Kochany Dziadziu! Za zbliżającym się końcem Roku szkolnego kazali nam donieść Dziadzi dzień do wyjazdu na wakacyje przeznaczony, który tego Roku znowu będzie ósmy lipca. Kazali nam również poprosić Dziadzię, aby niedługo pieniądze na podróż potrzebne przysłał albo też doniósł, czy ktoś po nas tu przyjedzie, albo jeżelibyśmy sami jechać mieli, to zaraz prosto z Wiednia stać się mogło, i żebyśmy z inemi Polakami nie potrzebowali jechać do Oderberga albo do Krakowa. A to głównie z powodu tego byśmy Dziadzię prosili, że najprzód pociąg, którym Polacy ini zawsze wyjeżdżają o jedenastej wieczorem z Wiednia wychodzi, więc trzeba noc całą jechać, a podróż taka nocna jest zawsze dosyć męcząca, bo nawet porządnie zasnąć niemożna w tak bardzo licznym towarzystwie. Potem także jeżelibyśmy mieli jechać jednym ciągiem przesiąść byśmy się musieli w Oderbergu jeszcze prawie w nocy, przy czem by się łatwo jakie bałamuctwo z naszemi kuframi między tyloma wieloma podobnymi stać mogło. Przytem jadąc tym pociągiem zapewne dopiero zupełnie wieczorem w Czaczu byśmy staneli. – Jadąc natomiast osobno, albo dajmy na to z Panem Gozdziewskim, wyjechalibyśmy o dwanaście godzin wcześniej, we Wrocławiu wieczorem już bylibyśmy, gdzie przenocowawszy, na drugi dzień w południe już w Czaczu byśmy być mogli. Wreszcie zdaje mi się że jechalibyśmy część drogi osobno zrobić musieli, toby i druga część większych nie robiła trudności. Bardzo nam było przykro zmartwienia nabawić Dziadzi naszemi cęzurami, ale tem bardziej się staramy, najważniejsze, roczne cezury dobre dostać, do czego się też nie mało przyczyni większe zadanie piśmienne, które niezadługo pewno dostaniemy, i które z największą pilnością i pomocą Boską będziemy się starali dobrze zrobić. Pewno i u nas w ostatnim czasie deszcze padały, bo my tu już od tygodnia prawie brzydki czas i deszcze mamy. – Spodziewam się więc że się teraz porządnie wypada, ażeby wakacye dosyć były przynajmniej suche. Całuję kochanemu Dziadzi rączki i zostaję jego przywiązanym wnukiem. Jaś Żółtowski
Kalksburg. 19.6.1886 r.
Kochany drogi mój Jasiu, Bardzo chętnie się na to zgadzam, abyście podróż waszą osobno i w dzień odbyli, będzie to mniej męczące i korzystniej dla Was, bo zobaczycie przynajmniej okolice przez które będziecie przejeżdżać. Jak już do Izia pisałem Bunia życzy sobie abyście nasamprzód do Chołoniewa pojechali, gdyż ma wstąpić jeszcze do wód wyjechać musi. Nam się także do wód będzie trzeba wybrać, ale do których to dopiero będzie zależało od zdania lekarzy. Kiedy jak mi piszesz ósmego Lipca już będziecie mogli z Kalksburga wyjechać to Pan Goździewski 7 na noc już tam przyjedzie, abyście zrana zaraz pojechali z nim do Wiednia skąd około południa wyjedziecie do Krakowa gdzieś przed dziesiątą a zatem o tej porze Roku za dnia jeszcze staniecie. W Krakowie zatrzymacie się przez piątek i możecie korzystać z tej sposobności aby odwiedzić Panią Jenny Kwaśniewską, przy czem wypada aby każdy z Was dał po 10 reńskich jej synkowi, który jest krzesnym. Z Krakowa wyjeżdżając o ósmej zrana w sobotę staniecie we Lwowie około czwartej gdzie znowu przenocować trzeba, gdyż żaden pociąg o tej godzinie już do Brodów nie wychodzi, a nazajutrz wyjeżdżając po piątej ze Lwowa będziecie o wpół do dziesiątej w Radziwiłłowie gdzie na Was konie z Chołoniewa czekać będą. Pan Goździewski odda każdemu z Was po 100 reńskich na koszta podróży bo już jesteście w tym wieku że sami powinniście umieć o sobie radzić. Gdyby wczemkolwiek zmiana jaka zajść miała natychmiast Was zawiadomię a teraz tysiącznie Was obu najserdeczniej ściska najprzywiązańszy dziadzia. M.Ż. 27.6.86.
Łaskawemu Panu Hrabiemu Dobrodziejowi spieszę donieść iż wczoraj odebrałem list od Jasia w którym mi donosi iż wakacye już się 8 lipca rozpoczną. Czyniąc więc zadość życzeniom Pana… ( tu wiele wyrazów nieczytelnych). Mogli by tego dnia z Kalksburga wyjechawszy stanąć wieczorem w Krakowie, tam przez piątek wypocząć, w sobotę wyjechać z Krakowa stanąć na nocleg w Radziwiłłowie i nazajutrz po wysłuchaniu mszy do Chołoniowa się puścić. Podróż tak urządzona zajmie wprawdzie cztery dni, ale chłopcy proszą aby ją dniami tylko odbyć mogli, co dla nich mniej męczące i korzystniejsze, gdyż się przynajmniej okolicom przez które przejeżdżają przypatrzyć mogli. Mój sekretarz pojedzie po nich do Kalksburga, odwiezie ich do Radziwiłłowa. Są oni wprawdzie już w tym wieku żeby tę podróż sami odbyć mogli, dodaję im więc towarzysza jedynie dla mojej spokojności, będzie on miał wszakże polecenie aby tylko wrazie koniecznej potrzeby niemi się zajął a z resztą wszelką im pozostawić swobodę, aby przywykli sami sobą rządzić się. Względem wód do których wypadnie nam dla Jasia jechać, toczy się korrespondencya między lekarzem z Kalksburga i tutejszym który znając Jasia od lat kilku bardzo dokładnie z jego usposobieniem jest obznajomiony, ale jeszcze żadne stanowcze nie zapadło postanowienie. Gdyby jakakolwiek nieprzewidziana zmiana zajść miała w powyższych projektach nieomieszkam o tem Panią hrabinę zaraz zawiadomić a teraz łącząc wyrazy głębokiego mego uszanowania zostaję z wysokim szacunkiem i poważaniem Pana Dobrodzieja najżyczliwszy sługa.
M.Ż.
Skurcze pod Tarczynem D.14 Lipca 1886 r. Na Wołyniu Kochany Dziadziu Bardzo Dziadzię kochanego przepraszam, żem do Niego od naszego z Kalksburga wyjazdu nie pisał, ale w dzień przed odejściem poczty ze Skurcza jeszcze po podróży trochę zmęczony byłem i trochę mnie głowa bolała, a więc Izia poprosiłem aby Dziadzi doniósł, żeśmy szczęśliwie najprzód do Chołoniowa, a z tamtąd do Skurcza przybyli. Wczoraj z Łucka wróciliśmy dokądeśmy z Wujciem Xianiem pojechali aby sobie miasto oglądnąć. Byliśmy tam na mustrze jednego pułku piechoty a potem i konicy która nam się zwłaszcza bardzo podobała. Stoi teraz bowiem kilka pułków wojska (około 5000 żołnierzy) pod Łuckiem obozem, a ma później stać dziesięć tysięcy. Mała córeczka Wujcia Xiania, Zosia bardzo jest ładniótka i sprytna, a przytem już biega wcale nie źle i mówić zaczyna, tylko w ostatnich dniach jest trochę niezdrowa bo ząbki dostaje. Buni zdrowie nie bardzo służy, dosyć jest osłabiona i nie dobrze chodzi, zamierza zatem w połowie lata do wód pojechać ale nie wie jeszcze dokąd. Izio tu jeździ Wujcia Xiania wierzchowca, siwego i bardzo dzielnego, który jest większy od karego wierzchowca Czackiego, ale wiele jest od niego silniejszy; ja jeżdżę na starym czarkiesie który u Wujcia przez jakiś czas w zaprzęgu chodził, lecz z profesyi jest koniem wierzchowym , a chociaż stary i brzydki, to przecież jeszcze doskonały. Nie wiele już mam czasu bo się kolacja zbliża a jutro raniuteńko poczta odchodzi, przytem też już nic więcej do pisania, kończę zatem całując kochanemu Dziadzi rączki i zostając jego przywiązanym wnukiem. Jaś Żółtowski
Drodzy członkowie i sympatycy Związku Rodu Żółtowskich! W tym roku wypada organizacja XXX-go jubileuszowego Zjazdu Związku Rodu Żółtowskich. W związku z obostrzeniami nie mogliśmy zorganizować zjazdu w stałym terminie, ale odblokowanie bazy hotelarskiej pozwoliło nam nie rezygnować z organizacji, a jedynie przesunąć ją w czasie. I tak na gospodarza XXX-tego Zjazdu Związku Rodu Żółtowskich wybraliśmy Hotel Biały w Skorzęcinie. Skorzęcin, to wieś położona w województwie wielkopolskim, w powiecie gnieźnieńskim nad jeziorem Białym. Sam obiekt usytuowany jest przy samym jeziorze i bezpośrednio graniczy z lasem. Zjazd odbędzie się w dniach 15 – 19 września 2021 r. Zaczynamy kolacją w środę 15-go września, a kończymy śniadaniem w niedzielę 19-go. Ceny noclegów: • Pokój 1 osobowy – 120 pln • Pokój 2 osobowy do pojedynczego wykorzystania – 150 pln • Pokój 2 osobowy – 160 pln • Pokój 2 osobowy standard plus (łoże małżeńskie, balkon z widokiem na jezioro) – 200 pln • Pokój 2 osobowy standard plus 1 (balkon z widokiem na jezioro) – 200 pln • Pokój 3 osobowy – 210 pln • Pokój 3 osobowy standard plus 1 (balkon z widokiem na jezioro) – 250 pln • Pokój 4 osobowy studio – 240 pln • Pokój 4 osobowy studio A – 290 pln • Apartament maks. 4 osobowy – 400 pln • Dostawka – 70 pln • Pobyt dziecka do 3 lat w łóżku rodziców – gratis • Łóżeczko dla dziecka – dopłata 20 pln/dobę • Pobyt zwierząt – dopłata 30 pln/dobę Ceny posiłków: • Śniadanie – 30 pln • Obiad – 35 pln • Kolacja – 30 pln • Uroczysta kolacja w piątek 17.09 – 115 pln (zamiast obiadu i kolacji) • Dzieci do lat 3 – posiłki za darmo • Dzieci w wieku 4 – 8 lat – 50% • Dzieci w wieku 9 – 14 lat – 75% Parking przy hotelu bezpłatny. Możliwość skorzystania z sali konferencyjnej bez dodatkowych opłat. Ośrodek przyjmuje zwierzęta. Pokoje usytuowane są na piętrach, w hotelu znajdują się windy. W CENIE POBYTU SAUNA PAROWA, SUCHA, SOLANKOWA, SALA FITNES Z WYPOSAŻENIEM, TENIS STOŁOWY, PIŁKARZYKI. Możliwość wykupienia torów do bowlingu (kręgle) oraz pakietów na strzelnicy pneumatycznej.
WARUNKI REZERWACJI: W celu rezerwacji prosimy o indywidualny kontakt z recepcją Hotelu Biały pod adresem mailowym info@hotel-skorzecin.pl oraz pod numerami telefonów: 607 488 484, 61/477 01 58. W recepcji podajemy termin, w którym chcemy przyjechać, ilość osób, rodzaj wybranego pokoju oraz ilość wybranych posiłków. Recepcja indywidualnie wylicza kwotę rezerwacji i wysyła numer konta do wpłat na maila lub SMSa. Warunkiem rezerwacji jest wpłata zaliczki w wysokości 30% całej kwoty pobytu w nieprzekraczalnym terminie do 31-go lipca 2021 roku. UWAGA! Bardzo ważne wskazówki dotyczące dojazdu! Kierując się do Hotelu Białego w Skorzęcinie ustawiamy w nawigacji miejscowość WITKOWO (62-230). Dopiero w Witkowie wpisujemy Skorzęcin 52 lub Hotel Biały Skorzęcin. W przeciwnym razie nawigacja poprowadzi 10 km przez las przez prawdziwy off road – członkowie zarządu już go zaliczyli 😊 Dokładne dane kontaktowe: Hotel Biały Skorzęcin 52 62-230 Witkowo tel. 61 477 01 58 info@hotel-skorzecin.pl Adres strony www: http://www.hotel-skorzecin.pl/ Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w jubileuszowym XXX-tym Zjeździe Związku Rodu Żółtowskich! ZARZĄD
Z okazji nadchodzących Świąt Wielkiej Nocy, składamy wszystkim członkom Związku Rodu Żółtowskich oraz sympatykom Związku, najserdeczniejsze życzenia, pogodnych, słonecznych świąt, a przede wszystkim dużo, zdrowia, abyśmy mogli w jak największym gronie spotkać się na tegorocznym jubileuszowym Zjeździe.
Jubileusze mają to do siebie, że wywołują wspomnienia i refleksje. Już 30 lat mija jak grupa entuzjastów noszących nazwisko Żółtowski spotkała się w Laskach w dniu 7 czerwca 1992r., a następnie zorganizowała Zjazd Założycielski w Skierniewicach 6 września tegoż roku. Zjawiło się 36 osób, a efektem ich pracy była rejestracja Związku Rodu Żółtowskich, jako stowarzyszenia zwykłego w Urzędzie Wojewódzkim w Skierniewicach w dniu 7.04.1993. Pierwszym Prezesem został Andrzej Ludwik z Warszawy, który pełnił tę funkcję przez 2. kadencje. W roku 2000. jego miejsce zajął Rafał z Korycina, by po pracowitych 3. kadencjach w roku 2012. oddać Związek w moje ręce . Jak każdy „żywy organizm” Związek ulegał zmianom związanym z odchodzeniem jego aktywnych, a nawet,- ośmielę się powiedzieć, charyzmatycznych członków. Niewątpliwy wpływ wywarła śmierć Michała z Lasek, będącego osobą silnie nas integrującą, niezależnie od tego, kim byli nasi antenaci. Dziś łączy nas Kwartalnik, który niebawem osiągnie 100. wydanie oraz coroczne Zjazdy, których formuła przez cały ten czas się nie zmieniła. Dzięki tytanicznej pracy Wacława i Elżbiety z Łodzi ukazały się dwa wydania „Genealogii”, wspomagaliśmy wydawnictwo książek Michała z Lasek , odbyliśmy pielgrzymkę do Watykanu w Roku Rodzin i spotkaliśmy się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, patronowaliśmy konkursom Tradycji Szlacheckiej w Waplewie Wielkim, ufundowaliśmy pamiątkową tablicę w kościele w Mochowie. Nieubłagany los zabrał nam większość założycieli Związku, którzy odeszli do Pana, inni zacni członkowie opuścili nasze szeregi z sobie wiadomych, zapewne istotnych powodów – bardzo nam ich brakuje. Nie pozostało to bez wpływu na kondycję Związku, który dziś boryka się głównie z brakiem osób młodych, chcących kontynuować dzieło poprzedników. Bogata dokumentacja zgromadzona przez Andrzeja Mieczysława oczekuje na należne jej miejsce i opracowanie. Niewątpliwą wartością jest utrzymywanie wzajemnych kontaktów, a niekiedy i wzajemna pomoc, podzielenie się życzliwym słowem, pamięć o żyjących i tych, którzy odeszli. Dokąd zmierzamy? – na to pytanie odpowie nowo wybrany Zarząd, gdyż najbliższy Zjazd wyłoni władze na kolejną kadencję. Pandemia koronawirusa nie sprzyja kontaktom osobistym, staramy się zachowywać racjonalnie, kontaktujemy się telefonicznie i elektronicznie – nie sprzyja to zacieśnianiu wzajemnych relacji ale próbujmy utrzymać choćby te, które wypracowaliśmy w ciągu trzydziestolecia. Do zobaczenia wkrótce, gdy tylko sytuacja w kraju na to pozwoli.
Relacja z XX Zjazdu napisana do kwartalnika nr 63 przez Bogusię z Białej, zatytułowana była „JUBILEUSZ JAK Z BAJKI”. Tak też było. Zjazd przygotowany był znakomicie, do czego przyczyniło się wiele osób, a nad wszystkimi pomysłami czuwał Prezes Rafał. Powstała wspaniała wystawa fotograficzna, na zdjęciach odnajdowały się osoby uczestniczące w naszych dwudziestoletnich spotkaniach. Przygotowanie wystawy nie było łatwą sprawą, bowiem wyszukiwanie zdjęć z dwudziestu lat i opisanie osób będących na nich, to mrówcza praca. Do tak perfekcyjnego Zjazdu przyczyniło się wiele osób. Prezes Rafał z Korycina czuwał nad wszystkim, aby nic nie umknęło uwadze. Mieszkaliśmy w hotelu „Dębowa Góra” nad jeziorem, na terenie Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajoznawczego. W środę, pierwszego dnia pobytu przyjechali prawie wszyscy uczestnicy Zjazdu. W czwartkowy pogodny dzień Bożego Ciała udaliśmy się do kościółka w Łącku. Po procesji poszliśmy do znanej stadniny ogierów, co niewątpliwie bardzo ucieszyło naszą rodową miłośniczkę koni, Agnieszkę z Wrocławia. Czwartek, to tradycyjnie dzień na zebranie ogólne w czasie którego podejmowane są ważne decyzje naszego Związku. Dyskutujemy nad interesującymi nas tematami. Bożena Wanda, promuje książkę „Żółtowscy z Godurowa”. Na sali jest obecna autorka, Izabela Broszkowska z domu Żółtowska. Jest już piątek i wyruszamy na wycieczkę. Mochowo – tutaj znajduje się gimnazjum imienia generała Edwarda Żółtowskiego, urodzonego 18.03.1775 r. O tej historycznej postaci usłyszeliśmy dużo ciekawych informacji. Oglądamy pobliski kościół pod wezwaniem św. Marcina, który ma ciekawą historię i architekturę. Zatrzymujemy się na chwilę, koło przydrożnego znaku drogowego „Żółtowo”. Te ziemie nadał książę mazowiecki Ziemowit naszym przodkom w XV wieku. Niestety nikt o nazwisku Żółtowski tu nie mieszka. Następnym przystankiem był Skansen Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Ta zaimprowizowana wioska z młynem wodnym, karczmą i zagrodami z Mazowsza, tworzyła sielską atmosferę. Okolica skansenu bardzo nam się podobała, zwłaszcza, że odbyliśmy jeszcze przejażdżkę wozami zaprzężonymi w konie.
Na zdjęciu z lewej strony: Zbigniew, Kalina, Włodek, Krystyna; na zdjęciu po prawej: Rafał, Ryszard i Cecylia
W sobotę udajemy się na mszę św. za Ród Żółtowskich do Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Podczas uroczystej kolacji następuje wręczenie medali imienia Michała Żółtowskiego z Lasek. To zaszczytne uhonorowanie otrzymali: Andrzej Ludwik z Warszawy, i pośmiertnie Zbigniew ze Skierniewic i Michał z Łodzi. Wręczane były także medale honorowe wraz z dyplomami i medale pamiątkowe. Było bardzo uroczyście, u wielu było widać wzruszenie. Rozpoczęła się uroczysta kolacja i tańce. A w niedzielny poranek czas na pożegnania. Zobaczymy się za rok.
Ciechocinek kojarzy się z tężniami, solankami i uzdrowiskami. Jesteśmy zakwaterowani w centrum miasta w hotelu Pałac Targon. W tym roku obecność uczestników Zjazdu jest szczególnie ważna, gdyż jest to Zjazd sprawozdawczo-wyborczy. Obecny Prezes Rafał podsumował swoją działalność i zgodnie z obowiązującym regulaminem ustępuje z funkcji prezesa po czterech latach działalności. Po głosowaniu prezesem zostaje Mariusz ze Sztumu. Poprzez głosowanie zostaje zmniejszona liczba członków zarządu do dziewięciu osób. Przedstawieni zostają wybrani członkowie zarządu.
Uczestnicy Zjazdu w Ciechocinku
Odczytano pozdrowienia od osób niemogących przyjechać na Zjazd. To miło, że duchem są z nami. Następnie przedstawiają się nowo przybyłe osoby, które zostały serdecznie powitane. Jedziemy na wycieczkę do Bydgoszczy. Musimy zdążyć wrócić na transmisję otwarcia Euro 2012 i meczu Polska-Grecja. Spóźnienia kibice nie wybaczyli by! Po drodze zatrzymujemy się w Ostromecku w zespole pałacowo-parkowym. Stuletni park i dwa pałace robią na nas wrażenie. Przewodnik wycieczki pan Wojciech, bardzo ciekawie opowiada historię dotyczącą budowy i rozbudowy pałaców. Wjeżdżamy do Bydgoszczy, miasta ze specyficznym klimatem. Czterystutysięczne miasto położone jest z dala od dużych zakładów przemysłowych, w pobliżu cudownych Borów Tucholskich. Bydgoszcz ma wiele perełek architektonicznych. Kościół pod wezwaniem świętych Marcina i Mikołaja, gmach Opery Novej i Spichlerze nad Brdą. To miasto zwiedzającym kojarzy się także z zawieszoną na linie rzeźbą linoskoczka, przechodzącego przez rzekę. Czas wracać do Ciechocinka, bo kibice piłkarscy zaczynają się niepokoić. Z tego też powodu uroczysta kolacja rozpoczyna się nieco później. Finał meczu, to remis 1:1. Na uroczystą kolację otrzymujemy od pana Krzysztofa ogromny chleb z herbem i pyszny tort. Pyszności te powstały w Jego zakładzie. Drugą niespodzianką był Wiesław z Chicago, który wkroczył na salę w stroju z egzotycznej podróży i teraz fotografował się z wieloma osobami, było bardzo zabawnie. W czasie sobotniej mszy św. za Ród Żółtowskich ksiądz proboszcz powiedział dużo pięknych, wzruszających słów o tak zacnym rodzie. A wieczorem, a wieczorem organizujemy ognisko, pieczone kiełbaski i pogaduchy, jak to przy ognisku. Niedziela, to nic, że się rozstajemy, to tylko na chwilkę – na rok.
Na zdjęciu z lewej: Agnieszka, Wiesław; na zdjęciu po prawej, licząc od lewej strony: Krystyna, Janeczka, Grażynka, Piotr, Bogusia
Do Szaflar, miejsca położonego u stóp Tatr przyjechało sporo osób, zważywszy, że niektórzy mieli daleko. W czwartkowe święto Bożego Ciała mieliśmy okazję podziwiać, pięknie, kolorowo, ubrane w góralskie stroje osoby idące w procesji. Dzieci także ubrane były w regionalne, odświętne stroje. Haftowane koszule, kwieciste spódniczki, wyszywane koralami i cekinami gorsety, spodnie z parzenicami. W pewnym momencie zobaczyliśmy znajome dwie twarze, ubrane także w góralskie stroje. Te piękne góralki, to Mirella z córką Martą. Jak udało im się zdobyć stroje? Niespodzianka fantastyczna. Po południu zebranie członków Związku. Zbliża się dwudziestopięciolecie powstania naszego Związku, dlatego zaczynamy zastanawiać się, jak długo będziemy trwać. Dyskutowaliśmy nad sposobami zachęcenia młodzieży do współpracy na rzecz Związku. Wiemy jedno, będziemy nadal pracować tak, abyśmy trwali następne dziesięciolecia. Na spotkanie zaproszony był pan Jarosław, historyk-pasjonat, który w zajmujący sposób opowiadał o historii Szaflar i okolic. O poranku w piątek udajemy się na mszę św. w intencji Rodu Żółtowskich, polecając Bogu nasze rodzinne prośby o łaski i opiekę. Na Zjazd udało się przyjechać Wiesławowi z Chicago i już wiemy, że przygotował dla nas niespodziankę. Jedziemy autokarem zamówionym przez Wiesława do Limanowej, gdzie mieści się Jego firma „Gold Drop”. Oprowadza nas opowiadając o działalności firmy i zawodowych sukcesach. Z Limanowej udajemy się do Pasierbca, Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. Jest tam Droga Krzyżowa, którą stworzył miejscowy proboszcz, pozyskując hojność sponsorów – jednym z nich jest Wiesław. Zaproszono nas do Domu Pielgrzyma, mogliśmy odpocząć i posilić się. To nie koniec niespodzianek Wiesława. Przy kolacji, przygrywała nam do tańca góralska kapela.
kapela góralska
Kolacja przygotowana z pysznych mięs, także sponsorowana przez Wiesława. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, przy tańcach góralskich i wspaniałym jedzeniu zabawa była „pyszna”. Następnego dnia rano wyjeżdżamy do Krakowa. Po dotarciu na miejsce musieliśmy dopełnić formalności na wejście do komnat królewskich. Myślę, że każdy z nas choć raz był w Krakowie i zwiedzał komnaty królewskie. O cudach tam oglądanych, można pisać nieskończenie, Bogusia, w kwartalniku nr 74,75 opisała je bardzo szczegółowo.
Po lewej – wycieczka do Krakowa; po prawej: Ela, Piotr, Krystyna, Zbyszek, Jurek
W powrotnej drodze do ośrodka, Mariusz urządził nam quiz. I tak rozbawieni, ale i zmęczeni, całodzienną wyprawą, pełną wrażeń, jesteśmy na miejscu. Mamy jednak siłę, by spotkać się przy ognisku. Jest miło, bo możemy spokojnie porozmawiać, a jeśli ktoś lubi piosenki harcerskie, to nie ma problemu. To był cudowny dzień. W niedzielę, niestety rozjeżdżamy się do domów, przy pożegnaniach umawiamy się na następny zjazd.
Ośrodek „Żagiel”, znajduje się w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim. Ośrodek, który wynaleźli, sprawdzili i zarezerwowali, to Mariusz ze Sztumu i Kalina z Torunia – okazał się doskonały. Personel uprzejmy i troskliwy, reagujący na każde nasze życzenie. W kwartalniku Nr 70,71 napisany przez Bogusię tekst ze Zjazdu „Spotkanie w Felix VVallis” miał podtytuł: „Naród, który nie zna swojej przeszłości, umiera i nie ma przyszłości”. Bardzo trafne porównanie skierowane do Nas, do naszego Związku. Tworzymy przez trzydzieści lat naszą historię, bo przez te długie lata nawiązaliśmy przyjaźnie, interesujemy się naszymi rodzinami, radujemy się gdy jest dobrze i smucimy, kiedy dotyka kogoś z nas zmartwienie czy nieszczęście. Posiadamy ogromną ilość zdjęć ze Zjazdów, mamy dużo nagranych filmów, wydaliśmy genealogię Rodu Żółtowskich, wydajemy kwartalniki Związku Rodu Żółtowskich. Tak, to z całą pewnością jest historia. Większość z nas przyjechała w środę, pozostali następnego dnia. W święto „Bożego Ciała”, udaliśmy się do Koronowa na procesję.
Na zdjęciach od lewej: Janeczka, Grażynka, Jerzy i Bożena; na środkowym: Piotr, Danusia, Janeczka, Bożena, Zbyszek, Agnieszka, Grażynka; na zdjęciu z prawej strony: Krzysztof Rumiński, Maciej, Władek
W czwartkowe popołudnie tradycyjnie zbieramy się na zebraniu. Na początku, minutą ciszy uczciliśmy pamięć Mieczysława ze Szczecina, który zmarł w listopadzie ubiegłego roku. Był bardzo zaangażowany w sprawy Związku, pełnił wiele lat funkcję członka zarządu. Bardzo lubił tańczyć i czynił to po mistrzowsku, panie z którymi tańczył, były zachwycone. Na zebraniu poruszone były sprawy interesujące nas – członków Związku, a potem przedstawiali się nowo przybyłe osoby. Wieczór upływał nam mile, gdy nagle dotarła do nas straszna wiadomość o tragicznej śmierci w wypadku, wnuczka Irenki , trzynastoletniego Jerzyka Masny. Zrobiło się cicho i smutno. W tym roku zamiast wycieczki autokarowej pływaliśmy dwoma stateczkami po Jeziorze Koronowskim, w którym była tak czysta woda, że można było wypatrzyć bobry. Rejs był wspaniałym pomysłem. Po południu organizowaliśmy sobie czas indywidualnie. Jedni pojechali rowerami na wycieczkę, inni poszli na spacer, można było przepłynąć zalew promem albo łowić ryby. W piątkowy wieczór, uroczysta kolacja, z ogromnym bochnem chleba z herbem. Pan Krzysztof, już tradycyjnie każdego roku przywozi nam tak wspaniały „symbol” , ozdabiający stół na uroczystej kolacji. Chleb ten, zawsze pokrojony jest przez prezesa Mariusza. Zaplanowana sobotnia msza św. za Ród Żółtowskich odbyła się w kościele Wniebowzięcia NMP. Po mszy zapraszamy księdza prałata do wspólnego zdjęcia przed kościołem. Mamy tych tradycji już sporo z pobytów na Zjazdach i jednym z nich są wspólne zdjęcia przed kościołem. Wieczorem urządzono dla nas grilla, to też staje się tradycją. Przy grillu jest czas, aby jeszcze pobyć z sobą razem. Nadszedł dzień wyjazdu, więc pakujemy walizki i przy odgłosach klaksonów odjeżdżamy. Do zobaczenia.