Zrządzenie losu

Autor:

w

Do zakładu przyjęto nowego pracownika, była to młoda kobieta.

Pracownicy działu, w którym miała wykonywać obowiązki referenta, nie znali jej, nic o niej nie wiedzieli. Przyjechała niedawno do miasteczka. Kim była? Jedno było pewne, była jakaś „inna”. Trudno było zrozumieć, dlaczego wzbudziła zainteresowanie, była bowiem osobą skromną, nieśmiałą, małomówną. Ze współpracownikami nie nawiązywała znajomości, ograniczała swoje kontakty do spraw służbowych. Jednak drażniła swoim zachowaniem, nie odpowiadała na zaczepki, nie reagowała na drobnie uszczypliwości, a nawet niewybredne żarty, uważano to za wyniosłość.

W zaczepkach najaktywniejszy był starszy referent, błaznował za jej plecami, czym wzbudzał wesołość współpracowników. Zaczepki były coraz bardziej śmiałe, ośmielony brakiem reakcji pozwalał sobie szydzić z jej skromnego ubrania, sposobu bycia, poruszania się. Interesował się jej życiem prywatnym, opowiadał różne historie oparte na domysłach i plotkach. Gdy się dowiedział, że jest mężatką i mąż jej jest niepełnosprawny, w swoich złośliwościach przekraczał wszelkie granice przyzwoitości. Przesadnie naśladował sposób poruszania się jej chorego męża: wykręcał nogi, dostawał drgawek, kręcił nienaturalnie głową, wywalał język, czym wzbudzał salwy śmiechu.

Kobieta nie zwracała uwagi na te prostackie wyczyny „kolegi z pracy”, twarz jej była kamienna, nie wyrażała żadnych uczuć, nie reagowała, uważała, że sytuacja musi się zmienić, po prostu z czasem agresor się znudzi. Natomiast ciągłą błazenadą znudzili się współpracownicy, przestawało ich to śmieszyć. Nie wiadomo, jaki byłby finał tej historii, gdyby nie pewne zdarzenie.

Któregoś dnia starszy referent nie zjawił się w pracy. Okazało się, że został aresztowany, trafił do więzienia, ponieważ popełnił przestępstwo.

Kobieta zapomniała już o tych przykrych dla niej incydentach, kiedy niespodziewanie po latach spotkała go na ulicy. Nie zauważył jej. Szedł z wielkim trudem, opierając się na drewnianych kulach, stąpał na powyginanych nogach, nienaturalnie poruszał głową. To nie była już błazenada, to było prawdziwe cierpienie. Po odbyciu kary więzienia uległ wypadkowi, cudem ocalał, lecz został niepełnosprawny do końca życia.

Kobieta ze zdziwieniem i lękiem patrzyła na oddalającego się człowieka, który wyrządził jej tak wiele przykrości. Nie czuła jednak żadnej satysfakcji z tego, że los go tak srogo pokarał.

I wtedy przypomniała sobie słowa ojca: „Nigdy nie ulegaj pokusie zemsty, los uczyni to za ciebie”.

Anna Nowotna-Laskus z domu Żółtowska

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *