Chiton

Autor:

w

Przed wystawą sklepową stała dziewczyna. Z zainteresowaniem przyglądała się kremowemu delikatnemu materiałowi. Oczami wyobraźni widziała suknię, z którego byłaby uszyta długa, prosta w greckim stylu. Na bal maturalny, wprawdzie jest to tak zwana „mała matura”, ale jeżeli los będzie łaskawy, kreacja będzie na bal maturalny za dwa lata. Weszła do sklepu. Z uśmiechem przywitał ją sprzedawca: „Służę uprzejmie, szanownej pani”. Pomimo jej szesnastu lat potraktował ją jak dorosłą kobietę. Co za wspaniałe uczucie!

– Proszę o ten materiał na długą suknię.

– Ten materiał, szanowna pani – to wysokogatunkowy tiul. delikatny jak mgiełka. Ma pani gust, przy tej urodzie, kasztanowe włosy, ciemne oczy. To będzie wspaniała kreacja.

Później wizyta u krawcowej. Po paru dniach ostatnia przymiarka, to było właśnie to – urzeczywistnienie dziewczęcego marzenia. Suknia wyszła bez zarzutu, fałdy ułożone w wyszukany sposób – całość przypominała grecki chiton. Tylko czekać na bal.

Nadszedł ten długo oczekiwany dzień.

– Krysiu! – mówiła do przyjaciółki – bardzo się cieszę na ten mój pierwszy bal, ciekawa jestem, jakie wrażenie zrobi moja kreacja?

– Zapewne zrobisz furorę w tej swojej pięknej sukni, nigdy takiej nie widziałam, nawet w żurnalach mody. Szkoda tylko, że ja tego nie zobaczę – odpowiada Krysia.

– Dlaczego?

– Z prostego powodu, nie mam się w co ubrać.

Minuta zastanowienia. Krysiu, ty włożysz moją suknię – musisz, a ja? Ja coś sobie wymyślę. Bez ciebie bal nie będzie miał dla mnie uroku.

Krysia dała się przekonać. Gdy weszła na salę w sukni swojej przyjaciółki, zapanowała cisza, zdumienie i ogólny podziw, przywitano ją oklaskami. Pierwsza zabrała głos pani dyrektor szkoły: – Brawo! Dziewczyno, wyglądasz zjawiskowo, cóż to za wspaniały pomysł z tą suknią w stylu greckim, jestem z ciebie dumna, nigdy nie przypuszczałam, że masz tyle inwencji.

Krysia zachowała milczenie – została królową balu. Właścicielka sukni też zachowała milczenie. „Ale czy Krysia jest prawdziwą przyjaciółką? Chyba nie, przecież mogła powiedzieć, że to ja wymyśliłam tę kreację. Przyjaźń w tym przypadku to zbyt wielkie słowo „ – pomyślała z goryczą.

„No cóż, stwierdziła dziewczyna, wieszając suknię do szafy, może się przyda, za dwa lata matura, będę wtedy już dorosła”.

Jednak nigdy jej nie włożyła, nie było jej to dane. Suknię bowiem przywłaszczyła sobie bliska krewna, następnie sprzedała, ze sprzedażą nie miała najmniejszego kłopotu, bo kreacja była wyjątkowo atrakcyjna.

A dziewczyna? Miała innego rodzaju kłopoty, musiała podjąć walkę o przetrwanie.

Anna Nowotna-Laskus z domu Żółtowska

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *