Tag: Nr 66-67

  • „Oczko”

    Tak mi się właśnie skojarzyło z popularną grą w karty, ponieważ spotkaliśmy się już po raz dwudziesty pierwszy.

    Tym razem na Kujawach – w Ciechocinku. Jak zapewne wszyscy wiemy jest to najpiękniejsze i najważniejsze uzdrowisko nizinne w Polsce.

    Pamiętamy przebój Danuty Rinn. Jak to było? „Na deptaku w Ciechocinku od lat płynie woda, ludzie, życie i czas…” I tak właśnie już półtora wieku leniwie płynie ciechocińskie życie, skupiające się wokół głównych, wyznaczających miejsce spotkań stałych elementów miasteczka – solankowa fontanna „Grzyb”, trzy największe w Europie drewniane tężnie, oraz park zdrojowy, w którym podziwiać można liczne rośliny z całego niemal świata i przepiękne dywany kwiatowe. Wiosną tego roku doszedł jeszcze jeden ważny element – deptak spacerowy wysadzany po obu stronach tysiącem różnokolorowych kwiatów, tworzących barwne kompozycje, prowadzący do nowej fontanny, której szum łagodzi skołatane nerwy i uspokaja kuracjuszy przybywających z całej Polski i ze świata.

    W tym urokliwym miejscu zostało wyznaczone kolejne doroczne spotkanie Związku Rodu Żółtowskich.

    Zamieszkaliśmy w hotelu „Pałac Targon”, który związany jest z historią ciechocińskiego uzdrowiska – położony w samym centrum kurortu, dawniej zwany „Łazienki II”. Pełnił funkcję jednego z pierwszych sanatoriów i zakładu zapewniającego wszelkie niezbędne zabiegi lecznicze dla kuracjuszy.

    Duża grupa uczestników zjazdu zameldowała się już w środę po południu. Następnego dnia w godzinach przedpołudniowych przybywają kolejni uczestnicy naszego rodzinnego spotkania. Co chwilę odbywa się ceremoniał powitania kolejnych, dojeżdżających z różnych stron Polski Żółtowskich. Czwartek rozpoczynamy, tradycyjnie od mszy i procesji Bożego Ciała. Kościół jest bardzo blisko hotelu, pogoda dopisuje, więc spacerkiem, przepięknie ukwieconym deptakiem zdążamy do świątyni.

    Do obiadu zasiadają już niemal wszyscy uczestnicy zjazdu. Niektórzy przybywają tylko na ważne zjazdowe chwile, szczególni ci, którzy mieszkają w pobliżu Ciechocinka.

    Czwartkowe spotkanie zarezerwowane jest na zebranie ogólne członków związku oraz wszystkich przybyłych gości i sympatyków naszego stowarzyszenia.

    W tym roku zebranie miało charakter szczególny. Był to zjazd sprawozdawczo-wyborczy. Ustępujący prezes Rafał podsumowuje ostatnie cztery lata działalności zarządu, uzyskuje akceptację, absolutorium i gorącą owację na stojąco zebranych uczestników zjazdu.

    Prezes Rafał ustępuje ze swojej funkcji, gdyż zgodnie z regulaminem nie może dłużej piastować tego stanowiska. Wybory nowego zarządu budzą wiele emocji. Zmniejszona zostaje, drogą głosowania liczba członków zarządu – od teraz będzie to dziewięć osób.

    Po głosowaniu odczytani zostają zwycięzcy nowego zarządu. Prezesem zostaje Mariusz ze Sztumu. Wszyscy gratulują mu wyboru na tę zaszczytną funkcję.

    Dawnym zwyczajem przedstawiają się nowi uczestnicy zjazdu. Władysław przybył z miasta Kopernika – Torunia z liczną ekipą Żółtowskich. Przedstawiają się Henryk z synem Markiem i synową Beatą. Po raz pierwszy na zjeździe jest wnuczka Janeczki z Wrocławia – Ania i wnuczka Kici ze Szczęsnego – Kasia.

    Osoby które z różnych powodów nie mogły przyjechać na zjazd w Ciechocinku przesłały dla uczestników pozdrowienia.

    Aneta z Warszawy z mężem Mariuszem, zostali rodzicami Zuzi, która urodziła się 29 maja. Do pozdrowień dołączyła się mama Marzena. Życzyli uczestnikom, radosnych chwil spędzonych, jak co roku w rodzinnej atmosferze.

    Pozdrowienia nadeszły od Ani Laskus, Romka i Tomka z USA oraz Oli z Aten.

    Basia ze Skierniewic za pośrednictwem prezesa Rafała przesłała pozdrowienia wszystkim uczestnikom, życząc dużo zdrowia i wielu owocnych spotkań. Nowo wybranemu prezesowi przekazała gratulacje.

    Również Krystyna z Bronkiem z Niemiec oraz Malwina z Londynu przesłali serdeczne pozdrowienia.

    Zebranie dobiega końca. Jeszcze tylko informuję wszystkich o piątkowej wycieczce. Jako organizator zachęcam do wyjazdu i obejrzenia Bydgoszczy. Jak każde przedsięwzięcie ten pomysł zyskuje zarówno zwolenników jak i przeciwników.

    Późne popołudnie czwartkowe i wieczór to czas na spotkania, rozmowy, spokojne wypicie kawy, czy zjedzenie lodów – uwielbiam kawiarnię w Ciechocinku, która serwuje najlepsze, moim zdaniem, desery lodowe.

    Piątkowy ranek, pełen gorączkowych przygotowań do wyjazdu. Jeszcze kilka osób decyduje się, wziąć udział w wycieczce pod warunkiem, że zdążymy wrócić przed rozpoczęciem uroczystego otwarcia Euro 2012 i transmisją meczu otwarcia Polska – Grecja.

    Obiecałam solennie, dopilnować tego.

    Rodzeństwo Krysia i Jurek z Mszczonowa, którzy przyjechali na zjazd rano, przesiadują się niemal natychmiast z samochodu do autokaru wycieczkowego.

    Jedziemy przez Toruń, mijamy miejscowość Przysiek. To tutaj właśnie rozpoczęła się ostatnia droga księdza Jerzego Popiełuszki od porwania i śmierci w nurtach Wisły na tamie we Włocławku. Tuż przed Bydgoszczą, na przedmieściach miasta będącego stolicą województwa kujawsko-pomorskiego znajduje się Ostromecko, znane głównie z produkcji wód mineralnych. Eksploatację źródeł rozpoczęto w 1894 roku.

    Docieramy do okazałego zespołu pałacowo-parkowego. Składają się nań dwa pałace i ponad stuletni park. Starszy, rokokowy pałac należał do kasztelana płockiego Bogdana Mostowskiego. Do tej samej rodziny należał też znany warszawski pałac, będący siedzibą komendy głównej policji. Skojarzyło mi się to, kiedy zobaczyłam na zwieńczeniu pałacu charakterystyczną dla obu budowli sylwetką ptaka z rozpostartymi skrzydłami. Z opowieści przewodnika pana Wojciecha Sobolewskiego wynikało, że z powodu zadłużenia dobra Ostromeckie wraz z pałacem przeszły w ręce rodziny Schönbornów. W latach 1832-1848 wybudowano nowy, klasycystyczny pałac, rozbudowany później przez kolejnego właściciela majątku Alfreda von Alvenslebena. Do skromnego, eleganckiego pałacu dobudowano neobarokową salę balową, pałacyk myśliwski i kaplicę. Nieco wcześniej w otaczającym go parku stanęło neoromańskie mauzoleum rodu Schönborn-Alvenslebenów. Obecnie w pomieszczeniach Nowego Pałacu organizowane są aukcje sztuki, recitale muzyczne i okolicznościowe bale. Natomiast wnętrze Pałacu Starego mieści m.in. liczącą ponad 50 egzemplarzy kolekcję fortepianów i ekspozycję współczesnego malarstwa polskiego.

    Nasz zachwyt wzbudził park ze stuletnimi dębami, kasztanowcami, lipami, modrzewiami i klonami, tworzącymi wspaniałe kompozycje przestrzenne.

    Pogoda się wyklarowała. Wcześniej padał deszcz, teraz zaświeciło słońce. Nie sposób byłoby zwiedzać i oglądać takie wspaniałości przyrody w strugach deszczu.

    Przejeżdżamy most na Wiśle i przez dzielnicę Fordon zmierzamy w stronę centrum Bydgoszczy. Chociaż to blisko czterystutysięczne miasto, rzadko kto umieszcza je wśród największych polskich miast. Dlatego jako organizator wycieczki często słyszałam pytanie: „A co tam jest w tej Bydgoszczy?”. Żeby się przekonać, jakie jest to miasto, trzeba samemu je zobaczyć, choć kilka godzin, to zbyt mało czasu na dokładniejsze poznanie tego grodu, który powstał na podstawie dokumentu lokacyjnego wystawionego 19 kwietnia 1346 r. przez Kazimierza Wielkiego. Jest położone z dala od skupisk wielkich ośrodków przemysłowych, w sąsiedztwie potężnych Borów Tucholskich od północy i zawsze zielonej Puszczy Bydgoskiej od południa, w malowniczej dolinie Brdy i Wisły.

    Specyficzne położenie miasta, otaczanego zewsząd wodami rzek sprzyja porównaniu go do Wenecji i Amsterdamu jednocześnie. Perłą architektury jest niewątpliwie kościół pod wezwaniem świętych Marcina i Mikołaja z cudownym obrazem Matki Bożej z różą w ołtarzu. Spichlerze nad Brdą, a właściwie jej odnogą Młynówką, na Wyspie Młyńskiej przypominają, że miasto miało duże znaczenie handlowe.

    Wrażenie na oglądających z mostu nad Brdą robi imponujący gmach Opery Nova z doskonałą akustyką, gdzie odbywają się wspaniałe koncerty i imprezy muzyczne oraz niecodzienny pomnik – zawieszona na stalowej linie rzeźba linoskoczka „Przechodzącego przez rzekę”. Efektownie prezentuje się okazały rynek otoczony kamieniczkami. W oknie jednej z nich pod numerem 15 ukazuje się codziennie z cyrografem w ręku Pan Twardowski. Według opowiadania Józefa Ignacego Kraszewskiego ów czarnoksiężnik zamieszkiwał Bydgoszcz przez cztery miesiące.

    Bydgoszcz to miasto z klimatem, które ze swoimi kafejkami, sklepikami oraz starymi barkami z fantazją przerobionymi na mieszkania wspaniale łączy teraźniejszość z przeszłością. A wszystko to jest zadbane, kolorowe, bardzo radosne i tętniące życiem.

    W czasie przerwy na obiad mogę się przekonać o tym zjadając smaczne danie w restauracji o dobrej renomie w towarzystwie pana przewodnika, który z wielka pasją opowiada o miejscu w którym mieszka blisko pięćdziesiąt lat.

    Znowu przeprawiamy się przez Wisłę i zmierzamy w stronę Ciechocinka. Jedziemy wzdłuż odcinka budującej się autostrady w kierunku Gdańska. Od Torunia jest ona już udostępniona dla ruchu i jedzie się nią wspaniale. Przynajmniej nie ma tylu fotoradarów, co w pasie „pomorskim”, o czym mogłam się boleśnie przekonać jadąc na weekend majowy do Mielna.

    Piątkowa uroczysta kolacja rozpoczyna się dość późno ze względu na kibiców, którzy śledzą grę naszych piłkarzy w meczu z Grecją. Remis 1:1 daje nam nadzieję na dalsze rozgrywki Mistrzostw Europy. Jak się okazuje w finale – nadzieję płonną.

    Nasuwa się refleksja, że wszystkie zjazdowe punkty programu muszą być dokładnie zaplanowane i uzgodnione z organizatorami.

    Po raz kolejny otrzymaliśmy wspaniały prezent od Pana Krzysztofa Rumińskiego – chleb z herbem Ogończyk i smakowity tort. Dość niezwykle prezentował się Wiesław z Chicago, który na zjazd przyjechał prosto z kolejnej swojej egzotycznej podróży.

    W sobotni ranek msza święta w intencji Rodu. Ksiądz proboszcz ciechocińskiej parafii bardzo przejęty, mówi wiele podniosłych słów dotyczących przynależności do tak zacnego rodu.

    Po mszy spotkanie z redaktorem toruńskiej gazety, który przygotowuje artykuł o naszym spotkaniu. Przywiozłam zdjęcie z poprzedniego zjazdu w Ciechocinku sprzed piętnastu lat. Wiele osób odszukuje siebie na zdjęciu. Prawie nic się nie zmieniliśmy, tylko dzieci dorosły.

    Cieszymy się z wnucząt. To już kolejne pokolenie, które będzie wychowywało się w duchu poszanowania rodziny, tradycji i patriotyzmu. Wojtuś i Filipek – wnukowie Mirelli i Mariusza ze Sztumu i mój wnuczek, biegający wśród nas dorosłych, pewnie nie zdają sobie jeszcze sprawy z powagi chwili, ale na pewno dziadkowie i rodzice zadbają o to, aby wyrośli na jak najlepszych ludzi.

    Sobota upływa nam na spotkaniach, rozmowach, jest czas na spacer po kurorcie i chwilę odpoczynku. Wieczorem organizujemy ognisko przy hotelu. Upieczona kiełbaska smakuje wybornie, przypomina smaki dzieciństwa. Jeździło się na różnorodne wycieczki, obozy harcerskie, tam właśnie głównym elementem było ognisko, pieczenie kiełbasek i śpiewanie piosenek.

    Dni zjazdowe powoli dobiegają końca. W niedzielę rano co chwilę pod drzwi hotelu podjeżdża samochód. Żółtowscy pakują się, żegnają serdecznie ze wszystkimi i … w drogę.

    Życzymy wszystkim szczęśliwych powrotów do domu, zapewniamy o spotkaniu za rok. Grupa żegnających osób coraz bardziej się zmniejsza. Zostali już tylko ci, którzy mają najbliżej.

    Kolejny Zjazd Związku Rodu Żółtowskich przechodzi do historii.

    Właściwie trzeba się zabierać za organizację kolejnego spotkania, wyszukać odpowiednie miejsce, rezerwować termin, dopinać wszystko na „ostatni guzik”. Rok bardzo szybko minie i spotkamy się ponownie.

    Do zobaczenia więc za rok!

    Bogusia z Białej

  • Nowy Zarząd Związku Rodu Żółtowskich

    Prezes - Mariusz ze Sztumu
    Prezes Mariusz ze Sztumu
    Prezes honorowy, członek Zarządu Rafał z Korycina
    Prezes honorowy, członek Zarządu Rafał z Korycina
    Wiceprezes - Bogusia z Białej
    Wiceprezes Bogusia z Białej
    Wiceprezes Bożena Lipińska z Warszawy
    Wiceprezes Bożena Lipińska z Warszawy
    Sekretarz Kalina Nowacka z Torunia
    Sekretarz Kalina Nowacka z Torunia
    Skarbnik Jarosław ze Skierniewic
    Skarbnik Jarosław ze Skierniewic
    Członek Zarządu Agnieszka z Wrocławia
    Członek Zarządu Agnieszka z Wrocławia
    Członek Zarządu - Tomasz z Gdańska
    Członek Zarządu Tomasz z Gdańska
    Członek Zarządu Michał ze Szczecina
    Członek Zarządu Michał ze Szczecina
  • Wystawa „Związek Polaków w Argentynie Buenos Aires 1940-2010”

    Wczesną wiosną tego roku na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie przy Domu Polonii, można było obejrzeć wystawę zatytułowaną „Związek Polaków w Argentynie Buenos Aires 1940-2010” oraz zdjęcia „Polscy arystokraci w Argentynie”.

    Polacy w Argentynieznane_rody

    „W miarę upływu czasu, a przede wszystkim w miarę dorastania nowych pokoleń, powojenna emigracja do Argentyny wtapiała się stopniowo we wciąż kształtujące się lokalne społeczności. Nowy kraj pozwolił na zbudowanie nowych więzi, wyjście poza grupę etniczną, identyfikację z nową ojczyzną. Jednocześnie sytuacja geopolityczna kraju przodków na długie lata utrudniała podtrzymywania kontaktów z rodziną lub przyjaciółmi w Polsce. Naturalnie po roku 1989 powrót do korzeni stał się dużo łatwiejszy. Polonia argentyńska zmieniła się. Stowarzyszenia powoływane do życia niegdyś, jak na przykład Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Polskich, czy organizacje kombatanckie, przestają odgrywać znaczącą rolę lub znikają. Powstają na ich miejsce nowe instytucje zaspokajające aktualne potrzeby, na przykład Argentyńsko- Polskie Stowarzyszenie Kulturalne, czy Stowarzyszenie Studentów Polskich w Argentynie. Działający jako federacja organizacji polonijnych Związek Polaków w Argentynie gromadzi prawie wszystkie polskie organizacje rozrzucone po całym kraju, od Patagonii na południu po Misiones na północy. Przebudowany dzięki pomocy polskiego Senatu „Dom Polski” w Buenos Aires jest obecnie siedzibą wielu polonijnych instytucji, mieści także Bibliotekę im. Ignacego Domeyki oraz jedyną w Buenos Aires polską restaurację. Uroczysta inauguracja Domu Polskiego w roku 2009, dokonana przez marszałka Senatu RP Bogdana Borusewicza i prezesa „Wspólnoty Polskiej” Macieja Płażyńskiego, w towarzystwie ministra Jana Borkowskiego, przedstawicieli Ambasady oraz licznych posłów i senatorów była okazją, by pochwalić się nową siedzibą przed mieszkańcami Buenos Aires, władzami federalnymi i miejskimi, dyplomatami i ludźmi sztuki. Dom Polski ma szansę zatętnić nowym, młodym życiem.”

    El Castillo
    „El Castillo” – majątek rodziny Obligado-Żółtowski w Buenos Aires
    Paszport służbowy Zbigniewa Żółtowskiego, przedstawiciela Polskiego Rządu na Uchodźstwie w Buenos Aires, współpracownika generała Władysława Sikorskiego w Angers, prezesa południowoamrykańskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce
    Paszport służbowy Zbigniewa Żółtowskiego, przedstawiciela Polskiego Rządu na Uchodźstwie w Buenos Aires, współpracownika generała Władysława Sikorskiego w Angers, prezesa południowoamrykańskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce
  • Wydarzenia


    Zawiadomienia

    Aneta i Mariusz Truszkowscy z Warszawy zawiadamiają, że 29 maja br zostali szczęśliwymi rodzicami Zuzanny. Rodzice z Zuzanną


    Nekrologi

    8 kwietnia 2012 roku zmarła w Koszalinie MARIA ANNA ŻÓŁTOWSKA ur. w 1912 r. wdowa po Adamie Żółtowskim z Nekli. Pochowana została na cmentarzy komunalnym w Koszalinie.

  • Grunt to rodzina!


    Podczas zjazdu rodzinnego w Ciechocinku do wspólnego stołu zasiadło 80 Żółtowskich

    O Zjeździe Związku Rodu Żółtowskich w Cichocinku napisał p. Roman Such w dzienniku toruńskim „Nowości” – 16.06. 2012. (Obszerne fragmenty z artykułu)

    „Przed tygodniem spotkali się Żółtowscy z całej Polski. Torunianie stanowią w tym gronie silną grupę. Był to już 21. po wojnie zjazd.

    Teraz, kiedy wszyscy się dzielą, my przynajmniej pokażmy, że można się łączyć – taka idea przyświecała utworzeniu, a właściwie reaktywowaniu Związku Rodu Żółtowskich. Stowarzyszenie o takiej nazwie formalnie zarejestrowano w Skierniewicach przed ponad 20 laty. Ma swój statut, wybierany na czteroletnią kadencję zarząd, co roku w różnych miejscach Polski, w okolicach Bożego Ciała organizuje krajowy zjazd…..” „Regularnie wydają – co się nie udaje w innych utytułowanych rodach – swój własny rodzinny kwartalnik….” „Stowarzyszenie nawiązuje do przedwojennego związku gałęzi wielkopolskiej Żółtowskich, zarejestrowanego w 1903 r….” „Tamten związek nie tylko skupiał rodzinę wokół siebie, ale także bronił przed germanizacją…” „Miał jednak charakter bardzo elitarny, dotyczył tylko jednej gałęzi Żółtowskich. Nie przyjmował kobiet, a wpisowe w wysokości 3000 marek stanowiło dla wielu trudną do przekroczenia granicę – opowiada Mariusz ze Sztumu, wybrany przed kilku dniami nowy prezes rodziny. – Nasz odnowiony związek jest bardziej otwarty, demokratyczny, przyjmujemy wszystkich Żółtowskich. Trzeba jednak udokumentować, przynajmniej dwa pokolenia wstecz, przynależność do rodu.

    – Szperanie po archiwach, po urzędach stanu cywilnego, szukanie po parafiach metryk urodzenia pradziadka – naprawdę mnie wciągnęło i dało mi poczucie przynależności do jakiejś większej grupy, o istnieniu której przedtem nie miałam pojęcia – przyznaje torunianka Kalina Nowacka z domu Żółtowska. Pełna obaw uczestniczyłam przed czterema laty po raz pierwszy w rodzinnym zjeździe. Przyjęto mnie z otwartymi ramionami, od razu poczułam się jak u siebie…”

    „Inną zjazdową regułą jest pomijanie w prywatnych rozmowach i oficjalnych wystąpieniach tematów politycznych i religijnych. – Taką zasadę wprowadził współtwórca odnowionego związku, nasz mentor Michał z Lasek, zmarły przed dwoma laty w wieku 94 lat, człowiek niezwykłej charyzmy, bardzo religijny, który swój rodzinny majątek przekazał na rzecz Fundacji im. Św. Brata Alberta – wyjaśnia prezes Mariusz. – Po co poruszać tematy, które mogą nas dzielić, każdy ma swoje zapatrywanie i niech przy nich pozostanie, a religia to kwestia sumienia, nie poddaje się dyskusji…”

    „Msza święta za rodzinę to stały punkt rodzinnych zjazdów….” „Innym żelaznym punktem jest uroczysta kolacja. W Ciechocinku do wspólnego i składkowego stołu zasiadło 80 Żółtowskich z całej Polski. Przyjechała też Grażyna ze Szwajcarii i Wacław z Chicago, a właściwie z Kamerunu. Za Gierka wyemigrował z Polski, założył firmę w USA, w Polsce produkuje płyn do mycia naczyń i okien, prowadzi interesy na Ukrainie, a od pół roku w Kamerunie zakłada telefonię komórkową i Internet. – Moją linię udało się udokumentować od 1600 roku, chwała moim przodkom – nie bez dumy dodaje Wacław z Chicago.

    – Staram się nie ominąć żadnego zjazdu – wyznaje Grażyna ze Szwajcarii. Przyjeżdżam do Polski i bardzo się cieszę ze zmian…”

    „Do związku rodu Żółtowskich należy 300 osób. Jak się szacuje, w Polsce 3000 krewniaków nosi takie nazwisko…”

    „Poza zjazdami spotykamy się w mniejszym gronie, odwiedzamy się, wielu wśród nas jest lekarzy, prawników – pomagamy sobie nawzajem….”

    „Goście od wielu lat na każdym zjeździe witani są ogromnym bochnem chleba i tortem wypiekanymi przez Krzysztofa Rumińskiego z podtoruńskiego Głogowa, którego babcia Antonina wywodziła się z Żółtowskich. Krzysztof z Głogowa ma duże szanse na zdobycie tytułu Nadwornego Piekarza Żółtowskich.

    O przyszłość rodu nikt się specjalnie nie martwi. Wielu w nim lekarzy, a szczególnie ginekologów. Obecny prezes Mariusz ze Sztumu jest chirurgiem, jego poprzednik Rafał z Korycina – farmaceutą”.

  • Ciekawostki z rodziny Żółtowskich z Czacza


    Zawarte w listach Marcelego i Jana Żółtowskich – 1883-1887

    Nasz Związek wzbogacił się o bardzo cenne materiały dotyczące rodziny Żółtowskich z Czacza.

    Stało się to za sprawą pana Krzysztofa Ponińskiego ze Szczecina – Kapitana Żeglugi Wielkiej.

    Pan Krzysztof, po śmierci ojca w 2010r. – Edmunda Władysława Marcelego Stanisława hr. Łodzia – Ponińskiego, natrafił na zeszyty z różnymi zapiskami Rodziny Żółtowskich z Czacza. Przekazał tę wiadomość do naszego Zarządu. Po uzgodnieniu z Prezesem Rafałem nawiązałam korespondencję z panem Krzysztofem, który wkrótce przesłał mi te materiały do skopiowania. Jak się okazało, są wśród nich listy Jana Żółtowskiego z Czacza do dziadka Marcelego hr. Żółtowskiego i od dziadka do Jasia – wówczas słuchacza Collegium w Kalksburgu. Jaś Żółtowski ur. 22.09.1871 r. to przecież ojciec naszego wspaniałego Michała z Lasek.

    Korespondencja niebywale zajmująca, z niej możemy dowiedzieć się o ogromniej trosce i czułości dziadka Marcelego, który otaczał opieką swego wnuka Jasia w czasie, kiedy już jego rodzice nie żyli.

    Z ogromniej ciekawości zapytałam p. Krzysztofa Ponińskiego, jak to się stało, że te zeszyty znalazły się w Jego rodzinie. Otrzymałam wyczerpującą odpowiedź. Otóż Aniela Teresa Anna Maria Żółtowska z Czacza h. Ogończyk ur. 17.06.1857 r. – córka Marcelego hr. Żółtowskiego (dziadka Jasia) wyszła za mąż za Bronisława Ponińskiego h. Łodzia ur. 10.12.1849r. we Wrocławiu – właściciela Małoszowa. To właśnie oni byli rodzicami dziadka Pana Krzysztofa – Władysława. O Małoszowie i rodzinie hrabiostwa Ponińskich wielokrotnie wspominane jest w listach dziadka Marcelego.

    Tu przytoczę krótkie fragmenty listów dziadka Marcelego do Jasia: „Tutaj teraz sami jesteśmy z Ciocią Anielcią, bo Wujcio Broniś przed tygodniem pojechał do Królestwa do krewnych w Kaliskie i dopiero za kilka dni wróci…”

    „…Teraz że Wujostwo Ponińscy już do Małoszowa z Luciem wrócili i że sam jeden w całym domu zostaję…” Wspomnę, że ostatnim właścicielem Małoszowa był ojciec Pana Krzysztofa Ponińskiego ( wiadomość od p. Krzysztofa).

    Należy przypuszczać, że więzy między Jasiem (ojcem naszego Michała) a wujostwem Ponińskimi były bardzo bliskie i serdeczne jak wynika z wielu innych listów. Dlatego kopie listów były bardzo cenne dla Rodziny Ponińskich, co potwierdza fakt, że zachowały się do tej pory.

    Kalina Nowacka z domu Żółtowska

    P.S. Jak wynika z genealogii w żyłach Pana Krzysztofa Ponińskiego płynie również krew Rodu Żółtowskich.

    Zarząd Związku Rodu Żółtowskich serdecznie dziękuje Panu Krzysztofowi Ponińskiemu za udostępnienie cennych materiałów i zgodę na opublikowanie ich. Dziękujemy za to, iż zaangażował się Pan tak, by trafiły one do rąk naszego Związku i wzbogaciły nasze archiwalia. Z wyrazami szacunku Prezes Związku oraz Członkowie Zarządu

  • Listy Marcelego i Jana Żółtowskich

    Związek nasz otrzymał od p. Krzysztofa Ponińskiego ponad 9 listów pisanych przez Marcelego i Jana Żółtowskich. Będą one drukowane w naszych kwartalnikach w kolejności pisania ich. Listy publikowane będą w formie oryginalnej.

    Kochany Dziadziu

    Adresuję ten list już do Czacza bo myślę już z Małoszowa wyjechać. – Nadzwyczajnie jestem szczęśliwy że dziś rano jeszcze przed śniadaniem między wpół do siódmą podczas mszy świętej po ewangelii przyjęty zostałem do Sodalista Najświętszej Maryi Panny, odbyło się to w kaplicy kongregacyjnej i zaraz podczas mszy św. komunikowałem.

    Lecz mi już na czasie zbywa bo to nie jak zwykle w niedzielę ale podczas czytania co dostałem pozwolenie napisania do Dziadzi bo by mi przykro było żeby Dziadzio nie był pierwszy który tę nowinę dostanie.

    Całuję zatem Dziadzi rączki kochający go wnuk.
    /-/ Jaś Żółtowski

    6.I.1883. Kalksburg


    Kochany Dziadziu

    Ponieważ Idzi ostatni doniósł Dziadzi o nas więc teraz na mnie kolej do Dziadzi napisać. Bunia dosyć dużo chodzi, ale przez dwa dni miała dosyć mocny ból w boku. Czas tu nie bardzo ładny, deszcz często pada a dziś było tylko dziewięć stopni ciepła.

    W niedzielę rano przyjechał Wujcio Zygmunt, a przedwczoraj wyjechał, ale za to wczoraj przyjechał Wujcio Xianio i dziś znów do Skurcza powraca.

    Mamy tutaj bardzo mało lekcyi i dlatego też dużo jesteśmy na dworze z P. Hohmanem duże robimy spacery dużo jednokonnym wózeczkiem po parku i dosyć dużo konno jeździmy, a co dzień się także kąpiemy. Całuję Dziadzi rączki Ciocię i Wujcia ściskam

    Przywiązany wnuk
    Jaś

    10 czerwca 1883 r.


    Kochany Dziadziu

    O tem żeśmy szczęśliwie dojechali i jak się podróż odbyła dowiedział się Dziadzio z listów P. Hofmana i Izia, przychodzi mi zatem donieść mu jak święta spędziliśmy i co się wogule od czasu Izia listu tutaj stało. Przepędziliśmy Święta bardzo wesoło, w Wielki piątek po obiedzie przyjechał P. Szomig z Warszawy, na drugi dzień przyjechał Wujcio Zygmund, i przywiózł nam ślicznego deresza bardzo spokojnego na którym już jeździliśmy; wieczorem i Wujcio Xianio przyjechał. Na mszę pojechaliśmy o dziesiątej a w Horochowie takie błoto było że koniom szło po kolana. Wracając zabraliśmy państwa Zagórskich. Wujostwo Jerzowie Walewscy też przyjechać mieli ale z powodu niezdrowa Cioci nie przyjechali. Po mszy było święcone bardzo sute i dobre. We wtorek odjechał Wujcio Xianio w środę i Wujcio Zygmunt, Czas bardzo tu nieładny często deszcz pada i bardzo zimno, w wielki piątek i w wielką sobotę mieliśmy nawet śnieg. Oprócz bardzo mocnego kataru przez który przeszliśmy całkiem zdrowi jesteśmy. Całuję Dziadzi rączki wraz z Iziem Ciocię i Wujcia ściskam a pannie Hugenin ukłony zasyłam.

    Najprzywiązańszy wnuk
    Jaś


    Kochany Dziadziu

    Bardzo Dziadzię przepraszam że do niego nie pisałem, ale naprawdę też prawie nic do pisania nie było. Jednego dnia przyjechał tutaj P. Sławoszewski i P. Skarżyński kolega papy, a wczoraj był tu P. Jan Tarnowski i P. Milieski. Jeździmy dużo konno i wózkiem jednokonnym po parku. Całuję kochanemu Dziadzi rączki całuję Ciocię i Wuja a pannie Hugenin ukłony zasyłam.

    Najprzywiązańszy wnuk
    Jaś


    Kochany Dziadziu

    Bardzo Dziadzi dziękujemy za list który nam zrobił bardzo wielką przyjemność i dziękujemy Dziadzi także na nowiny o Drzewcach któreśmy z wielkim interesem czytali. Jeździmy tutaj co dzień konno na bardzo spokojnym siwym kucu, który się nazywa kafarek, zwykle od siódmej do ósmej rano bo zresztą jest bardzo gorąco ale często wieczorem deszcz pada.

    Całuję Dziadzi rączki Ciocię i Wujcia ściskam

    Przywiązany wnuk
    Jan

    d.7/7 1883 r. Choroniów


    Kochany mój Jasiu

    Tak jak zeszłym razem do Izia tak dzisiaj do Ciebie piszę żeby Cię najserdeczniej uściskać i ucałować i przy nadchodzących Twoich imieninach wszystkiego dobrego życzyć. Ponieważ dzień ten dla Ciebie uroczysty zawsze św. Zofią bywa poprzedzony modląc się za drogą Twoją Mamę westchnij zawsze do Niej, aby Wam Ona wszelkiego błogosławieństwa uprosić zechciała a ciągła pamięć na Jej z Tobą rozmowy i na ten rok ostatni który nierozłącznie z nią przepędziłeś, będzie Ci zawsze najlepszą wskazówką, jak sobie w całem Twem życiu masz postępować a czego się wystrzegać powinieneś. Wszystkie listy które od czasu waszego wyjazdu odebrałem piszą mi ciągle o Twoim katarze, co mnie nadzwyczajnie niepokoi, ile pamiętam nigdy do tego skłonnym nie byłeś, jesteś już w tym wieku że musisz sam bardzo na siebie uważać, aby się nigdy przez nieroztropną nieuwagę na żadną dolegliwość nie narazić. W przeszłym tygodniu przyszedł tu od Ojca Röte list który załączam książkę i obrazki tu zatrzymując, niechajże więc Izio zaraz ….(nieczytelny wyraz) jaknajgrzeczniej prosząc … (nieczytelny wyraz) której się uprzejmie odemnie kłaniaj, aby go poparła, tylko powiedz Iziowi odemnie aby staranniej się wziął do tego jak zeszłą razą, bo nie wiem co sobie ojciec Röte pomyśli jeżeli znowu będzie pełno omyłek i widocznych poprawek. W waszych latach koniecznie musicie już przywyknąć do pisania porządnych listów bo co uchodzi chłopcom siedmio lub ośmio letnim, to już Wam wcale nie przystoi. Tak Buni jak dziadusiowi oświadcz od Cioci Wujcia i odemnie głębokie nasze uszanowanie i proście ich bardzo aby jeżeli przyjadą na ślub Wujcia Xiania w czasie pobytu swego w Xięstwie w Czaczu zamieszkać chcieli, abyście się jaknajdłużej ich bytnością tutaj cieszyć mogli. Powiedzcie im dla zachęcenia że kiedyście wy do Chołoniowa z wizytą przyjechali, to Wam się koniecznie od nich rewizyta należy, że będziecie się starali swą gorliwością w naukach i całem swem postępowaniem wdzięczność im swą okazać; Panu Hohmanowi podziękuj bardzo za jego listy i oświadcz mu uprzejmych odemnie wyrazów. W końcu bieżącego miesiąca albo w początku czerwca wypadnie mi zapewne być w Krakowie, a skoro tylko będę mógł czas ten dokładnie oznaczyć napiszę zaraz do dziadunia prosząc Go, aby Was tak chciał wyprawić żebyśmy się tam spotkać mogli, a teraz uściskach kochanego Izia tak serdecznie jak Ciebie drogie moje dziecko serdecznie ściskam

    Twój najprzywiązańszy dziadzia
    M.Ż.

    Czacz 12/5 84.

    Ciocia i Wujcio tysiącznie uściśnienia przesyłają.


    Kochany Dziadziu

    Dziękuję Dziadzi bardzo za list jego któryśmy przed kilkoma dniami dostali, ale zarazem bardzo go przepraszam że odemnie tylko jeden list dotąd dostał ale w tem winy mojej nie ma bo ja już trzy listy do Dziadzi napisałem więc, chociaż że adres był bardzo dokładny zaginąć musiały. W przedostatnim liście któryśmy od Dziadzi dostali pyta mnie się o moje zdrowie, ponieważ nie jest zupełnie w porządku przed kilkoma dniami byłem w Wiedniu u doktora Schröttera który powiedział że muszę się tylko wzmocnić a że potem wszystko dobrze pójdzie. Bardzo mi zwłaszcza dolegają bóle głowy, ale jeszcze prawie przykrzejsze jest mi że regularnie przychodzą mi co dzień słabości przed śniadaniem w kaplicy. Apetyt mam trochę lepszy tylko że nie mogę dobrze spać a to dla tego że głównie wtedy mam tęsknotę.

    Mam także jedno pytanie od Ojca Rektora do Dziadzi, a to jest czy sobie życzy żebym brał lekcyje konnej jazdy, i żeby był tak dobry jemu to napisać. – W klasie idzie nam bardzo dobrze i bardzo się ucieszyłem jak przed chwilką przy czytaniu cenzur tygodniowych usłyszałem: …(wyraz nieczytelny) Żółtowski … (dwa wyrazy nieczytelne).

    Całuję teraz Dziadzi rączki bo więcej czasu już nie mam Ciocię Wujcia i Lucia ściskam serdecznie zostaję najprzywiązańszym wnukiem

    Jaś Żółtowski

    23.10. 1884 Kalksburg


    Kochany Jasiu

    Wczoraj miesiąc upłynął jakeśmy się w Kalksburgu rozstali, a mimo moich upomnień, aby każdy z Was co miesiąc do Chołoniowa i do mnie pisywał, jak mi Dziadunio donosi tylko miał list od Izia, ale od Ciebie ani słówka i do mnie również ani razu się nie odezwałeś.

    Na przedmiocie do korespondencyi zbywać Ci przecież nie może, bo w nowem położeniu w jakim się od czasu wejścia do szkół znajdujecie, wiele bardzo jest do doniesienia, a wiesz że nawet najdrobniejsze szczegóły tak dla Buni i Dziadunia jak i dla mnie będą zajmujące.

    Z tego też powodu możesz sobie zadanie Twoje tem ułatwić, że te same opisy Twoich wrażeń i wydarzeń możesz i do Chołoniowa i do Czacza przesyłać kiedy wszystko co się Was tyczy równie tam jak i tu obchodzi. Donieś nam więc jak rozkład Twojego czasu, jakich masz kolegów z którymi się najwięcej zaprzyjaźniłeś, jak Ci idzie w naukach w klasie i jak postępujesz w lekcyach prywatnych geometryi, aby dogonić Twoich współuczni wreszcie donieś też jak Ci teraz apetyt służy i czy się chłopcy z Ciebie nie śmieją że tak jesteś w jedzeniu wybrednym. Widzisz że zadanych Ci pytań jak obfity masz materiał do napisania listów, chciej tylko z niego korzystać, a spory list sam się już ułoży. Tutaj teraz sami tu jesteśmy z Ciocią Anielcią, bo Wujcio Broniś przed tygodniem pojechał do Królestwa do krewnych w Kaliskie i dopiero za kilka dni powróci. Lucio śliczny się robi coraz więcej rośnie i tyje, a przy tem tak spokojny iż rzadko kiedy płacze. Mamka jego miała wielkie zmartwienie, gdyż się dowiedziała o śmierci swej trzechmiesięcznej córeczki. W przeszłym tygodniu była tu stryjenka F Wujcia Xiania widziałem chwilkę na smutnym obrzędzie pogrzebowem Pana Chłapowskiego z Bonikowa który nagle umarł.

    Celina ze Stryjami Kociem i Jasiem ale tutaj dowiedzieli się przez telegram od Cioci Helenki Radomina że jej mąż znowu bardzo cierpiący, wczoraj miała Ciocia wizytę obu Panien Skarżyńskich, które Was serdecznie pozdrowić kazały. Izia którego list wczoraj odebrałem tak serdecznie odemnie i Cioci uściskaj jak i Ciebie kochany mój Jasiu serdecznie ściska Twój najprzywiązańszy dziadzia.

    M.Ż.

    Czacz 27/10 84

    Rozbój i szczygły w najpożądańszym stanie zdrowia.

  • Patriotyzm Polaków a patriotyzm Żółtowskich

    Jan III Sobieski

    Wrzesień jest miesiącem pamięci i oddawania hołdu rzeszom Polaków poległych w obronie Ojczyzny po najeździe okupanta na Polskę we wrześniu 1939 r. W miesiącu tym porusza się często temat waleczności, bohaterstwa i patriotyzmu Polaków, którzy dzielnie bronili swej Ojczyzny, jak i innych państw koalicji antyniemieckiej podczas działań II wojny światowej. Tematem wiodącym, który jest poruszany przez media we wrześniu jest też temat Ojczyzny, patriotyzmu, bohaterstwa narodu i martyrologii.

    Kwestia patriotyzmu jest bardzo znaczącą sprawą dla każdego Polaka, dlatego też myślę, że należałoby ten temat poruszyć na łamach kwartalnika Związku Rodu Żółtowskich, gdyż dotyczy on także nas.

    Wiele osób zastanawia się czym jest patriotyzm i czy Polacy, w tym i Żółtowscy byli patriotami w ciągu dziejów państwowości Polski. Jeśli Żółtowscy nimi byli, to w jaki sposób udowadniali to. Trzeba więc sięgnąć do historii naszego kraju i ściśle z nią powiązanej historii Rodu Żółtowskich, aby na to pytanie odpowiedzieć.

    Drugie pytanie, to czy my Polacy i my Żółtowscy obecnie jesteśmy patriotami.

    Na pewno przedstawiciele rodu Żółtowskich bez wahania stwierdzą, że nasi przodkowie byli patriotami. Natomiast jeśli my obecnie żyjący jesteśmy patriotami, to w jaki sposób mamy postępować, co robić dla Ojczyzny.

    Patriotyzm określa postawę umiłowania i oddania się w całości własnej Ojczyźnie, szacunku, dla niej i jej bohaterów. Zawsze kojarzony jest z ponoszeniem ofiary nawet tej najwyższej – własnego zdrowia lub życia dla dobra, chwały i trwałości ojczyzny. Przejawia się gotowością do obrony Ojczyzny za wszelką cenę. Według powszechnie przyjętych reguł patriotyzm to przedkładanie celów Ojczyzny nad cele osobiste. Tak postrzegali patriotyzm nasi przodkowie walcząc o wolność, niepodległość i niezawisłość Ojczyzny, przelewając krew na wielu polach bitew.

    Na pewno takimi patriotami i zarazem bohaterami byli Stefan Skarbek Żółtowski, czy Jan Wojsław Żółtowski – rycerze spod Cecory w 1620 r. Piękną bohaterską postawą zasłynął rycerz spod Chocimia, czyli Jan Wojsław Żółtowski, który będąc komendantem twierdzy w Kudaku nad Dnieprem, po klęsce wojsk Polskich z Turkami wysadził się w powietrze. Fakt ten upamiętnił Henryk Sienkiewicz, tworząc fikcyjną postać Michała Wołodyjowskiego. Wydarzenia z bohaterskiego życia „Małego Rycerza” były oparte na życiorysach wielu polskich patriotów, w tym na postawie bohaterskiego czynu Komendanta Twierdzy w Kudaku Jana Wojsława Żółtowskiego.

    Na pewno nie mniejszym patriotą był Wojciech Żółtowski, huzar walczący pod Wiedniem z Turkami pod dowództwem Króla Jana III Sobieskiego.

    W 2000 jubileuszowym roku jako Związek Rodu Żółtowskich braliśmy udział w pielgrzymce do Włoch i Watykanu do Ojca Świętego Jana Pawła II. Wracając z Włoch przejeżdżaliśmy przez Austrię i w Wiedniu odwiedziliśmy kościół polski na Kalembergu. Oddaliśmy hołd polskim huzarom, zwycięzcom spod Wiednia, w tym i Wojciechowi Żółtowskiemu, którego imię, nazwisko i herb Ogończyk widnieje w kaplicy króla Jana III Sobieskiego.

    Nie zapomnijmy o pięknej, pełnej bohaterstwa i przepełnionej patriotyzmem postaci Edwarda Żółtowskiego – Generała Królestwa Polskiego i Generała Francuskiego, który brał udział w powstaniu kościuszkowskim. Walczył w Legionach Polskich we Włoszech, bił się pod Nidzicą i Dobrym Miastem, poprowadził 3 Pułk Piechoty w bitwie pod Raszynem, brał udział w szturmie Sandomierza, Zamościa. Dowodził ok. 7 000 żołnierzy pod Kaliszem. Został ranny w bitwie pod Lipskiem., był komendantem Twierdzy Zamość. W czasie powstania listopadowego organizował oddziały powstańcze w Lubelskiem.

    Można by wymieniać wiele bohaterskich czynów patriotów z rodu Żółtowskich, żyjących w czasach Rzeczypospolitej Szlacheckiej.

    Żółtowscy udowodnili, że byli patriotami także w czasie zaborów. Prowadzili akcje i działania konspiracyjne oraz otwartą walkę z zaborcami. Praca na rzecz społeczności oraz narodu to też przejaw patriotyzmu. Prowadzili swoistą działalność oświatową. Zaangażowali się w rozwój gospodarczy i kulturalny kraju. Poprzez pracę dla ludności, wprowadzając postęp w gospodarstwach rolnych, upowszechnienie kultury rolnej, szerzenie kultu bogacenia się i powiększanie dobrobytu materialnego swoich majątków, kształcenie chłopów, szerzenie oświaty, kultury, nauki w swych majątkach, podnoszenia poziomu rzemiosła, zakładania kas oszczędnościowych, banków, spółek handlowych i przemysłowych oraz podnoszenia indywidualnych umiejętności swoich i ludności wiejskiej okazywali swój patriotyzm w zaborze pruskim. Przejawem patriotyzmu Żółtowskich w Wielkopolsce było współfinansowanie budowy „Poznańskiego Bazaru”, który w czasach Hakaty był centrum polityczno – społecznym, centrum polskości w Wielkopolsce.

    Nasi przodkowie Żółtowscy brali udział w zrywach narodowo-wyzwoleńczych, w Powstaniu listopadowym, styczniowym, wielkopolskim. Byli wywożeni na Syberię i w głąb Rosji. Żółtowscy wielokrotnie w Sejmie berlińskim bronili polskości. Udawali się z poselstwem do Watykanu, prosząc o poparcie dla sprawy polskiej, finansowali kształcenie polskich księży w Watykanie, aby później zasilili polski kościół katolicki w ojczyźnie. Byli fundatorami kościołów, które były również przez nich utrzymywane. Przeciwstawiali się germanizacji Wielkopolski za czasów Kanclerza Otto von Bismarcka. Takimi zasłużonymi patriotami byli np. hr. Stanisław Żółtowski – podporucznik 2 pułku ułanów Wojsk Polskich w1831 r., poseł do parlamentu Pruskiego, hr. Marceli Żółtowski – porucznik 17 pułku ułanów dowódca plutonu w 3 szwadronie 16 pułku ułanów, ranny pod Brodami, który zginał w Katyniu, Stefan Żółtowski – porucznik kawalerii 15 pułku Ułanów, który zginął w Katyniu, hr. Marceli Żółtowski – oficer 2 pułku Ułanów w 1831 r., hr. Alfred Żółtowski, który stawiał opór germanizacji Wielkopolski jako poseł Parlamentu Pruskiego w latach 1871-1874, czy hr. Jan Żółtowski, członek Komitetu Narodowego w Paryżu 1918/1919 r. Juliusz Żółtowski – Powstaniec Wielkopolski z 1918 r., uczestnik Powstań Śląskich II i III, ranny na Górze św. Anny, żołnierz AK o pseudonimie „. Gryf,” więziony po wojnie przez UB.

    Żółtowscy bohatersko walczyli i polegli w czasie I i II wojny światowej. Postawę patriotyczną wykazywali przez obronę terytorium Polski przed najeźdźcą. W czasie II wojny światowej działali na szkodę wroga, różnymi sposobami jak sabotaż, działania dywersyjne, konspiracja, partyzantka, nauka w podziemnych szkołach, na tajnych kompletach, udział w walkach Armii Krajowej.

    Na pewno takimi patriotami – bohaterami byli: Michał Żółtowski z Lasek – podchorąży 15 pułku Ułanów, AK- owiec, Juliusz Żółtowski -Ułan 17 pułku Ułanów, podchorąży AK, żołnierz Kedywu, który walczył w oddziale „Jelenia” i grupie „ Kampinos” w Powstaniu Warszawskim, zginął w walkach z Niemcami pod Jaktorowem 29.09.1944 r., Alfred Żółtowski – ułan 17 pułku Ułanów w Lesznie, obrońca Warszawy, Paweł Cieszkowski – Żółtowski – uczestnik odsieczy Lwowa i kampanii 1920 r., major wojsk polskich, w czasie II wojny światowej działacz organizacji „ Uprawa” – „ Tarcza” pod pseudonimem Ogończyk.

    Walcząc w obronie Ojczyzny, przelewając krew dla jej bytu w okresie Polski szlacheckiej biorąc udział w zrywach niepodległościowych, w czasie zaborów, wojen światowych nasi przodkowie udowodnili Polsce i Polakom swój patriotyzm.

    My Polacy i zarazem Żółtowscy żyjący w czasach obecnych, w okresie bez wojen możemy też być patriotami, szczególnie poprzez umiłowanie i pielęgnowanie narodowych tradycji. Sposobem wyrażania patriotyzmu do Ojczyzny jest aktywność społeczna, polityczna, filantropia, wolontariat, udział w organizacjach i ruchach społecznych, w rozwoju lokalnym, samorządach, szerzenie wzniosłych wartości i postaw. Uczciwość obywatelska, praworządność, szacunek dla innych, w tym starszych schorowanych osób, równe traktowanie wszystkich ludzi, przeciwdziałanie ubóstwu, ochrona środowiska. To wszystko można zaliczyć do postaw patriotyzmu.

    Każdy inaczej może rozumieć patriotyzm, może to być miłość do kraju ojczystego, przywiązanie do regionu, dzielnicy z której pochodzi, lub w której mieszka.

    Z patriotyzmem połączona jest ściśle kultura, tradycja, czyli obyczaje, poglądy, wierzenia, sposoby myślenia i zachowania, normy społeczne, uznane przez naród zarówno w czasach obecnych jak i w przeszłości.

    Każdy może w indywidualny sposób służyć ojczyźnie. Większość Polaków utożsamia słowo Ojczyzna z Polską a patriotyzm to umiłowanie i oddanie dla Ojczyzny w szerokim tego słowa znaczeniu., czyli do Polski.

    Stefan Żółtowski

  • Apel do Członków Związku

    Zwracamy się z prośbą o pomoc, do Kuzynek, Kuzynów i Powinowatych – WSZYSTKICH ŻÓŁTOWSKICH, w związku z pracami redakcyjnymi nad drugim wydaniem (rozszerzonym i uzupełnionym) „GENEALOGII RODU ŻÓŁTOWSKICH”.

    Prosimy o przeczytanie (w poprzednim wydaniu Genealogii) dotyczącego Was fragmentu tekstu, ze szczególnym zwróceniem uwagi na: imiona, daty i miejscowości (urodzenia, ślubu, zgonu), imiona i nazwiska współmałżonków, wykształcenie, wykonywany zawód oraz o zasygnalizowanie nieścisłości lub błędów. Mile widziane będą dodatkowe informacje o życiu i działalności osób, co do których, oprócz podstawowych informacji, nic więcej w pierwszym wydaniu nie podano. Naszym zamiarem jest nie tylko poprawa ale i uzupełnienie pierwszego wydania, w szczególności zmian z ostatnich 20 lat. Pojawiły się przecież nowe Osoby noszące nazwisko rodowe lub przybrane Żółtowski(a).

    Wszystkie poprawki i uzupełnienia, koniecznie ze wskazaniem w tekście „GENEALOGII…” tak strony (lokalizacji wiersza, np. 5 od góry; 7 od dołu) jak i osoby której dotyczą, można wysłać drogą elektroniczną na adres: ezolt@uni.lodz.pl. Poprawki mogą być także naniesione na odpowiedni, skserowany fragment starego tekstu Genealogii i przesłane na adres: Elżbieta i Wacław Żółtowscy, 91-157 Łódź, ul. Wici 64/24, blok 362.

    Na informacje oczekujemy do końca października 2012.

    Elżbieta i Wacław z Łodzi