Dzięki Michałowi reaktywowano Związek Rodu w nowej, demokratycznej formule. Michał był od zawsze jego honorowym prezesem.
Cieszył się ogromnym szacunkiem i poważaniem ludzi bez względu na ich zapatrywania polityczne czy poglądy religijne. Wszyscy cenili Michała z Lasek. Kiedy po przyjeździe na zjazd Związku wysiadał z samochodu, wszyscy biegli, by się z Nim przywitać, porozmawiać, umówić się na spotkanie. Patrzyłam wielokrotnie na ten fenomen. Michał miał dla każdego odpowiednie słowo. Kazał mi się zatrzymywać przy osobach chorych czy niemogących chodzić, aby porozmawiać, czasem pocieszał, wspierał, nigdy nie ranił. Budował. Mówił też „nie”. I to „nie” nie podlegało dyskusji.
Jeszcze parę miesięcy temu napisał list do Zarządu z kilkoma prośbami i sugestiami. Widziałam, jak młodzi i starzy z szacunkiem i zrozumieniem pochylili się nad tym listem i zastosowali się do wszystkiego, o co prosił. Michał często kontaktował się z prezesem Związku w różnych sprawach i zawsze spotykał się z pełnym wsparciem Rafała.
Michał na zjazdach starał się jak najwięcej przebywać z dziećmi i młodzieżą – były organizowane specjalne spotkania, na których długo toczyli dyskusje. Teraz ci młodzi, już dorośli ludzie, z rozrzewnieniem wspominają te rozmowy.
Michał potrafił przepraszać. Przepraszał nie za swoje błędy i brak delikatności, ale za innych. Pisał ciepłe przepraszające listy do skrzywdzonych czy poniżonych. Budował. Pochylał się nad każdą nadwątloną nadzieją i chronił ją.
Zlecał czynić dobro. Sama tego doświadczyłam. Nie dorastałam tak wysoko, ale wykonywałam prośbę Michała, ażeby Go nie zawieść. W ten sposób mnie budował… Nie byłam jedyna. Michał umiał nawiązywać kontakty z ludźmi trudnymi, nieprzystosowanymi, kontrowersyjnymi. Osoby te czuły się dowartościowane, pracowały pod jego kierunkiem z radością. Michał umiał nawet ich wady wykorzystywać do pracy twórczej i pożytecznej. Wydobywał z nich dobro, podczas kiedy inni w nich tego dobra nie widzieli.
A ja? Cieszyłam się Jego wieloletnią przyjaźnią. Zawdzięczam mu miłość do ptaków, które potrafił nazwać i rozmawiać o nich godzinami. Zawdzięczam mu wiele opowieści – o życiu, własnych kolejach losu, o niewidomych i tych znanych, i tych nieznanych, pełnych bohaterstwa, o księżach i zakonnicach – laskowych osobowościach. Zawdzięczam mu miłość do Lasek. Michał też umiał słuchać. Kiedy widziałam Go ostatni raz, rozmawialiśmy o książkach niedawno przeczytanych, o Ojczyźnie, wierze, honorze… Obserwowałam, jak patrzy na ludzi, wydarzenia w tym kontekście. Mogłam się uczyć tego patrzenia od Niego. Michał widział w ludziach działanie Opatrzności i nigdy ich nie potępiał. Ale uparcie walczył o tych, o których Jego zdaniem walczyć się powinno.
Nie żegnamy Cię, Michale, mówimy do zobaczenia, ponieważ spotkamy się w przyszłym świecie, gdzie z pewnością już na nas czekasz w radości Boga. Dziękuję Ci w imieniu Związku Rodu Żółtowskich i jego prezesa Rafała.
Dodaj komentarz