Listy Jana Żółtowskiego cd.

Kochany Dziadziu!
Ze zbliżającym się końcem Roku szkolnego kazali nam donieść Dziadzi dzień do wyjazdu na wakacyje przeznaczony, który tego Roku będzie ósmy Lipca. – Kazali nam również poprosić Dziadzię, aby niedługo pieniądze na podróż potrzebne przysłał albo też doniósł, czy kto po nas tu przyjedzie, albo jeżelibyśmy sami jechać mieli, to zaraz prosto z Wiednia stać się mogło, i żebyśmy z inemi Polakami nie potrzebowali jechać do Oderberga albo do Krakowa. A to głównie z powodu tego byśmy Dziadzię prosili, że najprzód pociąg, którym Polacy ini zawsze wyjeżdżają o jedenastej wieczorem z Wiednia wychodzi, więc że trzeba noc całą jechać, a podróż taka nocna jest zawsze dosyć męcząca, bo nawet porządnie zasnąć nie można w tak bardzo licznym towarzystwie. Potem także jechalibyśmy jednym ciągiem, przesiąść byśmy się musieli w Oderbergu jeszcze prawie w nocy, przyczem by się łatwo jakie bałamuctwo z naszemi kuframi między tyloma dosyć podobnymi stać mogło. Przytem jadąc tym pociągiem zapewne dopiero zupełnym wieczorem w Czaczu byśmy staneli. Jadąc natomiast osobno, sami albo z Panem Goździewskim, wyjechalibyśmy o dwanaście godzin wcześniej, we Wrocławiu wieczorem już bylibyśmy, gdzie przenocowawszy, na drugi dzień w południe już w Czaczu byśmy być mogli. Bardzo nam było przykro zmartwienia nabawić Dziadzi naszemi cezurami, ale tem bardziej się staramy, najważniejsze, roczne cęzury dobre dostać, do czego się też nie mało przyczyni większe zadanie piśmienne, które niezadługo pewno dostaniemy i które z największą pilnością i pomocą Boską będziemy się starali dobrze zrobić. Pewnie i u nas w ostatnim czasie deszcze padały, bo my tu już od tygodnia prawie brzydki czas i deszcze mamy. Spodziewam się więć że się teraz porządnie wypada, ażeby wakacyje dosyć były przynajmniej suche.
Całuję kochanemu Dziadzi rączki i zostaję jego przywiązanym wnukiem.
Jaś Żółtowski
Kalksburg 19.6.1886

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.