Dnia 22 stycznia 1863 roku wybuchło Powstanie, w którym stoczono około 200 potyczek i bitew. Udział w nim wzięło paru błogosławionych i świętych: Brat Albert Chmielowski, Ojciec Rafał Kalinowski, Romuald Traugutt – uważany za Sługę Bożego.
Ojciec Honorat Koźmiński – oglądał z klasztoru o.o. Kapucynów rozgrywającą się na Cytadeli Warszawskiej śmierć dowódców Powstania: Traugutta i Jeziorańskiego.
Na skutek spisku udało się uwolnić z Cytadeli 400 młodych ludzi i w lasach pod Babicami zaopatrzono ich w broń. Wysłany przeciw nim oddział rosyjski całkowicie rozbili, wtedy jednak skierowano przeciw nim ogromną ilość wojska i wycięto w pień.
W moich młodych latach pamięć o Powstaniu Styczniowym była bardzo żywa. Wystarczy powiedzieć, że pieśni narodowe, jakich nas uczono, były to wyłącznie utwory skomponowane w szeregach powstańczych w 1863 roku.
Powstanie zostawiło żywy ślad w sztuce, gdyż całe społeczeństwo długo przeżywało nadzieje i tragedie tego czasu. W dwudziestoleciu międzywojennym w kioskach ulicznych pełno było pocztówek z reprodukcjami polskiej sztuki z XIX wieku. Jacek Malczewski namalował wtedy dwa świetne i przejmujące obrazy: Śmierć na etapie i Wieczerza wigilijna na Syberii.
Artur Grottger zilustrował w całej serii obrazów, niestety biało-czarnych, gdyż nie stać go było na farby, historię Powstania, noce w czasie których nieznani ludzie przychodzili się ukryć, albo Powstańców z bronią myśliwską ukrywających się w głębi lasów i inne sceny.
Maksymilian Gierymski namalował znany obraz Patrol, przedstawiający drogę w Puszczy Kampinoskiej i dwóch konnych wywiadowców, wypatrujących czy bezpieczna jest droga dla oddziału.
Dr Żabiński w czasie jednej z konferencji w Laskach opowiadał, jak Powstańcy ubili i zjedli kilkaset żubrów w Puszczy Białowieskiej, wówczas znacznie większej niż obecna, a żubrów były setki.
Przed wojną często widać było na ulicach Poznania Powstańców w mundurach z wysoką rogatywką niebieskiego koloru na głowie. Wszyscy nosili długie brody. Nieraz otaczała ich gromada dzieci dopominająca się o historie z Powstania.
Nie zapomnę pewnego ranka w Czaczu, gdy odwiedziła moich rodziców ciotka Marynia Żółtowska z Niechanowa, wdowa po stryju Stanisławie z domu Sapieżanka, córka Adama Sapiechy, zwanego „Czerwonym Księciem”.
W ówczesnej Galicji był liczącą się postacią. Przekradł się na Wołyń i brał udział w bitwie z carskimi wojskami pod Kobylanką Panieńską. Po powrocie do Galicji został za to przez Austńakow uwięziony i odsiedział rok czasu w ciężkim więzieniu we Lwowie.
W tej samej celi zamknęli Austriacy mego pradziada Marcelego Krasickiego z Chołoniowa na Wołyniu, za pomoc udzielaną Powstańcom. Pamiętam wrażenie, jakie na nas, młodych wywarło jedna zdanie ciotki Maryni: „Wybierałyśmy się właśnie do Powstania…”, pewno ze swymi siostrami w roli sanitariuszek.
Ojciec Matki Czackiej też poniósł karę za pomoc udzielaną Powstańcom. Dostał wyrok na 6 lat więzienia, ale spokrewniony z nim Władysław Branicki wykupił go za wysoką sumę pieniędzy.
Pracując w Minodze w latach 1942-1945 słyszałem, że wMiechowie, naszym powiatowym mieście, Rosjanie wtrącili do studni na rynku wziętych do niewoli Powstańców.
W sieni minockiego dworu wisiało wśród innych wierzchnich nakryć futro z niedźwiadków, przywiezione z Syberii przez wracającego stamtąd dziadka mego szefa, Wacława Skarbka-Borowskiego1.
Najgorzej władze carskie potraktowały Powstańców na Wileńszczyźnie. Mianowany tam gubernator Murawiew zasłynął z okrucieństwa w stosunku do wszystkich zaangażowanych w wydarzenia styczniowe. Masowo ich wieszał tak, że zyskał sobie przydomek „Wieszatiela”.
Cztery tysiące majątków ziemian uległo konfiskacie i zostało przekazanych carskim oficerom w nagrodę za udział w walce z Polakami.
Rząd carski uderzył na polskich ziemiach szczególnie w Kościół. Setki kościołów zamieniono na cerkwie, a na wschód od Bugu zamknięto wszystkie kościoły, księży zaś zesłano w głąb Rosji. Wiadomo było, że wielu z nich wstąpiło do oddziałów powstańczych, by służyć walczącym duszpasterską posługą, jak ten ks. Żółtowski, którego grób znajduje się na cmentarzu w Józefowie. Rozwiązano też zakony, zagrabiono ich dobra.
W Lubelskiem przy polnych drogach widzi się jeszcze cmentarze powstańcze. Pamiętam, jak w osadzie Rysiów w Lasach Lubartowskich ludzie pokazywali mi miejsce, gdzie stali Powstańcy, kierunek skąd nadszedł oddział rosyjski i groby kilku poległych wpotyczce Polaków.
Michał Żółtowski z Czacza i Lasek
1 Piękne to futro zrabował w czasie pierwszego napadu na dwór bandyta „August-Mocny”, który zabrał również pamiątkowy, po Sybiraku, zegarek. Chwalił się „August-Mocny” podczas jednego z kolejnych napadów, że zegarek ten nosi ktoś sławny na wschodnim froncie. Ów bandyta występujący jako członek Gwardii Ludowej, był podobno agentem gestapo. Ale pamiątek po dziadku sybiraku rodzina nigdy nie odzyskała.
Dodaj komentarz