Lila z Sulechowa
Chomiąża Szlachecka 2-6 czerwca 1999
Z „Kwartalnika” nr 19 dowiedziałam się o kłopotach z planowanym kolejnym Zjazdem. Ostatecznie w jego organizowaniu wzięło udział kilka osób. Wybór padł na propozycję Bogusi i Witka z Białej Starej. Znaleźli ośrodek wypoczynkowy, który spełniał wymagania wszystkich Żółtowskich – Chomiąża Szlachecka położona jest wśród pięknych jezior i lasów Pojezierza Pałuckiego.
Tak jak zwykle Zjazd odbył się w czerwcu. Zaczęliśmy się zjeżdżać w środę 2 czerwca. Ja z Bożeną Wandą, po drodze zabieramy Michała z Lasek, już na trasie spotykamy Agatę i Tomka z Gdańska. Do ośrodka docieramy wieczorem. Na miejscu tłok, na parkingu dużo samochodów, rejestracje z całego kraju, a nawet ze Szwajcarii i Niemiec. Wśród nich weteran dróg „bydgoska syrenka”. Ucieszyliśmy się, że przyjechali Janina i Stefan z wnuczką z Bydgoszczy. Sympatyczni, mili dla wszystkich; starsi i niepełnosprawni, ale mała odległość od ośrodka pozwoliła im na przybycie na kolejny Zjazd. Meldunek, przydzielanie kwater, kolacja. W jadalni stoły ustawione w podkowę; z jednej strony sama młodzież i dzieciaki; dorośli obsiedli pozostałą część podkowy. Przywitania, uściski, gwar, śmiech, dalsze przyjazdy. Przyjeżdża radiowa Urszula z mężem Januszem i dziećmi z Warszawy, zabrali nawet swego królika, bo nie mieli z kim go zostawić. Przyjechał Piotr z Agnieszką z Płocka i najmłodszym uczestnikiem Zjazdu – synkiem Adasiem, który ma zaledwie rok.
We czwartek jedziemy do kościoła na Mszę św. i procesję Bożego Ciała. Mały wiejski kościółek położony jest na wysokiej górze, oblanej z jednej strony ogromnym jeziorem. Pogoda się popsuła, zaczyna padać ulewny deszcz, na obiad wracamy przemoknięci do nitki. Potem zebranie Zarządu, pozostali spotykają się w kawiarni. Rozmowy, wspomnienia rodzinne, zjazdowe, śmiech.
O 19 rozpoczyna się Walne Zebranie Członków Rodu. Obrady otworzył Prezes Zarządu, Andrzej Ludwik z Warszawy. Przywitał przybyłych, życzył miłego wypoczynku. Na przewodniczącego obrad został wybrany Wojciech z Warszawy. Przypomniano, że w roku 2003 mija sto lat od zatwierdzenia pierwszego Związku Rodu Żółtowskich. Wspomniano założycieli obecnego Związku – śp. Zbigniewa ze Skierniewic, śp. Michała z Łodzi, uczczono ich pamięć minutą ciszy. Potem omówiono program wycieczki do Gniezna i Biskupina, zajął się tym Rafał z Korycina. Padały propozycje Zjazdu w 2000 roku oraz uczestnictwa w światowym Zjeździe Rodzin w Rzymie 14-25 października 2000. Postanowiono, że kolejny Zjazd odbędzie się w Krynicy Morskiej. Odpowiedzialni za organizację zostali Mariusz ze Sztumu i Tomek z Gdańska. Andrzej z Gliwic poddał pod dyskusję propozycję otwarcia strony w internecie dla Związku i kwartalnika. Zebrani, mimo sprzeciwu Andrzeja Ludwika z Warszawy, zaakceptowali ten wniosek. O wydaniu i redagowaniu kwartalnika mówiła Bożena Wanda z Warszawy, poruszyła problem kosztów i doboru tematów w piśmie, a także sprawę pomocy w jego redagowaniu; zaproponowała kupno magnetofonu reporterskiego dla Związku. Propozycja została przyjęta, a załatwienia tej sprawy podjęła się Urszula z Warszawy, redaktor Polskiego Radia. Bożena Wanda omówiła też projekt wydania nowych książek napisanych przez Żółtowskich. Na porządku dziennym znalazły się sprawy finansowe, które referował Jarek ze Skierniewic: wpływy, wydatki, fundusz prasowy. Uchwalono podniesienie składek. Na koniec zgłoszono wolne wnioski. Potem Zarząd wyznaczył mnie do bieżącej sprzedaży książek.
Michał z Lasek spotkał się z młodym pokoleniem Żółtowskich. Opowiadał historie związane z rodem. Zaczęły się wspomnienia. Dzieci uwielbiają słuchać opowieści Michała.
Janusz z Łodzi na spotkaniu z młodymi ogłosił konkurs związany z herbem Ogończyk. Prace zostały wykonane techniką dowolną przez Martynę Merkel, lat 10 (Wrocław) wnuczkę Basi z Żółtowskich, Zosię Żółtowską, lat 11 (Podkowa Leśna), Piotra Zółtowskiego, lat 12 (Sztum), Anię Żółtowską, lat 15 (Sztum), Martę Żółtowską, lat 7 (Sztum). Prace oceniała komisja w składzie: Wanda z Białegostoku – architekt wnętrz, Janusz Merkel, syn Basi z Żółtowskich z Wrocławia – artysta plastyk, oraz ja, Lila z Sulechowa – sekretarz. Wszystkie prace zostały uznane za świetne, a artyści otrzymali dyplomy uznania z herbem Ogończyk.
Przedstawiali się też nowo przybyli Żółtowscy. Wieczorem odbyły się spotkania towarzyskie. Młodzi organizowali sobie czas sami.
Kolejny dzień, piątek 4 czerwca, rozpoczął się śniadaniem i wyjazdem na wycieczkę. Albert Krzysiak, przewodnik, przybliża nam historię Pałuk-Kujaw. Opowiada o mijanych miejscowościach. W Gnieźnie, mimo złej pogody, zwiedzamy katedrę, oglądamy pomnik Bolesława Chrobrego, przypominamy sobie historię św. Wojciecha, w dalszej drodze mijamy pomnik Leszka Białego w Marcinowicach. Z Gąsowej do Wenecji biegnie dwudziestokilometrowy szlak kolejki wąskotorowej, szerokość toru 60 cm, widzimy barwne wagoniki. Jedziemy do Biskupina. Oglądamy skansen i wykopaliska. Przenosimy się w inny świat. Jedziemy dalej. Wenecja muzeum kolei wąskotorowej: lokomotywy i wagoniki. Pan Krzysiak opowiada legendę diabła weneckiego. Wracamy na obiad radośni i zadowoleni.
Po obiedzie promienie słońca zachęcają do wyjścia na dwór. Fantazja dopisuje: koło stołówki powstaje „pub Żółtowskich” – ławki ustawiono w koło, wesoły nastrój rozgadanych, uśmiechniętych osób. Ze zwieszoną głową i smutną miną podchodzi Jacek z Łodzi i prosi o pomoc w otworzeniu samochodu. Przez nieuwagę zostawił kluczyki w środku i zamknął. Panowie ruszają z pomocą, nie można kuzyna zostawić bez wsparcia. Za pomocą drutu włamano się do samochodu – drzwi otwarte. Ktoś proponuje ognisko po kolacji. Ognisko odbywa się przy śpiewach i zabawie. Rej wodzi jak zawsze Bogusia z Białej Starej. Dołącza do niej Tadeusz z Wrocławia, który przyjechał na Zjazd pierwszy raz. Wiele radości sprawili Janusz z Łodzi, Kazimierz z Kutna, Mariusz ze Sztumu, mały Stefanek z Podkowy Leśnej, którzy z zapałem nałowili ryb na ognisko. Dziewczynki (Ola – wnuczka Janiny i Stefana z Bydgoszczy, Martyna – wnuczka Basi z Wrocławia) z Zosią z Podkowy Leśnej przygotowały ryby, pomogli Mieczysław ze Szczecina i Bronisław z Berlina. Maciej z Białej Starej ku radości dzieci łapał raki: dla niektórych była to okazja zobaczenia raka żywego, mały Bartosz, syn Andrzeja, bankowca z Warszawy – pierwszy raz na Zjeździe – aż krzyczał i podskakiwał widząc prawdziwe i żywe raki. Mały Adaś, syn Piotra, chodził dzielnie i kopał piłkę podaną przez chłopaków. Sławek ze Szczecina zabrał malca na ręce, uczył zjeżdżania po poręczy schodów oraz innych psot. Ryby pieczone w ognisku bardzo smakowały. Ogniska pilnowali Mieczysław ze Szczecina i Janusz z Łodzi.
Następnego ranka wita nas słońce, kolejny dzień pobytu. Po śniadaniu udaliśmy się do kościoła na Mszę św. z homilią poświęconą rodzinie Żółtowskich. Ksiądz przywitał nas bardzo serdecznie. Do Mszy służył Michał z Białej Starej, fragmenty Pisma Świętego czytała Bogusia z Białej Starej, a na tacę zbierał Wacław z Łodzi. Wspólne zdjęcie, czas wolny, spotkania przy kawie, kąpiel w jeziorze. zwiedzanie okolic. O 16 prelekcja Michała z Lasek na temat pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Pięknie udekorowaną salę przygotowały Stefania z Korycina i Ania ze Sztumu. Wieczorem uroczysta kolacja przy świecach i muzyce. Śmiech, gwar.
Sobota była pracowita dla Basi i Jarka ze Skierniewic: rozliczanie Zjazdu, składki, sprzedaż kolejnych breloków. Taśmy wideo rozprowadzał Rafał z Korycina. Rafał też nagrał wywiad z Michałem z Lasek. On również jak zawsze filmował cały Zjazd, a nagrywała Urszula z Warszawy, audycja radiowa odbędzie się we wrześniu. Dziękujemy Bogusi i Witkowi z Białej Starej za wspaniałą jajecznicę ze stu osiemdziesięciu jajek, które przywieźli z własnej fermy.
W niedzielę w czasie śniadania wiadomość, że 6 czerwca 1999 o godz. 3 przyszedł na świat najmłodszy Żółtowski, syn Agaty i Stefana z Podkowy Leśnej. Składamy życzenia dziadkom i rodzeństwu.
Niedziela – rozjeżdżamy się: uściski, pożegnania… do kolejnego Zjazdu w Krynicy Morskiej. Każdy wraca radosny i zadowolony.
Do tradycji Zjazdu należy zapominanie różnych rzeczy. Włodek ze Skierniewic zostawił koszulkę, odda mu ją Marcin z Białej Starej.
Dziękuję Krystynie, Kici, Adasiowi ze Szczęsnego, którzy mnie zabrali i dowieźli do Inowroclawia, do pociągu. Każdy kogoś podwozi czy zabiera. Widać, jak silne są więzi rodzinne rodowe.
Pozdrawiam do następnego Zjazdu w Krynicy Morskiej.
Czerwiec-lipiec 1999