Strzelce Wielkie al. Wielki Strzelcz, Strzelcze, wś. kość. i dwór, pow. krobski (Gostyń), dek. szremski, o 5 klm. na wsch. od Gostynia, pod Piaskami, na trakcie do Pogorzeli; par. i szkoła w miejscu, poczta i st. dr. żel. w Piaskach (Sandberg).
S. leżą na wzn. 678 st. npm. W r. 1310 wchodziły S. w skład pow. ponieckiego, później kościańskiego. W r. 1580 było w S. W. 12 łan. osiadł., 5 zagród., 1 komor., 1 rzemieśl., 15 owiec i wiatrak; r. 1775 pisał się panem na Piaskach i S. Karol Leszczyc z Pierzchną Koszutski, ostatni kaszt. szremski. Około r. 1793 dziedziczą S. Koszutscy, Jaskóleccy, Bronisz i Rosenowa, później Zakrzewscy, w końcu Żółtowscy. Kościół p. w. św. Marcina stanął w r. 1389, nowy, z cegły palonej, wystawił Uryel Górka, biskup pozn. w r. 1487; przyozdobił go wieżą w r. 1862 Franciszek Żółtowski, dziedzic. W kościele znajdują się 2 pomniki: Kacpra Miaskowskiego, poety (zm. 1622 r. 23 kwiet.) i Barbary z. Konarzewa Koszutskiej (zm. 1690).
…Księgi kościelne zaczynają się od r. 1721. Par. …4988 dusz. …Szpital istniał już przed r. 1610….
Wś. ma obecnie 52 dm., 340 mk. (303 kat, 38 prot.) i 327 ha (300 roli, 8 łąk). Dwór ma 8 dm., 163 mk. (1 prot.) i 375 ha (335 roli, 16 łąk, 11 lasu); czysty doch. z ha roli 1-20, z ha łąk 24, z ha lasu 4-80 mrk; cegielnia; właścicielem jest Franciszek Żółtowski [„Słow. Geogr. Król. Pol. i ziem…”, t. 2, 1881, s. 458-459].
Patron, czyli kolator
W zakończeniu „Potopu” Sienkiewicza pan Kmicic i Oleńka, w czasie wygłaszania mowy rehabilitującej pana Andrzeja, siedzą w kościele w kolatorskiej ławce. Ławka ta umieszczona jest blisko ołtarza, bokiem do reszty kościoła, a zasiadający w niej patrzą na pozostałych wiernych z góry i z pewnego oddalenia – co jest jawną niesprawiedliwością społeczną.
„Encyklopedia Staropolska” Glogera mówi na temat słowa „kolator” co następuje:
„Kto kościół wybudował i funduszem go opatrzył, ten nie tylko sam, ale i jego potomkowie mają nadane sobie od Kościoła prawo „prezenty” tj. wybierania i przedstawiania biskupowi kapłana na wakujące w tym kościele beneficjum, czyli prawo kollacyi. albo patronatu, lubo w prawie kanonicznym noszą nazwisko patronów… Samo wybudowanie kościoła, bez jego wyposażenia patronem czyli kolatorem nie czyniło. Według powszechnego w Polsce zwyczaju kolator podczas uroczystych procesji miał przywilej prowadzenia celebransa pod rękę, w kościele miał zwykle ławkę kolatorską…” [„Encyklopedia Staropolska” Glogera, t. 2, s. 55].
Chcę tu opowiedzieć jak to kolatorstwo wyglądało w naszej rodzinie Żółtowskich – kolatorów parafii Strzelec Wielkie koło Gostynia w Wielkopolsce.
Kościół w Strzelcach Wielkich
Pierwsza wzmianka o wsi Strzelce Wielkie albo Wielki Strzelcz pochodzi z roku 1310, a drewniany kościół został wybudowany w roku 1389. Nowy kościół z palonej cegły wystawił biskup Uriel Górka w r. 1487. Został on odrestaurowany pod koniec XVII wieku przez ówczesnego dziedzica i kolatora Piotra Koszuckiego. W 1862 r. Franciszek Żółtowski dobudował murowaną wieżę w stylu romańskim, a w latach 1902-1903 powiększono kościół przez dobudowanie od wschodu transeptu z prezbiterium i zakrystiami. Głównym fundatorem rozbudowy był Marceli Żółtowski.
Nawa jest w stylu późnogotyckim, nakryta pozornym sklepieniem kolebkowym, wspartym na drewnianych słupach. W latach 30 kościół został ozdobiony polichromią w wykonaniu prof. Gosienieckiego z Poznania. Ostatnio gruntownie odremontowany, osuszony i odmalowany.
Kolatorzy kościoła w Strzelcach Wielkich
Pierwszym kolatorem z rodziny Żółtowskich był Franciszek, po nim syn Marceli i jego potomni: Benedykt – mój ojciec – i Jan.
Franciszek Żółtowski, mój pradziadek, żył w latach 1818-1894, był właścicielem kilku majątków w Wielkopolsce, między innymi Godurowa i Strzelec Wielkich w powiecie gostyńskim. Sam mieszkał w Niechanowie koło Gniezna, a do Godurowa i Strzelce tylko dojeżdżał.
Franciszek był człowiekiem bardzo pracowitym i pobożnym. Jego żona, Zofia z Zamoyskich zmarła na gruźlicę w wieku 25 lat, zostawiając go z pięciorgiem dzieci. Franciszek zrzekł się wtedy stanowiska posła na Sejm pruski, by zająć się wychowaniem dzieci. Nigdy się już drugi raz nie ożenił. Był dobrym gospodarzem, dokupił trzy majątki w czasach, gdy większość ziemian okolicznych te majątki traciła i bardzo dużo łożył na różne dzieła miłosierdzia. W 1862 roku dobudował wieżę w parafialnym kościele na terenie swojego majątku w Strzelcach. Pewnie na tej podstawie jego potomkowie zasiadali w ławce kolatorskiej w strzeleckim kościele.
Po Franciszku właścicielem Strzelec i Godurowa został jego syn Marceli, który zamieszkał w Godurowie, a w parafialnym kościele w Strzelcach bywał z rodziną co niedzielę i tam odbywały się chrzciny i śluby rodzinne. Na cmentarzu przy kościele jest pochowany z żoną i z pięciorgiem z jego dziesięciorga dzieci.
Dziadek Marceli był, podobnie jak jego ojciec, bardzo dobrym gospodarzem, wielkim patriotą i społecznikiem. Działał na terenie powiatu gostyńskiego i w Poznaniu, ale ponieważ nas interesuje teraz parafia, powiem tylko, że przez 40 lat co niedzielę, po mszy prowadził zebrania Kółka Rolniczego mającego na celu szerzenie oświaty wśród okolicznych rolników. W Piaskach, na terenie parafii, zbudował, jako główny fundator, szpital na sto łóżek i osadził tam zakon bonifratrów, aby leczyli miejscową ludność.
Co zaś wykonał jako kolator, czyli patron w kościele w Strzelcach, niech opowie „Ciocia Liza”, jego córka, która spisała swe wspomnienia w latach 60. ubiegłego wieku.
Następnymi, którzy po Marcelim zasiadali w kolatorskiej ławce strzeleckiego kościoła, byli mój ojciec, Benedykt, właściciel Godurowa, i jego brat Jan, właściciel Strzelec. Staraniem ks. Siczyńskiego kościół w 1932 roku zyskał nową polichromię autorstwa prof. Gosienieckiego z Poznania. Benedykt i Jan mieli duży udział w finansowaniu tych prac. Pewnie dlatego rycerz na plafonie nad prezbiterium nosi rysy i charakterystyczny wąsik mojego ojca.
Ostatni akt opieki naszej rodziny nad kościołem w Strzelcach miał miejsce pod koniec sierpnia 1939 roku. W obawie przed zbliżającymi się działaniami wojennymi najstarszy brat ojca, Andrzej, właściciel Milanowa na Podlasiu i Mszczyczyna koło Gostynia, przysłał swego dorastającego syna Andrzeja Ludwika i córkę, Betkę, aby zabrali najcenniejsze rzeczy z Mszczyczyna i wysłali je wagonem towarowym do Milanowa. Tam, z dala od frontu, miały doczekać końca wojny. Gdy wagon został już wyekspediowany, ks. proboszcz Siczyński uprosił Andrzeja i jego siostrę, żeby wracając koleją do Milanowa zabrali też pudła z najcenniejszymi paramentami z kościoła w Strzelcach. Duże tekturowe pudła przejechały więc pociągiem do Warszawy, a potem, samochodem znajomych rodziny do Milanowa. Zostały umieszczone w kościele pod schodami głównego ołtarza i przetrwały tam do końca wojny. Tym sposobem uniknęły zrabowania przez Niemców: zabytkowy ornat, pacyfikał, czyli krzyż, i monstrancja. Przedmioty te uniknęły rabunku przez drugiego okupanta i po wojnie wróciły z Milanowa do Strzelec. Historię tę opowiedział mi sam Andrzej Ludwik.
Najnowszy remont w sto lat po rozbudowie, połączony ze zmiana polichromii odbył się bez udziału kolatorów Żółtowskich, ale nie wątpię, że ksiądz proboszcz znalazł już całkiem współczesnych sponsorów, którzy ich godnie zastąpili, bo społeczne działania zawsze potrzebują zamożnych ludzi, którzy je mogą sfinansować.
Dodaj komentarz