Marceli Żółtowski z Godurowa oraz jego rodzina i domownicy

Izabela Broszkowska

W Godurowie 1894 r. / zbiory autorki

Zdjęcie zrobione zostało na schodach przy bocznym wejściu do dworu w Godurowie. Fotograf K. Grzeszkowiak przyjechał specjalnie w tym celu z Poznania. Było to w lecie 1894 roku, po śmierci ojca Marcelego – Franciszka. Żona Marcelego, Ludwika, jest w czarnej sukni i kapeluszu z czarną wstążką, a córki mają ciemne sukienki.

Do fotografii, pozowanej pewnie długo i starannie, zgromadziła się cała rodzina i domownicy. Widzimy więc Marcelego u góry po lewej stronie w meloniku, przy nim ulubiony drugi z kolei syn Stefan. Najstarszy syn Andrzej stoi z łukiem w ręku. Trzy dziewczynki to Rózia, Liza i Marysia.

Marysia jest po szkarlatynie i ma z tego powodu króciutko obcięte włosy. Na kolanach u Mamy, Ludwiki, siedzi syn Franek ubrany wedle zwyczaju jak dziewczynka. Za Ludwiką stoi w białej bluzce jej „prawa ręka”, Padyńcia, czyli pani Adamska, wychowawczyni dzieci. Nad Padyńcią stoi bona Francuzka, a nad nią w stroju ludowym piastunka Franka, obok niej zaś służąca o zapomnianym imieniu. Na ziemi, trochę z boku, stoi również w stroju ludowym, ale boso, najniższa w hierarchii domowej osoba – niemowa, praczka Kłopotowska, a łysawy pan w okularach to Niemiec, nauczyciel Jędrka i Stefana.

Nie ma tu jeszcze czworga dzieci Marcelego i Ludwiki – Ludwika, Jana, Iny i Benedykta (mojego Ojca). Nie było ich wtedy na świecie.

Rzadko spotyka się, aby na tego rodzaju rodzinnej fotografii znajdowały się również służące i praczka. Myślę, że można z tego wysnuć różne sympatyczne opinie o moim dziadku i babci.

Na zakończenie trzeba dodać, że jak to często bywało w tym pokoleniu Polaków, żaden z obecnych na zdjęciu synów Marcelego i Ludwiki nie umarł własną śmiercią. Stefan zginął w wojsku pruskim w 1914 pod Verdun, Andrzej w 1941 w Oświęcimiu, a Franciszek w 1944 w Powstaniu Warszawskim.

Na tym zdjęciu jednak nic nie zapowiada tych tragicznych losów – jest spokojne lato 1894 roku.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *