Swego czasu w szkole podstawowej, do której uczęszczały nasze dzieci, rozwinęła się dość szeroka dyskusja na temat patrona i imienia szkoły, hymnu, symboliki i wartości z tym tematem związanych. Jako rodzic zaangażowany w działalność Rady Rodziców brałem w tych dyskusjach dość aktywny udział.
Na jakimś etapie dyskusji pojawiła się myśl – przecież Związek Rodu Żółtowskich, to także krąg ludzi zjednoczonych wspólnym mianem, wspólnymi wartościami i hasłami. Może warto by to ująć w jakieś ramy, zawrzeć tam znaczące treści, opisać te wartości, cenne słowa, ważne dla wszystkich…
Zacząłem pisać… Powstawały pierwsze słowa, określenia, zwrotki, kształt wiersza.
Przyszedł mi na myśl utwór ,,Miejcie nadzieję” ze słowami Adama Asnyka, a dokładnie melodia Zbigniewa Preisnera. Już wiedziałem, że ta kompozycja jest tak wspaniała, tak dostojna, że doskonale poniesie słowa hymnu. Nasz hymn jest utworem wewnętrznym w Związku, myślę więc, że Pan Preisner nie miałby nic przeciwko naszemu śpiewaniu pod Jego melodię.
Na zjazd w Lucieniu w 1996 roku utwór był prawie gotowy. Nie cały jeszcze, część w notatkach, część w wyobraźni, a i to, co było, też wymagało ,,szlifu”, ale – był!
Poprosiłem naszego syna Macieja – wówczas 11-latka – aby spróbował zaśpiewać. Domowe próby wypadły pomyślnie, moim skromnym zdaniem…
Dzień Zjazdu…
Tuż przed rozpoczęciem głównego zebrania rozmowa z Michałem z Lasek i z Andrzejem Ludwikiem. Powiedziałem o napisanym hymnie i o propozycji prawykonania przez Macieja na zebraniu. Wyczułem zaskoczenie, pewne wahania, ale – zgodzili się!
Ulga, ale i trema ogromna… Na szczęście Maciej nie miał tremy, lubił śpiewać…
Na sali zaskoczenie, zasłuchanie, cisza… i oklaski! Spodobało się, nawet bardzo! Kamień z serca i wielka radość… Maciej otrzymał gorące brawa.
Zaraz po zebraniu ponowne rozmowy, Andrzej Ludwik powiedział mi, że trochę obawiał się jakichś nietrafnych słów, ale był mile zaskoczony, wręcz zadowolony z tego, co usłyszał. Dołączył Michał z Lasek, był także przy rozmowie Andrzej Mieczysław. Opowiedziałem wówczas o swoich przemyśleniach, o niedokończonych jeszcze zwrotkach, o konstrukcji całości i treściach przewidzianych do opracowania. Wytłumaczyłem zastosowane obrazy, opisy i ich znaczenie… Szczegółowo…
Głęboko zapadły mi w pamięć słowa Michała Seniora…
,,Marku – widzę i słyszę, że robisz to z sercem. Ufamy, że będzie to dobre i mądre. Ty piszesz, ty wiesz, jak to zrobić, nic więcej nie powiem”
Andrzej Mieczysław dodał:
,,To, co Marek napisał i to, co zamierza w dalszej części, doskonale wpisuje się w pojęcie hymnu. Do genealogii jak znalazł… Myślę, że będzie to dobra robota. Marek z tym sobie poradzi…”
A Andrzej Ludwik podsumował:
,,Przyznaję, że na początku miałem pewne obawy, aby nie było to zbyt uproszczone lub zbyt patetyczne. Ale Marku – dobrze będzie, tak trzymać! Mamy Hymn Rodu Żółtowskich!”
Takie słowa się pamięta, nawet po latach…
Po jakimś czasie utwór nabierał coraz lepszych kształtów, właściwych treści. Wreszcie był gotów. Przekazałem go już jako całość do powszechnej Związkowej akceptacji. Moja radość ogromna, że się spodobał. Jeszcze większa, że stał się integralną częścią Związku Rodu Żółtowskich.
Od tego czasu był uroczyście śpiewany na rozpoczęcie każdego Zjazdu.
Miło będzie, gdy stanie się to zwyczajem na zawsze…
MAREK ŻÓŁTOWSKI z Poznania
maj 2023 roku
Dodaj komentarz