niedawno tak, ale już nie chcą…
Chustka w kieszeni sucha, właściwie niepotrzebna…
Tak jak ci z plantów i ławek, z nieopłaconych, niedogrzanych mieszkań, przy pustym stole… Coraz więcej ich… Coraz liczniej, a coraz smutniej…
Niepotrzebni… Nowa jakość? Nowa kategoria społeczna?
„Wrócił na swoje miejsce…”
Ale właściwie, gdzie jest to miejsce?
Gdzie ta „kórnicka Gallilea”?
Tylko wiatr beznamiętnie zawodzi… Słyszysz?
Piątek przed Wielkanocą
Przeminął Piątek. Wielki Piątek.
Zaduma, smutna i cicha zaduma…
„…Ciało w grobie złożyli, bo dzień Paschy był bliski…”
Święto wkrótce, dzień radosny, trzeba się cieszyć. A tu na krzyżu – ciało… Jakoś tak psuje spodziewany dobry nastrój… Więc trzeba schować, pogrzebać, ukryć wstydliwą sprawę…
„…już kamień wielki na wejściu zatoczony, nikt nie wejdzie ani nie wyjdzie…”
Już bezpieczniej, nie ma już tych przykrych widoków, apetytu nic nie popsuje, weselić się nic nie przeszkodzi…
Ale ten grób dzisiaj w gminie kórnickiej coś zupełnie inaczej wygląda…
Zamiast ścian kamiennych – ściany z dziećmierowskich chlewików dla ludzi przez ludzi przeznaczonych, zamiast sklepienia – pozawieszane gęsto linie wysokiego napięcia z mrugającymi kulami, zamiast półki skalnej – zbocza czmońskiego wysypiska, zamiast podpór – maszty telefonii z Kórnika i z bnińskich SKR-ów…
Wejście kamieniem ogromnym zatoczone – ale to u nas potężne głazy obojętności, lekceważenia, zawiści, niesprawiedliwości, arogancji i pychy…
Przywaliło to wszystko naszą społeczność, że ani tchu złapać nie sposób, przygniotło, a jeszcze głupcy strażą poobstawiali, kosztami straszą, sądami, wywłaszczeniami, karami za obronę swojej ojcowizny…
Nie o takie społeczeństwo nasi przodkowie walczyli, nie takich przywilejów i dobrodziejstw chcieli dla swych dzieci, wnuków…
Nie za taką arogancję życie oddali…
Już późno. Północ minęła, zegar godziny wybija…
Dzisiaj już Sobota. Wielka Sobota…
Wielka szansa na przemyślenia, dobry czas na zastanowienie, refleksję… Nawet dość trudno uwierzyć w te dobre zmiany, w to, że właściwi ludzie zaczną myśleć, że rozpoczną zmianę sposobu postępowania, że zaczną dostrzegać bliźnich, że będą rozwiązywać problemy, biorąc pod uwagę dobro innych ludzi.
Trudno takie zmiany założyć, to chyba wręcz niemożliwe.
Pozostaje nadzieja.
Bo wkrótce Wielkanoc i niedzielny poranek…
Wszystko może się jeszcze zdarzyć…
Sobota przed Wielkanocą
Wszyscy ciało w grobie widzieli. Nikt nie zaprzeczy. Jeszcze ta świadomość, że głaz wielki u wejścia, pieczęcie założone, straże wystawione… No, to czego się bać?
Głupie sumienie, takie dziwnie niespokojne…
Złe czyny chciałeś pod ziemię schować? I tak ci je przypomni!
Niesłuszne oskarżenia chciałeś kamieniem ogromnym przytłumić? Ono i tak wydobędzie je na światło dzienne…
Własne interesy i prywatę chciałbyś przed widokiem publicznym ukryć? Sumienie i tak ci powie, co o tobie myśli…
Obojętność na krzywdy słabszych, biednych i niezaradnych chcesz strażą i literą prawa tłumaczyć? Doprawdy, dopadnie cię sumienie twoje…
Dopadnie cię, chociaż takie już sponiewierane, takie przez ciebie zaszczute, takie przeinaczone… Przywalone wielkim wózkiem z zakupami w marketach, przytłumione wielkimi wydatkami na święta, zakrzyczane pełną lodówką z szynkami, wędlinami, sałatkami, pełną szafą ze słodyczami, wypiekami i przeróżnymi owocami… Masz kłopot, bo już nie ma gdzie następnych wiktuałów poupychać!
I nagle to wstrętne sumienie…
U sąsiadów raczej biednie, dzieci tam chyba słodyczy nie dostaną…
Na pobliskiej ulicy mieszka rodzina wielodzietna, chyba bardzo skromnie u nich… dużo tam osób, a zakupy w siateczce takie mini…
Niedaleko mieszka pewien człowiek, nawet jeszcze niestary, często zawiany chodzi, a dzisiaj…
A tam dalej starsze małżeństwo, chyba bardzo oszczędzają, może i nie głodują, pewnie emerytura ze starego portfela nie pozwala z głodu umrzeć, ale chyba są zupełnie samotni…
Samotni… No tak, do rodziców by trzeba pojechać, to już tyle miesięcy…
Głupie sumienie. Zamiast cieszyć się dniami wolnymi i świętami, wynajduje to, co na co dzień udało się schować, zakryć, przytłumić…
Ech, co tam…! Ze święconką trzeba pójść do kościoła, zawsze to lepiej smakuje, gdy ksiądz wodą pokropi…
A więc On dalej w grobie…
Poranek Wielkanocny
Oj, dało się nam we znaki to nasze sumienie, cały sobotni czas nam zajęło…!
Ale to dobrze, jeśli zajęło.
Niektórych nie rusza. Są już uodpornieni. Już inaczej postrzegają świat, w tych ramach bliźni, a zwłaszcza taki w potrzebie lub biedzie, już się zwyczajnie nie mieści…
Rezurekcja. Wielka radość, taka wszechogarniająca… Żadne troski i problemy jej nie popsują. Nie żyjesz przecież od wczoraj, wiesz dobrze, że świat nie jest skonstruowany sprawiedliwie, że zawsze byli biedni, zawsze byli samotni i opuszczeni, zawsze był ktoś, komu życie potrafiło dopiec do żywego. Nawet najbogatsi mają też swoje problemy, a chociaż to nie powód do radości i satysfakcji, również tam nie zawsze jest wesoło…
Już po śniadaniu wielkanocnym. Chyba jednak nie jest najważniejsza obfitość jadła, wystrój stołu… Ważna ta radość, głęboka, świadoma… Bo Niedziela Wielkanocna niesie przesłanie o zwycięstwie nad marnością, nad podłością, nad najgorszymi ludzkimi cechami… Niesie radość i obietnicę, wręcz zapowiedź nadejścia zmian, skłaniających do dobra, szlachetności, mądrości i poszanowania drugich.
Tylko czy każdy potrafi dostrzec to przesłanie zza kopy jaj gotowanych na twardo lub na miękko ? Czy nie przesłonią go pęta kiełbas i plastry szynek, czy nie utopi się w powodzi majonezów i sosów, czy zdoła przebić się przez stos placków, serników, mazurków i babek lukrowanych?
To śniadanie jest potrzebne. W takiej właśnie formie – odświętnej, wykwintnej.
Chociażby po to, by sprawdzić, czy jeszcze mamy dobry widok na szarości tego świata…
A więc – smacznego jajka!
Alleluja!
Posłowie
Marek Żółtowski z Poznania
Ktoś mógłby niebacznie pomyśleć, że to bogaci są odpowiedzialni za biedę na świecie. Nie, bogaty nie jest za to odpowiedzialny! Odpowiedzialne są złe rządy – cokolwiek to może oznaczać. Nawet to, że części z tych bogatych te złe rządy dozwoliły na nieuczciwe i niemoralne wzbogacanie się. To skutek złego prawa, tylko dla wybranych!
Człowiek bogaty wcale nie znaczy automatycznie – „nieuczciwy”.
Jeśli jego bogactwo pochodzi z uczciwej, sumiennej pracy – obojętnie, czy jego samego, czy jego najbliższych lub przodków – nie ma w tym nic nagannego moralnie!
Za to naganna moralnie jest wszelka znieczulica i brak odpowiedzialności – raczej takich prawd w tekście trzeba szukać!