„Znów muszę do szkoły…”
westchnie belfer rano
Zły, że mu tak wcześnie
z łóżka wstać kazano.
Perspektywa smętna,
znów człek będzie chory,
Tyle godzin w murach,
no i te bachory…
Trzeba znaleźć sposób,
by się rozweselić,
Tydzień jakoś przeżyć –
– byle do niedzieli!
Może na początek
kartkówka znienacka?
Wystraszone miny!
{ ale fajna gratka!}
Już powoli wraca
humor znakomity,
Gdy na drugiej lekcji
wołam do tablicy…
Oj – poczekaj bratku,
wnet się magiel zacznie,
Ze strachu zapomnisz,
żeś spał rano smacznie!
Zaraz udowodnię
{co mnie bardzo cieszy}
Całej – całej!! klasie,
że wiedzą nie grzeszy!
Potem rzucę słówek
niezbyt lekkich kilka –
– Niech się dziatwa boi!
{och – słodka to chwilka}
A już całkiem błogo
robi się na duszy,
Gdy słów zoologicznych
zapas się naruszy…
„Osłem” – jeden będzie,
a „cielątkiem” – drugi,
Tamci – to „barany”,
pod oknem – „papugi”…
Biologicznych imion
trochę nie zaszkodzi:
„Głowy kapuściane” –
– właśnie o to chodzi!
A niewinne słówka
„głąby”, „ananasy”
Świetnie zastępują
imię całej klasy!
Tak z mozołem wielkim
tępię hordy wraże…
Wszystkich nie zdążyłem –
– jutro im pokażę !!!
Dodaj komentarz