Tag: Nr 30-31

  • Szczecin – diaporama

    Dr med. Jerzy Surówka, wiceprezes Oddz. Szczecińskiego i przewodnik PTTK

    Odczyt wygłoszony 30 maja 2002 roku na XI Zjeździe Związku Rodu Żółtowskich w Pobierowie (wersja skrócona)

    Stare pieczęcie Szczecina / arch. red.

    Szczecin leży nad ujściem Odry do Zalewu Szczecińskiego, którego powierzchnia wynosi 660 km2, zamkniętym wyspami – od wschodu znajduje się Wolin, a od zachodu Uznam. Zalew po- łączony jest z Morzem Bałtyckim trzema odnogami, od strony zachodniej Pianą, pośrodku po polskiej stronie Świną (tam leży Świnoujście) i Dziwną na wschodzie. Tak dobrze rozwinięte wybrzeże sprzyjało osadnictwu. Toteż znajdujemy tutaj ślady dawnych kultur prehistorycznych.

    40 km na południe od Szczecina Odra rozdziela się na dwa ramiona, a mianowicie zachodnie, które obecnie stanowi Odrę Właściwą i jest rzeką graniczną (Polska – Niemcy) oraz Odrę Wschodnią zwaną Regalicą (nazwa pochodzi od starosłowiańskiego boga urodzajów Regala), która wpada do Jeziora Dąbskiego, leżącego tuż koło Szczecina, przy jego wschodnich dzielnicach. Między dwoma korytami rzeki Odry jest wiele kanałów, między nimi wyspy na Międzyodrzu. Największą wyspą jest Łasztownia, nazwa pochodzi od łaszta – starosłowiańskiej jednostki miary używanej w czasach prehistorycznych w portach.

    Do XIII wieku miasto miało charakter czysto słowiański. Nielicznie przebywający w mieście Niemcy mieszkali w odrębnej dzielnicy. Duży kontakt z Polską zachowywali szczecińscy Piastowie, rezydujący na Zamku Książąt Pomorskich. Ważnym okresem rozwoju miasta był XV i XVI wiek. Rozbicie przez Polskę potęgi krzyżackiej wpłynęło na pomyślny rozwój stosunków handlowych pomiędzy Szczecinem a Polską. Szczególnie pozytywną rolę odegrał książę szczeciński Bogusław X, wychowany na dworze polskim (na Wawelu), który przez całe swoje życie dążył do połączenia Pomorza Zachodniego z Polską (był to XVI wiek).

    W roku 1630 Pomorze Zachodnie zajęli Szwedzi. W 1720 sprzedali miasto Prusakom.W1875 postanowiono rozebrać mury miejskie, a nad Odrą powstały dwie stocznie Wulkan i Odra, a także huta żelaza, olejarnia, cementownia – wszystko w porcie. Na placu Tobruckim wybudowano Nowy Ratusz, a w mieście szereg kościołów i sal koncertowych, na Wałach Chrobrego (nazwa współczesna) zaś wspaniałe gmachy – teraz Muzeum Morskie i Urząd Wojewódzki.W1879 roku Szczecin otrzymał konne tramwaje, zmienione potem na elektryczne, a w roku 1897 wybudowano wiele mostów.

    Panorama Szczecina 1624 r. / arch. red.

    W okresie międzywojennym mieszkało w Szczecinie ok. 6 tys. Polaków. Po I wojnie światowej nastąpił poważny rozwój dzielnic willowych. W 1939 roku miasto liczyło 300 tys. mieszkańców.

    Pierwsze naloty alianckie, w sumie cztery, nastąpiły w 1943 i 1944. Chodziło o zniszczenie portu, gdzie znajdował się przemysł i dworzec. Ucierpiało przy tym Stare Miasto.

    26 kwietnia 1945 roku Szczecin zajęły oddziały Armii Czerwonej, a 28 kwietnia powstały (zgłosiły się) władze polskie. Ostateczne przejęcie miasta nastąpiło 5 lipca 1945 roku przez polskiego prezydenta Piotra Zarembę. Władze polskie natychmiast przystąpiły do odbudowy zniszczeń. W końcu roku 1948 mieszkało w Szczecinie 180 tys. Polaków. Zaczęto odbudowę kościoła św. św. Piotra i Pawła oraz św. Jana, ratusza oraz Zamku Książąt Pomorskich. Otworzono również cztery wyższe uczelnie: Akademię Rolniczą, Szkołę Inżynierską, Akademię Medyczną i Szkołę Morską. Uruchomiono liczne zakłady przemysłowe, m.in. powstała Fabryka Motocykli „Junak” oraz Stocznia im. A. Warskiego, Remontowa i Rzeczna. Powstało również pięć szpitali, w tym trzy kliniczne.

    Stary Szczecin

    Obejmuje obszar dawnych murów wewnętrznych, po których pozostały dzisiaj tylko dwie bramy i jedna baszta. Brama Portowa, dawniej zwana Bramą Berlińską, to stara brama miejska, która istnieje w samym centrum miasta. Obecny jej kształt jest wynikiem przebudowy w XVIII wieku. Znajdujące się na niejozdoby wykonane zostały w trakcie przebudowy, są tam m.in. inicjały króla pruskiego Fryderyka Wilhelma. Idąc w kierunku Odry, po prawej stronie widzimy gmach Pomorskiej Akademii Medycznej z wysoką wieżą (dawna Kasa Miejska) w stylu barokowym. Natomiast po stronie lewej mieści się kościół św. Jakuba z 1187 r. To najstarsza świątynia Pomorza Zachodniego, dzisiaj spełnia rolę katedry. Wybudowana w stylu gotyckim. Na wieży kościelnej znajduje się czynny zegar, uwagę zwraca bardzo bogata ornamentyka portalu. Przy ul. Kaperskiej znajduje się kościół św. Jana również wybudowany w stylu gotyckim. Nieopodal na placu Rzepichy, czyli na dawnym rynku, w 1248 wybudowano ratusz. Obecnie jest on odbudowany razem z prawie całym Starym Miastem (na gruzach dzielnicy leżącej nad Odrą). Nieco dalej znajduje się kamienica Loitzów – to późnogotycki dom handlowy. Na wzgórzu wznosi się Zamek Książąt Pomorskich z X wieku. Zamek murowany zaczęto budować w 1346 za panowania księcia Barnima III. Najstarsze jest skrzydło północne z kaplicą św. Ottona z Bambergu – apostoła Pomorza Zachodniego. Skrzydło południowe zostało wybudowane przez księcia Bogusława X i jego syna Barnima XI. W 1575 powstały nowe skrzydła w stylu renesansowym. Filip II wzniósł drugie skrzydło zachodnie, tworząc w ten sposób drugi dziedziniec, tzw. Menniczy. W skrzydle południowym są dwie wieże: Zegarowa iWięzienna. Naprzeciwko Zamku znajduje się kościół św. św. Piotra i Pawła, który został założony w 1124 przez misje Bolesława Krzywoustego. Jest to piękny kościół gotycki z glazurowanej cegły, ozdobiony maszkaronami – podobiznami szczecińskich kobiet. 300m dalej w kierunku zachodnim znajduje się druga zabytkowa brama miejska zwana Piastowską, również pozostałość po murach miejskich.

    Plan Szczecina z XVI w. / arch. red.
    Plan Szczecina z XVI w. / arch. red.

    Na początku XX wieku rozpoczęto budowę reprezentacyjnego nabrzeża nad Odrą, na północ od Zamku, zwanego obecnie Wałami Chrobrego. Jest to perła portu szczecińskiego. Na najwyższym tarasie są usytuowane trzy budynki w stylu neogotyckim: Urząd Wojewódzki z dwiema 70-metrowymi wieżami, gmach Muzeum Morskiego z siedzibą Teatru Współczesnego i budynek Wyższej Szkoły Morskiej.

    Na placu Orła Białego znajduje się studnia, której główną ozdobę stanowi Orzeł Biały z 1730 roku. Przy placu Orła Białego stoi zabytkowa kamienica Pod Globusem, w której urodziła się przyszła caryca, Katarzyna Wielka. Obecnie mieści się tu Szkoła Położnych.

    Szczecin współczesny

    Twórcą współczesnego Szczecina był architekt Hausmann, który projektował Paryż i na jego wzór rozplanował Szczecin. Najlepszym przykładem tej koncepcji jest plac Grunwaldzki, mający kształt pełnego koła, z którego rozchodzi się promieniście osiem ulic i alei. Od placu Grunwaldzkiego do gmachu Urzędu Miejskiego prowadzi reprezentacyjna, szeroka, pełna kwiatów i drzew aleja Jedności Narodowej. Za budynkiem Urzędu Miejskiego znajdują się Jasne Błonia, na terenie których postawione są dwa pomniki. Pierwszy – Papieża Jana Pawła II ustawiony w miejscu, gdzie odbyło się spotkanie z nim w Szczecinie w roku 1988, drugi – Pomnik Czynu Polaków przedstawiający trzy Orły, które symbolizują trzy pokolenia Polaków na Pomorzu. Za Jasnymi Błoniami w kierunku północnym znajduje się park Kasprowicza, z amfiteatrem, który przechodzi dalej w Las Arkoński.

    Wzdłuż Odry w kierunku północnym mieszczą się dzielnice portowe, aż do Gocławia, gdzie na wzgórzu stoi widokowa Wieża Bismarcka, z której rozciąga się piękny widok na Szczecin i Jezioro Dąbskie.

    Przeprawę przez Odrę umożliwiają trzy stare mosty oraz nowoczesny wjazd do centrum Szczecina z estakadami i mostami, zwany Trasą Zamkową, usytuowany pomiędzy Wałami Chrobrego i Zamkiem Książąt Pomorskich.

  • Pomorze Zachodnie – spotkanie przeszłości z teraźniejszością

    dr hab. med., prof. Uniwersytetu Szczecińskiego Antoni Szczygielski

    Odczyt wygłoszony 30 maja 2002 roku na XI Zjeździe Rodu Żółtowskich w Pobierowie (wersja skrócona)

    Szeroki pas pobrzeża Bałtyku, ciągnący się od rzeki Radewy do Łeby, już od późnego średniowiecza nosił nazwę Pomorze – Pomerania. Tu krzyżowały się szlaki handlowe: solny i bursztynowy, tu miał być położony mityczny zbójecki Jomsborg. Tu wreszcie wyrosły zasobne porty i miasta bogacące się z handlu i żeglugi: Wolin, Kamień, Szczecin, Kołobrzeg, Słupsk, Darłowo, Wielogoszcz, Wkryujście, a obok Stargard, Trzebiatów, Myślibórz, Pyrzyce, Chojna.

    Ludność tych ziem, początkowo głównie słowiańska, była stopniowo wypierana i germanizowana, na ziemie te bowiem od początku swego istnienia łakomym okiem spoglądała MarchiaBrandenburska. Pomorze należało najpierw do Mieszka I, potem do Bolesława Chrobrego- od jego panowania datuje się samodzielność polityczna tego obszaru. Krzywousty, wykorzystuj ąc koniunkturę misyjną, skłonił pierwszego historycznego władcę Pomorza, Warcisława I, do wejścia w stosunki lenne z Polską (1124). Później w wyniku rozbicia dzielnicowego pozycja Polski osłabła, a Pomorze zwróciło się ku cesarstwu, utrzymując jednak daleko posuniętą odrębność narodową i polityczną, Barnim I zaś nadając w 1243 niemieckie prawa miejskie Szczecinowi podpisał się Barnim dei gratia ilustris slavorum ducis.

    Prawdopodobnie z wypraw krzyżowych przywędrował nad Odrę Gryf, od XIII wieku widniejący na pieczęciach książęcych i w herbach miast. Jak już wspomniano, ujście Odry stanowiło łakomy kąsek dla sąsiadów. Wyprawiali się tu i panowali Polacy, Duńczycy, Szwedzi, Niemcy, a nawet Francuzi i Rosjanie. Pomorze najczęściej w swojej historii doświadczało rozbicia na księstwa Wołogowsko-Słupskie i Szczecińsko-Kamieńskie, rzadko tylko i na krótko jednoczone przez Barnima I i Bogusława X. Władcy pomorscy pomimo zgermanizowania raz po raz zwracali się ku Polsce, szukając w niej oparcia przeciw Brandenburgii i Krzyżakom. Stąd małżeństwa polskich królewien z pomorskimi władykami – Elżbiety, córki Kazimierza Wielkiego, z Bogusławem V i Anny, córki Kazimierza Jagiellończyka, z Bogusławem X. Syna Elżbiety i Bogusława V – Kazimierza chciano osadzić na tronie polskim po Ludwiku Węgierskim. Polityka polska zwrócona była jednak na wschód, a czasem południe, pozostawiając Pomorze własnemu losowi. Niezwrócone polskie pożyczki zrujnowały rodzinę szczecińskich bankierów Loitzów.W1459 roku wygasła linia słupskich Gryfitów, w 1673 zaś – linia szczecińska. Książę Ernest de Croy zrzekł się sukcesji na rzecz Brandenburgii. Do Szczecina wkroczyła załoga niemiecka, płacąc sowite odstępne panującym tu Szwedom. W 1721 nastąpiła inkorporacja do Prus. Wielki Elektor Fryderyk Wilhelm rozpoczął fortyfikację miasta, co na wiele dziesięcioleci zaciążyło na jego rozwoju i nie na wiele się przydało, bo w 1806 poddano miasto wojskom Napoleona niemal bez wystrzału.

    Kolej żelazna dotarła tu w 1843 roku, a wraz z utratą prymatu komunikacji rzecznej Szczecin zaczął podupadać gospodarczo, zdominowany przez dynamicznych sąsiadów – Hamburg, Bremę i Gdańsk.

    Potem wybuchła wojna 1939 roku. Niewiele zostało z pięknego niegdyś miasta po dywanowych nalotach Brytyjczyków. Spłonął zamek, teatr, dom koncertowy, podzamcze zamieniono w stertę gruzu. 5 lipca 1945 roku na mocy traktatów zwycięskich mocarstw Szczecin i większość Pomorza Zachodniego przekazano administracji polskiej. Nad Odrę i Bałtyk powrócił żywioł słowiański. Pożoga wojenna nie pozostawiła nowym mieszkańcom wielu reliktów przeszłości. Kilka kościołów o średniowiecznym rodowodzie, zamki w Szczecinie, Słupsku i Darłowie, fragmenty murów miejskich w Stargardzie, Pyrzycach i Chojnie. Pochówki książęce pod kościołem św. Ottona (dziś sala Księcia Bogusława), organy kamieńskie (fundacja ksiecia de Croy), epitafia. Sic transit gloria mundi.

    Dziś Pomorze Zachodnie staje u progu nowego wyzwania, które nosi nazwę Euroregion Pomerania i ma zrzeszać poza polską prowincją także Meklemburgię-Pomorze Przednie i szwedzką Skanię. Czy utrzyma swoją odrębność, do której Pomorzanie tak byli przywiązani?

    Pomorze Zachodnie w XII w. / arch. red.
    Pomorze Zachodnie w XII w. / arch. red.
  • Wrażenia z podróży i zjazdu rodzinnego w Pobierowie

    Malwina Żółtowska

    Malwina Żółtowska

    Od Redakcji: Autorka jest młoda – rocznik 1985. Rodzicami są Krzysztof i Elżbieta Żółtowscy, babcią Janina z Sosnowskich Żółtowska z Wrocławia (Genealogia Rodu…, s. 96) Mieszka we Wrocławiu, jest uczennicą Liceum Dziennikarskiego. Była na XI Zjeździe Rodu, interesuje się historią rodziny, ma zamiar pisać do „Kwartalnika”. Prezentowany tekst ma walory poznawcze – pokazuje Zjazd oglądany oczyma – i sercem – osoby z najmłodszego pokolenia naszej Rodziny.

    Od Autorki: Zaczynam dopiero kształtować swój warsztat dziennikarski. Moje felietony ukazywały się w „Międzyszkolnym Magazynie Licealnym – Rejestrator”. Możliwość opublikowania tekstu w „Kwartalniku” jest dla mnie radością. Chętnie korzystam z komputera, by napisać list czy wypracowanie. W internecie czytam najciekawsze artykuły z gazet, piszę e-maile, przeglądam interesujące mnie strony. Natomiast gry jakoś do mnie nie przemawiają. Grafikę komputerową podziwiam, jeśli ma w sobie głębię.

    Jest 29 maja, właśnie wybieram się z Babcią i kuzynką Agnieszką na Zjazd Rodu Żółtowskich. Wszystko w rozsypce, Agnieszka lekko zdezorientowana, że „to” już dzisiaj, ja staram się zachować spokój, a Babcia właśnie siedzi u kosmetyczki – Babcia Janinka zawsze wie, jak się ustawić, i nawet ulewny deszcz jej nie zatrzyma.

    Na dworzec dotarłyśmy tylko godzinę za wcześnie. Nie ma to jak bary na wrocławskim dworcu, gdzie dostałyśmy coś gorącego do picia w plastikowych kubeczkach. Czas przetoczyć się na peron, pociąg został podstawiony, wsiadamy, druga klasa, osobny przedział – całkiem przyzwoicie, choć zaczyna robić się zimno. Jedziemy przykryte kurtkami, i tak do Wysokiej Kamieńskiej.

    Od razu po wyjściu z pociągu blond mężczyzna w czarnym dresie proponuje nam podwiezienie swoim białym autem. My, jak to na Żółtowską krew przystało, serdecznie, grzecznie dziękujemy, on nie rezygnuje, w końcu odwracamy się tyłem i idziemy do baru na kawę. Tak się jakoś dziwnie składa, że pociąg dopiero za dwie godziny, ale spokojnie – Babcia zaraz wyjmie swoje słodkie zapasy – tak! – zaczęło się od delicji, skończyło na paluszkach. Z pełnymi brzuchami do pociągu, którym jedziemy dwadzieścia minut – dwie godziny oczekiwania opłaciły się.

    W Kamieniu Pomorskim historia się powtarza – atakują nas dwaj przygodni taksiarze i proponują nam dojazd za 60 zł. Nie bardzo skusili nas tą propozycją, w końcu autobus już za dwie godziny i czterdzieści minut.

    Dworcowe poczekalnie w małych miasteczkach przyciągają ciekawych ludzi. Właśnie tam poznałyśmy osiemnastoletniego żigolo w 10-centymetrowych butach. Tośmy się z Agnieszką „napaliły”: taki man, w takich butach, z taką ilością żelu – szkoda, że nie Żółtowski…

    Wreszcie jesteśmy w Pobierowie, zaraz pójdziemy do pełnego ludzi pensjonatu. Niestety, nikogo nie było. Musiałyśmy się zadowolić spacerem po mieście. Agnieszka koniecznie chce wysłać zgłoszenie na końskie zawody. To się ludzie zdziwią, że do Wrocławia przyjedzie koń z Pobierowa!

    Nastała ta chwila, kilku Żółtowskich już przyjechało. Jestem nowa i dziwnie się czuję, kiedy pełna dumy Babcia przedstawia mnie kolejnym panom ginekologom i profesorom. Od razu można stwierdzić, że w tej rodzinie brakuje tylko astronauty. Pierwsze koty za płoty, zostali mi tylko ludzie w moim wieku, ale i to da się załatwić – bilard i piwo zbliżają.

    Rano na śniadanko i do kościoła, mamy Boże Ciało. Postanowiliśmy usiąść na powietrzu i za karę przykleiliśmy się do ławek. Trochę żółtej farby na ubraniu i już czujesz się Żółtowska. Wszyscy na procesję, a my na mocno skręcone lody i do „Świata alkoholi” powąchać pieczone właśnie bułeczki.

    Po obiedzie czas na oficjalne zebranie Związku Rodu Żółtowskich. Jako nowa zostałam wypchnięta przed kamerę do przedstawienia się i… pochwaliłam się klasą dziennikarską – stąd ten artykuł właśnie. Pan Mieczysław chciał o mnie zadbać i zadał mi pytanie o narzeczonego, odpowiadam: „Jeszcze nie ten wiek, jak dorosnę to się zgłoszę, niech się pan nie martwi”.

    Po zebraniu czas na relaksujący basen, kolację i spacer nad morze. Ach! takie ładne gwiazdy, zimny piasek i klan młodych Żółtowskich. Oczekiwanym przebojem stały się teksty z „niepłaczących chłopaków”, jednak niektóry zmarzli i wróciliśmy do ośrodka.

    Następny dzień zaczął się wycieczką do Międzyzdrojów. Pani przewodnik opowiada z wielkim zacięciem, tylko troszkę za dużo, a pan kierowca raczy nas disco polo. Romek, syn Rafała, robi mu konkurencję i zaczyna śpiewać, a z nim wszyscy, aż po panią Bogusię, która na szybie pisze „Help” do muzyki disco polo.

    Po podróży ma się odbyć uroczysta kolacja. Pan Mieczysław dba o to, żeby każdy miał pełen talerz, a pan Stefan opowiada następną zabawną anegdotę. Zabawa się rozkręciła – panowie szturmem podrywają panie, a panie – panów; nie ma, jak rodzinna impreza.

    Już po ostatnich wrażeniach związanych z pożegnalnym ogniskiem. Jestem w melancholijnym nastroju, przede wszystkim dlatego, że trzeba wyjeżdżać, a ostatni wieczór pokazał, jak jesteśmy zgrani. Związek zadbał o nasze brzuchy – każdy dostał po kiełbasce, kromce chleba ze smalcem, a na deser cukierka. W związku z „Dniem Dziecka” juniorzy otrzymali czekolady i szybko zaczęli je konsumować. Potem urzędowaliśmyw pokoju, bo to wieczór pożegnalny. Siedzieliśmy, słuchaliśmy muzyki, rozmawialiśmy, ale nie rozrabialiśmy – nic nie było w stanie popsuć klimatu tej nocy, choć, przyznaję, byłam zmęczona.

    Wtedy zdałam sobie sprawę, że to koniec. Pozostaje mi tylko nadzieja, że będę w kontakcie z juniorami i seniorami, a przez moje zamiłowanie do polskiego, szczególnie do epoki romantyzmu, pomogę komuś w radosnym wspominaniu tych wrażeń…

  • W Pobierowie 2002

    Bogusia z Białej Starej

    XI Zjazd Związku Rodu Żółtowskich odbył się w dniach 29 maja – 2 czerwca 2002 roku. Większość uczestników przyjechała już w środę. My dotarliśmy w czwartek około południa. Ośrodek „Pisz” to trzy jednakowe domy piętrowe w środku sosnowego lasu. Całość ogrodzona, a samochody Żółtowskich są dobrze strzeżone na parkingu. Wszystkim dopisują humory, witamy się niezwykle serdecznie. Co chwila rozlegają się radosne okrzyki powitalne. Żółtowscy tworzą niesamowitą atmosferę, a właściciele i obsługa ośrodka są całkowicie pochłonięci tym, aby umilić nam pobyt. Cały czas mamy do dyspozycji termosy z herbatą i kawą. Pogoda sprzyja: wprawdzie od pobliskiego morza wieje wiatr, ale słoneczko coraz mocniej przygrzewa. Organizatorzy zjazdu mieli obawy, czy uczestnicy dopiszą, wszak na Pomorze Zachodnie jest dość daleko. Jednakże rodzina nie zawiodła, przyjechali Żółtowscy z różnych stron kraju. Dużo młodzieży. Są też nowe twarze, ale bardzo szybko czują się dobrze wśród tych, którzy są na zjeździe po raz kolejny. Wraz z mężem Witoldem i naszymi dziećmi – Anną, Marcinem i Michałem docieramy do Pobierowa w porze, kiedy większość wraca z procesji Bożego Ciała. Mamy więc okazję przywitać się ze wszystkimi. Szczególnie cieszymy się z obecności Rafała – tuż przed zjazdem zmogła go choroba, obawialiśmy się, że go nie będzie, ale ku naszej wielkiej radości jest z nami. Honory gospodarza pełni Mieczysław ze Szczecina, jest przecież na swoim terenie. Dzielnie pomaga mu siostra Daniela z mężem Leszkiem, a także syn Sławek. Oni przyjechali najwcześniej, zadbali o to, aby wszyscy mieli wygodne kwatery. Pokoje są bardzo przytulne, wszystkie z łazienkami, rozległymi tarasami.

    W czwartek po południu w obszernej sali konferencyjnej, odgrywającej też rolę jadalni, odbywa się najważniejsza część zjazdu, czyli walne zebranie naszego Związku. Przebieg zebrania szczegółowo przedstawiam w protokole,gdyż zostałam wybrana na sekretarza. Po zebraniu mamy okazję zapoznać się z historią i dniem dzisiejszym Pomorza Zachodniego i jego stolicy – Szczecina. Mieczysław zaprosił wspaniałych prelegentów. Niezwykle interesująco o historii tych terenów opowiadał wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego, prof. dr hab. Antoni Szczygielski, mówił ze znajomością tematu i w sposób tak zajmujący, że wszyscy zdziwiliśmy się, kiedy pod koniec wykładu Mieczysław przedstawił go jako kolegę po fachu, specjalistę ginekologa-położnika. Historia jest więc jego pasją. Następny prelegent, dr Jerzy Surówka, przedstawił zebranym historię Szczecina w formie diaporamy. Zdjęcia, które mają historyczną już wartość, pokazywały rozwój miasta na przestrzeni lat.

    Ważnym punktem programu jest koncert akordeonowy 16-letniego Karola z Olsztyna. Przyjechał on na zjazd po raz pierwszy, ale ma bardzo efektowne wejście. Od razu zaskarbia sobie sympatię wszystkich, gdyż gra wspaniale zarówno utwory muzyki klasycznej, jak i rozrywkowej. Należy też wspomnieć o jego rodzicach. To tata przyjął nazwisko żony, które brzmi – Żółtowska. Do tej pory to my, kobiety byłyśmy „przybrane Żółtowskie”, a teraz jest też mężczyzna „po żonie” Żółtowski. Ten fakt dowodzi, że nasze nazwisko jest piękne i szlachetne.

    W piątkowy ranek wyruszamy na wycieczkę do Międzyzdrojów i Świnoujścia. Ponieważ pochodzę z Pomorza Zachodniego, tereny te są mi znane, ale zwiedzanie ich w tak wspaniałej kompanii nie wydaje mi się nużące. Pogoda nam sprzyja, świeci piękne słońce, zapowiada się wspaniały dzień. Pani przewodnik opowiada nam wiele ciekawych legend i podań o mijanej okolicy. Pierwszy punkt programu naszej wyprawy to Kawcza Góra, najwyższe wzniesienie w tej okolicy nad Bałtykiem. Po krótkim marszu bukowym lasem – teren Wolińskiego Parku Narodowego – docieramy na taras widokowy, z którego rozpościera się wspaniały pejzaż. Widoczność jest bardzo dobra, można dostrzec dźwigi w porcie w Świnoujściu, a nawet zabudowania pobliskiego niemieckiego miasteczka Ahlbeck. Potem krótki spacer Promenadą Gwiazd i wizyta w Muzeum Figur Woskowych. Mamy okazję zobaczyć hotel, który był brany pod uwagę jako miejsce naszego zjazdu. Wszyscy cieszą się, że nie mieszkamy w tym „bloku z betonu”. Nareszcie upragniona chwila każdej wycieczki – czas wolny. Mamy dwie godziny, aby napić się kawy, zjeść lody, a przede wszystkim to, co nad morzem nieodzowne – smażoną rybę. Jedziemy do Świnoujścia. Autokar zostaje na parkingu, a my musimy przepłynąć promem z wyspy Wolin, na wyspę Uznam. Nowoczesny prom szczęśliwie przewozi nas na drugą stronę kanału portowego. Zwiedzamy Muzeum Rybołówstwa, krótki spacer po mieście i wracamy. Mamy jeszcze w planie wyprawę nad Jezioro Turkusowe. Niestety, w drodze powrotnej zaskakuje nas gwałtowna ulewa i burza. Na domiar złego psuje się autokar. Ale humory dopisują.

    Wprawdzie robi się bardzo zimno, ale Żółtowskich nie jest w stanie zmóctaka niewielka przeszkoda jak nagłe załamanie pogody. Musimy tylko zrezygnować z obejrzenia Jeziora Turkusowego, którego nazwa pochodzi od koloru wody. Awaria autobusu zostaje usunięta i jedziemy do Kamienia Pomorskiego. Trzeba się spieszyć, jeżeli chcemy wysłuchać koncertu na organach, które należą (obok oliwskich, leżajskich i w Świętej Lipce) do najwspanialszych i najstarszych w Polsce. Udaje nam się zdążyć. Z Pobierowa dojeżdżają samochodami ci uczestnicy zjazdu, którzy nie byli na wycieczce, ale chcą wysłuchać koncertu. Pełni wrażeń wracamy do ośrodka. Krótki odpoczynek, chwila na przygotowanie i zbieramy się na uroczystej kolacji. Panie we wspaniałych kreacjach, panowie w garniturach, nawet młodzież odziana odświętnie. Widać, że doceniamy wagę naszego rodzinnego spotkania. Właściciele ośrodka po raz kolejny dają wyraz temu, że jesteśmy dla nich bardzo ważnymi gośćmi. Przygotowana kolacja jest obfita, różnorodna i pięknie podana. Dodatkowo, zupełnie gratis, właściciele zapewnili oprawę muzyczną. Po posiłku wszyscy ochoczo ruszają w tany. Zabawa przeciąga się do późnych godzin nocnych, ale w sobotni ranek na śniadanie wszyscy stawiają się w komplecie i wypoczęci.

    Po śniadaniu udajemy się samochodami do pobliskiego Rewala, gdzie odbędzie się Msza za rodzinę. Jako że jest to Dzień Dziecka, ksiądz wspomina o wychowaniu dzieci i młodzieży, modlimy się za młodzież – przyszłośćnaszego rodu. Do Mszy służy nasz rodowy ministrant – Michał z Białej Starej, lekcję czyta Bogusia, a na tacę zbiera Wacław. Po mszy odmawiamy Anioł Pański w intencji wszystkich zmarłych z naszych rodzin. Wracamy do ośrodka. Czas do obiadu wypełniony jest spotkaniami, rozmowami, wspomnieniami. Mój mąż jest szczególnie szczęśliwy: zarówno brat, jak i siostra jego ojca wraz z dziećmi mieszkają w Szczecinie i okolicach. W sobotnie przedpołudnie spotykają się wszyscy. Ponieważ w dzieciństwie wakacje spędzali razem w Białej Starej, wspomnieniom nie ma końca. Ciągle słychać: A pamiętacie…? Rozmowom przysłuchuje się już trzecie pokolenie Żółtowskich – ich dzieci. Oni też już mają wspólne wspomnienia. Po obiedzie przyjeżdża ekipa lokalnej szczecińskiej telewizji. Przygotowują program o naszym rodzie i zjeździe w Pobierowie. Narratorem jest Mieczysław, potem filmują nasz spacer nad morzei pobyt na plaży. Z tego, co wiem, reportaż ukazał się w „Kronice Pomorza Zachodniego”, mamy obiecane taśmy z nagraniami wideo.

    Nasza młodzież każdą wolną chwilę spędzała na basenie i w saunie, które znajdowały się na terenie ośrodka. W sobotni wieczór przygotowano nam jeszcze jedną niespodziankę – ognisko z pieczeniem kiełbasek. Wszystko pod opieką właścicieli i obsługi ośrodka. Karol z Olsztyna po raz kolejny daje wspaniały popis gry na akordeonie. Jesteśmy zachwyceni jego talentem i ogromem pracy włożonej w to, aby grać tak pięknie. I dorośli, i młodzież wszyscy są urzeczeni.

    „Ogniska już dogasa blask,
    braterski splećmy krąg,
    w wieczornej ciszy, w świetle
    gwiazd, ostatni uścisk rąk…”

    Nasze coroczne spotkanie powoli dobiega końca. Niedzielny ranek budzi nas słońcem. Po śniadaniu zaczynamy rozjeżdżać się do domów. Najwcześniej wyjeżdża Rafał z rodziną, potem Ryszard z żoną Cecylią z Suwałk – oni mają najdalej. Pożegnaniom i uściskom nie ma końca. W wielu oczach pojawiają się łzy. „Do zobaczenia za rok!”, „Do spotkania!”, „Jedźcie szczęśliwie!”, „Zadzwońcie!” – mieszają się radość, wzruszenie i ogromna wzajemna sympatia. Jesteśmy nasyceni swoją bliskością przez tych kilka zjazdowych dni. Właśnie ta wzajemna sympatia sprzyjała wspaniałej atmosferze. Ważne było również miejsce – ośrodek i jego właściciele okazali się rewelacyjni, dbali o nas jak nikt nigdy dotąd. Nie zawiodła również pogoda. Nic więc dziwnego, że XI Zjazd Rodu Żółtowskich można uznać za niezwykle udany.

  • Pobierowo rok 2002 i kilka refleksji

    Zjazd Rodu Żółtowskich przypadł na koniec maja. Ustanowiono w statucie, że nasze spotkania odbywają się zawsze w Święto Bożego Ciała. Różnie to wypada. W tym roku w końcu maja na ogół zawsze w czerwcu.

    Stefania, Rafał i Mieczysław w Rewalu / fot. Bogusia

    Byliśmy w tym roku w Pobierowie. Miejscowość nadmorska, bardzo elegancka, czysta, zadbana, daleka od zgiełku reklamy, wrzawy turystycznej, wygórowanych cen. Ugościł nas pan Paweł Pisz, bardzo sympatyczny młody człowiek, rozwinął przed nami wszystkie swoje talenty gospodarcze i organizacyjne, spełniając nasze oczekiwania i wymagania. Dziękuję mu za to, dziękuję mu bardzo!

    Oczywiście gospodarzem tego zajazdu w północno-zachodniej Polsce był Mieczysław ze Szczecina, a wraz z nim jego syn Sławomir z żoną Hanią i inni członkowie rodziny ze Szczecina.

    Atmosfera od samego początku była bardzo dobra. Na pewno wielka w tym zasługa pana Pisza. Odczuwaliśmy serdeczność, ciepło i swobodę w tym nadmorskim pensjonacie, położonym w zaciszu sosnowego lasu.

    Wszyscy mieli takie same warunki pobytu. Pokoje w jednakowej cenie i takie same dla wszystkich. Cena bardzo atrakcyjna, dosłownie na każdą kieszeń. Całkowicie darmowe korty tenisowe, bilard, tenis stołowy i basen. Kawa, herbata i ciastka do woli, według potrzeby i chęci. Miła i profesjonalna obsługa. Także nasza uroczysta kolacja, podczas której na koszt właściciela grała nam orkiestra, jest pozytywnym akcentem tego zjazdu.

    A teraz trochę uwag i refleksji, dotyczących szczegółów pobytu w Pobierowie.

    Obecność prelegentów w dniu wykładowym, których zapewnił nam Mieczysław, przybliżyła odległe dla większości ziemie północno-zachodniej części naszego kraju. Prelekcje te nagrane są na filmie ze zjazdu i będą rozprowadzane tak jak zawsze na kolejnym zjeździe.

    Wielką radość sprawił nam wszystkim, a szczególnie młodzieży, niewielki, mniej więcej 12-metrowy kryty basen. Młodzi całymi godzinami siedzieli zarówno w basenie, jak i w znajdującej się obok saunie. Skokom do wody, pływaniu wzdłuż i w poprzek, pod wodą, nurkowaniu, fikołkom nie było końca. Nawet do tego stopnia, że słońce już dawno wstało, a oni dopiero szli spać. Lepiej się poznali, zbliżyli się do siebie, zawiązały się kolejne przyjaźnie. A przecież o to nam chodzi.

    Dobrze się stało, że zmieniliśmy dzień naszego wieczorku tanecznego, tzw. uroczystej kolacji. Zdaniem większości powinna się ta kolacja odbywać z piątku na sobotę,a nie jak poprzednio z soboty na niedzielę. Chodzi o to, że prawie wszyscy Żółtowscy przyjeżdżają samochodami, a po dłuższej imprezie, niewyspani, nie mogą dobrze prowadzić swoich pojazdów. Rano, po balu jest mnóstwo refleksji, uwag, miłych wzruszeń, sympatycznych wspomnień, których brakowało nam po sobotnich spotkaniach, gdyż zaraz wszyscy odjeżdżali. Przeniesienie więc na piątek uważam za słuszne. Ten zjazd uznano za najlepszy- to dobrze i źle! Nie zawsze nam się uda znaleźć takie miejsce i taki pensjonat, by pobyt był równie udany jak w tym roku. Słyszałem głosy, że jeżeli mamy się spotykać, to musi być kryty basen. Zapewniam, że będziemy o tym pamiętać, choć nie zawsze się to da zrealizować, i że nasze spotkania mogą być udane, nawet kiedy zabraknie basenu.

    Trochę uwagi musimy poświęcić sprawom finansowym. Pierwsza z nich to przedpłaty wnoszone przez uczestników zjazdu. Kasa Związku jest coraz bardziej chuda. Wydajemy „Kwartalnik”, którego koszty są coraz wyższe. Ani tymi wydatkami, ani opłatami za kolportaż nie obciążamy odbiorców, wśród których jest bardzo wielu Żółtowskich albo nienależących do Związku, albo tzw. martwych dusz, niepłacących składek. Są także instytucje państwowe (np. biblioteki) lub niepaństwowe – towarzystwa i związki rodzinne, które na zasadzie wzajemności przysyłają nam swoje kwartalniki.

    Jednak nie będziemy wnosili o podwyższenie składki na rzecz naszego Związku, natomiast przedpłaty na nowy zjazd muszą być, ponieważ każdy obiekt turystyczny, który chce z nami podpisać umowę na organizację zjazdu, żąda zaliczki. Jest to pewna gwarancja dla organizatora. Myślę, że najbliższe spotkanie Zarządu sprecyzuje zasady przyjęcia przedpłaty i ewentualnego jej zwrotu w określonym terminie.

    Następna kwestia to „Kwartalnik”. Jest wydawany staraniem tylko kilku osób. A przecież wszyscy niecierpliwie czekamy na pocztę, która przyniesie nam kolejny numer tego pisma. Jako prezes bardzo proszę Was wszystkich o pomoc w redagowaniu, o teksty do „Kwartalnika”. Nie bójcie się waszych listów, wspomnień, relacji. Nawet jeżeli nie potraficie pisać jak zawodowi dziennikarze, nasi redaktorzy to poprawią. Nam naprawdę brakuje informacji o was, Żółtowskich. A powinniśmy te informacje mieć dla dobra naszej monografii, w której piszemy, kto kim jest. Jeżeli nie będziemy pisać o sobie, to nikt o nas nie napisze. Dbajmy więc sami o siebie, bo nikt o nas nie zadba. Proszę więc o każdy materiał, my go poprawimy i wydrukujemy.

    Kolejną sprawą jest miejsce naszego zjazdu. W Pobierowie ustalono wstępnie, że mamy się spotkać w Górach Świętokrzyskich. Wiem, że są też inne propozycje. Będziemy to rozważać, a wyniki rozmów i decyzje opublikujemy w następnym „Kwartalniku”.

    Bardzo ważnym zagadnieniem jest aktualizacja naszej ostatniej monografii autorstwa Michała z Łodzi i jego rodziców. Do wszystkich członków, i nie tylko, postaramy się rozesłać specjalne ankiety nowelizacyjne. Proszę o bardzo poważne potraktowanie tej sprawy, gdyż monografia jest największym naszym dokumentem i świadectwem życia rodziny Żółtowskich.

    Na koniec chcę wyrazić moje szczególne podziękowania. Na pierwszym miejscu Mieczysławowi ze Szczecina. Zjazd w Pobierowie był zjazdem wspaniałym, do końca udanym. Dziękuję także Mariuszowi ze Sztumu za zastępowanie mnie i za pomoc w chwilach mej słabości. Wiem, że jesteście wspaniałymi i życzliwymi członkami naszego Rodu, na których zawsze mogę polegać! Wszystkich Was pozdrawiam serdecznie.

    Rafał z Korycina
    Prezes Związku

  • Życzenia nadesłane dla uczestników zjazdu

    Z okazji XI Zjazdu Rodu Żółtowskich w Pobierowie, całej wielkiej Rodzinie szczere życzenia pomyślności oraz udanego wypoczynku w atmosferze gorących uczuć wraz z ukłonami dla seniora, Michała Żółtowskiego z Lasek Podwarszawskich, przesyłają Katarzyna z domu Żółtowska, Podmokły ze Złotowa z mężem Jerzym i dziećmi Martynik ą i Marcinem oraz Tatą Ryszardem i Mamą Walentyną. Złotów dnia 1 czerwca 2002 r.

    Niech Ród Żółtowskich trwa i daje świadectwo odwagi, skromności i pokory, która jest najtrudniejsza dla człowieka. Ród Żółtowskich to dumny Ród, z Jego grona wywodzą się bohaterscy Polacy, skromni, pracowici i odważni. Można na nich polegać. Wiem, bo miałam ojca z tego Rodu. Zbyt krótko był przy mnie, ale zdążył przekazać mi upór przetrwania, siłę przezwyciężania trudności, szacunek dla drugiego człowieka i zdolność pojmowania rzeczy najistotniejszych. Ogończyku! – Te digna sequere (Idź za tym co godne)
    Brzeg maj 2002 r. Anna z Żółtowskich Nowotna-Laskus.

    Z okazji XI Zjazdu serdeczne pozdrowienia dla wszystkich miłych Kuzynek i Kuzynów bawiących nad pięknym, polskim Bałtykiem – na ręce Prezesa Rafała i Honorowych Prezesów Michała i Andrzeja Ludwika oraz całego Zarządu – przesyłają Janusz z żoną Agnieszką.

    Przekazujemy serdeczne pozdrowienia dla wszystkich uczestników Zjazdu Rodu Żółtowskich. Życzymy słońca, radości i pomyślnych obrad dla dobra Rodziny – Helena i Józef Łąccy z Torunia.

    Serdeczne życzenia dla uczestników Zjazdu przesyła Janina, żona śp.Stefana z Bydgoszczy.

    Kochana Rodzinko! Żałuję, lecz tym razem nie mogę zobaczyć Was osobiście. Łączę serdeczne pozdrowienia. Uczestnik poprzednich zjazdów – Michał z Czeladzi.

  • Lista uczestników XI Zjazdu Związku Rodu Żółtowskich w Pobierowie 30 V – 2 VI 2002 r.

    • Longina Żółtowska z mężem Kazimierzem i synem Karolem, z Olsztyna
    • Milena Żółtowska z Olsztyna
    • Aleksandra Żółtowska-Czerpak z mężem i synem, z Suchowoli
    • Hanna i Sławomir Żółtowscy z dziećmi Aleksandrą i Michałem, ze Szczecina
    • Bogumiła i Witold Żółtowscy z dziećmi
    • Anną, Marcinem i Michałem, z Białej Starej
    • Daniela Żółtowska-Winiarska z mężem Leszkiem i córką Anną z Kayem, ze Szczecina
    • Janina Żółtowska z wnuczkami Malwiną i Agnieszką, z Wrocławia
    • Teresa Żółtowska z córką i dwojgiem wnucząt, z Białegostoku
    • Waldemar Żółtowski z Białegostoku
    • Agata i Tomasz Żółtowscy z Gdańska
    • Marzena Borzewska z mężem i córką z Warszawy
    • Bożena Żółtowska-Lipińska z mężem zWarszawy
    • Mieczysław Żółtowski z córką Katarzyną ze Szczecina
    • Krystyna i Jan Żółtowscy z Polic
    • Henryk Żółtowski z synem Krzysztofem, jego żoną Joanną i córką Antoniną, z Gdańska
    • Zbigniew Żółtowski z Warszawy, ul. Okrąg
    • Elżbieta i Wacław Żółtowscy z Łodzi
    • Stefania i Rafał z synami Romualdem i Tomaszem, z Korycina
    • Mirella i Mariusz Żółtowscy z dziećmi Anną, Piotrem i Martą, ze Sztumu
    • Natalia Żółtowska z kuzynką Barbarą, ze Skierniewic
    • Cecylia i Ryszard Żółtowscy z córką i z dwojgiem jej dzieci, z Suwałk
    • Zofia i Stefan Żółtowscy z wnuczkami: Zosią i Stefanem, z Warszawy
    • Elżbieta i Kazimierz Żółtowscy z Kutna
    • Ewa i Michał Żółtowscy z Warszawy
    • Barbara i Jarosław Żółtowscy ze Skierniewic
    • Maria Glińska ze Szczecina
    • Irena Byszewska z Tarnowa
    • Krystyna i Bronisław Hanczewscy z Berlina
    • Jerzy Żółtowski z Gostynina z synem Maciejem, synową Izabelą i wnukiem Ignasiem z Warszawy
  • Przebieg XI Zjazdu w Pobierowie

    Uczestnicy Zjazdu w Pobierowie 2002/ fot. Malwina

    Zjazd odbywał się od 29 maja do 2 czerwca 2002 r. w Pobierowie – kąpielisku morskim, położonym w odległości 18 km od Kamienia Pomorskiego. Gospodarzem zjazdu był doktor Mieczysław ze Szczecina, przy czynnej współpracy swych najbliższych. W spotkaniu brało udział blisko 100 osób z całego kraju i zagranicy (zobacz listę uczestników). Siedzibą był pensjonat „Pisz” wyposażony we wszelkie wygody, m. in. salę konferencyjną, krytą pływalnię, kort tenisowy, bilard, tenisstołowy. Pogoda, jak na przełom wiosny i lata, dopisała: bywało słonecznie, ale czasami wietrznie i chłodno, z przelotnymi ulewami.

    Ogólną relację i wrażenia zjazdowe przedstawiają Rafał, Bogusia i Malwina.

    Chronologiczny przebieg wydarzeń:

    Uzyskano kilka informacji o działalności członków rodziny w Szczecinie i okolicach:

    W czasie zjazdu Rafał filmował ważniejsze wydarzenia. Film będzie do nabycia po opracowaniu.

    (red.)

  • Protokół z posiedzenia zarządu Związku Rodu Żółtowskich


    dn. 20.10.2002 r. w Laskach

    Zebranie prowadził prezes Rafał z Korycina

    1. „Kwartalnik”. Sprawę referował Andrzej Mieczysław. W tej chwili redakcja dysponuje materiałami na dwa numery. Dyskutowano o prowadzeniu w „Kwartalniku” bieżącej kroniki rodowej, Redakcja zgłosiła prośbę o podjęcie tej tematyki przez osobę znającą najlepiej grono rodzinne i biorącą udział we wszystkich spotkaniach i zjazdach.
      „Kwartalnik” wydawany od kilku lat nie jest zarejestrowany w ISSN – trzeba tę sprawę jak najszybciej załatwić. Należy również ustalić adresatów egzemplarzy rozsyłanych do różnych instytucji.
    2. Genealogia Rodu Żółtowskich. Elżbieta z Łodzi w imieniu swoim i Wacława referowała sprawy nowego wydania Genealogii Rodu Żółtowskich w formie poprawionej i uzupełnionej. Po dyskusji podjęto decyzję, że w najbliższym „Kwartalniku” zostanie zamieszczona prośba do członków rodu Żółtowskich, aby przesyłać uzupełnienia i poprawki do nowego wydania bezpośrednio do Łodzi do 31 stycznia 2003 r. Przewiduje się, że prace redakcyjne i wydawnicze trwać będą ok. roku.
      Prezes Rafał z Korycina zaproponował, by w końcowej fazie prac redakcyjnych zebrać przedpłaty na książkę, umożliwiające wydanie jej w formie trwałej, tzn. szytej i w twardej oprawie.
    3. Organizacja zjazdu w 2003 roku. Podjęto decyzję o organizacji zjazdu w rejonie Gór Świętokrzyskich. Do komitetu organizacyjnego wybrano Rafała ze Stefanią, Jarka z Barbarą i Bogusię. W połowie listopada ekipa ta ma udać się we wspomniany rejon, aby znaleźć i zarezerwować odpowiednie miejsce.
    4. Wniosek pani M. Borzęckiej o przyjęcie do Związku. Prezes Rafał z Korycina przedstawił zebranym skierowany do niego list pani Marzeny Borzęckiej, zawierający prośbę o przyjęcie jej w poczet członków Związku Rodu Żółtowskich. Stosowne zapisy statutu nie przewidują takiej możliwości. Podjęto decyzję, że nie można odstąpić od zapisów statutowych. Prezes udzieli listownej odpowiedzi zainteresowanej i poda decyzję Zarządu.
    5. Dyskusja i wolne wnioski:
      • Jarosław ze Skierniewic przedstawił sprawozdanie finansowe. W kasie Związku jest obecnie 4500 zł. Zasadnicze wydatki ponoszone są na wydawanie „Kwartalnika”, ok. 600-1000 zł za jeden numer. Przewiduje się wydawanie „Kwartalnika” minimum trzy razy do roku: na Wielkanoc, w okresie przedzjazdowym oraz na Boże Narodzenie.
      • Dokonano podsumowania organizacji XI Zjazdu w Pobierowie. Mieczysław ze Szczecina zebrał zasłużone brawa i gratulacje za organizację jednego z najlepszych spotkań rodzinnych. Apelowano, aby nie popełniać błędów, które pojawiały się w latach ubiegłych: należy kontaktować się i udzielać pomocy w sprawie wspólnych dojazdów na zjazd.
      • Andrzej Ludwik i Bożena Wanda przedstawili zebranym napisaną przez Michała z Lasek książkę To wszystko działo się naprawdę: Wojsko/Wojna/”Uprawa – Tarcza”. Jest to zapis przeżyć autora w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, w wojsku w latach 1938-1939 i w czasie okupacji sowieckiej i hitlerowskiej. Szczególnie pięknie mówiła Bożena Wanda, że praca Michała jest dowodem na zanikającą już arystokrację ducha, kiedy to człowiek dzieli się swoją osobowością, nie wymagając splendoru.
        Zebrani zakupili książkę Michała z Lasek, otrzymując jednocześnie dedykację autora.

    Dziękując wszystkim za przybycie i życząc szczęśliwych powrotów do domu, prezes Rafał z Korycina zakończył zebranie.

    Protokołowała Bogusia z Białej Starej

  • Z walnego zebrania członków Związku Rodu Żółtowskich


    30 maja 2002 roku w Pobierowie

    1. Zebranie otworzył Mariusz ze Sztumu. W imieniu Zarządu powitał serdecznie uczestników zjazdu i życzył wszystkim miłego pobytu w Pobierowie. Mariusz odczytał również depesze z życzeniami od sympatyków zjazdu, którzy nie mogli uczestniczyć w naszym spotkaniu osobiście.
    2. Wybrano przewodniczącego zebrania, którym został gospodarz terenu, Mieczysław ze Szczecina. Funkcję sekretarza powierzono Bogusi z Białej Starej. Przewodniczący zebrania jeszcze raz serdecznie powitał wszystkich zebranych. Wyraził radość, że tak liczna grupa przybyła na ziemię szczecińską. Obiecał, że dołoży wszelkich starań, aby pobyt na zjeździe był udany i pozostawił niezapomniane wrażenie.
    3. Następnie prowadzący zebranie poprosił o przedstawienie się nowych uczestników zjazdu. Po raz pierwszy w zjeździe uczestniczyli:
      • Maciej z Warszawy z żoną Izabelą i synem Ignacym,
      • Marzena Borzewska (jej mama była z domu Żółtowska) z mężem i córką Anetą,
      • Malwina – wnuczka Janiny z Wrocławia,
      • Longina z mężem i dziećmi Mileną i Karolem.

      Wszyscy uczestnicy zjazdu gorąco powitali nowych Żółtowskich i wyrazili radość z tego, że nasze grono się powiększa.

    4. Skarbnik – Jarek ze Skierniewic – przedstawił stan konta Związku, które jest zasilane ze składek członkowskich. Zwykle są one płacone na zjeździe, Jarek wyraził więc nadzieję, że konto na koniec zjazdu ulegnie zmianie – zwiększy się. Stwierdził, że najważniejszą działalnością finansową jest pokrywanie kosztów wydawania „Kwartalnika”. Wysyłanie „Kwartalnika” nie jest zaś zależne od opłacania składek, otrzymuje go każdy bez względu na to, czy płaci składki, czy nie.
    5. Dokonano oceny pracy redakcji „Kwartalnika”. Wypadła ona bardzo pozytywnie. Wszyscy są radzi z istnienia pisma i wydawania go w miarę regularnie. Mariusz ze Sztumu w imieniu Andrzeja Mieczysława z Warszawy (nieobecnego na zjeździe z powodu choroby) prosił o pomoc w redagowaniu „Kwartalnika”, a prowadzący zebranie Mieczysław ze Szczecina prosił i zachęcał wszystkich do pisania tekstów. Zachęcano szczególnie młodzież. Wnuczka Janiny z Wrocławia, Malwina uczęszczająca do Liceum dziennikarskiego, obiecała, że opisze wrażenia ze zjazdu. Będziemy czekać na jej artykuł.
    6. Dyskutowano o stronie internetowej, o którą tak bardzo zabiegano na zjeździe w Chomiąży Szlacheckiej. Inicjator tego przedsięwzięcia dawno już o tym zapomniał i strona nie jest aktualizowana od kilku lat. Informatyk Maciej z Warszawy i Romek z Korycina zgłosili się do zajęcia się tą sprawą. Czas pokaże, na ile młodzieńczy zapał został przemieniony w czyn.
    7. Przewodniczący zebrania poprosił o zgłaszanie propozycji dotycz ących organizacji i lokalizacji XI Zjazdu Związku Rodu Żółtowskich. Podano właściwie tylko jedną propozycję – okolice Kielc, Góry Świętokrzyskie – tam jeszcze nie byliśmy. Zarząd przychylił się do tego i ustalono, że na jesiennym zebraniu Zarządu ta propozycja zostanie omówiona.
    8. Mieczysław ze Szczecina podał ramowy plan pobytu w Pobierowie. Postanowiono, że w piątek odbędzie się wycieczka po okolicy, wieczorem zaś uroczysta kolacja. Na sobotnie popołudnie zaplanowano turniej tenisa stołowego, a na wieczór ognisko. Wyjaśniono nowym uczestnikom zjazdu zasady osiągnięcia statusu członka Związku Rodu Żółtowskich. Przyjęcie nowych członków następuje na podstawie decyzji Zarządu.
    9. Przewodniczący zebrania zakończył obrady i jeszcze raz życzył wszystkim miłego pobytu na zjeździe.

    Protokołowała Bogusia z Białej Starej