Bóg obdarzył mego syna talentem


Wspomnienia

Koncert Karola – 2005r.
Koncert Karola – 2005r.

Karolek już w żłobku, a potem w przedszkolu chętnie śpiewał, tańczył, recytował wierszyki. Dzieci wychowywałam sama. Byliśmy z mężem pracownikami budownictwa, ale nastał czas, gdy zaczęto likwidować przedsiębiorstwa. W Biurze Projektów (gdzie pracowałam) z sześciu pracowni została jedna. Wszystko doprowadzono do upadku i sprzedano. Zostaliśmy z mężem bezrobotni. Mój mąż Kazik zdecydował się w tej sytuacji na wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy, wyjechał „za chlebem”.

Bałam się, czy podołam obowiązkom. Działka ogrodnicza prawie sześć arów, oddalona od bloku, gdzie mieszkamy, 11 km, dwoje małych dzieci: Milenka – nasza starsza córka – 9 lat i Karolek 5. Wesołość Karolka sprawiała, że optymistycznie patrzyliśmy w przyszłość – przy nim zapominało się o zmartwieniach. Milenka uczyła się bardzo dobrze, był to również powód do radości.

Karolka przygoda z muzyką rozpoczęła się w wieku ośmiu lat. Pod koniec roku szkolnego 1993/94 w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej pani od muzyki zaproponowała, by zapisać go do Szkoły Muzycznej. Z powodu nadmiaru obowiązków odłożyłam tę sprawę. Jednak Karol nie ustępował, nalegał, był uparty. Zadzwoniłam więc do sekretariatu i usłyszałam, że egzamin jest następnego dnia. Tak więc Karolek poszedł na egzamin nieprzygotowany, zestresowany. Milenka też przyszła na egzamin. Chciała zdawać do klasy fortepianu, lecz komisja nie dopuściła jej do egzaminu, ponieważ była już za duża (miała 12 lat). Komisja zaproponowała jej naukę gry na gitarze. Dzieciom niestety zabrakło kilku punktów – nie zostali przyjęci do szkoły, ale zaproponowano im kurs muzykowania. Kurs miał na celu zdobycie podstawowych umiejętności gry na instrumencie. Milenka uczyła się więc gry na gitarze, a Karol na akordeonie.

Wkrótce Karol jako jedyny z klasy akordeonu wystąpił na koncercie z uczniami ze Szkoły Muzycznej. Byłyśmy z Milenką dumne z niego, ucałowałam jego „zdolne” paluszki.

W maju 1995 roku przystąpił ponownie do egzaminu i został przyjęty do Szkoły Muzycznej. Profesor Karola Andrzej Kwas, który uczył go na kursie muzykowania, powiedział, że komisja egzaminacyjna była zachwycona, jak to określiła, „wybitnie zdolnym chłopcem”.

Pan Bóg obdarzył go talentem muzycznym, a my rodzice postanowiliśmy rozwijać jego zdolności. Kupiliśmy akordeon, najpierw używany, pomyślałam bowiem, że może to tylko słomiany zapał, może nie będzie chciał grać. Nowy akordeon był dużo droższy. Karolek zdawał sobie sprawę, że czeka go ciężka praca, że codziennie będzie musiał ćwiczyć co najmniej trzy godziny, że trzeba być systematycznym, mieć silną wolę i dużo samozaparcia.

Karolek chętnie ćwiczył. Sam pamiętał, nie musiałam mu przypominać, brał instrument i mówił: „Chodź, mój kochany, na kolanka” i ćwiczył. Latem po szkole koledzy grali w piłkę, jeździli na rowerach, a Karolek ćwiczył swoje sonaty, menuety, etiudy i przy pianinie kształcenie słuchu. Kupiliśmy nowe pianino (jako obowiązkowy przedmiot do każdego instrumentu musi być pianino). Kiedy Karol ćwiczył na pianinie, to dzieci pod balkonem tańczyły. Wtedy wynosiłam przed blok krzesło i akordeon, a on grał. To była pierwsza publiczność Karolka.

Tak więc Karol został uczniem Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Fryderyka Chopina w Olsztynie w klasie akordeonu. Profesor Kwas już go nie puścił, prowadził go przez cały I stopień, to znaczy sześć lat i rok kursu muzykowania. W pierwszej klasie Karol „przeskoczył jeden rok” i poszedł od razu do trzeciej klasy. W latach 1996-1998 uczęszczali z Milenką do Centrum Tańca. Szkoła zakończyła się dyplomami za uczestnictwo z wyróżnieniem w kursie tańca, w kategorii brąz, srebro i złoto.

W 1993 roku zrobiłam prawo jazdy i kupiliśmy nowego „malucha”. Rano wiozłam Karolka do Szkoły Podstawowej, potem jechałam na działkę, a przed wieczorem po jego lekcjach, wracając z działki, zabierałam Karolka. Gdy był w Gimnazjum kupiliśmy mu skuterek, więc jeździł do szkoły już sam. Z czasem zamienił skuter na motor Kavasaki, który kupił za swoje pieniądze (ma go do dziś). Kiedy miał mniej lekcji w Szkole Muzycznej, przyjeżdżali z Milenką po szkole na rowerach z tornistrami do mnie na działkę. Tu odrabiali lekcje, potem robiliśmy grilla. Karol wszędzie słyszał muzykę. Śpiew ptaków, rechot żab, spadające krople deszczu, dzwoniące o parapet, zamieniały się w piękną muzykę.

W Szkole Podstawowej, a potem w Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące uczył się jednocześnie w dwóch szkołach w systemie dziennym. Syn profesora Oskar jest rówieśnikiem Karola. Urodził się jeden dzień wcześniej w tym samym szpitalu. Matka Oskara pracowała wtedy w Filharmonii Olsztyńskiej. Ona, wychodząc do domu ze szpitala, pożegnała się ze mną i powiedziała, że w życiu na pewno się spotkamy. Okazało się, że Oskar grał na skrzypcach – i tak obaj chłopcy się zaprzyjaźnili.

Co pół roku uczniowie grają przed komisją, która ocenia ucznia, i profesor prowadzący wystawia wspólną ocenę. Często na egzamin uczniów przyjeżdżał rektor z jakiejś Akademii Muzycznej w Polsce w poszukiwaniu najzdolniejszych muzyków. Przed egzaminami były koncerty dla rodziny, przyjaciół, tak zwany popis. Bardzo przeżywałam każdy egzamin syna. Kiedy Karol był starszy, nie chodziłam na egzaminy ani na popisy.

Kiedyś Karol wystąpił w restauracji Staromiejska w Olsztynie. Był to popis klasy fortepianu i organów mgr. Jarosława Ciecierskiego. Syn prosił, bym nie przychodziła. Ale zamówiłam wcześniej stolik w restauracji w takim miejscu, żeby mnie nie widział. Kiedy Karol uderzył w klawisze, ja po cichutku weszłam na salę, a kiedy kłaniał się publiczności, zrobiłam mu zdjęcie. I wtedy mnie zobaczył. Podszedł do mnie i powiedział: „Mamo, jak dobrze, że jesteś”.

Karol jest uzdolniony także plastycznie. Wszystkie jego prace ręczne w Szkole Podstawowej (rysunki czy np. palmy) były wyróżniane. Znajdowały się na wystawie. Zabrakło czasu na kształcenie tych zdolności. Karol interesuje się nie tylko muzyką i tańcem, uwielbia także motory i samochody.

Chcąc dostać się do Liceum Ogólnokształcącego, w ostatniej klasie Gimnazjum wziął urlop roczny ze Szkoły Muzycznej. Musiał przystąpić do egzaminu ponownie, ale przez rok ćwiczył w domu: dostał cały program do przerobienia już bez kierownictwa profesora.

Profesor Tomasz
Michalak oraz Karol z rodzicami. Recital dyplomowy - 2007r.
Profesor Tomasz Michalak oraz Karol z rodzicami. Recital dyplomowy – 2007r.

W II stopniu edukacją Karola zajął się mgr Tomasz Michalak, muzyk, młody człowiek. To był Wydział instrumentalny, sekcja instrumentów klawiszowych – również 6-letni cykl nauczania. Karol lubił swojego profesora, świetnie się rozumieli, profesor po lekcjach opowiadał mu o swoich koncertach w USA. Przysłał mu też nagraną swoją płytę. Karolowi potrzebny był ojciec na co dzień, do profesora mógł się zwracać ze wszystkim jak do ojca.

Olsztyńska Szkoła Muzyczna ma wysoki poziom nauczania, więc nie wszyscy koledzy podołali obowiązkom. Do dyplomu z klasy akordeonu doszły tylko dwie osoby: Karol i jego koleżanka.

W jego życiu były też chwile zwątpienia, załamania, zwłaszcza przed maturą. Liceum profilowane, cztery przedmioty rozszerzone: biologia, chemia, geografia i fizyka. W Szkole Muzycznej przygotowanie się do dyplomu, zaliczanie wszystkich przedmiotów z 12 lat.

Karol wracał wieczorem do domu zmęczony (czasem o 23:00). W Filharmonii odbywały się koncerty, uczniowie mieli obowiązek na nich być, w dodatku nagrywali płyty „Oratorium do Bożego Miłosierdzia” do słów siostry Faustyny Kowalskiej. Kompozytor Zbigniew Małkowicz z zespołem Lumen. Prosiłam Karolka, żeby modlił się do Ducha Świętego o oświecenie umysłu, widziałam jak brał krzyż, który otrzymał podczas Sakramentu Bierzmowania. Często, kiedy nie mógł zostać na Mszy Świętej, wstępował do kościoła znajdującego się obok jego szkoły przed lekcjami albo przed egzaminem.

Modliłam się, prosiłam Boga, żeby wytrzymał, a potem dziękowałam za każdy zdany egzamin.

Jego profesor mówił, że Pan Bóg obdarzył go talentem i będzie od niego więcej wymagał niż od innych. Chodziło o słuch absolutny, nie wszyscy muzycy go mają. „Bądź silny, Karol, dasz sobie radę, nie rezygnuj!”. Karol schudł, zbladł, uczył, się, ćwiczył, zawziął się, powtarzał „nie poddam się, ja jestem Żółtowski”. Maturę w Liceum zdał, ale jeszcze został mu rok dłużej Szkoły Muzycznej.

Karol został dowartościowany na Zjeździe Rodzinnym w Popowie Kościelnym. W Zamościu podniósł się na duchu. Wszyscy Żółtowscy przyszli na jego koncert. Dziękuję Wam za to. Szczególnie chcę podziękować Rafałowi z Korycina za świetne wyczucie sytuacji. Mam na myśli ten „koszyczek”, tu nie chodzi o pieniądze, ale o fakt. A także Bożence z Ursusa za modlitwę różańcową. Odczuł, że się nim ktoś interesuje, że nie jest nam obojętny. Dziękuję Wam za okazanie mu sympatii. To wszystko sprawiło, że podniósł się z upadku i ma ambicje uczyć się dalej muzyki.

Będąc w klasie maturalnej w Liceum, w Szkole Muzycznej do skończenia zostały mu dwa lata, brał prywatne lekcje z kształcenia słuchu i harmonii. Profesor obiecał, że przez dwa lata spokojnie przygotuje go na studia.

W szkole odkryli u niego jeszcze jeden talent – połączenie muzyki z elektroniką. Karol za pieniądze zarobione w Niemczech kupił głośniki – 7 sztuk, amplituner i wszystko co było potrzebne, żeby urządzić małe studio. Kupował magazyny muzyczne i zagłębiał się w to wszystko. Tu widział swoją przyszłość. Był ciekaw, czego wymagają na studiach, żeby za rok zdawać. Złożył dokumenty i pojechał do Katowic na egzamin. Złożył, świadectwo maturalne do ukończenia Szkoły Muzycznej – został mu rok.

Było około 170 podań, a przyjęli tylko osiem osób. Wkrótce otrzymaliśmy list z uczelni z zawiadomieniem, że został przyjęty na studia. Radość niesamowita. Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, Wydział Kompozycji Interpretacji, Edukacji i Jazzu. Kierunek jazz i muzyka estradowa, specjalność: realizacja nagłośnienia. Na roku studiuje z nim syn Stanisława Sojki Antoni z Warszawy. Karol ma praktykę w Radio Katowice, w telewizji, gra w uczelnianym zespole „Bigbend”.

W 2007 roku w maju zagrał recital dyplomowy, skończył Szkołę Muzyczną I i II stopnia i dostał się na wymarzony kierunek studiów muzycznych.

Wszyscy przyczyniliśmy się do tego, że nie zrezygnował ze szkoły, wspieraliśmy go w trudnych chwilach, okazaliśmy mu serce i miłość. To Pan Bóg daje mu moc. W ubiegłym roku na uczelni z języka angielskiego mieli studenci przygotować „na opłatek” kolędy angielskie i przywieźć swoje instrumenty. Wokalista z Warszawy słyszał, jak Karol gra na akordeonie i zaproponował nagranie płyty z jego zespołem. Karol koncertował między innymi w Klubie Jazzowym w Warszawie, na Dzień Dziecka w parku im. Sowińskiego w Warszawie na Woli, na urodziny Stanisława Sojki w Giżycku, na II Festiwalu Jazzowym w Katowicach.

Byliśmy bezrobotni ale dzięki łasce Bożej i swojej pracowitości wyszliśmy z biedy, znalazły się pieniądze na instrumenty muzyczne, dodatkowe lekcje dla dzieci i jeszcze na budowę domu.

Karol wyjechał na studia do Katowic, nie ma mi kto grać, zostałam sama. Jest mi smutno, przeważnie w długie zimowe wieczory. Było nas czworo, teraz każdy jest gdzie indziej. Ale już niedługo wiosna, rozpocznie się praca na działce. Przy domku choć jeszcze nie wykończony, też mam warzywa i kwiaty. No i nasze rodzinne spotkanie z Wami Kochani, już nie mogę się doczekać.

To z Radia Maryja w 2000 roku dowiedziałam się, że delegacja z Rodu Żółtowskich jest u Ojca Świętego. Przebieg spotkania relacjonował ojciec Piotr Andrukiewicz i mówił, że w procesji z darami idzie Ród Żółtowskich. Bardzo zapragnęłam Was wszystkich poznać. Kilka lat wstecz moja mama mówiła mi, że w mojej byłej parafii w Szreńsku był student i pytał o Żółtowskich, szukał dokumentów. Teraz wiem, że był to śp. Michał z Łodzi.

Moje marzenia się spełniły, kiedy wieczorem 13 lutego 2002 roku w środę popielcową zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałam męski głos, przedstawił się Rafał Żółtowski z Korycina z informacją o XI Zjeździe Rodu Żółtowskich w Pobierowie.

Przyjechaliśmy do Pobierowa i odtąd już jesteśmy z Wami.

Lonia Żółtowska z Olsztyna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.