Tag: Nr 34-35

  • Noty biograficzne kolatorów

    Franciszek Józef Zółtowski (1818-1894)

    Ziemianin wielkopolski z Niechanowa, wybitny rolnik, poseł na sejm pruski, hr. papieski.

    Ur. 3.10.1818 r. w Ujeździe. Był synem Jana Nepomucena (1778-1854) i Józefy ze Zbijewskich (1787-1846), założycieli linii urbanowskiej wielkopolskiej gałęzi rodziny Żółtowskich, wł. dóbr Urbanów, Jarogniewice, Niechanowo, Godurowo i in. Miał czworo rodzeństwa. Ożenił się 25.5.1847 w Dreźnie z Zofią Zamoyską (1825-1853) z Jadowa. Mieli pięcioro dzieci: Elżbietę (1848-1863), Stanisława Jana (1849-1908) wł. Niechanowa i jego bliźniaczą siostrę Różę (1849-1923) zamężną Czorba, Marcelego Adama (1850-1925) wł. Godurowa, Strzelec Wielkich i in., i Zofię (1853-1857). F.Ż. ukończył średnią szkołę w Poznaniu, studiował prawo w Berlinie i we Francji. Był właścicielem majątków dziedzicznych: Niechanowo, Godurowo, Brześnica, Niechłód, sam kupił Strzelce Wielkie, Mszczyczyn, Krajewice, Brześnicę i in. 1849/50 i 1852-1853 był posłem na sejm pruski, 1877 otrzymał papieski tytuł hrabiowski (primog.) i Order św. Grzegorza. Znany był jako dobry gospodarz, fundator bursy w Rzymie, utrzymywał tam dwóch kleryków, wspierał działalność ks. Koźmiana w Poznaniu, wspomagał ochronki, kasy zapomogowo-pożyczkowe itp. Zmarł w Poznaniu 1.06.1894 r. pochowany w podziemiach kościoła w Niechanowie. Od Franciszka wywodzi się linia niechanowska Żółtowskich.

    Marceli Adam Żółtowski (1850-1925)

    Ziemianin wielkopolski z Niechanowa, wybitny rolnik, działacz społ.-polityczny, poseł do sejmu Rzeszy, hr. papieski.

    Ur. 2.11.1850 w Niechanowie, syn Franciszka (1818-1894) i Zofii z Zamoyskich (1825-1853), ziemian z Niechanowa, miał czworo rodzeństwa. Ożenił się 5.11.1879 w Rusku z Ludwiką Czarnecką (1858-1943) z Gogolewa. Mieli dziesięcioro dzieci. Z ich grona interesują nas tutaj: Elżbieta (1887-1967) autorka wspomnień, Jan (1896-1974) wł. Strzelec Wielkich, Benedykt (1902-1982) wł. Godurowa. M.Ż. ukończył gimn. Marii Magdaleny w Poznaniu, studiował rolnictwo w Louvain w Belgii, odbył też praktykę rolniczą w Saksonii. W r. 1875 objął po ojcu majątki: Godurowo, Strzelec Wielki i in. 1881-1884 poseł w Sejmie Reszy, 1901 hr. papieski (primog.), czł Tow. Przyj. Nauk w Poznaniu. Czł. Sejmiku ziemskiego w Gostyniu, zakładał spółdzielnie mleczarskie, cukrownie oraz lokalne linie kolejowe, przeprowadzał melioracje, uprawiał buraki cukrowe, zreformował gospodarkę leśną. W Strzelcach prowadził przez 40 lat kółko rolnicze. Był współzałożycielem Banku Ziemskiego w Poznaniu i Związku Ziemian, którego był też długoletnim prezesem. Ufundował szpital bonifratrów w Piaskach i był głównym kolatorem rozbudowy kościoła w Strzelcach. Wieloletni prezes instytucji dobroczynnych w Poznaniu. Zmarł w Poznaniu 13.04.1925 r., pochowany został w grobie rodzinnym na cmentarzu w Strzelcach Wielkich.

    Jan Antoni Żółtowski (1896-1974)

    Ziemianin wielkopolski z Strzelec Wielkich, uczestnik I i II wojny światowej.

    Ur. 5.08,1896 r. w Godurowie, pow. Gostyń, syn Marcelego (1850-1925) i Ludwiki z Czarneckich (1859–1943), nieżonaty. Wykształcenie średnie otrzymał w szkole benedyktynów w Altdorf, w Szwajcarii (1908-1911), w Eltal w Bawarii, i w gimnazjum we Wrocławiu (1914-1915). W l. 1915-1918 służył w 19 p. piech. armii niemieckiej, w tym ok. pół roku na froncie zach. Po śmierci starszego brata Stefana pod Verdun, został przez ojca wyreklamowany z wojska w dramatycznych okolicznościach (udawał chorego psychicznie). 6 stycznia 1919 r. zgłosił się jako ochotnik do formowanego w Gostyniu 6. p. strzelców i brat udział w Powstaniu Wielkopolskim. W 1920 walczył w 16. p. ułanów wielkopolskich, został odznaczony Krzyżem Walecznych. Ukończył Podchorążówkę w Warszawie, w maju 1921 został zwolniony do pracy na roli w stopniu podporucznika. Odziedziczył po ojcu majątek Strzelce Wielkie, gdzie z dużym powodzeniem gospodarował do wybuchu II wojny. Potrafił przewidywać koniunkturę na płody rolne, tak że mimo kryzysu w latach trzydziestych został najzamożniejszym z braci. Był jednym z kolatorów parafii w Strzelcach Wielkich. We wrześniu 1939 nie był zmobilizowany. Po wkroczeniu Niemców samochodem dojechał do Zaleszczyk, stamtąd przez Rumunię dotarł do Francji, wstąpił do WP, później ewakuował się do Anglii. Po wojnie wyjechał do Argentyny i tam imał się rozmaitych zawodów. Gdy ciężko zachorował, w r. 1974, z pomocą bratanka Andrzeja Ludwika, wrócił do Polski i zamieszkał w Sopocie u siostrzenicy, Teresy z Lipskich Fudakowskiej. Zmarł tam 13.11.1974 r., pochowano go w grobie rodzinnym na cmentarzu w Strzelcach Wielkich.

    Benedykt Sykstus Żółtowski (1902-1982)

    Ziemianin wielkopolski z Godurowa, doskonały rolnik praktyk, uczestnik wojen 1919-1920 i 1939-1945, twórca „Albumu Benedykta”, autor „Wspomnień”.

    Ur. 28.03.1902 w Godurowie, syn Marcelego (1850-1925) i Ludwiki z Czarneckich (1858-1943), ożenił się 17.6.1936 z Różą Fudakowską (1913-1995) córką Kazimierza, senatora RP, wł. dóbr Krasnobród, i Marii z Kicińskich. Mieli siedmioro dzieci. Wykształcenie średnie w gimnazjach we Wrocławiu i Poznaniu. 1920-1921 jako ochotnik 215. p. uł. walczył na Pomorzu i na froncie wschodnim (Brodnica i Białoruś). 1922-1924 ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii przy 7. bryg. kaw. z przydziałem do 17. p. uł. Po praktykach rolniczych w kraju i za granicą w 1927 r. objął po ojcu majątek Godurowo i gospodarował w nim do wojny. W 1932 wraz z bratem Janem, jako kolator wspierał remont kościoła parafialnego w Strzelcach Wielkich. W 1939 r. w stopniu porucznika przeszedł z 17, p. uł. szlak bojowy od Leszna do Warszawy, gdzie został ranny i stracił nogę. Za udział w kampanii 1939 r. został odznaczony Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Lata 1940-1944 spędził z rodziną w majątku teścia w Krasnobrodzie koło Zamościa, współdziałając z administracją majątku w pokonywaniu zagrożeń ze strony okupanta. W okresie tym współpracował z AK i „Uprawą-Tarczą”.

    Po wojnie, po licznych próbach znalezienia pracy i szykanach, wylądował z rodziną w Olsztyńskiem, gdzie kolejno zakładał stadninę koni w Rzecznej, był kierownikiem przemysłowej tuczarni świń i wreszcie w r. 1955 osiadł w Kamieńcu k. Susza w Państwowym Zespole Hodowli Zarodowej. Był doskonałym rolnikiem-praktykiem, miat „rękę” do hodowli. Doskonale umiał kierować podwładnymi. Cieszył się wielkim szacunkiem i życzliwością pracowników i sąsiadów – gospodarzy. Po przejściu na emeryturę zebrał dokumentację fotograficzną dziejów wielkopolskiej gałęzi rodziny. Po jej opracowaniu wykonał kilkanaście egzemplarzy albumów dla członków rodziny. Album Benedykta zawiera ok. 370 fotografii na 50 stronach formatu 40 x 30 cm. Spisał także wspomnienia swego życia. Ich fragmenty wykorzystywane były bądź publikowane w latach 1990, 1994, 1995, całość została wydana w 1994 ze słowem wstępnym Michała Żółtowskiego z Czacza, staraniem Związku Rodu Żółtowskich. Zmarł 2.07.1982 w Kamieńcu, pochowany został na cmentarzu parafialnym w Pyrach koło Warszawy.

  • Od Redakcji

    W bieżącym numerze zabrakło relacji z XII Zjazdu – mogłem tylko opublikować listę tych, którzy tam byli…, patrz s. 2.

    W 2004 roku odbędzie się Zjazd sprawozdawczo-wyborczy. Redakcja proponuje, aby w numerach Kwartalnika 36 (marzec 2004) i 37 (czerwiec 2004) opublikować kilka artykułów na temat oceny 10 lat istnienia Związku i propozycji na lata dalsze. Pozwoli to na lepsze przygotowanie rzeczowej dyskusji o sprawach Związku na Zjeździe i ocenę realizacji statutowych zadań Związku. Redakcja oczekuje na materiały do nr. 36 – do 10 marca, do nr. 37 – do 10 maja br.

     

  • Opowieść o tłumaczeniu

    Iwona Zofia Żółtowska

    Wśród uczestników naszych Zjazdów i czytelników Kwartalnika są tacy, którzy wiedzą, że jestem filologiem klasycznym i tłumaczę z łaciny oraz greki. Dziś ukazuję Państwu nowe oblicze i wyznaję, że mam w swoim dorobku także przekłady z angielskiego. Bardzo lubię to zajęcie, bo pozwala mi z Hellady i Rzymu wracać do współczesności. Stanowi także pretekst do rozważań o podobieństwach i różnicach między ludźmi żyjącymi w czasach antycznych i obecnych. Mimo dzielących nas tysiącleci nie ma przepaści, a odkryte przed wiekami najpiękniejsze ideały ludzkości: prawda, dobro, piękno, rozwaga, poczucie godności i wierność sobie łączy przeszłość i teraźniejszość w jedno continuum. O nich myślałam, pisząc ten esej.

    Przed kilkoma laty Andrzej Ludwik zadzwonił do mnie, żeby opowiedzieć o napisanych po angielsku wspomnieniach Marii Tarnowskiej. Mówił także o planach wydania ich po polsku i zaproponował, żebym przeczytała maszynopis. Rekomendacja Andrzeja Ludwika jest dla książki najlepszą z możliwych, więc przyjechałam wnet po maszynopis. Czytałam z rosnącym zainteresowaniem, przede wszystkim dlatego, że z każdym rozdziałem autoportret Autorki na tle najnowszych dziejów Europy nabierał barw.

    Stało się dla mnie oczywiste, że wspomnienia Marii Tarnowskiej powinny zaistnieć w języku polskim i dotrzeć do polskiego czytelnika. Państwo Tarnowscy, pilnie strzegący duchowego depozytu Autorki, chcieli się przekonać, czy wskazana przez Andrzeja Ludwika tłumaczka z należnym szacunkiem potraktuje oryginał. Jak wiadomo, różnie to bywa. Bez większych oporów zrobiłam próbkę – kilka stron pierwszego rozdziału. W czasie pierwszego spotkania z rodziną Autorki zgodziliśmy się, że myśl należy tłumaczyć myślą, a nie słowo słowem. Wierność oryginałowi stanowi najważniejszą translatorską powinnością, ale uroda tekstu jest równie istotna, zwłaszcza że angielska wersja zawiera wielką mądrość i swoiste piękno. Nie można go było zagubić, hołubiąc składniowe konstrukcje i licząc słowa.

    Andrzej Ludwik opowiadał mi, że czytał przez telefon fragmenty mego tłumaczenia jednej ze swych znajomych, biegłej w dziedzinie literackiego przekładu. Ta zapytała wprost, czemu ma wysłuchiwać urywków tłumaczenia powieści Jane Austin. Anegdota ta, dla mnie pochlebna, bo autorka Dumy i uprzedzenia to znakomita parantela, uświadomiła mi, że Maria Tarnowska, pisząc wspomnienia, świadomie lub intuicyjnie – tego już się nie dowiemy – starała się zachować ton i charakter kolejnych epok swego życia znaczonych wielkimi wydarzeniami historycznymi. Można powiedzieć, że miała językowy słuch oraz talent do stylizacji.

    Początek wspomnień to sielskie czasy dzieciństwa w środowisku ziemiańskim, którego codzienność rzeczywiście przypominała opisy Jane Austin. Jak u tej ostatniej początkowo wydarzenia historyczne są prawie niezauważalne. Liczy się dom, rodzina, okolica, warszawskie rozrywki, bale, młodzieńcze zauroczenia. Maria Tarnowska zaczęła pisać po sześćdziesiątce, ale wspominając młodość, nie stara się być mądrzejsza od młodziutkiej i uroczej Maryś, którą wówczas była. Wolno i pewnie wprowadza ją w świat, rozszerza horyzont swej bohaterki, która z wesołego podlotka staje się młodą damą i żoną dyplomaty. Jej cudowny świat belle epoque miał trwać bez końca. Wydawało się, że powstał na trwałych fundamentach i nic mu nie zaszkodzi.

    Od samego początku ujęła mnie raz pogodna, to znów pełna goryczy szczerość Marii Tarnowskiej. Gdy Autorka opisuje pobyt w Rzymie, wykorzystany przez jej matkę do celów dydaktycznych, bez owijania w bawełnę wyznaje, jak bardzo nużące było dla niej poranne zwiedzanie niezliczonych sal muzealnych, popołudniowa wędrówka po kościołach oraz wieczorna lektura przewodników. Na pewien czas Maria zapałała żywiołową niechęcią do malowideł przedstawiających Świętą Rodzinę i męczeństwo świętego Sebastiana. Pisząc o dzieciństwie i młodości, szuka w sobie tamtego dziecka i młodej dziewczyny z początku XX wieku.

    Po wybuchu pierwszej wojny światowej uaktywnia się u Marii Tarnowskiej potrzeba służenia innym ludziom i opieki nad nimi. Tłumacząc te fragmenty, niemal czułam, jak zmienia się sposób narracji. Rozlewna, ubarwiona wieloma detalami opowieść nabiera tempa. Chwilami kadry są niemal filmowe. Szeroki plan: wojna polsko-rosyjska oraz… epizod romansowy: wiosenne słowiki i wybuchy uczuć młodego personelu medycznego, umiejętnie tonowane przez Marię, siostrę przełożoną; jesienne rozmarzenie na tle barwnego krajobrazu; msza w zimną listopadową niedzielę, natrętna myśl, żeby wymknąć się jak najszybciej z żołnierskiego czworoboku, rozkaz oficera wzywającego Marię przed szereg, wręczenie Krzyża Walecznych. Samo życie… pulsujące historią. Majstersztyk wzniosłości i zwyczajności.

    Podobne wrażenie zrobił na mnie opis konia i dorożkarza zabitych tuż po wybuchu Powstania Warszawskiego. Człowiek i zwierzę przez cały tydzień leżeli na ulicy. Swoiste memento. Obraz słowem zatrzymany w kadrze nabrał znaczenia symbolu, podobnie jak wyrazisty opis pożaru w Alejach Ujazdowskich, krótko i bez zbędnej emfazy porównany do płonącego Rzymu. „Widok był przerażający. Kto go widział, czuł się zapewne jak Neron obserwujący pożar Rzymu.” Relacjonując ostatnie dni Powstania i marsz do niemieckiego sztabu na rozmowy w sprawie wyjścia ludności cywilnej, Maria Tarnowska wspomina dojrzałe, soczyste pomidory w ogródkach działkowych na dawnym torze wyścigowym i przyznaje, że była głodna. Wyrazisty obraz, osobiste odczucie i wielka historia w tle.

    Urzekła mnie u Marii Tarnowskiej zmienność tonu zależnego od nastroju w chwili, gdy miały miejsce opisywane zdarzenia, a także łatwość pointowania dramatycznych zdarzeń wyrazistym obrazem albo krótką refleksją, niewolną od goryczy i poczucia bezsilności. Książka pisana była w dobie głębokiego komunizmu, na obczyźnie, w niełatwej sytuacji życiowej. Pomimo cierpień, trudów i strat Maria Tarnowska nie upada na duchu.

    Kiedy tłumaczyłam wspomnienia, patrzyła na mnie z fotografii młodziutka Maria w balowej sukni i Maria wojenna w mundurze Korpusu Czerwonego Krzyża. Obie zachowała w sobie jako wiekowa pani, owdowiała tułaczka wygnana z ojczyzny. Dlatego przywołane we wspomnieniach epizody – te sielskie i te dramatyczne – są wyraziste jak sekwencje filmowe. Nim zabrałam się do pisania tego eseju, wróciłam do Wspomnień Marii Tarnowskiej1. Czytałam tekst jak cudzy, jakbym nie ja go tłumaczyła. I dobrze, bo przecież jest cudzy z definicji i należy do Autorki. Mam nadzieję, że udało mi się przywołać Jej głos.

    Iwona Zofia Żółtowska


    1 Maria Tarnowska, Wspomnienia, przekład Iwona Zofia Żółtowska, posłowie, przypisy, indeks Andrzej [Ludwik] Żółtowski, KAW Warszawa 2002, 282 s., il.

  • Przygotowania do XIII Zjazdu

    Sprawy organizacji omawiano na zebraniu Zarządu 12.10.2003 (patrz niżej). Zjazd odbędzie się w dniach 10-13 czerwca 2004 r. Bożena i Stefan z Warszawy odwiedzili w listopadzie ośrodek Ministerstwa Sprawiedliwości w Popowie Kościelnym nad Bugiem, za Serockiem, ok. 50 km na północ od Warszawy i odbyli wstępną rozmowę z kierownictwem. Ocenili warunki mieszkaniowe jako dobre, okolica ładna, koszt ok. 60 zł/dn.

    Przewiduje się podjęcie ostatecznej decyzji i zawarcie umowy do końca grudnia br. Szczegółowe informacje na temat organizacji zjazdu i jego programu podane będą w następnym numerze „Kwartalnika”, w marcu 2004 r.

  • Rok i kalendarz

    Syriusz - gwiazda w gwiazdozbiorze Canis Major - Wielki Pies
    Syriusz – gwiazda w gwiazdozbiorze Canis Major – Wielki Pies, wg: Johannis Hevelii Firmamentom Sobiescianum, sive Uranographia…, Gedani. MDCKC [54 tablice gwiazdozbiorów, 2 plany nieba gwiaździstego]. Tytuł nawiązuje do gwiazdozbioru na niebie północnym „Sculum Sobiescianum” opisanego w atlasie, nazwanego tak na cześć polskiego króla Jana III Sobieskiego (1629-1696).
    Syriusz - gwiazda w gwiazdozbiorze Canis Major - Wielki Pies
    Biegun i punkt Barana za 13 000 lat (z zamarkowanym asteryskiem położeniem obecnym).

    Na wstępie przypomnijmy sobie główne wątki artykułu „Era Wodnika” z numeru 33 naszego Kwartalnika. Pamiętamy, że płaszczyzna orbity Ziemi (również pozostałych planet) wokół Słońca zajmuje stałe położenie względem gwiazd i „rozcina” strefę niebieską, tworząc koło wielkie, przechodzące przez 12 gwiazdozbiorów Zodiaku. Koło to nazywamy ekliptyką. Oś wirowania Ziemi „przebija” strefę w punktach zwanych biegunami niebieskimi. Północny biegun (B) znajduje się aktualnie w rejonie Gwiazdy Polarnej. Podobnie, gdybyśmy przez równik ziemski poprowadzili płaszczyznę, to „rozcięłaby” ona strefę niebieską również wzdłuż koła wielkiego zwanego równikiem niebieskim. Punkty przecięcia ekliptyki i równika niebieskiego – punkty równonocy – na skutek precesji osi wirowania Ziemi przesuwają się powoli po ekliptyce, robiąc pełny obrót 360° w ciągu ok. 26 000 lat. Precesyjny ruch bieguna niebieskiego oraz punktu równonocy wiosennej (punktu Barana) przedstawia rys. 2.

    Przechodzimy teraz do zasadniczego tematu. Pojęcie roku i długości jego trwania wydaje się z pozoru proste: w ciągu roku Ziemia wykonuje jeden obrót o 360° dokoła Słońca. Inaczej mówiąc, Słońce widziane z Ziemi wędruje pozornie przez gwiazdozbiory Zodiaku1, a po upływie jednego roku wraca do tego samego miejsca na tle gwiazd, co na początku obserwacji ruchu. Dlatego taki rok nazywamy gwiazdowym lub syderycznym i trwa on 365 dni 6 godz. 9 min. 10 sek. (365,2564 dnia). Zwróćmy jednak uwagę, że w ciągu takiego roku punkt równonocy przesunął się trochę po ekliptyce, wychodząc jakby naprzeciw pozornemu rocznemu ruchowi Słońca. Gdybyśmy więc w naszej rachubie czasu (kalendarzu) posługiwali się rokiem gwiazdowym, kolejne przejścia Słońca przez punkt równonocy wiosennej (punkt Barana), zwiastujące kolejne początki wiosny, następowałyby w takim kalendarzu coraz wcześniej. Łatwo policzyć, że za 2167 lat (26 000 : 12) początek wiosny na półkuli północnej wypadałby już o miesiąc wcześniej, tj. 21 lutego.

    Taki kalendarz oderwany od związku z występowaniem pór roku nie byłby zbyt wygodny, toteż wprowadzono pojęcie roku zwrotnikowego. Jest to interwał czasu potrzebny do kolejnego przejścia Słońca przez ten sam punkt równonocy. I właśnie taki rok zwrotnikowy stosowany jest we współczesnym kalendarzu, a trwa on 365 dni 5 godz. 48 min. 46 sek. (365,2422 dnia) i jest krótszy od roku gwiazdowego o ok. 21 min. Zauważmy, że w ciągu takiego roku Ziemia nie wykonuje pełnego obrotu wokół Słońca (360°), ale nieco mniej. Nikomu to jednak nie przeszkadza, za to wszystkie pory roku wypadają zawsze w tych samych miesiącach.

    Pozostaje jeszcze jedna kwestia. W kalendarzu rok musi składać się z całkowitej liczby dni. Widzimy jednak, że z powodu ułamka dnia w długości roku (0,2422) po 4 latach liczonych w dniach całkowitych różnica osiągnie 0,9688, czyli prawie 1 dzień. Dlatego co 4 lata dodajemy w roku ten dzień, aby utrzymać długość roku zwrotnikowego. Pozostającą jeszcze (lecz narastającą) maleńką resztę uwzględnia się znacznie rzadziej.

    Zależność między widokiem nieba a upływem czasu i zjawiskami pór roku interesowała ludzi od zarania dziejów. O motywach podejmowania już w zamierzchłych czasach badań astronomicznych i praktycznym ich wykorzystaniu pisał m. in. W. P. Szczegłow (1978)2. Sięgnijmy za nim do historii starożytnego Egiptu, gdzie do wykonania niezbędnych prac uprawnych, wyprzedzających aktywność Nilu „…konieczne było wiedzieć, kiedy nastąpi wylew rzeki. W tych odległych czasach nie było kalendarza i nikt nie znał długości roku. Dlatego było niesłychanie trudno przewidywać wystąpienie sezonowych zjawisk, włączając przybór Nilu. Problem ten został rozwiązany dzięki obserwacji gwiazd. Zauważono, że Nil występuje z brzegów około 2-3 dni po pierwszym ukazaniu się o brzasku dnia jasnej gwiazdy Syriusza, po długim okresie niewidzialności. Dlatego specjalni obserwatorzy – z reguły kapłani, posiadający całą dostępną wiedzę – obserwowali niebo z dachów wysokich świątyń. Jak tylko zauważyli pojawienie się Syriusza w promieniach wschodzącego słońca, wysyłani byli gońcy do wszystkich części kraju dla ogłaszania nadchodzącego wylewu rzeki.”

    Widzimy, że starożytni Egipcjanie obserwowali konkretną konfigurację (wzajemne położenie) Słońca i Syriusza, a więc zjawiska związane z rokiem gwiazdowym. Nie mogli zatem zbyt długo, np. 1000 lat posługiwać się tą metodą, bo jak wiemy rok gwiazdowy rozmija się nieco z cyklem pór roku.

    Andrzej Marek Żółtowski


    1 Nie należy mylić pozornego ruchu Słońca po ekliptyce z pozornym ruchem dzienno-nocnym. W tym ostatnim bierze udział cała sfera niebieska z gwiazdami i słońcem. Wzajemne położenie gwiazd nie zmienia się, natomiast Słońce przechodzi powoli przez gwiazdozbiory Zodiaku, wracając po roku do punktu wyjścia.

    2Jan Heweliusz, Atlas gwiezdnego nieba, red. W. P. Szczegłow, wyd. 3, Taszkient 1978 [tytuł na okładce w języku rosyjskim, tytuły wewnątrz i teksty w języku uzbeckim, rosyjskim i angielskim], XLVI str., il., 54 + 2 reprodukcje rycin gwiazdozbiorów, 6 s. nlb opisy rycin, format 42 x 30 cm, tutaj tekst s. XLV.

  • Święty Mikołaj, dorośli i dzieci

    Św. Mikołaj

    Św. MIKOŁAJ zm. ok. 342, biskup Miry w Azji. Jeden z najpopularniejszych chrześcijańskich świętych: na Wschodzie, gdzie nazywają go „cudotwórcą”, i Zachodzie, także w średniowieczu, w Polsce. Jego legenda tworzy się w IX-X w., w 1087 szczątki jego miały być skradzione przez kupców włoskich i przewiezione z Miry do Bari, dla większej chwały tego miasta. O życiu jego wiadomo niewiele, a i to jest wątpliwe; miał być obecny na soborze nicejskim i tam zdzielić Ariusza pięścią w szczękę. Jest patronem miasta Aberdeen, dawnej Rosji, kancelistów parafialnych, uczonych, lombardzistów, żeglarzy, małych chłopców, piekarzy, złodziei, podróżnych, dziewic pragnących wyjść za mąż, obrońcą dobytku przed wilkami i ogniem. Przybywa na Boże Narodzenie z podarkami dla dzieci…

    Wyobrażano go w stroju biskupim, z trzema złotymi kulami albo mieszkami ze złotem lub trzema małymi chłopcami, albo kotwicą. Liczne wyobrażenia epizodów z jego życia występowały w sztuce średniowiecznej, na witrażach katedr gotyckich i na freskach renesansowych, malowali go m.in. Fra Angelico i Rafael…

    Legendy i zwyczaje:

    Św. Mikołaj i dziewice. Złota legenda opowiada, jak święty pomógł pewnemu szlachcicowi, tak biednemu, że postanowił zebrać posag dla swych trzech córek, czyniąc z nich ladacznice. Dowiedziawszy się o tym, Mikołaj wrzucił kolejno trzy mieszki ze złotem szlachcicowi przez okno do mieszkania w ciągu trzech następujących po sobie nocy, co pozwoliło obdarzyć dziewczęta posagiem, zachowując je w cnocie.

    Trzej uczniowie. W czasie klęski głodu święty Mikołaj mieszkał u oberżysty, który, nie mając mięsa, zamordował trzech chłopców, pokrajał i posolił ich ciała, zamierzając nakarmić nimi gości. Mikołaj przywrócił chłopców do życia.

    Św. Mikołaj i dzieci. Wg obyczaju niemieckiego w wigilię święta św. Mikołaja ktoś z dorosłych przebierał się w strój biskupi i rozdawał podarki „grzecznym dziatkom”. Obecny zwyczaj, przeniesiony z Niemiec ok. 1840 do wielu krajów świata, nawet niechrześcijańskich, jak np. Japonia, każe wkładać dzieciom w noc wigilijną przed Bożym Narodzeniem do pończoszek zabawki i inne prezenty, w czasie gdy dzieci śpią, aby je znalazły zaraz po zbudzeniu się, albo jak w Polsce, kłaść prezenty w ukryciu przed dziećmi pod drzewkiem.

    W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, 1985, s. 690

  • Uczestnicy XII Zjazdu Związku Rodu Żółtowskich

    Uczestnicy XII Zjazdu członków Związku Rodu Żółtowskich w Mąchocicach Kapitulnych w dniach 8-22 czerwca 2013 r.

    • Bożena Wanda z Warszawy
    • Mariusz i Mirella ze Sztumu
    • Wiesław z Chicago USA
    • Marzena Borzewska z mężem i dzieckiem z Warszawy
    • Bożena Lipińska z mężem z Warszawy
    • Krystyna Żółtowska-Kostrzewa z Warszawy
    • Janina Żółtowska-Olszewska z Wrocławia z córką ze Szwajcarii
    • Mieczysław Jan ze Szczecina
    • Jacek z siostrą z Łodzi
    • Longina z brałem i mężem z Olsztyna
    • Krystyna z Klebarka Wielkiego
    • Stefan senior z żoną Zofią z Warszawy
    • Rafał i Stefania z synem Tomkiem z Korycina
    • Michał i Ewa z Warszawy
    • Daniela Żółtowska-Winiarska z mężem Leszkiem ze Szczecina
    • Edward z Warszawy, ul. Topiel
    • Urszula Żółtowska-Tomaszewska z córką Pauliną z Warszawy
    • Ryszard i Cecylia z wnuczkiem z Suwałk
    • Jarosław z żoną Barbarą ze Skierniewic
    • Natalia ze Skierniewic
    • Jolanta z mężem i córką Natalią z Gorzowa Wielkopolskiego
    • Andrzej Marek z Warszawy
    • Włodzimierz z Mławy Agnieszka i Jarosław z 2-miesięcznym niemowlęciem z Płocka
    • Marcin ze Starogardu Szczecińskiego
    • Kazimierz i Elżbieta z Kutna
    • Piotr z żoną i synem Adasiem z Płocka
    • Wacław i Elżbieta z Łodzi
    • Michał z Lasek
    • Janina z wnuczką Agnieszką z Wrocławia
    • Wojciech i Alicja z Warszawy
    • Władysław z Kielc
    • Tomek z żoną z Łodzi
    • Wanda z Ciechanowca
    • Janusz i Agnieszka z Ozorkowa
    • Bożena Żółtowska-Drożdżal z mężem Marianem z Torunia
    • Andrzej z Płocka
    • Tadeusz z Łodzi
    • Zbigniew z Warszawy
    • Bogusia z Białej k. Płocka
    • Wojciech z Białej k. Płocka
    • Tomasz z córką i synem z Gdańska

    Więcej informacji o przebiegu Zjazdu opublikujemy, jeżeli uczestnicy zdecydują się napisać na ten temat.