Zjazd Rodu Żółtowskich przypadł na koniec maja. Ustanowiono w statucie, że nasze spotkania odbywają się zawsze w Święto Bożego Ciała. Różnie to wypada. W tym roku w końcu maja na ogół zawsze w czerwcu.

Byliśmy w tym roku w Pobierowie. Miejscowość nadmorska, bardzo elegancka, czysta, zadbana, daleka od zgiełku reklamy, wrzawy turystycznej, wygórowanych cen. Ugościł nas pan Paweł Pisz, bardzo sympatyczny młody człowiek, rozwinął przed nami wszystkie swoje talenty gospodarcze i organizacyjne, spełniając nasze oczekiwania i wymagania. Dziękuję mu za to, dziękuję mu bardzo!
Oczywiście gospodarzem tego zajazdu w północno-zachodniej Polsce był Mieczysław ze Szczecina, a wraz z nim jego syn Sławomir z żoną Hanią i inni członkowie rodziny ze Szczecina.
Atmosfera od samego początku była bardzo dobra. Na pewno wielka w tym zasługa pana Pisza. Odczuwaliśmy serdeczność, ciepło i swobodę w tym nadmorskim pensjonacie, położonym w zaciszu sosnowego lasu.
Wszyscy mieli takie same warunki pobytu. Pokoje w jednakowej cenie i takie same dla wszystkich. Cena bardzo atrakcyjna, dosłownie na każdą kieszeń. Całkowicie darmowe korty tenisowe, bilard, tenis stołowy i basen. Kawa, herbata i ciastka do woli, według potrzeby i chęci. Miła i profesjonalna obsługa. Także nasza uroczysta kolacja, podczas której na koszt właściciela grała nam orkiestra, jest pozytywnym akcentem tego zjazdu.
A teraz trochę uwag i refleksji, dotyczących szczegółów pobytu w Pobierowie.
Obecność prelegentów w dniu wykładowym, których zapewnił nam Mieczysław, przybliżyła odległe dla większości ziemie północno-zachodniej części naszego kraju. Prelekcje te nagrane są na filmie ze zjazdu i będą rozprowadzane tak jak zawsze na kolejnym zjeździe.
Wielką radość sprawił nam wszystkim, a szczególnie młodzieży, niewielki, mniej więcej 12-metrowy kryty basen. Młodzi całymi godzinami siedzieli zarówno w basenie, jak i w znajdującej się obok saunie. Skokom do wody, pływaniu wzdłuż i w poprzek, pod wodą, nurkowaniu, fikołkom nie było końca. Nawet do tego stopnia, że słońce już dawno wstało, a oni dopiero szli spać. Lepiej się poznali, zbliżyli się do siebie, zawiązały się kolejne przyjaźnie. A przecież o to nam chodzi.
Dobrze się stało, że zmieniliśmy dzień naszego wieczorku tanecznego, tzw. uroczystej kolacji. Zdaniem większości powinna się ta kolacja odbywać z piątku na sobotę,a nie jak poprzednio z soboty na niedzielę. Chodzi o to, że prawie wszyscy Żółtowscy przyjeżdżają samochodami, a po dłuższej imprezie, niewyspani, nie mogą dobrze prowadzić swoich pojazdów. Rano, po balu jest mnóstwo refleksji, uwag, miłych wzruszeń, sympatycznych wspomnień, których brakowało nam po sobotnich spotkaniach, gdyż zaraz wszyscy odjeżdżali. Przeniesienie więc na piątek uważam za słuszne. Ten zjazd uznano za najlepszy- to dobrze i źle! Nie zawsze nam się uda znaleźć takie miejsce i taki pensjonat, by pobyt był równie udany jak w tym roku. Słyszałem głosy, że jeżeli mamy się spotykać, to musi być kryty basen. Zapewniam, że będziemy o tym pamiętać, choć nie zawsze się to da zrealizować, i że nasze spotkania mogą być udane, nawet kiedy zabraknie basenu.
Trochę uwagi musimy poświęcić sprawom finansowym. Pierwsza z nich to przedpłaty wnoszone przez uczestników zjazdu. Kasa Związku jest coraz bardziej chuda. Wydajemy „Kwartalnik”, którego koszty są coraz wyższe. Ani tymi wydatkami, ani opłatami za kolportaż nie obciążamy odbiorców, wśród których jest bardzo wielu Żółtowskich albo nienależących do Związku, albo tzw. martwych dusz, niepłacących składek. Są także instytucje państwowe (np. biblioteki) lub niepaństwowe – towarzystwa i związki rodzinne, które na zasadzie wzajemności przysyłają nam swoje kwartalniki.
Jednak nie będziemy wnosili o podwyższenie składki na rzecz naszego Związku, natomiast przedpłaty na nowy zjazd muszą być, ponieważ każdy obiekt turystyczny, który chce z nami podpisać umowę na organizację zjazdu, żąda zaliczki. Jest to pewna gwarancja dla organizatora. Myślę, że najbliższe spotkanie Zarządu sprecyzuje zasady przyjęcia przedpłaty i ewentualnego jej zwrotu w określonym terminie.
Następna kwestia to „Kwartalnik”. Jest wydawany staraniem tylko kilku osób. A przecież wszyscy niecierpliwie czekamy na pocztę, która przyniesie nam kolejny numer tego pisma. Jako prezes bardzo proszę Was wszystkich o pomoc w redagowaniu, o teksty do „Kwartalnika”. Nie bójcie się waszych listów, wspomnień, relacji. Nawet jeżeli nie potraficie pisać jak zawodowi dziennikarze, nasi redaktorzy to poprawią. Nam naprawdę brakuje informacji o was, Żółtowskich. A powinniśmy te informacje mieć dla dobra naszej monografii, w której piszemy, kto kim jest. Jeżeli nie będziemy pisać o sobie, to nikt o nas nie napisze. Dbajmy więc sami o siebie, bo nikt o nas nie zadba. Proszę więc o każdy materiał, my go poprawimy i wydrukujemy.
Kolejną sprawą jest miejsce naszego zjazdu. W Pobierowie ustalono wstępnie, że mamy się spotkać w Górach Świętokrzyskich. Wiem, że są też inne propozycje. Będziemy to rozważać, a wyniki rozmów i decyzje opublikujemy w następnym „Kwartalniku”.
Bardzo ważnym zagadnieniem jest aktualizacja naszej ostatniej monografii autorstwa Michała z Łodzi i jego rodziców. Do wszystkich członków, i nie tylko, postaramy się rozesłać specjalne ankiety nowelizacyjne. Proszę o bardzo poważne potraktowanie tej sprawy, gdyż monografia jest największym naszym dokumentem i świadectwem życia rodziny Żółtowskich.
Na koniec chcę wyrazić moje szczególne podziękowania. Na pierwszym miejscu Mieczysławowi ze Szczecina. Zjazd w Pobierowie był zjazdem wspaniałym, do końca udanym. Dziękuję także Mariuszowi ze Sztumu za zastępowanie mnie i za pomoc w chwilach mej słabości. Wiem, że jesteście wspaniałymi i życzliwymi członkami naszego Rodu, na których zawsze mogę polegać! Wszystkich Was pozdrawiam serdecznie.
Rafał z Korycina
Prezes Związku
Dodaj komentarz