Ostatni z rodu herbu Ogończyk

Jak zwykle, gdy skończyły mi się materialy do czytania, wybrałam się do lokalnej biblioteki. Tam mogę znaleźć polskie książki, polskich autorów. Podczas przeczesywania półki, natknęłam się na perełkę – sama nie mogłam w to uwierzyć – ale los nawet, a może przede wszystkim na obczyźnie uwielbia szykować nam ironiczne zbiegi okoliczności. Ta perełka to książka Tadeusza Stachowskiego pt.: Ostatni z rodu Herbu Ogończyk, a nasz herb narysowany na okładce, tylko bez półpierścienia w dłoniach. Cóż miałam zrobić? Chwyciłam, wypożyczyłam, zadzwoniłam do Babci, żeby jej powiedzieć, oznajmić, wykrzyczeć: Babciu! Popatrz, co znalazłam, czy to nie dziwne? Książka wydana nakładem brytyjskim, kompletnie jak się okazało później, nieuchwytna, nieewidencjonowana nawet w internecie, a ja mam ją w rękach!

Oczywiście chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o tym człowieku, o człowieku, który spędził w Londynie większość swojego życia i pochodził z tzw. „starej emigracji” polskiej, który był członkiem tak tu cenionego Klubu Orła Białego, stałego wiernego Kościołowi na Balham. Książka zawierała wiele zdjęć, była pamiętnikiem człowieka doświadczonego przez los, wychowanego w polskich obozach afrykańskich w czasie II wojny światowej, choć jak sam pisał, człowieka, który nie odczuł wojny tak jak inni. Mimo to, że napisał książkę, że był znany wśród tego pokolenia Polonii, wpisując jego nazwisko w internetowej wyszukiwarce nie znajduje nic, nawet strony wydawnictwa które ją wydało. Postanowiłam się więc zwrócić do redakcji „Dziennika Polskiego” – najstarszej polonijnej gazety w Wlk. Brytanii i czasopisma do którego artykuły pisał pan Tadeusz ? napisałam kilka listów, które pozostały bez odpowiedzi. Pytałam również polskich seniorów – nie znają nikogo takiego. Nie wiem nawet czy pan Tadeusz jeszcze żyje i jest mi tym bardziej smutno, dziś miałby 83 lata.

Jego autobiograficzna książka opowiada o wojnie, o tym jak trafił na Syberię, a potem do afrykańskich obozów, a przede wszystkim o bardzo trudnym pobycie na emigracji ? nieporównywalnie trudniejszym niż wszystkich Polaków, którzy przyjechali po maju 2004. O tym jak układają się koleje losu ostatniego człowieka rodu. Ostatniego, bo tego, który nie zostawił po sobie potomka, choć bardzo tego pragnął. Wieczny tułacz, ale i ten, któremu z wielkim wzruszeniem, po tylu latach udało się powrócić do Ojczyzny i spełnić marzenie i poczuć się pomimo lat bez jej widoku, w pełni szczęśliwym, że ją widzi. Nie zrozumie tego nikt, kto nigdy nie odczuwał braku kraju, a tak naprawdę braku domu – wielkiej części siebie. Tradycję herbową zaszczepił mu jego ojciec i o niej nie zapomnial. W ostatnich słowach pisze właśnie o tym, że wydaje tę książkę żeby zostawić, choć ten jeden ślad po sobie. Tak dużo starszy, a jakże okazał mi się bliski i przyznam, że nie piszę tego bez wzruszenia.

Czy my Żółtowscy chcielibyśmy wejść w tę sytuacje? Ja bynajmniej mogę sobie wyobrazić ją jako wielce wyczerpującą i drażniącą – nawet nie myśl, ale już świadomość, że śladu dla potomności nie będzie, nie pozostanie, bo kończy się na mnie, ostatnim. Zastanawiałam się, czy to wojna spowodowała takie koleje losu pana Tadeusza i uważam, że jest ona czynnikiem determinującym dalsze losy. To ona niezależna od nas, wybierała, rządziła ludzkimi życiami. Jakież my młodzi Żółtowscy mamy szczęście, jakże ten dzisiejszy świat wydaje się inny, a minęło tylko 60 lat… Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że los sprawi, że kiedyś natknę się na jakiś ślad pana Tadeusza w Londynie, tak przypadkiem…

Malwina Żółtowska

2 thoughts on “Ostatni z rodu herbu Ogończyk

  1. Zyg Kowalczyk says:

    Pani Malwino, zgadzam sie – piekny artykulik. Ja tez dobrze znalem pana Tadeusza. Napisalem jego nekrolog w Dzienniku Polskim. Jego artykuly czesto pojawily sie w Dziennika Polskiego oraz czasem po angielsku w „History Today” (np wydanie 7ego Lipca 1979 – artykl o Bitwie pod Ostralenka).

  2. Marzena Zed says:

    Pani Malwino, piekny artykulik, na ktory napotkalam sie wlasnie wpisujac nazwisko Pana Tadeusza. Mama moja znala Pana Stachowskiego osobiscie, opiekowala sie Nim pod koniec zycia..mamy zdjecia i kilka kopii ksiazki. Jesli bylaby Pani zainteresowana dalszym kontaktem podaje adres mejlowy mojej Mamy: hagiem@hotmail.co.uk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *