Minęło ponad dziesięć lat, jak odszedł od nas nasz ukochany syn i brat – śp. Michał. W domu, w którym zawsze przewijało się wielu młodych ludzi i ciągle dźwięczały dzwonki telefonu i domofonu, zrobiło się pusto i głucho. I tylko przez wiele jeszcze miesięcy pojawiały się listy, na które adresat nie mógł już odpowiedzieć.
Michał był dobrym synem, wnukiem i bratem. Systematycznie opiekował się chorą babcią, wyręczał nas, rodziców w wielu obowiązkach domowych. Był harcerzem, brał udział w akcjach pomocy maltańskiej, był ministrantem, działał społecznie w wielu towarzystwach.
Z babcią i z nami, rodzicami często rozmawiał o przodkach, których szukał bardzo intensywnie, poprzez kwerendowanie po wielu parafiach i archiwach kościelnych i państwowych, przez wiele lat swojego krótkiego życia. Pasjonowało go powiązanie przeszłości z teraźniejszością. Studiował historię, stąd miłość do heraldyki i genealogii. Znajomość obu tych dyscyplin pozwalała mu odnajdywać rodzinę w szerokim znaczeniu tego słowa, umożliwiała wychodzenie poza krąg najbliższych osób, a w końcu poszerzenie tego kręgu do wymiaru Rodu. Było to dla Niego niezwykłą, pełną przygód wędrówką w czasie i przestrzeni. Jego pasja doprowadziła do ponownego powstania Związku Rodowego Żółtowskich, którego był współtwórcą i genealogiem. Odszukał i umiejscowił w przygotowywanej przez siebie monografii Rodu Żółtowskich herbu Ogończyk prawie trzy tysiące osób noszących rodowe nazwisko.
Wierzymy głęboko, mimo że go nie ma fizycznie wśród nas, że on żyje, że tylko na chwilę pobiegł poszukać wszystkich Żółtowskich w tej przestrzeni, którą nazwano Wiecznością. Mamy nadzieję, że wziął w dłonie wszystkie swoje dobre uczynki i złożył je u stóp Pana Najwyższego, tak jak to od sześciu wieków czynili nasi przodkowie, zawsze będąc wiernymi Bogu, Honorowi, Ojczyźnie i Rodzinie. Jednocześnie ufamy, że swoją pracą dał wystarczający impuls do tworzenia więzi międzyrodzinnych, a trud szukania bocznych krewnych podejmiemy my, wszyscy członkowie Rodu.
Dodaj komentarz