Muszę sprostować twierdzenie, że ja, Natalia, należę do inicjatorów utworzenia związku rodzinnego. Mój mąż – Zbigniew – tak, ale ja na początku i długo jeszcze byłam przeciwna temu pomysłowi. Wiedziałam, że jest to duże, poważne przedsięwzięcie. Bałam się, jak temu podołam – pierwszy zjazd założycielski, tyle obcych, zupełnie nieznanych osób – miał się odbyć w naszym domu. Pomysł Zbigniewa powstał już dawno, usiłował mnie zainteresować nim, ale ja ciągle, uparcie mówiłam: nie i nie!
Przypadek sprawił, że Zbigniew poznał studenta historii Uniwersytetu Łódzkiego – Michała Żółtowskiego. Teraz już dwóch upartych zapaleńców atakowało mnie argumentami, przekonywało, jakie to będzie wspaniałe, niebywałe, gdy wiele osób o tym samym nazwisku będzie mogło się spotkać, poznać, a może nawet zaprzyjaźnić. Jak długo mogłam się im opierać, mając jedynyargument, że boję się, iż nie podołam przyjęciu tylu obcych ludzi? Musiałam w końcu ustąpić i zgodzić się. Tak to się zaczęło – Zbigniew i Michał byli pierwszymi i jedynymi inicjatorami powstania Związku Rodu Żółtowskich.
Żwawo zabrali się do pracy, zdobywali adresy Żółtowskich z całej Polski i z zagranicy, nawiązywali kontakty listowne i osobiste. Brałam w tym udział, jeździliśmy w okolice Płocka, Warszawy, poznaliśmy Michała z Lasek i wielu innych. Efektem tych starań było pierwsze spotkanie siedemnastu Żółtowskich w dniu 7 czerwca 1992 roku w Laskach Warszawskich. Podjęto wtedy decyzję, że zjazd założycielski odbędzie się 6 września 1992 roku w Skierniewicach. Musieliśmy wtedy, ze Zbigniewem, zdać pomyślnie egzamin organizacyjny, bo po tym zjeździe (uczestniczyło w nim 35 osób) nastąpiła, w kwietniu 1993 roku, rejestracja w Skierniewicach „Związku Rodu Żółtowskich”. Od tej pory co roku (w 2003 już XII) odbywają się spotkania ok. stu osób, wśród nich zwykle kilku z zagranicy, w najpiękniejszych rejonach kraju. O tych spotkaniach, a także o innych sprawach rodzinnych, pisze się w wydawanym od 1993 roku „Kwartalniku”.
Obchodzimy dziesiątą rocznicę istnienia naszego Związku. Dziś jestem z niego dumna: Związek działa prężnie i ochoczo, mimo sporych trudności finansowych (rosnące koszty uczestnictwa w zjazdach), organizacyjnych (kłopoty z przygotowaniem tych zjazdów), wydawniczych (mało chętnych do pisania do kwartalnika). Znamy się w gronie kilkuset osób, spotykamy się indywidualnie i zbiorowo na dorocznych zjazdach. Serdeczne powitania, radość ze spotkań, wzajemne zainteresowanie świadczą o wartości i pomyślności podjętych inicjatyw.
Żal tylko, że nie ma wśród nas tych dwóch entuzjastów – Zbigniewa i Michała, ale wierzę, że są oni obecni w naszych myślach i sercach.
Dodaj komentarz