{"id":2164,"date":"1998-06-01T20:03:34","date_gmt":"1998-06-01T18:03:34","guid":{"rendered":"https:\/\/www.srv53380.seohost.com.pl\/wp\/?p=2164"},"modified":"2016-06-15T20:08:39","modified_gmt":"2016-06-15T18:08:39","slug":"pamietnik-wojenny-1939-1945-2","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/1998\/06\/pamietnik-wojenny-1939-1945-2\/","title":{"rendered":"Pami\u0119tnik wojenny 1939-1945"},"content":{"rendered":"<p class=\"komentarz\"><em>Ci\u0105g dalszy z <a href=\"\/wp\/1997\/12\/pamietnik-wojenny-1939-1945\/\">poprzedniego numeru<\/a>.<\/em><\/p>\n<h3 class=\"srodtytul\">Dzia\u0142dowo &#8211; II etap<\/h3>\n<p class=\"tekst\">&#8222;Godnie&#8221; nas przyj\u0119to: ju\u017c przy wysiadaniu skopano nas i zbito, m\u0142odzi silni esesmani, pijani, cieszyli si\u0119 nad nami &#8211; do m\u0119czenia. &#8222;Polnische Banditen&#8221; i &#8222;Polnische Schwein&#8221; towarzyszy\u0142y nam do miejsca zakwaterowania. Tam przy wej\u015bciu do koszar 3. batalionu 32. pp z Modlina ustawili si\u0119 s&#8230;syny szeregiem i batami przyjmowali przy og\u00f3lnym \u015bmiechu nowo przyby\u0142ych wi\u0119\u017ani\u00f3w. Weso\u0142o by\u0142o durniom niemieckim, a nam \u015bmiertelny strach przed tym, co b\u0119dzie dalej.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Dostali\u015bmy na drugim pi\u0119trze by\u0142\u0105 izb\u0119 \u017co\u0142niersk\u0105, trzy rz\u0119dy podw\u00f3jnych pi\u0119trowych \u0142\u00f3\u017cek \u017celaznych bez \u017cadnej po\u015bcieli, sienniki, podg\u0142\u00f3wki ze s\u0142omy i po jednym brudnym kocu. Wybite szyby, pod\u0142oga za\u015bmiecona, zasrana, zaszczana, prawdopodobnie przez \u017co\u0142nierzy niemieckich. My\u015bmy z ojcem zaj\u0119li \u0142\u00f3\u017cko na dole od okna, z dala od korytarza, co nam zreszt\u0105 wysz\u0142o na dobre, poniewa\u017c cz\u0119sto pijani \u017co\u0142dacy po libacji &#8222;odwiedzali&#8221; nas i pierwszymi ofiarami byli najcz\u0119\u015bciej ci, kt\u00f3rych \u0142\u00f3\u017cka sta\u0142y blisko wej\u015bcia. S&#8230;syny \u015bci\u0105gali z \u0142\u00f3\u017cek, bili i kopali, gonili po ca\u0142ej sali, a ile by\u0142o przy tym \u015bmiechu i wyzwisk. Zabawa by\u0142a wy\u015bmienita &#8211; typowo w germa\u0144skim stylu zn\u0119canie si\u0119 mocnego nad s\u0142abym. (Kto z nas wtedy my\u015bla\u0142, \u017ce ci &#8222;dzielni mo\u0142ojcy&#8221;, ufni w sw\u0105 si\u0142\u0119, za kilka lat b\u0119d\u0105 ca\u0142owali buty swoim (!) oficerom, b\u0119d\u0105 pokornie pochyla\u0107 t\u0119pe \u0142by gotowi na ka\u017cde skinienie do us\u0142ug nawet najgorszych; \u017ce swoje \u017cony i c\u00f3rki b\u0119d\u0105 zach\u0119ca\u0107 do spania &#8222;z panami Polakami&#8221;; \u017ce b\u0119d\u0105 \u017cebra\u0107 o lito\u015b\u0107, o chleb, o \u017cycie&#8230; Na sali pr\u00f3cz nas byli inni &#8211; ca\u0142kiem nie znani, a przecie\u017c bliscy &#8211; Polacy, tak samo prze\u017cywaj\u0105cy niedole, upokorzenie i ha\u0144b\u0119 narodu. Wszystkie serca bi\u0142y po polsku.<\/p>\n<p class=\"tekst\">\u015aniadania, obiady i kolacje by\u0142y koszmarem i nie wszyscy je otrzymywali &#8211; kto zd\u0105\u017cy\u0142 mimo bicia, dosta\u0142 chochelk\u0119 zupy, kt\u00f3r\u0105 cz\u0119sto wylewano. To samo by\u0142o z kaw\u0105. Bochenek chleba na o\u015bmiu, chochelka zupy bez t\u0142uszczu i nies\u0142odzona kawa. By\u0142 g\u0142\u00f3d, wielu zgin\u0119\u0142o jedz\u0105c ze \u015bmietnik\u00f3w wyrzucane marchewki, cebule, kawa\u0142ki starego chleba. Tak zmar\u0142 na tyfus m\u0142ody docent Uniwersytetu Warszawskiego, chwal\u0105c sobie znalezione &#8222;witaminki&#8221;, a wiemy, \u017ce to z g\u0142odu. Wielu z nas Dzia\u0142dowa nie prze\u017cy\u0142o, a przecie\u017c by\u0142 to tylko ob\u00f3z przej\u015bciowy. Pracowali\u015bmy ci\u0119\u017cko na torach kolejowych przy podbijaniu podk\u0142ad\u00f3w, kopaniu row\u00f3w, t\u0142uczeniu kamieni i ceg\u0142y, wywo\u017ceniu kloak i innych robotach. Do z\u0142ego wy\u017cywienia, ci\u0119\u017ckiej pracy, nieludzkiego traktowania do\u0142\u0105czy\u0142y si\u0119 z\u0142e warunki sanitarne. Trzeba by\u0142o mie\u0107 du\u017co hartu i woli, \u017ceby nie je\u015b\u0107 r\u00f3\u017cnych \u015bwi\u0144stw ze \u015bmietnika. W nocy nie wolno by\u0142o wychodzi\u0107, a kibli by\u0142o za ma\u0142o na nasze potrzeby, cz\u0119sto przelewa\u0142y si\u0119 zasmradzaj\u0105c pomieszczenie, a rano przy wynoszeniu wymys\u0142y od &#8222;brudnych i niechlujnych Polak\u00f3w&#8221; &#8211; nie umieli\u015bmy zachowa\u0107 czysto\u015bci.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Zamordowano arcybiskupa p\u0142ockiego Juliana Nowowiejskiego &#8211; staruszka licz\u0105cego ponad osiemdziesi\u0105t lat i sufragana tej\u017ce diecezji, ks. biskupa Wotumiskiego. Skakali &#8222;\u017cabki&#8221;, a kiedy im si\u0119 to nie udawa\u0142o i przewracali si\u0119, \u015bmiechu by\u0142o co niemiara, no bo by\u0142o si\u0119 z czego \u015bmia\u0107! Bici po twarzy, stawiani na nogi &#8211; i znowu to samo od pocz\u0105tku. Zmaltretowani i poni\u017ceni w swojej godno\u015bci ludzkiej i kap\u0142a\u0144skiej, zostali rozstrzelani. Wiedzia\u0142 o tym papie\u017c Pius XII, wielki przyjaciel Niemc\u00f3w, b\u0142ogos\u0142awi\u0105cy wyprawy Hitlera i Mussoliniego, ale nie przejmuj\u0105cy si\u0119 losem duchownych Europy Wschodniej, walcz\u0105cych nie broni\u0105, ale s\u0142owem, manifestuj\u0105cych sw\u0105 przynale\u017cno\u015b\u0107 narodow\u0105. Podobnie zgin\u0119li znani mi osobi\u015bcie ksi\u0119\u017ca: Goszczy\u0144ski &#8211; proboszcz parafii Bodzan\u00f3w, Wiloch proboszcz parafii \u0141atowo, obaj patrioci publicznie pi\u0119tnuj\u0105cy barbarzy\u0144stwo Niemc\u00f3w.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Nie wszyscy jednak nosz\u0105cy mundury feldgrau mieli wilcze serca; odwracali oczy, kiedy nas bito, podrzucali chleb; nie wszyscy byli zara\u017ceni hitleryzmem, wyra\u017anie nam wsp\u00f3\u0142czuli, ale sami si\u0119 bali swoichwsp\u00f3\u0142towarzyszy i zawsze s\u0142ycha\u0107 byto &#8222;aber schnel&#8221; &#8211; pr\u0119dko, pr\u0119dko. Na pewno dzi\u0119ki takim Niemcom wielu Polak\u00f3w prze\u017cy\u0142o i ocala\u0142o. By\u0142 co prawda drobny u\u0142amek tych &#8222;dobrych Niemc\u00f3w&#8221;, ale w sumie sporo istnie\u0144 polskich ocala\u0142o, i tu w swoich wspomnieniach sk\u0142adam im serdeczne braterskie podzi\u0119kowanie. Nie wszyscy Niemcy zapomnieli, \u017ce Goethe czy Schiller &#8211; wielcy poeci niemieccy, kt\u00f3rych czci ca\u0142y \u015bwiat &#8211; byli humanistami, kt\u00f3rym obca by\u0142a przemoc i gwa\u0142t, \u017ce byli inni wspaniali my\u015bliciele i pisarze, kt\u00f3rych my\u015bli w postaci napisanych przez nich ksi\u0105\u017cek kaza\u0142 Hitler pali\u0107 publicznie na stosach. I nagle zjawi\u0142 si\u0119 ma\u0142y cz\u0142owieczek, psychopata, chory na mani\u0119 wielko\u015bci malarz pokojowy, Hitler, cz\u0142owiek o niezwyk\u0142ych zdolno\u015bciach organizacyjnych, \u015bwietny m\u00f3wca, bardzo sugestywny fanatyk umiej\u0105cy wm\u00f3wi\u0107 Niemcom, \u017ce tylko oni s\u0105 zdolni i powo\u0142ani do przewodzenia innym narodom, przekona\u0107 ich o dziejowym pos\u0142annictwie German\u00f3w. Pozyska\u0142 sobie wielkich finansist\u00f3w, ogromny przemys\u0142 niemiecki wietrz\u0105cy miliardy, a narodowi obieca\u0142 dobrobyt, jakiego nigdy nie mieli, i to, co Niemcy tak zawsze lubili rz\u0105dzenie niewolnikami. Wierzyli \u015blepo w to, co im m\u00f3wiono, pracowali, jedli na kartki, zdyscyplinowani i pewni, \u017ce w\u00f3dz ich nie zawiedzie. Jakie smutne by\u0142o ich przebudzenie!<\/p>\n<p class=\"tekst\">Widoczne z brudu, braku wody, myd\u0142a, po\u015bcieli, niezmieniania bielizny dostali\u015bmy &#8222;krocy&#8221; (po polsku: \u015bwierzb z\u0142o\u015bliwy). Straszliwe sw\u0119dzenie, a co za tym idzie &#8211; drapanie, co jeszcze pot\u0119gowa\u0142o jego rozwijanie. Miejscowy lekarz na to nie reagowa\u0142, t\u0142umacz\u0105c si\u0119 brakiem lek\u00f3w. Na udach i brzuchu mieli\u015bmy wielkie, ciekn\u0105ce, obrzydliwe rany. Pisa\u0142em do \u017cony o ma\u015b\u0107, ale moich list\u00f3w nie otrzymywa\u0142a.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Kilkudziesi\u0119ciu nas przewieziono samochodami do du\u017cego maj\u0105tku niemieckiego odleg\u0142ego o kilkana\u015bcie kilometr\u00f3w od Dzia\u0142dowa. Nie pami\u0119tam nazwy maj\u0105tku ani nazwiska &#8222;dziedziczki&#8221;, ale by\u0142a to stara kutwa i bardzo nie lubi\u0142a Polak\u00f3w i Rosjan, podobno pochodz\u0105ca z junkr\u00f3w pruskich, istna baba-Jaga, brzydka z &#8222;w\u0105sikami&#8221;.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Byli\u015bmy g\u0142odni, pracowali\u015bmy gorliwie przy wykopkach i \u017carli chciwie kartofle w ka\u017cdej postaci &#8211; gotowane, pieczom i w zupie. Co to by\u0142a za rozkosz do syta naje\u015b\u0107 si\u0119 kartofli, a potem straszliwa sraczka i ca\u0142kowity brak apetytu, nawet chleb nie szed\u0142. Na kartofle patrzyli\u015bmy z odraz\u0105, nawet dzi\u015b po tylu latach nie jestem ich amatorem.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Zaraz po wykopkach zorganizowano transport i ruszyli\u015bmy ku swojemu przeznaczeniu &#8212; do obozu koncentracyjnego Mauthausen w Austrii.<\/p>\n<h3 class=\"srodtytul\">Mauthausen &#8211; III etap<\/h3>\n<p class=\"tekst\">Jechali\u015bmy z Dzia\u0142dowa przez Toru\u0144, Pozna\u0144 i Berlin zatrzymuj\u0105c si\u0119 na kilka dni w miejscowych wi\u0119zieniach. Jechali\u015bmy w zamkni\u0119tych okratowanych wi\u0119\u017aniarkach, w zaduchu, okna przewa\u017cnie zamkni\u0119te, brak wody, nie zawsze konwojenci na czas pozwolili p\u00f3j\u015b\u0107 do ubikacji, tote\u017c czasem nie ka\u017cdy zd\u0105\u017cy\u0142 i ot, nieszcz\u0119\u015bcie gotowe, a potem smr\u00f3d i lanie za nieporz\u0105dek. W wi\u0119zieniach miejscowych stosunkowo nie by\u0142o \u017ale: codziennie zupa i troch\u0119 wytchnienia, kontakty z siedz\u0105cymi tu lud\u017ami, wiadomo\u015bci ze \u015bwiata i lepsze poznawanie stosunk\u00f3w wi\u0119ziennych i nadzoru w\u0142adz niemieckich. Bardzo &#8222;zabawnie&#8221; przyj\u0119to nas w Berlinie, w czasie przej\u015bcia z dworca do wi\u0119zienia. Ot\u00f3\u017c ilu nas by\u0142o, tylu ustawi\u0142o si\u0119 \u017candarm\u00f3w na peronie. Ka\u017cdy \u017candarm pojedynczo bra\u0142 swojego wi\u0119\u017ania na smycz jak psa, tyle \u017ce nie za szyj\u0119, a za r\u0119k\u0119 i powa\u017cnie prowadzi\u0142 ulicami Berlina. By\u0142o nas kilkudziesi\u0119ciu, wi\u0119c korow\u00f3d do\u015b\u0107 d\u0142ugi. Wielka to by\u0142a frajda i uciecha dla berli\u0144czyk\u00f3w przygl\u0105daj\u0105cych si\u0119 wyn\u0119dznia\u0142ym i og\u0142upia\u0142ym, prowadzonym na smyczach wi\u0119\u017aniom. Pluto na nas, wymy\u015blano od polskich bandyt\u00f3w i \u015bwi\u0144, wygra\u017cano i kto wie, czy nie dosz\u0142oby do linczu, gdyby nie obecno\u015b\u0107 \u017candarm\u00f3w. Istne \u015bredniowiecze, ale wtedy by\u0142a taka mentalno\u015b\u0107, tak ich wychowano, do tego by\u0142 to rok 1942, okres zwyci\u0119stw i triumfu Niemc\u00f3w o\u015blepionych przez zbrodniczych polityk\u00f3w i fanatyk\u00f3w III Rzeszy Niemieckiej. Tote\u017c sobie w Berlinie na nas u\u017cyli. \u015amiali si\u0119, gwizdali i wiwatowali na cze\u015b\u0107 Fuehrera, byli szcz\u0119\u015bliwi. Czuli\u015bmy si\u0119 bardzo \u017ale i z ulg\u0105 powitali\u015bmy cele wi\u0119zienne Moabitu. Stamt\u0105d przewieziono nas bezpo\u015brednio do celu, do piek\u0142a, sk\u0105d wed\u0142ug planu nikt z nas nie mia\u0142 wr\u00f3ci\u0107 &#8211; chyba w postaci dymku z komina krematoryjnego.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Transport przyby\u0142 w nocy, ma\u0142a stacja, ciemno, gdzieniegdzie przy\u0107mione \u015bwiat\u0142a. Wy\u0142adowano nas na peron. Tam ju\u017c czekano. Je\u017celi B\u00f3g stworzy\u0142 piek\u0142o, Kaina i Abla, to chyba tam. Otoczy\u0142a nas sfora pijanych i oszala\u0142ych diab\u0142\u00f3w, szatan\u00f3w w takiej postaci, jakiej nawet tw\u00f3rcy Biblii nie \u015bmieli opisa\u0107. Nawet olbrzymie psy, stale szczekaj\u0105ce i biegaj\u0105ce, wyda\u0142y si\u0119 nam mieszka\u0144cami piekie\u0142. Przy \u015bwietle latarek elektrycznych, biciu, wrzasku, wyzwiskach, szczekaniu uformowano pieszy transport do obozu.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Byto nas oko\u0142o stu dwudziestu os\u00f3b &#8211; m\u0142odzi i starzy, czasem ch\u0142opcy 16-18-letni. Do obozu oko\u0142o 4 km. Ruszyli\u015bmy, rych\u0142o gubi\u0105c szyk marszowy. Nie wiem, ilu z nas zosta\u0142o po drodze, ale s\u0105dz\u0105c po liczbie strza\u0142\u00f3w &#8211; du\u017co, bo nie wszyscy mogli nad\u0105\u017cy\u0107 w marszu, zostawali i ci byli ju\u017c straceni. Wcisn\u0105\u0142em si\u0119 z ojcem do \u015brodka kolumny, przez co unikn\u0119li\u015bmy raz\u00f3w i ps\u00f3w. Napi\u0119cie nerwowe okropne. Ci, kt\u00f3rzy zostali w tyle, ju\u017c nigdy nie zobacz\u0105 Ojczyzny, swoich najbli\u017cszych. Nie wiem, ilu nas dotarto do obozu. Otwar\u0142a si\u0119 brama &#8222;Arbeit macht Frei&#8221; &#8211; koniec w\u0119dr\u00f3wki.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Byli ludzie, kt\u00f3rzy nie spali, aby nas obs\u0142u\u017cy\u0107, i w k\u0105pieli (jaka wspania\u0142a ciep\u0142a woda) ostrzygli wszystko, co by\u0142o w\u0142osem na sk\u00f3rze, zabrali nasze ubrania i buty, ubrano nas w kalesony, koszule i drewniane chodaki, zapisano, jak trzeba, oraz dano na sznureczkach numery &#8211; tymczasowe, jak m\u00f3wiono, ale te numery zosta\u0142y ju\u017c na zawsze, zast\u0119puj\u0105c nam nazwiska w obozie. Otrzyma\u0142em numer 19340, a ojciec 19341. Jako ludzie znikn\u0119li\u015bmy &#8211; byli\u015bmy numerami. Do bloku kwarantannowego by\u0142o z \u0142a\u017ani oko\u0142o 300 m. Znale\u017ali\u015bmy si\u0119 we w\u0142adzy takich samych wi\u0119\u017ani\u00f3w jak my, ale z czarnymi, zielonymi lub fioletowymi winklami, a wi\u0119c by\u0142ych bandyt\u00f3w, z\u0142odziei, babtyst\u00f3w i innych Niemc\u00f3w i Austriak\u00f3w, rzadko trafiali si\u0119 Hiszpanie. I ci, za plecami swoich mocodawc\u00f3w, zostali panami \u017cycia i \u015bmierci tysi\u0119cy wi\u0119\u017ani\u00f3w, ale o tym b\u0119d\u0119 jeszcze pisa\u0142.<\/p>\n<p class=\"tekst\">P\u0119dzili nas batami i krzykiem, przewracali\u015bmy si\u0119, bo nikt nie umia\u0142 chodzi\u0107 i biega\u0107 w drewniakach. Biegli\u015bmy wi\u0119c na bosaka trzymaj\u0105c drewniaki w r\u0119ku, kto zgubi\u0142 i wr\u00f3ci\u0142, dosta\u0142 lanie.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Nareszcie blok 17, dwie sztuby, po\u015brodku umywalnia i wychodek, barak drewniany, jak zreszt\u0105 wszystkie inne. Po\u0142o\u017cono nas pokotem wzd\u0142u\u017c obu \u015bcian, jeden przy drugim &#8211; st\u0142oczeni w jeden k\u0142\u0105b ludzki niczym robaki. Odwracali\u015bmy si\u0119 na drugi bok na komend\u0119 kt\u00f3rego\u015b z nas &#8211; kilka kocy i wypchanych s\u0142om\u0105 siennik\u00f3w. Byli\u015bmy bardzo znu\u017ceni. Kto wsta\u0142, aby wyj\u015b\u0107 za swoj\u0105 potrzeb\u0105, na swoje miejsce ju\u017c nie trafi\u0142 &#8211; \u015bcie\u015bni\u0142o si\u0119. Ojciec by\u0142 bardzo s\u0142aby z g\u0142odu i znu\u017cenia, chodz\u0105c czepia\u0142 si\u0119 \u015bcian. Jak mog\u0142em, tak pomaga\u0142em, ale zasadniczej pomocy udzieli\u0107 nie mog\u0142em, a u tych w\u015bciek\u0142ych wilk\u00f3w &#8211; blokowego i sztubowych nie by\u0142o czego szuka\u0107 ani si\u0119 spodziewa\u0107.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Po kilku dniach zabrano nas jako chorych na \u015bwierzb na blok 20. Przykra to paso\u017cytnicza choroba, mieli\u015bmy dos\u0142ownie ropiej\u0105c\u0105 ran\u0119 na brzuchu i kroczu &#8211; straszliwe sw\u0119dzeni, ciek\u0142o z nas. Wtedy jeszcze rewiru nie by\u0142o &#8211; budowano. Blok 20 by\u0142 czym\u015b w rodzaju szpitala, nazywano to &#8222;Kranken Blok . Po\u017cal si\u0119 Bo\u017ce, jaki to by\u0142 szpital. Bez lek\u00f3w, sienniki wypchane s\u0142om\u0105 i takie same podg\u0142\u00f3wki, po jednym kocu na chorego, bez prze\u015bcierade\u0142. Mieli natomiast znakomit\u0105 ma\u015b\u0107 na \u015bwierzb. Lekarz Polak, dr W\u0142adys\u0142aw Czapli\u0144ski, r\u00f3wnie\u017c wi\u0119zie\u0144, mieszka\u0142 w tym bloku. Dobry cz\u0142owiek i dobry lekarz. Ten nas przyj\u0105\u0142, nakarmi\u0142 i przydzieli\u0142 \u0142\u00f3\u017cka. Zaleci\u0142 smarowanie. Stawa\u0142o si\u0119 w ca\u0142ej nago\u015bci, jak\u017ce chudej m\u0119sko\u015bci i mizernej kondycji, na ma\u0142ym sto\u0142eczku, podchodzi\u0142 ze s\u0142oikiem z ma\u015bci; &#8222;specjalista&#8221; &#8211; polski ch\u0142opak smarowa\u0142 dwa razy dziennie p\u0119dzlem malarskim chore cz\u0119\u015bci cia\u0142a. Po mniej wi\u0119cej dw\u00f3ch tygodniach kuracji kr\u0119ca znik\u0142a, ale dr Czapli\u0144ski jeszcze nas trzyma\u0142. By\u0142a zima i ba\u0142 si\u0119 szczeg\u00f3lnie o ojca, \u017ce nie wytrzyma narzuconej pracy. W Austrii zima jest na og\u00f3\u0142 \u0142agodna, ale w 1942 roku by\u0142a do\u015b\u0107 sroga &#8211; temperatura w grudniu dochodzi\u0142a do -18, -20C. palono co prawda w \u017celaznym piecu, ale do\u015b\u0107 oszcz\u0119dnie, o wiele za ma\u0142o jak na du\u017cy barak. Tulili\u015bmy si\u0119 z ojcem do siebie okryci mizernymi kocami.<\/p>\n<p class=\"tekst\">I oto Wigilia Bo\u017cego Narodzenia 1942 roku, Adama &#8211; imieniny ojca, kiedy\u015b tak hucznie obchodzone. Otrzymali\u015bmy rano chleb &#8211; szybko go zjedli\u015bmy. Pisz\u0119 to z p\u0142aczem, bo nie mieli\u015bmy nawet kawa\u0142ka chleba, \u017ceby podzieli\u0107 si\u0119 nim zamiast op\u0142atka. Le\u017c\u0105cy obok nas, bardzo chory, swojego chleba jeszcze nie zjad\u0142 i na moj\u0105 pro\u015bb\u0119 po\u017cyczy\u0142 dwa cienie kawa\u0142ki, kt\u00f3re nast\u0119pnego dnia zwr\u00f3ci\u0142em, nawet z naddatkiem. Bior\u0105c plasterek po\u017cyczonego chleba do ust \u017cyczyli\u015bmy sobie prze\u017cycia, wytrwania, twardo\u015bci i wiary, \u017ce mo\u017ce uda si\u0119 nam kiedy\u015b mimo wszystko zobaczy\u0107 swoich najbli\u017cszych i kraj. Uca\u0142owali\u015bmy si\u0119 i ka\u017cdy odda\u0142 si\u0119 swoim my\u015blom; byli\u015bmy wtedy w domu, z naszymi \u017conami i dzie\u0107mi &#8211; nie wiedz\u0105, co si\u0119 z nami dzieje, czy w t\u0119 wigilijn\u0105 noc my\u015bl\u0105 o nas?<\/p>\n<p class=\"tekst\">Przytuleni do siebie usn\u0119li\u015bmy. Przebudzenie by\u0142o do\u015b\u0107 przykre i niesamowite &#8211; nad nami wyci\u0105gni\u0119ta sztywna r\u0119ka s\u0105siada (nie tego, co op\u0142atek po\u017cyczy\u0142, tamten Polak, a ten Serb) &#8211; zmar\u0142 w nocy. Szybko go zabrano, rozebrano z koszuli i kaleson\u00f3w i wyrzucono przed blok. Bielizna si\u0119 przyda dla innych, a on, nieznany cz\u0142owiek &#8211; to py\u0142ek, troch\u0119 niedopalonych kosteczek, gar\u015b\u0107 popio\u0142u. Tak zacz\u0105\u0142 si\u0119 pierwszy dzie\u0144 \u015awi\u0105t Bo\u017cego Narodzenia 1942 roku.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Codziennie wyrzucano kilkana\u015bcie szkielet\u00f3w odzianych we w\u0142asn\u0105 sk\u00f3r\u0119, bardzo d\u0142ugich. Codziennie te\u017c rano zaje\u017cd\u017ca\u0142 w\u00f3z zaprz\u0119\u017cony w ludzi i zabiera\u0142 cia\u0142a nie znanych nam z nazwiska i przynale\u017cno\u015bci narodowej towarzyszy, drogich nam, bo zgin\u0119li za wsp\u00f3ln\u0105 spraw\u0119, w obronie cywilizacji, kultury, swego kraju i jego granic, w obronie swoich rodzin. Modllili\u015bmy si\u0119 za nich. Wtedy byli to przewa\u017cnie Polacy, Czesi, Rosjanie, Jugos\u0142owianie, starzy Hiszpanie, Belgowie, Francuzi. Holendrzy i inni. Patrzy\u0142em bezradny na \u015bmier\u0107 innych nie wiedz\u0105c, czy sam prze\u017cyj\u0119. Nie zna\u0142em j\u0119zyk\u00f3w obcych, ale Czech\u00f3w, Jugos\u0142owian i Rosjan cz\u0119\u015bciowo rozumia\u0142em. Prosili, aby powiadomi\u0107 rodziny, podawali nazwiska i adresy. Niestety, nie by\u0142o czym ani na czym zapisa\u0107. Najcz\u0119\u015bciej umierali ludzie. kt\u00f3rzy stracili wiar\u0119, \u017ce prze\u017cyj\u0105, \u017ce wr\u00f3c\u0105 do swoich, \u017ce \u017cony ich nie \u0142ajdacz\u0105 si\u0119 i czekaj\u0105 na nich. Tak umar\u0142 nasz kolega pe\u0142en zw\u0105tpienia &#8211; Jakub Czy\u017c. By\u0142em przy jego \u015bmierci, prosi\u0142 o wod\u0119 i wtedy powiedzia\u0142, ca\u0142kowicie za\u0142amany, \u017ce nigdy nie zobaczy swojej Rozalki i dzieci. Zmar\u0142 cicho, otar\u0142em \u0142zy. Wiara by\u0142a wielka si\u0142\u0105, kto zw\u0105tpi\u0142 &#8211; zgin\u0105\u0142 i prochy jego u\u017cy\u017aniaj\u0105 pola okolicznych wsi.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Urz\u0119dowy lekarz niemiecki by\u0142 rzadkim go\u015bciem w bloku, ba\u0142 si\u0119 tyfusu, kt\u00f3ry m\u00f3g\u0142 w ka\u017cdej chwil wybuchn\u0105\u0107 wskutek septycznych warunk\u00f3w. Doktor Czapli\u0144ski robi\u0142, co m\u00f3g\u0142, zmieniano s\u0142om\u0119 w siennikach, dezynfekowano koce, barak skropiono p\u0142ynem odka\u017caj\u0105cym. Ojciec od\u017cy\u0142, czu\u0142 si\u0119 lepiej, barak lepiej opalano, tote\u017c spacerowali\u015bmy w kalesonach i koszulach wszystkiego ciekawi. W czasie wojny widzia\u0142em wielu zabitych. Tak naszych, jak i Niemc\u00f3w, ale byli to ludzie m\u0142odzi, dobrze od\u017cywieni i ubrani, widziani kr\u00f3tko i przelotnie. A tu rzuceni jeden na drugiego, nadzy, zmarli ludzie o &#8222;\u017cywych&#8221; oczach. Tak nam si\u0119 zdawa\u0142o, \u017ce ci ludzie \u017cyj\u0105, \u017ce patrz\u0105 na nas. Z kt\u00f3rejkolwiek strony spojrze\u0107, oni &#8222;patrzyli&#8221; na nas. Straszne to by\u0142o, mo\u017ce fizycy lub lekarze to wyt\u0142umacz\u0105? Mo\u017ce to bytu wycie\u0144czenie, mo\u017ce g\u0142\u00f3d, mo\u017ce strach? Widzia\u0142em potem setki takich samych na rewirze, na dole, ju\u017c w 1945 roku zbudowanym &#8211; Kranken Lagrze. Kto by\u0142 w Mauthausen, ten wie i pami\u0119ta ten &#8222;wielki szpital selekcji i \u015bmierci&#8221;. Tu przeni\u00f3s\u0142 si\u0119 dr Czapli\u0144ski jako naczelny lekarz, obok niego lekarze jugos\u0142owia\u0144scy, rosyjscy i czescy.<\/p>\n<p class=\"tekst\">Wreszcie nadszed\u0142 czas i wypisano nas do bloku roboczego. Blok nr 7 to nowy rozdzia\u0142 naszej historii.<\/p>\n<p class=\"tekst\"><strong>Roman \u017b\u00f3\u0142towski<\/strong><\/p>\n<p class=\"komentarz\"><em>Ci\u0105g dalszy w nast\u0119pnym numerze.<\/em><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Ci\u0105g dalszy z poprzedniego numeru. Dzia\u0142dowo &#8211; II etap &#8222;Godnie&#8221; nas przyj\u0119to: ju\u017c przy wysiadaniu skopano nas i zbito, m\u0142odzi silni esesmani, pijani, cieszyli si\u0119 nad nami &#8211; do m\u0119czenia. &#8222;Polnische Banditen&#8221; i &#8222;Polnische Schwein&#8221; towarzyszy\u0142y nam do miejsca zakwaterowania. Tam przy wej\u015bciu do koszar 3. batalionu 32. pp z Modlina ustawili si\u0119 s&#8230;syny szeregiem [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":""},"categories":[10],"tags":[41],"class_list":["post-2164","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-kwartalniki","tag-kw17"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2164","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=2164"}],"version-history":[{"count":3,"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2164\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2168,"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2164\/revisions\/2168"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=2164"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=2164"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.zoltowscy.pl\/wp\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=2164"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}