Prawie każde dziecko marzy, aby mieć rower. Dwunastoletnia dziewczynka nie różniła się od swoich rówieśników marzeniami. Ale po zakończeniu II wojny światowej trudno było zdobyć żywność, a co dopiero rower. Jednak szczęście się uśmiechnęło do dziewczynki. Została właścicielką starego dużego i mocno zdezelowanego roweru. Właściwie trzeba było dużo dobrej woli, żeby to urządzenie nazwać rowerem, wydawało ono bowiem dziwne dźwięki: Zgrzytało, piszczało, często gubiło łańcuch. Właścicielka przy swoim wzroście mogła jechać na nim tylko w pozycji stojącej, ponieważ stopami ledwie dotykała pedałów… ale była uszczęśliwiona.
Jest rok 1945, miasto Słupsk przecięte wodami rzeki Słupie. Jeden z mostów zupełnie zniszczony. Aby dostać się na drugi brzeg rzeki, na przęsła przerzucono grube deski. Pod nimi pieni się woda, z której sterczą resztki mostu, betonu i części metalowe. Widok przerażający. Gdyby komukolwiek przydarzyło się nieszczęście i spadł z tego prowizorycznego mostu, zapewne straciłby życie.
Za mostem dzielnica willowa, w której stacjonowali żołnierze Armii Czerwonej. Wokół piętrzyły się różnego rodzaju fotele, sofy, kanapy, tworząc swoistą barykadę, oddzielającą wojsko od ludności cywilnej. Dzielnica wydawała się opuszczona, panowała cisza, pootwierane okna domów zapraszały ciekawskich. Dziewczynka z wielkim trudem przeprowadzała swój rower po kołyszących się deskach, ostrożnie, pomału, towarzyszył jej ogromny strach, ale ciekawość była silniejsza, starała się nie patrzeć w dół. Przeszła szczęśliwie. Gdy doszła o pierwszego domu, zauważyła w otwartym oknie globus. Między dziewczynką a globusem był parapet i przewrócona na bok kanapa. Wspięła się na kanapę i wisząc między nią a parapetem złapała globus. Wtedy niespodziewanie usłyszała: -„Kuda?”- widocznie obudziła wartownika, który spał w środku kanapy.
Trzymając mocno swoją zdobycz, zeskoczyła z kanapy, wsiadła na rower i bez zastanowienia błyskawiczne przejechała po chybotliwych deskach mostu. W krytycznym momencie stary rower nie zawiódł swojej właścicielki. Była już na drugim brzegu rzeki, gdy usłyszała głos wartownika: „Stój!” „Stój!”, ale nie brzmiał on groźnie. To co zobaczył wartownik, było tak śmieszne, że prawie niemożliwe, że dzieje się na jawie, ale to była rzeczywistość.
Duży, stary rower, a na nim szczupła, mała dziewczynka z globusem w ręku. Było w tym tyle komizmu, więcej nawet niż w filmie komediowym jak: „Świat się śmieje”!
Dodaj komentarz