Autor: jmzolt1

  • Nekrolog Zofii Horodek – 17.04.2015 r.

    17 kwietnia 2015 r. zmarła
    w wieku 85 lat
    ZOFIA HORODEK
    Matka
    Piotra Żółtowskiego z Sandomierza

    Piotrowi oraz rodzinie wyrazy najgłębszego współczucia składają
    Prezes Związku oraz członkowie zarządu

  • Ślub Anny i Ryszarda – 13.09.2014 r.

    13 września 2014 roku w kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej w Soczewce związek małżeński zawarli
    ANNA ŻÓŁTOWSKA i RYSZARD TOMASZEWSKI.

    Świadkami ceremonii byli Daria Żółtowska i Błażej Pałucha.

  • List z Torunia

    ZARZĄD, CZŁONKOWIE ZWIĄZKU RODU ŻÓŁTOWSKICH,
    DROGIE KUZYNKI, DRODZY KUZYNI

    Wspólnie z żoną pragniemy podziękować wszystkim, którzy zorganizowali XXIV Zjazd, a także tym, którzy w nim uczestniczyli, za miłą i rodzinną atmosferę. Cieszymy się z możliwości poznania wielu nieznanych nam wcześniej osób, noszących nazwisko Żółtowskich. Z podziwem obserwowaliśmy bliskie, rodzinne relacje pomiędzy członkami Związku, którzy wiele razy wcześniej uczestniczyli w corocznych zjazdach Rodu.
    Szczególnym dokonaniem, którym Związek Rodu Żółtowskich może się poszczycić, to drugie wydanie genealogii Rodu. Nie było nam dane niestety poznać głównego autora wydawnictwa, Michała. Kilka lat wcześniej w Ciechocinku mieliśmy to szczęście i poznaliśmy Jego Tatę Wacława oraz nieżyjącą już Mamę Elżbietę. Z Wacławem mieliśmy przyjemność spotkać się ponownie na tegorocznym zjeździe w Jarnołtówku. Rozbawiła nas jego ciekawość poznawania dokonywanych wyborów politycznych. Życzymy mu dużo zdrowia i zapału w kontynuowaniu mozolnej pracy związanej z drugim wydaniem genealogii oraz jego korektą.
    Dziękujemy Rafałowi z Korycina za opiekę podczas eksploracji okolic Jarnołtówka, a szczególnie za wspólną degustację pstrąga w Moszczance. Dziękujemy naszemu najbliższemu Kuzynowi Władysławowi, który nas skutecznie namawiał do udziału w zjeździe i wspólnie z Rafałem służył nam pomocą.

    Marek i Beata Żółtowscy

    Dziękujemy Bogusi, z którą odbyliśmy wesołą wycieczkę do Nysy. Dziękujemy Krystynie, która dotrzymywała nam kroku w wycieczce na Kopę Biskupią. Dziękujemy Prezesowi Mariuszowi, który bardzo ciekawie opowiada o swoich podróżach genealogicznych, a także o górskich wyprawach. Notabene Suzuki Jimny, taki jak w Rumunii, jeździł także drogami na Kopę Biskupią. Zwinne i dzielne auto.
    Dziękujemy Kazimierzowi z Kutna, którego jako pierwszego członka Rodu spotkaliśmy po przyjeździe do Jarnołtówka. Przyjazna i ojcowska dusza. Dziękujemy Kalinie za opiekę i słoneczny uśmiech. Joasi z Warszawy za miłe, wspólne posiłki. Dziękujemy Bożenie za bardzo ciężką pracę redaktora Kwartalnika.
    Dziękujemy Agnieszce za pozytywną energię, którą obdzielała wszystkich na około. Dziękujemy Natalie i Adriano za możliwość słuchania rozmów prowadzonych w wielu różnych językach jednocześnie. Swoboda z jaką posługują się nimi jest godna podziwu. Dziękujemy Witoldowi, Hani i Sławkowi za miłe sąsiedztwo podczas kolacji, a Hani dodatkowo za inicjatywę zorganizowania zamiennego repertuaru tanecznego.
    Niestety, odwiedziła nas siostra Skleroza. Bardzo żałujemy, ale nie zapamiętaliśmy imion wielu innych Kuzynek i Kuzynów obecnych na zjeździe. Z niektórymi zamieniliśmy kilka zdań, z innymi nie. Mamy zatem wiele do nadrobienia.
    Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za możliwość spotkania, które sprawiło nam mnóstwo radości. Będziemy się tą radością dzielić z najbliższą nam rodziną, a w szczególności z Henrykiem i Jadwigą z Torunia, którzy z racji wieku nie mogą już podróżować, choć są bardzo ciekawi tego, co dzieje się w Związku Rodu Żółtowskich.

    Pozdrawiamy!
    MAREK i BEATA ŻÓŁTOWSCY
    Toruń (Grzywna według miejsca zamieszkania)

  • XXIV zjazd Związku Rodu Żółtowskich

    Za nami XXIV Zjazd Rodu Żółtowskich. Tym razem byliśmy w Jarnołtówku, malowniczej miejscowości turystycznej koło Głuchołaz. Na miejsce spotkania, czyli do Hotelu Ziemowit dotarło ponad pięćdziesięciu uczestników Zjazdu. Było niezwykle sympatycznie. Wielu z uczestników pojawia się na zjazdach co roku, inni nieco rzadziej, ale i tak czują się w gromadzie Żółtowskich jak u siebie w domu :-). Oprócz spotkań i rozmów był czas na zwiedzanie pięknej okolicy. Ponad dwadzieścia osób wybrało się na pobliską górę – Biskupią Kopę. Wszyscy dzielnie dotarli na sam szczyt. W sobotę uczestniczyliśmy w tradycyjnej Mszy Świętej za Rodzinę.

    A za rok, jubileuszowe, XXV spotkanie Rodu. Szukamy odpowiedniego miejsca, aby godnie uczcić ten jubileusz.

  • Tajemnice Generała Edwarda

    Tajemnice Generała Edwarda

    Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku generał Edward Żółtowski jest jedną z najbardziej malowniczych postaci naszego Rodu. Niestety, jego osoba jest praktycznie nieznana przeciętnym Polakom. Wiedzą o nim jedynie historycy i osoby interesujące się Wojskiem Polskim doby napoleońskiej oraz czasów Powstania Listopadowego. W szkołach , w trakcie przerabiania Powstania 1831 roku dzieci uczą się o generałach Krukowieckim i Sokolnickim. W podręcznikach szkolnych przewija się też nazwisko generała Hauke. Są to niewątpliwie postaci wybitne, ale ich postawa, a przede wszystkim ambicje osobiste w trakcie powstania nie za bardzo przysłużyły się sprawie polskiej. Generał Maurycy Hauke za odmowę uczestnictwa w powstaniu został zastrzelony.
    Jednym z nielicznych, który prawie natychmiast poparł powstańców był właśnie generał Edward Żółtowski. W 1831 roku stacjonował w twierdzy w Zamościu i po otrzymaniu wiadomości o wybuchu powstania, niezwłocznie wyruszył
    z podległymi sobie żołnierzami w kierunku Warszawy, aby wspomóc powstańców.
    Mam nadzieję, że kiedyś postać naszego Generała doczeka się bardziej aktywnych działań popularyzacyjnych, bo zasłużył sobie na to prawdziwą żołnierską odwagą i wiernością naszemu krajowi.
    W wydanych dotychczas opracowaniach genealogicznych Rodu Żółtowskich postać Generała jest obszernie opisana i wydawać by się mogło, że nie ma już przed nami żadnych ukrytych tajemnic.
    Zarówno w wydanej na początku XX wieku Monografii autorstwa Franciszka Ogończyka Żółtowskiego, jak też i Genealogii napisanej przez Michała Żółtowskiego jest podana dokładna data i miejsce urodzin – 18 marca 1775 r., Mochowo. Rodzicami Edwarda Józefa Benedykta byli Teofil oraz Brygida z Ostaszewskich Żółtowscy. Taka informacja o miejscu urodzin jest podawana we wszystkich biogramach generała.
    Od kilku lat notujemy znaczącą zmianę w dostępie do aktów metrykalnych co znacznie upraszcza poszukiwania i studia genealogiczne. Na nasze szczęście, dokumenty z parafii Mochowo zachowały się w bardzo dobrym stanie.
    W trakcie poszukiwań swoich bezpośrednich przodków dotarłam także i do tej parafii. Przy okazji, z ciekawości prześledziłam gałąź pochodzącą od Benedykta Żółtowskiego. I natknęłam się na pewną zagadkę. Otóż wśród mochowskich metryk urodzenia nie ma aktu chrztu Edwarda.

    Za to są metryki jego rodzeństwa:
    Ignacego Szymona Bartłomieja        – 1776 r.
    Gertrudy Józefy                                      – 1777 r.
    Katarzyny Brygidy Heleny                  – 1778 r.  (nie wymieniona w Monografii ani w Genealogii)
    Antoniego Józefa Alojzego                  – 1779 r.
    Marianny Petroneli                               – 1780 r.

    Podczas wizyty w Archiwum Diecezjalnym w Płocku poprosiłam o księgi parafii Mochowo. Rzeczywiście, w spisach (sumariuszach) brakuje aktu Edwarda Żółtowskiego.
    Nasuwają się trzy możliwe wyjaśnienia. Być może akt urodzenia/chrztu Edwarda nie został zapisany w księgach. Takie przypadki czasem się zdarzały. Albo też został opuszczony podczas tworzenia sumariuszy. Istnieje też inny wariant – istnieje pewna możliwość, że urodził się on w innej miejscowości, na przykład w majątku należącym do rodziców Brygidy Ostaszewskiej, który prawdopodobnie znajdował się w okolicach Ciechanowa. Mam nadzieję, że dotarcie do tamtejszych metryk przyniesie rozwiązanie tej zagadki. Warto też będzie powrócić do Archiwum Diecezjalnego aby sprawdzić nie tyle sumariusze, co same metryki.

    Kolejna zagadka jest jeszcze bardziej frapująca i dotyczy dzieci generała Edwarda. Ze znanych nam do tej pory źródeł wiadomo było, że Edward i jego żona Kazimiera Skoraszewska mieli dwie córki: Magdalenę urodzoną w 1806 roku w Mediolanie oraz Leonę, urodzoną około 1807 r. w Warszawie i tamże zmarłą (data zgonu nieznana). Otóż przeglądając metryki parafii Świętego Andrzeja z 1810 r. natknęłam się na dokument chrztu Stanisława Edwarda Napoleona Żółtowskiego, syna Edwarda i Kazimiery. Skan dokumentu wygląda następująco:

    metrykaurstanislawedward1810jpg

    http://metryki.genealodzy.pl/metryka.php?ar=8&zs=9159d&sy=102&kt=12&plik=str_642-643.jpg#zoom=1&x=0&y=0

    A to jego przybliżone tłumaczenie:
    Grudzień 1810. Dnia 8, Mateusz Węgierski Prepozytor Kościoła Sw.Andrzeja ochrzciłem dziecię imieniem Stanisław Edward Napoleon, syna Jaśnie Wielmożnego Edwarda Żółtowskiego, pułkownika 3 Legionu i Jaśnie Wielmożnej Kazimiery ze Skoraszewskich, prawych małżonków, zamieszkałych przy ul. Leszno Nr 669. Rodzicami chrzestnymi byli: Jaśnie Wielmożny Stanisław Fiszer, generał (…) + honorowo, z JW. Salomeą Wielohurską, Generałową, Karol Kniaziewicz, generał z JW. Wirydianną Fiszerową, Generałową.

    Mamy więc niespodziankę genealogiczną w postaci syna Generała Edwarda!
    Wśród grona rodziców chrzestnych są same znakomitości tamtego okresu. Generał Stanisław Fiszer od 1808 roku był naczelnikiem sztabu głównego wojsk Księstwa Warszawskiego. Jego żona Wirydianna brylowała na salonach towarzyskich. Pozostawiła po sobie pamiętnik, w którym niezwykle barwnie opisała życie w epoce stanisławowskiej oraz przełom XVIII i XIX wieku.
    Generał Karol Kniaziewicz był uczestnikiem insurekcji kościuszkowskiej i jednym z dowódców Legionów Polskich we Włoszech.
    Na koniec, jeszcze jedno uzupełnienie geneaologiczne. W 1829 roku umarła ukochana żona generała, Kazimiera ze Skoraszewskich. Z zamieszczonej metryki zgonu Generałowej można wyczytać, że była córką Macieja oraz Rozalii Otockiej. Ta ostatnia informacja też jest dla nas nowością.
    Z aktu zejścia wynika również, że w chwili śmierci Kazimiery, żyła tylko jedna córka – Magdalena. Wniosek z tego, że Stanisław Edward Napoleon Żółtowski zmarł przed lipcem 1829 r.

    1829zgonkazimieryskoraszewskiejjpg

    http://szukajwarchiwach.pl/72/160/0/-/5/skan/full/gquVHMOCRYZiUQSRM4Bgug

    Treść aktu zgonu Kazimiery Żółtowskiej ze Skoraszewskich (Warszawa, Parafia Nawiedzenia NMP):
    Działo się w mieście Warszawie, dnia szesnastego lipca tysięcznego osiemsetnego dwudziestego dziewiątego roku, o godzinie dziesiątej przed południem. Stawili się Teodor Podczaski Kapitan Grenadierów Gwardii i Adiutant Polowy lat trzydzieści siedem i Józef Sulikowski porucznik, Adiutant Polowy, lat trzydzieści liczący, obydwa w Warszawie zamieszkali i oświadczyli, że na dniu piętnastym lipca roku bieżącego o godzinie szóstej po południu umarła Kazimiera Żółtowska, Małżonka Jaśnie Wielmożnego Edwarda Żółtowskiego, Generały Dywizji, kawalera różnych orderów, tu w Warszawie przy ulicy Pawiej pod liczba dwa tysiące trzysta pięćdziesiąt dwa, lat czterdzieści ośm mająca. Córka Macieja nieżyjącego i Rozalii z Otockich małżonków Skoraszewskich. Zostawiwszy po sobie owdowiałego Męża Edwarda Żółtowskiego i Magdalenę, córkę zamężną Łuszczewską. Po przekonaniu się o zejściu Żółtowskiej, akt ten przeczytany oświadczającym i przez tychże podpisany został.

    Przedstawione powyżej informacje uzyskałam dzięki prowadzonej od kilku lat przez portal WWW.geneteka.genealodzy.pl akcji indeksowania i udostępniania w Internecie aktów metrykalnych. Zachęcam wszystkich do rozpoczęcia własnych poszukiwań, które można teraz prowadzić z domowego komputera. Innym, bogatym źródłem do poszukiwań jest strona WWW.szukajwarchiwach.pl.
    Może kiedyś, w jakiejś zupełnie nieoczekiwanej parafii uda się komuś z nas odnaleźć kolejne dokumenty dotyczące tajemniczego syna generała Edwarda.

     

    JOANNA MAŁGORZATA ŻÓŁTOWSKA

  • Moje życie, część VIII – Chemia – Pięta Achillesowa

     

    Maturę uzyskałem w drugiej połowie maja 1969 roku. Na początku czerwca zaczęły się egzaminy na studia. Startowałem na warszawską medycynę. Do egzaminów przystąpiło wiele osób. Na jedno miejsce w warszawskiej Akademii Medycznej przypadało dziesięciu chętnych. Żeby więc przyjąć sto osób, trzeba było oblać dziewięćset. Cóż, takie były czasy. Egzaminy były trudne i trwały cztery dni. Zdawało się fizykę, chemię, biologię i wybrany język obcy. Wybrałem angielski. Dany przedmiot składał się z siedmiu pytań, które należało dokładnie opisać. Miało się na to cztery godziny. Egzaminy odbywały się w kilku punktach miasta, gdyż nie było tak dużych sal, by pomieścić wszystkich chętnych. Kiedy wywieszono wyniki okazało się, że oblałem z chemii. Za każdy przedmiot zdany na piątkę można było dostać osiemnaście punktów. Młodzież pochodzenia robotniczego lub chłopskiego dostawała dodatkowe osiemnaście punktów. Byli faworyzowani już na starcie. Miałem złe pochodzenie. Ojciec inżynier, matka polonistka, no cóż, ich dziecko nie mogło być traktowane priorytetowo.

    Miałem więc rok odpoczynku. Wojsko o mnie się nie upominało, gdyż na pierwszej wizycie w Wojewódzkiej Komendzie Uzupełnień przyznano mi kategorię C i odroczono służbę o rok. Kazali okładać się słoniną, gdyż dopatrzyli się dziewiętnastu kg niedowagi wg ich norm wojskowych. Co zater robić z tak pozyskanym czasem? Koledzy też mieli wolne, jedni rok, inni do października.

    Pojechaliśmy więc na ryby na około dwa tygodnie. Jurek Regulski, kolega mego brata miał znajomych w Wejsunach koło Rucianego Nidy nad jeziorem Wejsunek. U gospodarza wynajęliśmy dwa pokoje na poddaszu i zaczęła się przygoda z wędką. Pamiętam, w tym okresie Maryla Rodowicz wylansowała piosenkę „Jadą wozy kolorowe”, która grano po sześć razy dziennie. Była przebojem lata. Co to były za ryby! Dzisiaj już takich się nie łowi. Szczupaki na żywca, węgorze w nocy na robaka, a leszcze to jak wielkie patelnie. Dziś ryb takich już nie ma, Cyganów nie ma, za to jest w sklepie panga. Pieniądze na takich wczasach płyną szybko. Po tygodniu trzeba było myśleć, gdzie by tu zarobić. Trafiło się tak, że miejscowy PGR młócił ścięte zboże. Na jeden dzień najęliśmy się do pracy. Postawili mnie od razu na stertę, bym układał snopki. Na początku dobrze szło, w południe już miałem dosyć. Pieniądze potrzebne, po co narzekać. Wieczorem przy użyciu drabiny zdjęto mnie z tego stogu bo raczej sam bym nie zszedł, ewentualnie bym spadł. Zarobiliśmy tysiąc złotych, z czego dwieście potrącili podatku. Następnego dnia już do pracy nie poszliśmy. Wybraliśmy formę oszczędnego wydawania. Szybko minęło i powrót do Warszawy.

    Od września zacząłem pracować w Akademii Medycznej w Katedrze Histologii i Embriologii u pana profesora Ostrowskiego jako wolontariusz. Miałem za to dostać dodatkowe dwa punkty za rok pracy lub jeden punkt za pół roku. Co to było przy 18 punktach za pochodzenie. Pracowałem z kolegą Piotrem Betleyem. W owym czasie ojciec jego był znanym tenorem operowym. Mieszkał w Zalesiu Górnym za Piasecznem. Obaj staraliśmy się na medycynę. Pracowałem przy pozyskiwaniu tkanek do przeszczepów w Centralnym Banku Tkanek. Szefem moim był wtedy dr n. medycznych Janusz Komender, późniejszy minister zdrowia. Samego procesu pozyskiwania tkanek nie będę opisywał, gdyż nie jest to temat do życiorysu. Nie wszystkich by to ciekawiło. W każdym razie po przepracowaniu roku ponownie przystąpiłem do egzaminu na medycynę. Sposób przeprowadzenia egzaminów identyczny jak rok wcześniej. Oczywiście historia się powtórzyła, oblali mnie z chemii. Razem z ojcem mogliśmy obejrzeć moją pracę w dziekanacie. Zadania były rozwiązane dobrze, ale nie tą metodą, którą uznawali egzaminatorzy. W tym podejściu liczba kandydatów wzrosła z dziesięciu do dwunastu osób na jedno miejsce. Byłem załamany. Przestałem wierzyć w siebie i że kiedykolwiek uda mi się studiować. Rodzice wysłali mnie na korepetycje, obym tylko nie wypadł  z programu i nie zapomniał tego, czego się już nauczyłem. Do tego zaczęło upominać się o mnie wojsko. Trzeba było gdzieś podjąć naukę. Wybrałem Pomaturalne Studium Techników Rentgenologii i Elektrokardiografii przy ulicy Zakrzewskiej na Dolnym Mokotowie. Zajęcia były po południu, więc mogłem pracować jako wolontariusz w Banku Tkanek. Ciągle się uczyłem do kolejnego podejścia na studia. Przed złożeniem papierów postanowiłem zmienić kierunek studiów z medycyna na farmację. Dla kandydatów na medycynę i na farmację były te same pytanie. Za trzecim podejściem wreszcie dostałem się na farmację bez trudu! Byłem czwarty na liście. Mama płakała, tacie oczy też się szkliły. Skończyłem dwa semestry studium na Zakrzewskiej. Porzuciłem tę szkołę, gdyż ważniejsze były dla mnie studia. Zasłużyłem na wakacje.

    Wsiadłem do pociągu, zabrałem psa Tropa – wilka syberyjskiego i pojechałem pod namiot do Przewięzi za Augustowem. To stałe miejsce mojej rodziny na wypoczynek. Korzystałem z ciepłego lata, łowiłem ryby, które później smażyłem na gazowej kuchence turystycznej przed namiotem. Zawsze to taniej niż kupić np. coś na kolację. Pies pilnował mi namiotu. Ludzie omijali mnie ze względu na jego groźny wygląd, ale tak naprawdę był łagodnym psem. Wypoczywałem, chcąc odstresować się od przeżyć z nauki i egzaminów.

    Poznałem Stefanię!

     

    RAFAŁ z KORYCINA

  • Kamień pamiątkowy w Mochowie czy kapliczka w Żółtowie?

    Drodzy Kuzyni. Podczas wycieczki w czasie XX Zjazdu rozpoczęliśmy dyskusję o pozostawieniu śladu materialnego Żółtowskich na Mazowszu.W rachubę wchodzi Mochowo, gdzie funkcjonuje gimnazjum im.Generała Edwarda Żółtowskiego a miejscem lokalizacji miałby być skwer znajdujący się za kościołem przed frontem szkoły.Urząd Gminy wstępnie wyraża zgodę i ofiaruje nam jeden z kamieni będących własnością gminy.Sądzimy,że na głazie winna się znaleźć tablica z napisem-zarząd oczekuje propozycji dotyczącej treści tego napisu.Sądzimy, że o głaz zadba szkoła, którą Związek zamierza objąć patronatem. Inną i niemniej ciekawą jest propozycja Kici ze Szczęsnego aby w Żółtowie postawić murowaną kapliczkę w pobliżu drogi.Z technicznego punktu widzenia jest to trudniejsze przedsięwzięcie-wymaga zgody zarządcy drogi, projektu architektonicznego, zezwolenia na budowę,samego wykonawstwa i wreszcie dbałości o jej utrzymanie.Piszcie, co sądzicie o tych propozycjach.Mariusz ze Sztumu.

  • Nowe numery Kwartalnika

    Dostępne są już najnowsze, 72 i 73 numery Kwartalnika. Zapraszamy do lektury!

  • Nowa Genealogia

    Na początku 2015 roku ukazało się kolejne wydanie Genealogii Rodu Żółtowskich. Książkę można zamówić mailowo: kalina.nowacka@o2.pl.