Dęblin 1927 – 1994 Skierniewice
Świadomość, że Związek nasz powstał i zaczął żyć dzięki Jego uporowi i pracy upoważnił mnie do odtworzenia drogi życia Zbyszka. By to przybliżyć nam wszystkim, podaję skrócone kalendarium.
Przedwojenne miejsce zamieszkania rodziców Zbyszka – Dęblin, śp. Jego Ojciec bowiem pracował w Szkole Lotniczej.
Wojenne miejsce zamieszkania – Ożarów Kielecki, pow. Opatów.
- 1942 r. – aresztowanie Ojca i wysyłka do obozu Oświęcim; wojna – kilkunastoletni Zbyszek zostaje łącznikiem przy oddziałach partyzanckich – za przykładem starszego brata jest w NSZ;
- 1944 r. – śmierć Matki;
- 1945 r. – Ojciec wraca z obozu Oświęcim ciężko chory na gruźlicę;
- 1945-1946 – pielęgnacja Ojca, który umiera w 1946 r.;
- 1947 r. – zdaje maturę w Szczecinie (po tajnym nauczaniu w czasie wojny);
- 1947 r. – przyjęty na Wydział Architektury Uniwersytetu Wrocławskiego;
- 1945-1948 – opieka nad młodszą siostrą. Umieszcza ją w internacie sióstr de Nótre Dame w Poznańskiem, następnie w internacie przy Liceum Pedagogicznym w Bielsku-Białej. Tam poznaje koleżankę siostry Natalię Stefanowską;
- 1948 r. – zapada na gruźlicę i jest skierowany do sanatorium w Obornikach Śląskich;
- 5 V 1951r. – ślub z Natalią Stefanowską; rodzą się dzieci;
- 1961-1962 – nawrót gruźlicy, dwie poważne operacje;
- 1969 r. – wraz z rodziną przenosi się do Skierniewic;
- 1971 r. – uzyskuje dyplom inżyniera na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Warszawskiej;
- 1979 r. – zakłada przedsiębiorstwo handlowo-hodowlane (kurniki) na Feliksowie k/Skierniewic;
- 1989 r. – kończy budowę domu mieszkalnego przy ul. Feliksów 67 w Skierniewicach, równocześnie likwiduje fermę kurzą;
- 1989-1994 – jest sekretarzem Unii Demokratycznej na województwo skierniewickie; jest radnym miejskim, następnie członkiem Zarządu Miasta; zostaje specjalistą od inwestycji przy Sejmiku Wojewódzkim; organizuje i doprowadza do otwarcia Domu Dziennego Pobytu emerytów w Skierniewicach; do śmierci jest członkiem Rady Parafialnej;
- VII-VIII 1994 – rezygnuje ze wszystkich funkcji, by poświęcić się wyłącznie pracy dla Związku Rodu Żółtowskich.
Gdy spisałem te daty i prześledziłem fakty, uznałem, że Zbyszek nam znany a człowiek, z którego życiem dano mi się zapoznać, to są dwie różne osoby. Niektóre dane z kalendarium wskazują, że był człowiekiem obdarzonym niezniszczalnym zdrowiem, energią „przenoszącą góry”.
Lecz cóż wtedy począć z pielęgnacją chorego ojca, z opieką – niemal matczyną – nad siostrą? A cóż począć z naszymi wspomnieniami o nim? – Zbyszek apodyktyczny? przenigdy.
Zbyszek „przenoszący góry”? – skądże. I owszem świetny organizator, człowiek, któremu wszystko się układa, ale przecie zawsze zgodny, zawsze pogodny, zawsze ku ludziom.
Być to więc musi inna osoba.
W realiach lat siedemdziesiątych członek Zarządu Miasta czy radny popadał zawsze w kolizje, nawet jeśli nie wspinał się po drabinie awansów partyjnych. Dlaczego więc Zbyszek nie popadał w kolizje?
Próżno szukając logicznego powiązania zdarzeń i charakteru uznałem, że Zbyszek posiadł „tajemny klucz”, którym wiele, jeśli nie wszystkie, zamki otwierał. Klucz ten pozwolił mu namówić mnie do współorganizowania Związku i na pewno tym samym kluczem przywodził do decyzji i zgody na posiedzeniu Rady Miasta czy Zarządu.
Tajemny klucz Zbyszka?!
Inżynieria lądowa? a może tylko i jedynie niewzruszone wewnętrzne przekonanie, że trzeba działać, by innym pomóc. Że rzeczywiście trzeba innym pomóc, ponieważ ludzie nie przemieszkują oddzielnie na indywidualnych, bezludnych wyspach, że każdy z każdym winien i musi zbudować most. Inżynieria lądowa? Tak, lecz nie inżynieria betonowych schronów, a inżynieria łączności między ludźmi. Budowanie mostów bo most to pomost. Bo most czy pomost to coś wspólnego. Z tej i z tamtej strony zeń korzystają i każdy nań wyrazi zgodę. A każde budowanie wymaga solidnego fundamentu.
W końcu tak bym to określił. Zbyszkowy „tajemny klucz” to fundament poczynań naszej rodziny. Ten sam, który wysunął Żółtowskich na czoło społeczności Wielkopolski w dziewiętnastym wieku i ten sam, którym mamy posługiwać się dzisiaj.
Pisząc te słowa przed Świętami składam wszystkim życzenia, by każdy z nas usiłował znaleźć „tajemny klucz” śp. Zbyszka.
Andrzej Ludwik z Warszawy
Dodaj komentarz