Dawniej w mieście Łodzi ulicą Piotrkowską,
wzdłuż secesyjnych domów, szedł koń z rozwianą grzywą,
ciągnął dorożkę, w której siedziała dama i to nie sama.
Odrzucając z czarnego kapelusza różową woalkę,
niby to niechcący odkryła nóżkę i koronkową halkę.
Dorożka jechała po bruku, raz prosto, a raz skosem.
Trzęsło niemiłosiernie, z tego też powodu
Panu załamywał się głos, gdy mówił do Pani:
„J’attendrai le jour, et la nuit, J’attendrai toujours ton retor…”
Ale to było dawno temu.
A teraz w mieście Łodzi nie ma dorożek, ani koni
i co przykre są tylko ryksze.
W której to rykszy Feluś mówi do Andzi:
„Mam szkło i chatę – J’attendrai – Ale przynieś flaszkę
i coś na ząb, chociaż kucharka z Ciebie do bani Moja Pani”
Anna Nowotna-Laskus
„J’attendrai le jour, et la nuit, J’attendrai toujours ton retor…” – wg L. Różyckiego z „Czekam Cię! Co dzień i co noc, czekam chwili, gdy wrócisz znów…”