Kilka anegdot o Zamoyskich

Mój ojciec, Jan Żółtowski z Czacza, opowiadał ich wiele, gdyż dobrze znał wielu ludzi z tego rodu. W szkole średniej w Lesznie kolegował z trzema: na pewno z Maurycym, późniejszym ordynatem, może z Adamem i Tomaszem, o których najwięcej od niego słyszałem.

Mój pradziad, Marceli Żółtowski z Czacza, żonaty był z Józefą Mycielską, córką Franciszka. Jej młodsza siostra, Anna, wyszła za Jana Zamoyskiego z Podzamcza. Młodzi Zamoyscy spędzali wakacje w Czaczu u swego wuja, Marcelego, a Konstanty Zamoyski zapraszał mego ojca do Kozłówki.

Jan Władysław Zamoyski

Zamoyski pod Byczyną
Jan Matejko, „Zamoyski pod Byczyną, 1884, olej

 

Zacznę od przytoczenia tego, co słyszałem o Janie Władysławie Zamoyskim z Podzamcza. Był żonaty z Francuzką, Ludwiką Eugenią Pelissier, księżniczką de Malakoff. Będąc z nią w Wiedniu, chciał, by została mianowana damą dworu na dworze cesarskim. Takie były wtedy zwyczaje w rodzinach arystokratycznych. Tu jednak zaczęły się trudności. Na dworze istniała specjalna komisja mająca o takiej nominacji decydować. Jej dochodzenia wypadły negatywnie. Ojciec młodej Zamoyskiej, marszałek Pelissier, choć nosił tytuł książęcy nadany przez Napoleona III za zdobycie twierdzy w czasie wojny krymskiej, nie pochodził ze szlachty. Dama dworu musiała posiadać aż 16 świadectw swego szlacheckiego pochodzenia, wliczając w to dziadków i pradziadków.

Rozgniewany odmową Jan Zamoyski udał się do pracowni Jana Matejki w Krakowie i zamówił dużych rozmiarów obraz historyczny, przedstawiający hetmana Jana Zamoyskiego prowadzącego w triumfalnym pochodzie wziętego do niewoli pod Byczyną arcyksięcia Maksymiliana z Habsburga. Obraz ten, wystawiony w Wiedniu, wzbudził wiele wesołości wśród przebywających tam Polaków. Niestety, spłonął on później w Powstaniu Warszawskim.

Tomasz „Lew” Zamoyski

Kszyk (bekas)
Kszyk (bekas)

Mój stryj, Józef Żółtowski z Kocka, był żonaty z Marią Zamoyską, dlatego często bywali u niego jej krewni. Kiedyś, wczesną jesienią, urządził polowanie na kaczki. Stawy rybne były już po większej części spuszczone, natomiast roiło się na nich od bekasów zwanych kszykami. Wiał silny wiatr, kszyk ma lot szybki, nieco chwiejny, toteż strzały były bardzo trudne. Wśród myśliwych wyróżniał się Tomasz Zamoyski, zwany Lwem. Po prostu nie chybiał. Gdy wieczorem padły zaproszenia na inne atrakcyjne polowania, Tomasz Zamoyski na wszystkie odpowiadał negatywnie.

Zapraszający zaczęli się denerwować, bo tak sławny myśliwy wszędzie był mile widziany, on jednak wyjaśnił wkrótce przyczynę odmowy. Miał umówione spotkanie na granicy z Arabem, którego zaprosił, by mu pokazać Polskę. Na to obecni zaczęli się śmiać: „Co, dla jakiegoś tam Beduina chcesz stracić okazję udziału w świetnym polowaniu?” „Nie jest to jakiś tam Arab, ale człowiek, który ocalił mi życie” – odpowiedział. I popłynęła opowieść o niecodziennym zdarzeniu. W czasie polowania na lwy Zamoyski czatował ukryty w trzcinowym szałasie. W pewnej chwili ukazał się lew. Tomasz wyszedł z budy, strzelił do atakującego go drapieżcy, lecz trafił w przednia łapę. Rozwścieczony lew rzucił się na niego. W krytycznej chwili Beduin, przewodnik, składający przysięgę na wierność gościom, półnagi, wyskoczył do przodu i wbił oszczep w bok lwa. To dało czas Zamoyskiemu na drugi, tym razem śmiertelny strzał.

Adam Zamoyski z Wysocka

K. Wierusz-Kowalski, "Otrąbienie"
K. Wierusz-Kowalski, „Otrąbienie”

Przez cale prawie życie mój Ojciec przyjaźnił się z Augustem Cieszkowskim, synem filozofa. Powszechnie zwano go „Gugą”. Nie wiem, jak i gdzie poznał się on z Adamem Zamoyskim z Wysocka, lecz niewątpliwie znali się dobrze. Adam był doskonałym jeźdźcem. Cieszkowski nie mógł się napatrzeć na sylwetkę Zamoyskiego na koniu i mawiał, że tworzą razem jedną całość. Na ujeżdżalni była okazja pokazania konia w różnych chodach i jazda taka miała w sobie coś bardzo pięknego, coś ze sztuki.

Adam Zamoyski dzierżawił we wschodnich Karpatach łowisko, w którym spędzał okres rykowiska jeleni. Były to wówczas niemal dziewicze puszcze, pełne najrzadszej zwierzyny: żbików, rysiów, niedźwiedzi. Wieczory spędzano przy ognisku, słuchając gawęd Zamoyskiego. Miał niezwykły talent gawędziarski. Cieszkowski, człowiek wielkiego wykształcenia i wiedzy, nie mógł odżałować, że nikt opowiadań Adama Zamoyskiego nie spisuje.

W Wiedniu na Praterze stała strzelnica niepodobna do innych. Strzelający miał za zadanie trafić z broni małokalibrowej celuloidową kulkę, jedną spośród kilku, unoszących się nad bijącą fontanną. Trafienie jednym strzałem dwóch kulek wywoływało nieoczekiwany efekt. Z boku siedział na drążku żywy Murzyn. Przestrzelenie dwóch kulek powodowało, że on nagle przewracał się do tylu. Pewnego razu przyjechało do Wiednia trzech Zamoyskich, Adam, jego brat Władysław i Tomasz, lub jeszcze jakiś inny. Ci świetni strzelcy wkrótce znaleźli sposób, by trafiać jednym strzałem dwie kulki. Większości wiedeńczyków to się nie udawało. Biedny Murzyn, który ciągle przewracał się na wznak, w końcu tak się rozzłościł, że zaczął złowrogo błyskać białkami oczu w stronę strzelających.

Maurycy Zamoyski

Komitet Narodowy Polski w Paryżu (1917-1919).
Komitet Narodowy Polski w Paryżu (1917-1919).

Przed II wojną światową uchodził za najlepszego strzelca w Polsce, choć trzeba przyznać, że był również w innych kierunkach utalentowany. Miał doskonałego strzelca, który na stanowisku kładł się na ziemię i trzymał w ręku nabitą dubeltówkę. Maurycy, wystrzeliwszy oba naboje, upuszczał swoją w jego ręce i chwytał w powietrzu podrzuconą drugą nabitą. Ze stada pędzonych na myśliwych kuropatw potrafił zestrzelić cztery. Dwie pierwsze na dużą odległość przed sobą, potem zmieniał strzelbę i do odlatujących oddawał jeszcze dwa trafne strzały. Opowiadano, że dwa razy w życiu udało mu się ustrzelić pięć, zmieniając po raz drugi dubeltówkę.

Maurycy Zamoyski przez jakiś czas jeździł na konnych wyścigach z przeszkodami, tzw. steeplach. Z reguły wygrywał. Grał świetnie w bilard. Henri Gaube, wychowawca synów Maurycego, nieraz widział, jak w pokoju ze stołem bilardowym wieczorem, po pracy, pan domu ustawiał kule w najtrudniejsze zestawy. Zawsze jednym uderzeniem wszystkie trafiał. W Szwajcarii, gdy wraz z Romanem Dmowskim prowadził Polski Komitet Wykonawczy, przekształcony potem w Komitet Narodowy Polski, grał wiele w bilard. Miało to wtedy szczególny cel, gdyż Komitet nie miał z czego pokryć wysokich wydatków na swą działalność. Zamoyski grą w bilard po wysokich stawkach zdobywał na to pieniądze. Dopiero pod koniec wojny udało mu się odblokować konta w kijowskim banku i doprowadzić do przekazywania odpowiednich sum do Szwajcarii. Te fakty opowiadał mi syn Maurycego, Jan Zamoyski.

Jan Matejko, „Kazanie Skargi”, olej 1864

Jan Zamoyski – ostatni ordynat

Jan Matejko, "Kazanie Skargi", olej 1864
Jan Matejko, „Kazanie Skargi”, olej 1864

Istnieje o nim więcej pozycji pisanych niż o innych członkach rodu. Spróbuję dorzucić parę może mniej znanych szczegółów.

Tę informację zawdzięczam jednej ze stryjecznych sióstr, Róży Zamoyskiej, żonie Jana. „Słyszy się o Jasiu, mówiła, że jest antysemitą, ale mało kto wie o tym, co zrobił w okresie okupacji. Jak w bagażniku samochodu należącego do Ordynacji wywiózł z getta żonę kupca drzewnego, z którym prowadził interesy. Potem wrócił i tak samo wywiózł jej męża.” Takie sprawy Niemcy załatwiali rozstrzeliwaniem na miejscu, bez odwołania się do sądu.

Przez przypadek stałem się świadkiem udziału Jana Zamoyskiego w jego akcji ratowania dzieł sztuki pozostałych w Warszawie po Powstaniu. Było to około połowy października 1944 r. Pracowałem w Minodze pod Skałą o 10 km od Ojcowa, do którego wprowadził się Jan Zamoyski z rodziną, gdy Sowieci zajęli Lubelszczyznę. Udało mu się uratować odkrytą ciężarówkę i zdobyć do niej paliwo. Należało to wówczas do rzadkości. Pamiętam wieczór, gdy już się ściemniało, jak Jan Zamoyski wyjeżdżał do Warszawy po obrazy dla znajomych, którzy zostawili adresy swych mieszkań w stolicy. W tym czasie Niemcy burzyli i palili kamienice jedne po drugich. Z opowiadań dowiedziałem się, że nie była to jedyna tego rodzaju wyprawa. Wyjeżdżał wieczorem, gdyż nocą ruch na szosach był mniejszy, natomiast każdy taki wyjazd łączył się z niemałym ryzykiem. Zamoyskiemu bardzo przydawała się doskonała znajomość niemieckiego języka. W ten sposób udało się uratować wiele dzieł sztuki.

Władysław Zamoyski z Kórnika

Stara pocztówka, Kraków 1902 r. mal. Eliasz Radzikowski, tekst Ludwik Solski (Sosnowski)
Stara pocztówka, Kraków 1902 r. mal. Eliasz Radzikowski, tekst Ludwik Solski (Sosnowski)

Wiele o nim pisano. Gdy byłem w gimnazjum w Poznaniu, miałem kolegę rodem z Kórnika. Z opowiadań jego łatwo było wywnioskować, co mieszkańcy tego miasteczka sądzili o Zamoyskim. Oceniali go, przede wszystkim, jako dziwaka. Pewno nic albo mało wiedzieli o jego znajomościach i przyjaźniach, przynależności do III Zakonu św. Franciszka itp. „Sypia na stole, nosi ze sobą woreczek z zimną kaszą hreczaną i tym się żywi.” Taka była raczej pogardliwa ocena tego człowieka.

Ciekawy szczegół o nim słyszałem z ust śp. Praksedy Stark, rodem z Wielkopolski, długoletniej księgowej w jednej z placówek Zakładu w Laskach. Opowiadała mi, jak przed I wojną światową chciała zachłysnąć się „powietrzem z Polski” w latach ucisku przez rząd pruski. Zamówiła sobie pokój w pensjonacie w Zakopanem i ruszyła w drogę. Po długiej podróży, gdy dotarła na miejsce, zobaczyła długi rząd dorożek konnych i stojących przy nich górali w swoich strojach. Spostrzegłszy bryczkę zaprzężoną w parę dobrych koni, a obok urodziwego górala, poprosiła go, by zawiózł ją do pensjonatu. Gdy tam dojechali, furman pochwycił walizki pani Stark i zaniósł jej do pokoju. Kiedy chciała mu zapłacić, skłonił się nisko i powiedział: „Bardzo dziękuję, Zamoyski jestem” – i zapłaty nie przyjął. Wskoczył na kozioł i odjechał. Tak zabawiał się czasem Władysław Zamoyski.

W 1952 r. przebywałem jakiś czas w Zakopanem u Ludwika Hieronima Morstina, dramaturga, i jego żony, Janiny z Żółtowskich. Oboje przenieśli się tam krótko po wojnie, a Ludwikowi miejska rada narodowa zaproponowała stanowisko jej członka. Zaczęły się lata nasilającej się propagandy komunistycznej i radni chcieli pochwalić się przed władzami swą prawowiernością. Wysunęli wtedy projekt przemianowania jednej z głównych ulic miasta z Zamoyskiego na nazwisko jakiegoś lewicowego działacza. Ludwik, przygotowawszy się dobrze, wystąpił na zebraniu rady z argumentacją przeciwną. Nie tylko, że Władysław Zamoyski ocalił od zniszczenia lasy w Tatrach i darował je miastu, tworząc Park Narodowy, lecz również on wyłącznie przyczynił się do budowy linii kolejowej z Krakowa do Zakopanego. Rząd austriacki kategorycznie tego odmawiał. To zadecydowało o pozostawieniu niezmienionej nazwy jego ulicy.

Michał Żółtowski z Czacza

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *