Jesienne bursztyny
Spadające z drzewa
Zastygłe krople lata
W kolczastym kaftanie
Gdzie słońce składało
Promień po promieniu
A rosa poiła
Kroplą i uśmiechem
Weź kasztan do ręki
Pocałunek dla Ciebie
MAREK ŻÓŁTOWSKI
Poznań 1995
Jesienne bursztyny
Spadające z drzewa
Zastygłe krople lata
W kolczastym kaftanie
Gdzie słońce składało
Promień po promieniu
A rosa poiła
Kroplą i uśmiechem
Weź kasztan do ręki
Pocałunek dla Ciebie
MAREK ŻÓŁTOWSKI
Poznań 1995
Odpalam świeczkę
Nad swoim życiem
I palcem rysuję po ścianie,
Papieros gaśnie w popielniczce,
Drugi na drugie śniadanie.
Wiatr mi ciągle w twarz wieje
I łzy wyciska mi z oczu.
Nie ma Cię, szepcze sama do siebie,
I proszę o promyk losu.
Wiedziałam, że obok siedzi Ona.
ALEKSANDRA KOSIŃSKA
Pomocnicą Anioła być to nie łatwa sztuka
Trzeba się w duszę człowieka wsłuchać,
Trzeba radością zachęcać, pocieszać
I na oddziale się ciągle uśmiechać.
Na plecach uśpione mieć małe skrzydełka,
Które się budzą gdy serce pęka,
Pocieszać pacjentów radosną miną
I gasić ich strach, nim troski nie zginą.
Więc gdy spotkałam swojego Anioła
Wiedziałam, że obok siedzi Ona.
ALEKSANDRA KOSIŃSKA
Z loterii życia ciągniesz los.
I wpływu na to nie masz !
Czy pełny będzie szczęścia kosz ?
Czy nic w tym koszu nie ma ?
A może jest w nim mały szczęścia łut ?
Co więcej wart niż złoto !
A może na dnie leży coś,
Co przypomina młot.
I możesz nim wykuć własny Los
Lecz rzecz w tym –
Czy umiesz władać nim.
To pamiątki lata
Na każdym złożyłam
ANNA NOWOTNA – LASKUS

10.9.1938 – 17.8.2023
Wspomnienie
Izabela urodziła się 10 września 1938 roku w Poznaniu. Jej rodzicami byli Benedykt i Róża z Fudakowskich Żółtowscy – ostatni właściciele Godurowa, majątku położonego w powiecie Gostyńskim w Wielkopolsce. Kiedy nadeszło pamiętne lato roku 1939, Benedykt, jako oficer rezerwy 17. pułku ułanów z Leszna, został również zmobilizowany, Róża Żółtowska z maleńką Izą wyjechały z Godurowa, aby znaleźć schronienie u swoich rodziców Fudakowskich w ich majątku Krasnobród na Roztoczu. Benedykt traci nogę w obronie Warszawy i jako inwalida wojenny nie idzie do niewoli. Po zakończeniu Kampanii Wrześniowej rodzina Żółtowskich osiada w Krasnobrodzie. W 1944 roku wszyscy mieszkańcy krasnobrodzkiego dworu zostali wygnani przez „Armię wyzwolicielkę”. Do Godurowa też nigdy już nie wrócili.
Nadchodzą trudne powojenne lata. W 1955 Iza zdaje maturę w liceum sióstr Sacré-Cœur w Polskiej Wsi koło Poznania. Później studiuje w Warszawie na wydziale Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej, uzyskując dyplom magistra inżyniera geodezji. Następnie przez szereg lat pracuje w Warszawskim Przedsiębiorstwie Geodezyjnym (WPG), gdzie sprawuje różne stanowiska kierownicze.
Z Izą poznaliśmy się w roku 1960 w grupie młodzieży skupionej wokół ks. Tadeusza Fedorowicza z Lasek. W roku 1962 pobraliśmy się, a następnie urodziło nam się dwóch synów: Piotr (1963) i Krzysztof (1966).
Oboje byliśmy zaangażowani w pracę społeczną. To przede wszystkim Klub Inteligencji Katolickiej (KIK) w Warszawie. Kiedy Iza zostanie przewodniczącą Sekcji Rodzin KIK (skupiającą ok. 500 rodzin), rezygnuje z pracy w WPG, aby móc więcej czasu poświęcić pracy w Klubie. Podejmuje pracę w Redakcji miesięcznika „Więź” jako dyrektor administracyjny. (Więź i KIK zajmowały wówczas wspólny lokal przy ul. Kopernika w Warszawie).
Iza była osobą inteligentną i jak to ludzie inteligentni, miała wielkie poczucie humoru. Była z natury pogodna. W każdej napotkanej osobie próbowała znajdować dobre cechy. Mieliśmy ogromne grono przyjaciół. Zapewne dzięki wykształceniu inżynierskiemu potrafiła zachować dystans do napotykanych spraw, umiejąc rozróżniać sprawy ważne od mniej ważnych, czy zupełnie błahych. W naszej rodzinie też była często głosem rozsądku. Była powszechnie szanowana i kochana. W małżeństwie przeżyliśmy 61 szczęśliwych lat. Była wspaniałą żoną. Także matką i babcią oraz niezwykle troskliwą synową.
Była ciekawa świata, kochała przyrodę i podróże. Jeździliśmy po całej Polsce i Europie, ale i po świecie. Najpierw z dziećmi, później sami lub z bliskimi przyjaciółmi. Wielokrotnie żeglowaliśmy po Morzu Śródziemnym. Iza miała niezwykłą orientację w terenie i w czasach kiedy nie było jeszcze nawigacji GPS, dzięki niej, zawsze trafialiśmy do celu. Interesowała się historią i archeologią, a także lubiła otaczać się ładnymi przedmiotami. Lubiła słuchać muzyki, w czym trochę się różniliśmy. Ona wolała utwory fortepianowe, ja – smyczki. Już będąc na emeryturze, napisała książki o historii rodzinnej („Żółtowscy z Godurowa”, a następnie „Trudne Lata”), książkę o warszawskiej rodzinie Szlenkierów, opowieść o ks. Tadeuszu Fedorowiczu („Szczęśliwe Życie”) oraz opracowała wspomnienia swojego dziadka Kazimierza Fudakowskiego („Między endecją a sanacją”). W jej planach było jeszcze opracowanie pamiętników Józefa Żółtowskiego z Kocka, ale wskutek postępującej choroby nie starczyło jej już na to sił.
17 sierpnia 2023 roku zgasła w domu na warszawskim Ursynowie, otoczona przez najbliższych. Pozostawiła nas w głębokiej żałobie i wielkiej tęsknocie, którą trudno ukoić. Na Jej mszę pogrzebową w dniu 2 września 2023 roku – do kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła w podwarszawskich Pyrach – przybyło ponad 200 osób. To nie tylko krewni i liczni przyjaciele, ale także osoby, które spotykały ją w różnych okolicznościach życiowych i też zapragnęły Ją pożegnać.
R.I.P. Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie.
PAWEŁ BROSZKOWSKI

ZESPÓŁ PAŁACOWO-PARKOWY W MILANOWIE
KSIĄŻĄT ŚWIATOPEŁK – CZETWERTYŃSKICH
Na zaproszenie Caritas Diecezji Siedleckiej, 13 października 2023 roku uczestniczyłam z Kaziem w uroczystości Dnia Pamięci Książąt Marii i Włodzimierza Świętopełk – Czetwertyńskich w Milanowie, powiecie parczewskim na Podlasiu. Historia tego miejsca związana jest z pierwszym prezesem reaktywowanego w 1992 roku Związku Rodu Żółtowskich Andrzejem Ludwikiem Żółtowskim. Twórcami i założycielami rodowej posiadłości w Milanowie byli jego dziadkowie Maria z Uruskich i książę Włodzimierz Światopełk – Czetwertyński. W czasach Czetwertyńskich (od 1872 r.) Milanów stanowił ważne centrum okolicznego życia gospodarczego, kulturalnego i towarzyskiego, gdzie wraz z dziećmi zapisali oni chlubną kartę w procesie budowania tożsamości narodowej, religijnej, kulturowej i patriotycznej Polaków w okresie niewoli. Hojnie wspomagali prześladowanych Unitów i ubogą miejscową ludność. Budowali szkoły, biblioteki i kościoły.
Bardzo angażowali się w działalność polityczną dla odzyskania niepodległości Polski. Ostatnią przedwojenną właścicielką zespołu pałacowo -parkowego była matka Andrzeja Ludwika Wanda z Czetwertyńskich – Żółtowska, żona Andrzeja Piusa hr. Żółtowskiego z Godurowa (Wielkopolska), zamordowanego w czasie II wojny światowej w Oświęcimiu. Matka Andrzeja podczas wojny przechowywała w majątku m.in. Żydów. Przez ponad rok ukrywał się tutaj prof. Janusz Kleiner. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w lipcu 1944 roku rodzina Żółtowskich dekretem PKWN została wypędzona, (nie mogli przebywać bliżej niż 50 km od Milanowa) a majątek upaństwowiono. Jeszcze tego samego roku w pałacu umieszczono szkołę, najpierw gimnazjum, potem liceum ogólnokształcące, które w 2017 roku, decyzją Starostwa Powiatowego w Parczewie po ponad 70 latach zostało zlikwidowane.
Andrzej Ludwik z decyzją zamknięcia szkoły nie mógł się pogodzić, ponieważ zarówno pałac i park służyły dobru lokalnego społeczeństwa . Jako potomek tego miejsca był zapraszany na różne wydarzenia odbywające się w liceum i chętnie w nich uczestniczył.
Caritas Diecezji Siedleckiej w 2018 roku zostało właścicielem i podjęło się dzieła ratowania przed zniszczeniem zespołu dworsko – parkowego w Milanowie. Organizacja 13 października zaprosiła potomków właścicieli pałacu – potomków książąt Włodzimierza i Marii z Uruskich, a także przedstawicieli władz samorządowych, dyrektorów placówek kultury, bibliotek, przedsiębiorców , absolwentów byłego liceum ogólnokształcącego .
Spotkanie rozpoczęło się Mszą św. w Kościele Parafialnym pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Milanowie pod przewodnictwem biskupa siedleckiego Kazimierza Gurdy. Dalsza część uroczystości miała miejsce na terenie zespołu dworsko – parkowego w Milanowie, gdzie w obecności potomków posadzono Drzewo Pamięci Książąt Światopełk – Czetwertyńskich. W obu tych wydarzeniach nie uczestniczyliśmy, z uwagi na awarię, która wystąpiła w naszym samochodzie 100 km przed Milanowem. Na szczęście usterkę udało się sprawnie usunąć w przydrożnym warsztacie samochodowym i dzięki temu już bez problemów udaliśmy się do celu, by wziąć udział w dalszej części uroczystości.
Podczas konferencji naukowej odbyła się promocja niezwykłej książki o rodzie autorstwa Bożeny Stępnik –Świątek pt. ”Dobra Ziemskie Milanów. Ród książąt Światopełk – Czetwertyńskich na Nowej Czetwerni h. Pogoń Ruska z gniazda rodowego w Milanowie”. Wydawcą tej publikacji jest Caritas Diecezji Siedleckiej.
Następnie nakreślił plany na przyszłość ks. Paweł Zazuniak, dyrektor Caritas Diecezji Siedleckiej, podkreślając, że kierowana przez niego instytucja podjęła się niezwykłego zadania – odbudowie i przywróceniu zespołowi dworsko – parkowemu w Milanowie historycznej formy, ośrodka kultury i miejsca charytatywno – społecznego. Inicjatywą obecnych właścicieli jest otwarcie obiektu na potrzeby regionu, inicjatywy samorządowe, działania społeczne i kulturalne oraz spowodowanie tego, by rodowa rezydencja książąt Światopełk – Czetwertyńskich stała się „salonem ich pamięci i historii ziemi parczewskiej”.
Na tym etapie prac we dworze powstało Centrum Kulturalne Caritas Diecezji Siedleckiej im. Marii i Włodzimierza ks. Światopełk – Czetwertyńskich. Zespół tworzy koncepcję zagospodarowania tego obiektu. Inwestycja jest bardzo pracochłonna i kosztowana, więc przewiduje się ją na wiele lat. W planach jest zorganizowanie w pałacu Milanowskiego Domu Pracy Twórczej, Biblioteki Milanowskiej oraz Muzeum Milanowskiego z działami cyfrowymi. Warto podkreślić , iż w Milanowskiej Bibliotece Cyfrowej zostaną zgromadzone i udostępnione zdigitalizowane zbiory związane z działalnością bibliofilską Włodzimierza ks. Czetweryńskiego, dokumenty, zdjęcia, książki, publikacje wydane przez potomnych lub poświęcone książęcej rodzinie, ziemi milanowskiej i parczewskiej, ziemiaństwu podlaskiemu i osobowościom regionu.
W Milanowskim Domu Pracy Twórczej organizowane będą konferencje, seminaria, sesje, panele dyskusyjne, studyjne projekcje filmowe, koncerty, festiwale, plenery malarskie, wystawy prac lokalnych twórców i inne wydarzenia kulturalne i społeczno – charytatywne.
W Muzeum Milanowskim będą zgromadzone pamiątki dotyczące byłych właścicieli regionu oraz stała ekspozycja poświęcona mieszczącego się przez 72 lata w tym obiekcie Liceum Ogólnokształcącego.
Dyrektor Archiwum Państwowego w Lublinie Oddział w Radzyniu Podlaskim przedstawiła zebranym dobra milanowskie i ich właścicieli, jakie zachowały się w zapiskach dokumentów państwowych.
W imieniu rodziny głos zabrał Albert Czetwertyński, przywołując pamięć o przodkach, w pełni wsparł ideę rozwoju dóbr milanowskich, czego dowodem jest obecność członków jego rodziny na uroczystości.
Akcentem artystycznym wydarzenia był montaż słowno – muzyczny poświęcony członkom rodu Czetwertyńskich w wykonaniu grupy teatralnej GOKTER.
Krótki spektakl teatralny przedstawiły dzieci ze Szkoły Podstawowej w Milanowie.
Część oficjalną zakończył występ zespołu ludowego Czeremcha z Gminnego Ośrodka Kultury w Milanowie.
Spotkanie zakończyło się poczęstunkiem, podczas którego był czas na rozmowy. Związek Rodu Żółtowskich został obdarowany przez panią Bożenę Stępnik – Świątek promowaną książką wraz z dedykacją . Z kolei Albert Czetwertyński podarował nam publikację poświęconą pamięci jego Rodzicom Ewie i Stanisławowi Światopełkowi – Czetwertyńskiemu pt. „ Czetwertyńscy Staś i Ewa…”. My także w imieniu związku wręczyliśmy autorom „Genealogię Rodu Żółtowskich” oraz kilka numerów Kwartalnika ZRŻ .
Mimo, że pokonaliśmy kilkaset kilometrów i nikogo nie znaliśmy, byliśmy zachwyceni atmosferą i urokliwym milanowskim miejscem oraz dumni z uczestnictwa w takim wydarzeniu.
Jestem pewna, że byli właściciele z góry będą obserwować poczynania Caritas w przywracaniu do życia tego wyjątkowego miejsca i zapewne zadowoleni, że park i pałac przyciągał będzie ludzi z pasją , wiedzą i sercem oraz służył mieszkańcom, bo to jedna z najpiękniejszych perełek Południowego Podlasia.
ELŻBIETA ŻÓŁTOWSKA z KUTNA
Rozmawiając przez telefon z Bożenką i Marianem z Torunia usłyszałam słowa, które zainspirowały mnie do napisania tego tekstu. Żyjący w latach 1749 – 1832 wybitny niemiecki poeta, prozaik i dramaturg Johann Wolfgang Goethe tak twierdził: „ Każdego dnia trzeba posłuchać choćby krótkiej piosenki, przeczytać dobry wiersz, obejrzeć piękny obraz, a także, jeśli to możliwe, powiedzieć parę rozsądnych słów”. Wzięłam to za moje życiowe motto i staram się wypełniać, przynajmniej początkową jego część. Słucham muzyki klasycznej, lubię poezję, prozę, kocham malarstwo, a nade wszystko cenię sobie wszelkiego rodzaju sztuki teatralne. Wraz z grupą przyjaciół, co najmniej raz w miesiącu, bywamy w teatrach w Warszawie, Łodzi, Toruniu czy Bydgoszczy. Kilkakrotnie pojechaliśmy aż na północ, do Gdyni i Sopotu. Każda wybierana przez nas sztuka jest perełką w swoim rodzaju. Obejrzeliśmy i przeżyliśmy kilkanaście oper i baletów, operetek, musicali, spektakli teatralnych, a w nich plejadę polskich aktorów, artystów, solistów, muzyków, a także malarzy. Uczestniczymy też w ciekawych wystawach sztuki. Regularnie bywam na koncertach Płockiej Orkiestry Symfonicznej. Na którymś ze Zjazdów rozmawialiśmy o potędze sztuki z Bożenką i Marianem Drożdżalami. Ich też bardzo interesuje ta tematyka. Od tej pory często otrzymuję od nich informacje co warto zobaczyć, zwiedzić, gdzie być. Dzięki ich podpowiedzi, korzystając z uprzejmości transportowej, Ani i Michała, zobaczyłam w Muzeum Okręgowym w Toruniu dzieło „ Madonna pod jodłami” Lucasa Cranacha starszego ( 1472 – 1553 ), jedno z najbardziej unikatowych przedstawień tematu Marii z Dzieciątkiem, które posłużyło jako wzór dla twórczości kolejnych pokoleń. Jest to jeden z najcenniejszych obrazów odzyskanych przez Polskę po stratach wojennych dopiero w 2012 roku, po wielu zabiegach i staraniach.
Kolejnym ważnym wydarzeniem, które udało mi się przeżyć dzięki Ich sugestii, było odwiedzenie, multimedialnej wystawy najpiękniejszych dzieł Vincenta van Gogha w Łodzi. Zarówno ekspozycja toruńska jak i łódzka, to wydarzenia niezwykle angażujące zmysły, wspaniałe, niespotykane, godne obejrzenia i podziwiania. Pod koniec roku 2023 ponownie usłyszałam w słuchawce głos Bożenki. Tym razem zachęcała mnie do obejrzenia w Toruniu obrazu Jana Matejki „Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem”. Szczęśliwa właścicielka nowego samochodu, do stolicy województwa kujawsko – pomorskiego udałam się już samodzielnie. Możliwość tak bliskiego obcowania z obrazem Mistrza Jana Matejki ( 1838 – 1893 ) była kolejnym, niezwykłym przeżyciem i przyprawiła mnie o szybsze bicie serca. Bardzo bogata jest historia dzieła, które powstało w 1873 roku, a inspiracją do jego namalowania była 400-letnia rocznica urodzin wielkiego astronoma. Obraz, po wielu historycznych zawirowaniach został przekazany Uniwersytetowi Jagiellońskiemu – „ dla uczczenia najsławniejszego ucznia”. Wśród całej plejady darczyńców widnieje między innymi nazwisko Ignacego Żółtowskiego. Dzięki podpowiedzi Bożenki i Mariana wybrałam się, wraz z Anią, Michałem i wnukiem Filipem, do Warszawy, gdzie w Łazienkach Królewskich eksponowane były obrazy meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. Tego samego dnia przy pomniku Fryderyka Chopina koncertował wybitny polski pianista, pedagog i aktor Janusz Olejniczak i musiałam wybierać pomiędzy malarstwem, a muzyką. Chyba jednak bardziej kocham muzykę, bo wybrałam mazurki, polonezy i walce w mistrzowskim wykonaniu. Muzyka nierozerwalnie łączy się z poezją. W mojej szkole, z którą byłam związana przez czterdzieści lat życia, zachęcałam młodzież, a także dorosłych do sięgania po poezję, starałam się ukazać jej piękno. Byłam inicjatorem i organizatorem spotkań w ramach cyklu „ Cafe Poezja”. Czytaliśmy wiersze, recytowaliśmy je, zapraszaliśmy aktorów płockiego teatru, którzy chętnie interpretowali znane oraz mniej znane utwory i pomagali nam zrozumieć sens i znaczenie niełatwego poetyckiego języka. Te piękne uroczystości gromadziły wielbicieli poezji, a także i prozy w różnych porach roku. Takie było założenie, aby pokazać urok słowa, piękno natury. Każda pora roku niesie bowiem całą gamę barw, dźwięków, zapachów, obrazów, wspomnień i może być doskonałym tłem dla stworzonych przez poetów utworów. Kiedy przygotowywałam scenariusze tych niezwykłych spotkań, przekonałam się, że zmieniające się pory roku były ulubionym tematem wielu wybitnych twórców pióra. Spotkania w ramach „Cafe Poezja” odbywały się na cześć każdej pory roku. Wiosna budzi nas do życia po zimowym uśpieniu. Najpierw nieśmiało, potem coraz intensywniej świeci słońce, przydając zieleni świeżości, a pierwszym, rozkwitającym wśród zeschłych liści krokusom i przebiśniegom – blasku. Potem, to już cała feeria barw i odgłosów otaczającej nas przyrody. Lato otula nas ramionami, niczym najczulsza babcia, pełnymi kolorów: szmaragd jezior i rzek, soczysta zieleń lasów, złoto dojrzałych zbóż z czerwonymi plamami maków oraz niebieskimi chabrów. To pora ładowania akumulatorów na zbliżające się jesienne i zimowe chłody. Czas odpoczynku, „łapania” każdego słonecznego promienia.
Jesień, to pełne kosze rumianych jabłek, zielono – żółtych gruszek i fioletowych śliwek. To także liliowość wrzosowisk, nie mówiąc już o niezliczonych odcieniach koloru żółtego i bursztynowego na drzewach i pod nimi za sprawą opadających cichutko liści. Wszystkie te wspaniałości przyrody zostały pięknie opisane przez pisarzy i poetów. Doskonałym uzupełnieniem recytacji fragmentów prozy i poezji były dźwięki utworu „Cztery pory roku” włoskiego kompozytora , skrzypka i rzymskokatolickiego duchownego Antonio Vivaldiego ( 1678 – 1741 ).
Wracając do wypraw teatralnych. Bardzo lubię oglądać „na żywo” wykonawców z telewizyjnego ekranu. Jak pisała poetka Joanna Kulmowa: „ A w teatrze wszystko inaczej, tu naprawdę żyje to, na co patrzę …” Ważny jest też osobisty kontakt z aktorami, mogę im podziękować za ich niezwykłą pracę, podziwiać talent, otrzymać przy tym autograf. Mam w swojej kolekcji około dwustu własnoręcznych podpisów artystów znanych, wybitnych, wspaniałych, niezapomnianych. Wśród nich, między innymi: Anna Dymna, Andrzej Wajda, Gustaw Holoubek, Maja Komorowska, Jerzy Hoffman, Andrzej Seweryn, Beata Tyszkiewicz, Krystyna Janda, Anna Seniuk, Grażyna Brodzińska, Janusz Gajos oraz wielu, wielu innych. Autografy od naszych wspaniałych artystów są dla mnie bardzo cenne.
Wszyscy moi ukochani – Ania, Rysiu, Pola, Roszko, Ania, Michał, Kamila, Marcin, Filip i Ksawery uwielbiają Sztukę – zwiedzają galerie malarstwa, chodzą do teatru i na koncerty, grają na instrumentach, mają swoje ulubione utwory literackie, kochają ludzi, umieją docenić piękno przyrody i otaczającego nas świata.
Bożenko, Marianie, bardzo Wam dziękuję za wszystkie artystyczne przeżycia i wzruszenia. Czekam, kiedy znów usłyszę w słuchawce znajome: „ Halo, tu twoja informacja kulturalna”.
Pozdrawiam serdecznie
BOGUSIA Z BIAŁEJ
„ Audaces Fortuna Iuwat”
Wergiliusz miał rację, ten starożytny rzymski poeta: „Śmiałym szczęście sprzyja”. Prawie połowa października, ale spotkaniu grupy przyjaciół towarzyszyło słońce, pogoda, uśmiech i radość.
Mimo licznych obowiązków zawodowych i rodzinnych, 14 października 2023 roku w Toruniu spotkali się: Ania, Maciej, Wojtek i Madzia Burdynowscy z Grudziądza oraz Ania, Rysiu, Pola, Roszko, Ania, Michał, Kamila, Marcin, Filip, Ksawery Tomaszewscy i Żółtowscy z Płocka.
Po licznych telefonach to właśnie ten piękny, ciekawy, z duszą, klimatyczny gród nad Wisłą został wybrany na rodzinny weekend. Toruń to gotyk. Toruń to Kopernik. Toruń to pierniki. Miasto, które potrafi zachwycić zarówno małych, jak i dużych. Miejscem zbiórki była, XIII wieczna gotycka starówka, która od roku 1997 widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO. Centralny punkt to Rynek Staromiejski z ratuszem i pomnikiem najznamienitszego torunianina Mikołaja Kopernika, który jest miejscem spotkania ekipy grudziądzko – płockiej. Ustalamy plan wycieczki i rozpoczynamy od obowiązkowego zdjęcia przy pomniku. Miało to być spotkanie młodych, ale jakimś trafem ja też się dołączyłam. Były więc reprezentowane trzy pokolenia.
Rynek jak zwykle, jest zatłoczony, ale pobliskie uliczki kuszą spokojem i urokiem starych murów. Docieramy do ulicy Most Pauliński, która jest niebywałą osobliwością Torunia. Jest to ulica znajdująca się na fragmentach dawnego średniowiecznego mostu łączącego Stare Miasto i Nowe Miasto. Most ten stał na fosie oddzielającej oba miasta, do której wykorzystywano rzeczkę Postolec. W jednym z zachowanych na historycznym moście domów mieści się obecnie restauracja – pierogarnia „ Stary Toruń”, w której w sile piętnastu osób zasiadamy do wspólnego obiadu.. Mamy okazję do świętowania, zarówno tego, że jesteśmy razem, jak i Dnia Edukacji Narodowej, a przede wszystkim urodzin Maćka. W dalszej części wycieczki zwiedzamy okolice ratusza, młodzież, fotografuje się z psem Filutkiem, przechodzimy obok domu urodzenia Mikołaja Kopernika, wędrując wzdłuż starych murów docieramy do Krzywej Wieży. W tym miejscu przypomina mi się jedna z legend z mojego przebogatego zbioru opowieści z całej Polski, co jest jednym z moich hobby. Legenda dotyczy nazwy miasta. Otóż zdarzało się, że pobliska Wisła często podmywała mury Krzywej Wieży. Ta protestowała: „ Nie podmywaj mnie Wisło, bo runę”, na co rozzłoszczona w końcu biadoleniem wieży rzeka stwierdziła: „ To ruń!”.
Zmęczeni, ale szczęśliwi planujemy kolejne spotkania.
Brytyjski pisarz, filozof i filolog C. S. Lewis stwierdził: „ Przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja”
Pozdrawiam serdecznie
BOGUSIA z Białej