Często bywa tak, że jakieś rocznice skłaniają nas do wspomnień. Moje wspomnienia związane są ze śp. Zbigniewem ze Skierniewic, głównym inicjatorem reaktywowania Związku Rodu Żółtowskich. W tym roku minęło 10 lat od śmierci Zbigniewa i 12 lat od pierwszego organizacyjnego zjazdu. To między innymi dzięki Zbigniewowi 7 kwietnia 1993 r. dokonano rejestracji Związku Rodu Żółtowskich.
Moje wspomnienia związane są jednak z drugim Zjazdem Rodu w Zajączkowie. W 1993 r. otrzymałam krótki list od Andrzeja Żółtowskiego z Gliwic. Pisał o możliwości wstąpienia do Związku i podał adres kontaktowy do Zbigniewa.
Przyznam, że list ten wprawił mnie w ogromne zdumienie i zaciekawienie. Natychmiast pomyślałam, że być może pragnienie mojego ojca się spełni. W moim domu była monografia Rodu Żółtowskich, której autorem jest Franciszek ze Zdzieszyna (odnoga mszczonowska), a więc z rodzinnej miejscowości mojego ojca. Tata w chwilach wspomnień często mówił, że dobrze byłoby spisywać dalsze dzieje naszego Rodu. Niestety stan zdrowia i przedwczesna śmierć nie pozwoliły mu na urzeczywistnienie tych zamierzeń. Ale to marzenie spełniło się, dalszy ciąg naszych dziejów spisali inni Żółtowscy – wspaniali Żółtowscy.
Tak więc napisałam list do Zbigniewa. Potem rozmawialiśmy przez telefon, a że rozmowa była bardzo miła, postanowiłam pojechać do Zajączkowa – był to drugi Zjazd Rodu.
Kiedy termin Zjazdu zbliżał się, byłam coraz bardziej zdenerwowana i pełna niepokoju. Miałam spotkać ludzi, których nie znałam, nie wiedziałam, jak będę przyjętą i nie wiedziałam czego oczekiwać po tym spotkaniu. Pomyślałam jednak, że takich „nowych” osób jak ja będzie więcej – więc w drogę.
Pamiętam, że tego dnia pogoda była bardzo ładna. Dojeżdżając ujrzałam urokliwy biały pałacyk. Pierwsze wrażenie było miłe, ale co dalej, z kim rozmawiać, jak znajdę Zbigniewa. Nagle wychodzi mężczyzna o bardzo przyjaznej twarzy, wyciąga rękę i przedstawia się: „Jestem Zbigniew”. Ulga. Zbigniew od razu przypomniał sobie naszą rozmowę telefoniczną i powitał mnie jak kogoś bliskiego – „Jak dobrze, że przyjechałaś”. Po chwili rozmowy miałam wrażenie, że znam Zbigniewa od dawna. Jego serdeczność, ciepło, urok osobisty, były dla mnie niesamowicie miłym zaskoczeniem.
Być może właśnie to pierwsze spotkanie ze Zbigniewem sprawiło, że ciągle niecierpliwie czekam na następne zjazdy rodzinne i przyjeżdżam na nie już od jedenastu lat.
Wspomnienie tego pierwszego spotkania ze Zbigniewem sprawia, że moje myśli o Nim są zawsze bardzo ciepłe i łza kręci się oku, że niestety nie ma Go już wśród nas.
Dodaj komentarz