Korespondencja Michała z Lasek z Żółtowskimi (drugi list do Krystyny – Kici ze Szczęsnego)

Autor:

w

                                                                                                                                                              Żułów. 1.IV.98 r.

Kochana Krysiu, Kiciu

                Jesteś naprawdę bardzo miła, że zadałaś sobie trud napisania tak długiego listu. Dziękuję za to, że zamiast skrytykować moje wspomnienia wojenne, znalazłaś w nich dobre strony. W rzeczywistości ta kampania była zaledwie początkiem, a to co przeżyła większość Polaków później było straszne. Na razie dopiero przejrzałem wspomnienia twego teścia. Mam rację określając je jako makabryczne. Można podziwiać postawę tych Polaków, którzy nie stracili ducha w tych okropnych sytuacjach obozowych czy więziennych. Teraz wyszło po 1989r. kilka tomów „Wspomnień Sybiraków” – jak dotąd osiem. Przeczytałem kilka i jestem pod wrażeniem brakiem nienawiści z jakim piszą autorzy o NKWD i innych władzach. To jest ładna cecha Polaków, że umiemy przebaczać. A ile tam troski wzajemnej o przetrwanie. Matka z córką które odwiedzały syna zamkniętego w obozie przeszły w ciągu  2. lat 800 km po zaspach, tajgach, przechodząc rzeki, żeby mu donieść żywność ………..wyleczył tam gruźlicę. Wszystko przetrzymał i chyba poszedł do wojska polskiego.

Patrząc na tyle zła panoszącego się w kraju, trzeba dostrzegać też sumę dobra, która nadal jest wielka. Mam okazję czytywania „Niedzieli” i „Gościa Niedzielnego”. Ta lektura pokazuje właśnie to nieznane, a często szkalowane dobro.  Interesują mnie np. szczegóły dotyczące nowych szkół katolickich. Ta z Bydgoszczy, której absolwenci wygrywają olimpiady, błyszczą poziomem wykształcenia i kultury, a szkoła musi znieść ciągłe szykany władz. Jest tych szkół jeszcze około 170, a  niektóre naprawdę wybijają się i może wydadzą ludzi zdolnych mądrze rządzić krajem.

                Na naszych zjazdach trudno zaplanować rozmowy, ale myślę, że jeśli znajdziesz trochę czasu, to mielibyśmy o czym porozmawiać.

W Wilnie byłem przed wojną dwa razy. Mieszkałem z dobrym przyjacielem z tamtych stron i nauczyłem się cenić tamtejszych ludzi. Mieli wiele cech brakujących Polakom z innych dzielnic. Ich patriotyzm był wspaniały, pociągający. Znajomi, którzy służyli w kresowych pułkach byli pod wrażeniem ideowości korpusu oficerskiego. Teraz Wilno jest po części zakłamane fałszywymi informacjami o jego historii, a po części zatarto jego polski charakter.

Przed wojną Wilno było typowym miastem uniwersyteckim. Wyższe uczelnie nadawały sens całemu życiu, profesorowie prowadzili otwarty dom, schodzono się u nich na dyskusje.  A „Słowo Wileńskie” należało do najlepszych pism w Polsce. Na tygodniu społecznym Odrodzenia we Lwowie, grupa odrodzeniowców z Wilna  wyróżniała się zwartością, poziomem i liczebnością.

Jest mało znany fakt historyczny, że ok. 1390 r. gdy Wilnu groził atak ze strony Krzyżaków, z Polski przybyła pomagać im w obronie grupa rycerzy. Wówczas jeszcze nie śniło się o Unii. A tego na pewno Litwini dzisiejsi nie wiedzą.

Rozpisałem się, może nadmiernie.

Raz jeszcze dziękuję Ci Kiciu, za życzliwe  przeczytanie moich wspomnień i za przesłanie wspomnień Twego teścia, rączki Ci całuję i najserdeczniej pozdrawiam.

                                                                                                                                                              MICHAŁ

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *