Chwilę przed rozstaniem

Moje ostatnie spotkanie z Władkiem.

20 października ubiegłego roku, kiedy odwiedziłam Władka, minęły dwa tygodnie po operacji, na którą
czekał dość długo. Dzień wcześniej, dostałam jak każdego dnia, powitalną kawę na messengerze i wtedy nie
podziękowałam, a napisałam: „Dobra, dobra Władek, ale ja już nie chcę wirtualnych kaw, tylko poproszę dobrą
kawę w ładnej filiżance”. Władek wiedział, że lubię dobrą kawę w ładnej filiżance, była to też okazja do
opowiadania o ich pochodzeniu). Odpisał, że zaprasza od 10.00 do 24.00. Pojechałam w odwiedziny następnego
dnia po Jego operacji nóg. Zaskoczenie moje było ogromne, gdy zobaczyłam jak dobrze chodzi bez kuli.
Powiedziałam: „Władek, Ty teraz zasuwasz, a nie chodzisz”. Stanął i pochwalił się, że teraz nic go nie boli, że
czuje się jak Młody Bóg. Potem w rozmowie z Jurkiem, który był kilka dni wcześniej u Władka, dowiedziałam się o
Jego planach wyjazdu z Maćkiem do Jeleniej Góry, a następnie do Kielc.

Ogromny szok. 26 października telefon od Rafała: „Kalina, Władek nie żyje!”. Spytałam: „Nasz Władek?”. Nie
mogliśmy z Jurkiem pogodzić się z tak szokującą informacją.

Teraz każdego dnia rozmawiamy i wspominamy o naszych spotkaniach. Władek był częstym gościem u
nas. Wyciągaliśmy go z domu, żeby pospacerować, porozmawiać, czy po prostu pobyć razem. Oboje wiemy co
znaczy samotność. Obaj Panowie to wojskowi. Z ciekawością wysłuchiwałam ich wspomnień, czasem nie
dopuszczana do głosu. Ponadto chętnie robiliśmy wspólne wycieczki. Najczęściej do Ciechocinka. Nawet latem,
gdy obaj chodzili z kulami, (Jurek- mój Mąż, miał złamana nogę, Władek poruszał się już o kuli) potrafiliśmy
pojechać do Ciechocinka na kawę i lody.

Władek i Jurek w Ciechocinku
Władek i Jurek w Ciechocinku

Okazało się, że ta moja wizyta była wizytą pożegnalną. Władek pozostanie w mojej i Jurka pamięci na
zawsze. To był prawdziwy PRZYJACIEL, mógł zawsze na nas liczyć, a my na Niego.

Przytoczę kilka ciepłych słów o Władku, jakie przeczytałam z maila nadesłanego na adres naszego
Związku przez pana Ryszarda, kolegi z lat szkolnych Władka.

Z Władkiem byliśmy uczniami w Liceum Mikołaja Kopernika w latach 1963-1967 klasa 11b ( Wychowawczyni Pani
Prof. Lajborek) i tylko o tym okresie mogę w kilku słowach potwierdzić to, co powiedziałem Pani telefonicznie. W
okresie 53. lat od matury miałem z Nim jedynie kontakt na spotkaniu klasowym (28 lat temu), które odbyło się w
moim domu, podczas którego dowiedzieliśmy się, że mieszka w Kielcach, że jest wojskowym, że obronił doktorat i
tylko tyle.
Dzięki Pani i stronie www.zoltowscy.pl poznałem Jego zainteresowania i okoliczności dwunastoletniego pobytu w
Toruniu. Grób Rodziny Żółtowskich jest mi znany od lat, gdyż znajduje się o kilkadziesiąt metrów od grobu moich
Rodziców i stąd zobaczyłem, że Włodek (tak żeśmy się do Niego w klasie zwracali) nie żyje. ….. Władek był bardzo
koleżeński, życzliwy, spontaniczny, nie konfliktowy, wysoce uzdolniony matematycznie, zamiłowany i
zafascynowany sportem, szczególnie koszykówką, taki młody, radosny, otwarty, naturalny, nie zmanierowany
chłopak z dobrej Rodziny. ….”
Czy mogę coś więcej dodać jeszcze od siebie, tak, był dobrym tancerzem i lubił „wpuszczać mnie w maliny”, a
w nalewkach prześcigaliśmy się.

Władku, brakuje nam spotkań z Tobą.

KALINA NOWACKA z domu Żółtowska z Torunia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.