Uprzejmie informuję, że w stopce kwartalnika na ostatniej stronie, zamieszczony jest nowy numer konta bankowego, na który należy wpłacać składki.
Numer konta: Związek Rodu Żółtowskich 79 1090 1522 0000 0001 4757 0945.
Bardzo prosimy osoby zalegające z wpłatami na rzecz Związku o uzupełnienie należności.
Kategoria: Aktualności
-
Informacja o nowym koncie bankowym
-

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzymy wszystkim członkom i sympatykom
Związku Rodu Żółtowskich,
pogodnych i miłych świąt.
Życzymy także, aby w 2021 roku zdrowie dopisywało i
żeby nie zaprzątały naszych myśli, żadne zmartwienia i kłopoty.Prezes Związku oraz członkowie zarządu.
-

ZJAZD W CZASIE PANDEMII
Planując kolejny XXIX-ty Zjazd Związku Rodu Żółtowskich nikt nie spodziewał się, że nadchodzący 2020 rok pokrzyżuje nam plany i że organizacja corocznego spotkania rodziny stanie pod znakiem zapytania. W związku z lockdownem i zamrożeniem branży turystycznej po raz pierwszy od niemal 30-stu lat musieliśmy podjąć decyzję o zmianie terminu Zjazdu. Działając w trosce o zdrowie członków Związku zdecydowaliśmy o przesunięciu terminu naszego spotkania na pierwszy weekend września 2020 roku.
Na gospodarza XXIX-go Zjazdu Związku Rodu Żółtowskich wybraliśmy Sieraków – miasto w województwie wielkopolskim, położone nad Wartą, na skraju Puszczy Noteckiej, na pograniczu Kotliny Gorzowskiej i Pojezierza Poznańskiego. Mimo zagrożenia epidemicznego gościny udzielił nam Hotel KAMA PARK położony w samym centrum Sierakowskiego Parku Krajobrazowego, na terenie leśnym między Jeziorami Jaroszewskim i Lutomskim.
W tym wyjątkowo ciężkim czasie liczyliśmy się z mniejszą frekwencją uczestników, jednak biorąc pod uwagę okoliczności cieszymy się, że po raz kolejny mogliśmy się spotkać, choć w okrojonym składzie.Jako pierwszy na posterunku zjawia się Prezes Honorowy Rafał, który przyjechał z Eweliną i Irkiem. Witamy Prezesa Mariusza z żoną Mirellą, dostojnych seniorów Zbigniewa z Warszawy i Jacka z Łodzi, którzy mimo ryzyka podjęli decyzję o udziale w spotkaniu. Dojeżdżają Kalina i Jurek z Torunia, Ela i Kazio z Kutna, Krysia z Jurkiem i Sylwkiem z Pruszkowa, Andrzej z Płocka. Po raz pierwszy witamy nowych członków Związku – Ewę i Piotra z Oświęcimia. Cieszymy się, że zdecydowali się wziąć udział w Zjeździe i liczymy, że na stałe zapisze się on w ich kalendarzu.
Środa upływa nam na powitaniach i rozmowach, oczywiście z zachowaniem dystansu społecznego. W czwartek obowiązkowym punktem programu jest zebranie zarządu i członków Związku, na którym omawiamy sprawy istotne dla naszego stowarzyszenia oraz oficjalnie witamy nowych członków – Ewę i Piotra. Po zebraniu już tradycyjnie odbyła się prelekcja na temat regionu i związanych z nim ciekawostek. Na prelekcji gościmy pana Tadeusza Andrzejewskiego, nauczyciela w Zespole Szkół w Sierakowie, Prezesa Stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Gminy Sieraków I Okolic „Sieraków Się Dzieje”, regionalistę i miłośnika Sierakowa. Za organizację prelekcji i zaproszenie gościa odpowiedzialna jest Bogusia z Białej, która, mimo że nieobecna ciałem, zdalnie (jak to w czasach zarazy) zorganizowała nam spotkanie z fantastycznym, ciekawym pasjonatem regionu. Bogusiu, ogromne podziękowania!
Podczas wykładu pan Tadeusz zapoznaje nas z historią Sierakowa, najważniejszymi zabytkami, a także znaleziskami podczas prac archeologicznych, w których sam pan Tadeusz brał udział. Dzięki temu możemy zobaczyć unikalne nagranie wykonane podczas wydobywania z krypt cennych sarkofagów rodziny Opalińskich, właścicieli Sierakowa. Po wykładzie pan Tadeusz oferuje nam swoje usługi w charakterze przewodnika po najważniejszych miejscach miasta.
Piątkową wycieczkę zaczynamy wizytą w Stadzie Ogierów w Sierakowie. Jest to najstarsze Stado Ogierów w Polsce, założone w latach 20. XIX wieku.Obecnie Stado prowadzi hodowlę koni rasy wielkopolskiej oraz koników polskich. Oprócz stajni zwiedzamy powozownię z kolekcją powozów z przełomu XIX i XX wieku oraz szorownię ze zbiorem uprzęży. Na terenie Stada rosną interesujące okazy drzew – w parku 700-letni dąb, cztery stare dęby na środku głównego placu, a przed dawnym pałacem rzadkie cyprysy nutkajskie.
Ze Stada Ogierów kierujemy się ku Perle Stu Jezior, jak nazywany jest kościół pobernardyński Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, najcenniejszy zabytek miasta. To zarazem jedyna spośród budowli, jakie wznieśli Opalińscy, która ocalała z pożarów i klęsk nawiedzających miasto. Kościół został zbudowany na planie krzyża, w czterech narożach podstawy kopuły umieszczone są herby fundatorów kościoła: Łodzia Opalińskich, Nałęcz Ostrorogów Lwowskich, Dąbrowa Kostków i Leliwa Pileckich. Najwspanialszym elementem wczesnobarokowego ołtarza jest obraz namalowany przez flamandzkiego malarza Artusa Wolfforta – Zdjęcie z krzyża. Malowidło jest tak znakomite, że przez lata przypisywano je Rubensowi. Wewnątrz kościoła znajdują się dwa nagrobki Opalińskich.
W Sierakowie znajdują się jeszcze dwie zabytkowe budowle – zbór ewangelicki, obecnie częściowo zrujnowany oraz synagoga.
Ponieważ mamy jeszcze trochę czasu wolnego, a w związku z niską frekwencją i obostrzeniami związanymi z epidemią nie planowaliśmy zorganizowanej wycieczki, spontanicznie wsiadamy w samochody z zamiarem odwiedzenia okolicznych atrakcji. Prosto z Sierakowa udajemy się do Kwilcza, gdzie ok. 1828 roku powstała późnoklasycystyczna rezydencja dla znamienitej wielkopolskiej rodziny Kwileckich. W 2013 roku zespół pałacowo-parkowy został odzyskany przez spadkobierców przedwojennych właścicieli.
Kolejnym etapem naszej podróży jest Cmentarz kalwiński w Orzeszkowie – cenne świadectwo protestantyzmu w Wielkopolsce. Wśród pomników nagrobnych wyróżnia się żeliwny obelisk w stylu empire na grobie Jana Wilhelma Kassyusza (1787-1848), pastora, pedagoga i działacza patriotycznego, ufundowany z inicjatywy Karola Libelta przez mieszkańców Wielkiego Księstwa Poznańskiego.
Z Orzeszkowa już tylko rzut kamieniem do Zajączkowa, gdzie znajduje się pałac należący niegdyś do Żółtowskich, miejsce, w którym został zorganizowany II Zjazd Związku Rodu Żółtowskich.Niestety obiekt mogliśmy oglądać tylko zza zamkniętej bramy. W 2018 roku podupadający pałac zakupił Holender Sander van Klinken. Zarejestrowano spółkę Pałac Zajączkowo Sp. z o.o., ale do dnia dzisiejszego nie podjęto żadnych prac zabezpieczających i remontowych. Chcąc dowiedzieć się czegoś o obecnych właścicielach i planach związanych z pałacem, przez przypadek zajeżdżamy pod Pensjonat Rekreacyjno-Wypoczynkowy w Zajączkowie, gdzie wita nas właścicielka pani Anna Winiaszewska. Okazuje się, że mąż pani Anny, pan Tadeusz Winiaszewski jest autorem książki Zajączkowo – historia, legendy, współczesność, a pani Anna jeden z ostatnich egzemplarzy przekazuje na ręce Prezesa Mariusza. Na wzniesieniu powyżej pensjonatu postawiono kaplicę z możliwością odprawiania mszy. Obok kaplicy znajduje się grobowiec rodziny Żółtowskich – o którym dowiedzieliśmy się na skutek szczęśliwego zbiegu okoliczności. Zachował się nawet oryginalny granitowy krzyż, który czeka na właściciela. Być może któryś z członków naszego Związku miałby pomysł na zagospodarowanie dużego kamienia z historią?
Kontynuując naszą wycieczkę docieramy do Obrzycka, w którym znajduje się pałac Raczyńskich – rezydencja jednego z najbogatszych i najbardziej znanych rodów Wielkopolski. Obecnie pałac jest siedzibą Domu Pracy Twórczej i Wypoczynku Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.Kalina z Jurkiem przed Pałacem Raczyńskich
Wracając do Sierakowa zajeżdżamy jeszcze do Lutomia, gdzie znajduje się późnobarokowy kościół parafialny pw. św. Andrzeja i Najświętszej Marii Panny Wspomożycielki. Przy ołtarzu głównym stoi konstrukcja wzorowana na barokowym baldachimie z katedry gnieźnieńskiej, uznawana dotąd za konfesję, a w rzeczywistości jest jedynym zachowanym w Polsce Castrum Doloris z przełomu XVII i XVIII wieku.
Zgodnie z tradycją piątkowy wieczór kończymy uroczystą kolacją. I jak co roku na stole króluje chleb staropolski z herbem Ogończyk wypieczony i dostarczony przez Krzysztofa Rumińskiego z Torunia. Ale tym razem oprócz stałych punktów programu mamy też niespodziankę – jubileusz naszych dwóch Seniorów Zbigniewa z Warszawy i Jacka z Łodzi. Są torty i odśpiewane „200 lat”! Zapominamy o krążącym wirusie i biesiadujemy do późnych godzin.
Sobotni poranek zaczynamy zwiedzaniem Muzeum Zamku Opalińskich, gdzie czeka już na nas pan Tadeusz Andrzejewski. Poznajemy historię Zamku, który lata świetności przeżywał w XVII i XVIII wieku będąc siedzibą rodu Opalińskich. Zniszczony w wielkim pożarze w 1817 roku, restytuowany w latach 90-tych XX wieku z powodu braku wiarygodnych materiałów do precyzyjnej odbudowy. Obecnie pełni funkcję muzeum pamiątek po rodzinie Opalińskich i Leszczyńskich, a wśród ekspozycji obejrzeć można również znaleziska z prac wykopaliskowych prowadzonych przed odbudową Zamku oraz przedmioty związane z historią Sierakowa. Najcenniejszym miejscem Muzeum Zamku Opalińskich jest mauzoleum, w którym umieszczono unikatowe w skali europejskiej sarkofagi dawnych właścicieli zamku. Zostały one przeniesione z kościoła parafialnego ze względu na niesprzyjające tam warunki w podziemiach. Po odrestaurowaniu, odpowiednio wyeksponowane i zabezpieczone w piwnicy dawnego zamku, zamienionej na kaplice, przypominają minioną świetność dawnego rodu Opalińskich. Dzięki uprzejmości pana Tadeusza możemy zwiedzić kaplicę z cennymi sarkofagami, które na co dzień nie są udostępnione zwiedzającym.
Popołudniem mamy jeszcze trochę czasu wolnego, więc razem z Mariuszem i Elą udajemy się nad jezioro Jaroszewskie. Po drodze spotykamy Rafała z Eweliną i Irkiem. Pogoda podczas tegorocznego Zjazdu do tej pory nas nie rozpieszczała, więc ostatnie wspólne chwile spędzamy na łonie natury. Wieczorem jeszcze kolacja grillowa i nieubłaganie kolejny, XXIX już Zjazd Związku Rodu Żółtowskich zbliża się ku końcowi. Jednocześnie myślimy już o następnym jubileuszowym XXX Zjeździe. Czas pokaże, czy sytuacja pozwoli nam bez przeszkód spotkać się w szerszym gronie.AGNIESZKA z Wrocławia

Agnieszka i Ela 
Rafał, Ewelina, Irek 
Tradycyjne zdjęcie pod kościołem 
Milena, Mariusz, Kalina i Pan Andrzejewski 
Mariusz, Zbigniew, Jacek 
Andrzej z Płocka, Jurek z Torunia 
Zamek w Sierakowie
Do zobaczenia na XXX Zjeździe Rodu Żółtowskich! -
PROTOKÓŁ ZE SPRAWOZDAWCZEGO ZWYCZAJNEGO ZGROMADZENIA CZŁONKÓW ZWIĄZKU RODU ŻÓŁTOWSKICH, KTÓRE ODBYŁO SIĘ 3.09.2020 ROKU NA XXIX ZJEŹDZIE W SIERAKOWIE
Prezes Związku Rodu Żółtowskich Mariusz ze Sztumu otworzył zebranie i powitał przybyłych członków ZRŻ.
Uczczono minutą ciszy pamięć zmarłych członków ZRŻ w okresie czerwiec 2019 – sierpień 2020.
Prezes Mariusz przedstawił sprawozdanie z czteroletniej działalności zarządu. Podziękował za społeczną pracę członkom zarządu na rzecz stowarzyszenia.
Skarbnik, Agnieszka z Wrocławia przedstawiła stan finansowy Związku.
Zarząd otrzymał jednogłośnie absolutorium z czteroletniej działalności. W związku z małą ilością przybyłych na zebranie, które związane było z odwołaniem rezerwacji przyjazdu na zjazd ze względu na obawy związane z panującą pandemią COVID-19, członkowie jednogłośnie zagłosowali za przełożeniem wyborów nowych władz Związku na 2021 rok. Obecny zarząd ma za zadanie zorganizowanie jubileuszowego XXX zjazdu ZRŻ w 2021 roku.
Sekretarz zarządu Kalina z Torunia, złożyła rezygnację z pełnienia tej funkcji. Jednogłośnie członkowie zgromadzenia wybrali na sekretarza związku Elżbietę z Kutna. Zgłoszono kandydaturę na przyjęcie do władz zarządu Andrzeja z Popłacina. Kandydaturę Andrzeja przyjęto jednogłośnie. Andrzej, zajmie się tematyką młodzieżową i historyczną naszego stowarzyszenia.
Ze względu na wysokie koszty dystrybucji kwartalnika, zgromadzeni jednogłośnie zagłosowali za podniesieniem rocznej stawki członkowskiej o 10 zł, będzie to więc 70 złotych rocznie. Jednocześnie zwrócono się z apelem do członków o regularne wpłacanie składek.
Przekazano pozdrowienia od członków i sympatyków naszego stowarzyszenia, którzy nie dojechali na XXIX Zjazd ze względu na obawy związane z pandemią COVID-19.
Nowi Żółtowscy, Ewa i Piotr z Oświęcimia przedstawili się zebranym. Pragną być przyjęci w poczet członków ZRŻ.
Poruszono kwestię zorganizowania jubileuszowego zjazdu w centralnej Polsce. Mamy nadzieję, że na ten wspaniały trzydziestoletni jubileusz przyjedzie dużo osób. Chcemy jak najgodniej uświetnić to wydarzenie, zapraszając m. in. media.
Prezes Mariusz wspomniał o projekcie i wykonaniu pamiątkowego medalu przez Jarka ze Skierniewic.
Agnieszka z Wrocławia planuje założenie profilu konta społecznościowego Związku Rodu Żółtowskich na FB.
Prezes poruszył sprawę od lat rozważaną przez nasz Związek, a mianowicie, postawienie w miejscowości Żółtowo na Mazowszu, skąd wywodzi się Ród Żółtowskich, głazu z przymocowaną tablicą informującą o pochodzeniu naszego Rodu. Ze względu na formalności techniczno–prawne i finansowe związane z wykupem prywatnego gruntu, niestety jest to obecnie nierealne.Protokołowała: ELŻBIETA z Kutna
-
PROTOKÓŁ Z POSIEDZENIA ZARZĄDU ZWIĄZKU RODU ŻÓŁTOWSKICH
3 września 2020 roku w hotelu Kama-Park podczas XXIX Zjazdu.
Obecni:
Mariusz ze Sztumu – prezes
Rafał z Korycina – prezes honorowy
Agnieszka z Wrocławia – skarbnik
Elżbieta Żółtowska – sekretarz
Kalina Nowacka – członek zarządu
Andrzej z Popłacina – członek zarząduPorządek obrad:
- Wybór miejsca następnego Zjazdu
- Program na jubileuszowy XXX Zjazd
- Zaproszenia
- Teksty do Kwartalnika
- Mobilizacja Żółtowskich do liczniejszego przyjazdu na Zjazd
- Sprawy różne
1] Pierwszym punktem zebrania, było podjęcie wspólnej decyzji o zorganizowaniu XXX jubileuszowego Zjazdu ZRŻ 2021 roku w centralnej Polsce. Kalina zaproponowała ośrodek w Koszelówce k. Gostynina tuż nad jeziorem. Można tu zwiedzić kilka ciekawych historycznie miejsc, chociażby w Gąbinie, skąd pochodził gen. Sławoj-Składkowski. Agnieszka była za organizacją Zjazdu w okolicach Mszczonowa. Moglibyśmy zorganizować wyjazd do Lasek i odwiedzić grób Michała. Padła też propozycja na Zjazd w Spale.
Agnieszka wysłała już do kilku centralnie położonych ośrodków zapytania o warunki pobytu. Niektóre ośrodki mają już zajęte terminy. Tak, więc należy się spieszyć z poszukiwaniem i szybko podjąć decyzję o miejscu zjazdu.
2] Chcielibyśmy aby jubileuszowy Zjazd w 2021 roku zorganizować wyjątkowo pięknie, przedstawiając uczestnikom ciekawy i atrakcyjny program. Andrzej z Popłacina ma pomyśleć nad historyczną i sportową oprawą spotkań. Na początku 2021 r. będziemy już zorientowani ile osób zadeklaruje przyjazd na Zjazd i wtedy podejmiemy decyzję o zaproszeniu mediów. Mamy nadzieję, że pandemia COVID–19 nie pokrzyżuje nam planu w organizacji tego jubileuszu.
3] Rafał zobowiązał się załatwić zaproszenia na przyszłoroczny zjazd. Będą dołączone do kwartalników.
4] Zgłosili się chętni do napisania tekstów do Kwartalnika. Agnieszka z Wrocławia, napisze relację z ostatniego Zjazdu, Ela z Kutna wywiad z Basią Merkel z Wrocławia, Andrzej z Popłacina o historii wojennej jego stryja, Mariusz ze Sztumu dalszy ciąg relacji z rejsu dookoła świata, Rafał z Korycina przyśle wiersze swojej córki Aleksandry.
5] Chcielibyśmy zachęcić, by jak najwięcej Żółtowskich przyjeżdżało na Zjazdy, a zwłaszcza ten jubileuszowy. Ela wraz z mężem zobowiązali się dzwonić do Żółtowskich, by poprosić ich o uczestnictwo w następnym zjeździe. Agnieszka obiecała założyć w przyszłym Roku konto społecznościowe Związku Rodu Żółtowskich na FB, by poprzez tę formę dotrzeć z aktualnymi informacjami do jak największej rzeszy Żółtowskich w Polsce, ale też na świecie, zwłaszcza do młodego pokolenia.
Andrzej natomiast podejmie próbę dotarcia do Żółtowskich w Płocku i okolicy.
6] Sprawy różne:- Ela będzie rozmawiać z osobą zajmującą się naszą stroną internetową w sprawie podłączenia skrzynki mailowej Andrzeja do poczty zarządu, a także dopisania Go, na naszej stronie internetowej w skład zarządu Związku.
- Kalina, w związku z rezygnacją z funkcji sekretarza, przekaże Eli dokumenty Związku Rodu Żółtowskich.
- Członkowie zarządu mają przedstawić projekt pamiątkowego, jubileuszowego medalu, do wykonania którego zobowiązał się Jarek ze Skierniewic.
- Agnieszka podejmie starania w założeniu subkonta w banku, które rozwiązałoby problem wpłacania składek członkowskich przez Internet.
Protokołowała : ELŻBIETA z Kutna – sekretarz
-

CHARYTATYWNY BIEG NA SPECJALNYM WÓZKU NA RZECZ FUNDACJI POMOCY WDOWOM I SIEROTOM PO POLEGŁYCH POLICJANTACH
Komendant Miejski Policji w Toruniu insp. Maciej Lewandowski spotkał się z Panem Maciejem Drożdżalem – członkiem Wojskowego Klubu Biegacza „Meta” w Lubińcu, aby objąć honorowym patronatem jego udział w II Charytatywnym Biegu Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie na rzecz
Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. W minioną sobotę Pan Maciej z 59 numerem startowym, zaczynając od siedziby KMP w Toruniu przy ul. Grudziądzkiej 17, na swoim specjalnie przystosowanym wózku dla osoby niepełnosprawnej pokonał blisko 40 km, odwiedzając po drodze toruńskie komisariaty.
Do Komendanta Miejskiego Policji w Toruniu zwrócił się Pan Maciej Drożdżal, który od urodzenia choruje na czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce. Jak napisał w swoim liście „z racji niepełnosprawności nie jest możliwa kontynuacja rodzinnej tradycji i założenie przeze mnie munduru. Jednakże to właśnie przez środowisko mundurowe została w nim zaszczepiona pasja do czynnego uprawiania sportu (biegi długodystansowe na wózku o napędzie pośrednim)”.
Aktywność Pana Macieja została dostrzeżona przez Wojskowy Klub Biegacza „Meta” Lubliniec, którego w 2013r. został honorowym członkiem. Także w gminie Chełmża, jest honorowym członkiem OSP Zelgno i reprezentuje te dwie jednostki w zawodach sportowych, biorąc czynny udział w biegach na wózku.
Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie w dniach 4.07 do 12.07 zorganizowała już kolejną edycję biegu charytatywnego na rzecz Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach, jednak z uwagi na aktualną sytuację epidemiologiczną bieg ten odbywał się w formie zdalnej. Zarejestrowani wcześniej uczestnicy, w wybrany przez siebie sposób, wykazując aktywność fizyczną przesyłali zdjęcia i screeny pokonanych tras na specjalnie utworzoną stronę. Mając na uwadze charakter biegu oraz fakt, że jego trasę wyznacza sobie uczestnik Pan Maciej postanowił pokonać wspomniany dystans zaczynając od siedziby Komendy Miejskiej Policji w Toruniu i przejeżdżając obok toruńskich komisariatów i kończąc w miejscu startu.
Pan Maciej zwrócił się do Komendanta Miejskiego Policji w Toruniu z prośbą o objęcie honorowym patronatem jego udziału w powyższym przedsięwzięciu sportowym. Insp. Maciej Lewandowski przystał bez zastanowienia, co więcej sam wziął udział we wspomnianym Wirtualnym Biegu Charytatywnym.
Podczas spotkania, które odbyło się w miniony piątek (9.07.20) Komendant Miejski wręczył Panu Maciejowi oficjalny dokument potwierdzający patronat oraz drobny upominek album „Misja Serc” wydany przez Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.
Szczegóły dotyczące biegu dostępne są pod adresem: http://biegcharytatywny.wspol.edu.pl/Autor: podinsp. Wioletta Dąbrowska
Publikacja: Kamila OgonowskaŹródło:
https://kujawsko-pomorska.policja.gov.pl/kb/informacje/wiadomości/109273,Charytatywny-bieg-na-specjalnym-wozku-na-rzecz-Fundacji-Pomocy-Wdowom-i-Sierotom-html
2020-07-14,16:37 -
JUBILEUSZOWY XXX ZJAZD RODU ŻÓŁTOWSKICH
XXIX Zjazd, odbył się w Sierakowie podczas epidemii koronawirusa.
To zadecydowało o niskiej frekwencji, bo wzięło w nim udział zaledwie16 członków Związku i 2 osoby towarzyszące. Szczególnie cieszyła obecność dwóch dziarskich 90-latów t.j. Jacka z Łodzi i Zbigniewa z Warszawy, smuciła natomiast absencja tych, którzy mimo wcześniejszych deklaracji nie mogli się z nami spotkać. Dzięki naszej ostrożności i profesjonalnej obsłudze hotelowej na szczęście nikt nie zachorował.W przyszłym roku czeka nas jubileuszowy XXX Zjazd. Z założenia ma być bardzo uroczysty i nagłośniony medialnie. Nowy członek Zarządu, Andrzej z Płocka, zarekomendował nam ośrodek Koszelówka, a trafność wyboru potwierdziła Ela z Kutna i Kalina z Torunia. W tej sytuacji, tym razem zrezygnowałem z osobistej inspekcji w Koszelówce. Ośrodek został wstępnie zarezerwowany. Podkreślam słowo „wstępnie”, bo nikt nie może przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie pandemia czy będzie już szczepionka oraz skuteczne leki. Jedno jest pewne – nie zaryzykujemy zdrowia i życia uczestników Zjazdu. Jeżeli będzie taka konieczność, spotkamy się w innym terminie niż święto Bożego Ciała. Obyśmy w zdrowiu tego spotkania doczekali. W tym roku ponieśliśmy ciężkie straty – odeszli do swoich przodków Witold z Białej, Andrzej Mieczysław i Edward z Warszawy oraz Władysław z Torunia i pomimo, że ze względów sanitarnych nie mogliśmy ich pożegnać tak jak na to zasłużyli, pozostaną w naszej wdzięcznej pamięci. Ilu nas przyjedzie świętować jubileusz i wybrać nowe władze? Miejmy nadzieję, że lista obecności będzie dłuższa od listy nieobecnych. To co będzie działo się dalej ze Związkiem Rodu Żółtowskich zależy od nas samych, o wartości Związku decyduje suma wartości wnoszonych przez poszczególnych jego członków. Życząc wszystkim zdrowych Świąt Bożego Narodzenia pozostaję z szacunkiem.
MARIUSZ ze SZTUMU – PREZES ZARZĄDU -
ROZMOWA Z BARBARĄ Z ŻÓŁTOWSKICH MERKEL
Przykro, że część młodego pokolenia nie ma potrzeby poznania własnych korzeni.
Basiu, od kilku lat regularnie przyjeżdżasz na Zjazd Związku Rodu Żółtowskich. Zawsze uśmiechnięta i przyjazna. Proszę, abyś opowiedziała kiedy pierwszy raz pojawiłaś się na zjeździe i jak pamiętasz tamten czas?
Właściwie o znaczeniu i pochodzeniu rodziny dowiedziałam się od hrabiny Anny Stadnickiej, z którą zaprzyjaźniłam się w ogrodzie zoologicznym we Wrocławiu. Pani hrabina uświadomiła mi, z jak niezwykłej pochodzę rodziny. Znała bowiem ziemian Żółtowskich z Wielkopolski. Moi rodzice w tamtym czasie niewiele opowiadali o wcześniejszych przodkach, chcąc chronić zapewne mnie i brata Jacka. Hrabina nie chciała się ugiąć ówczesnej komunistycznej władzy, więc pracowała jako babcia klozetowa, wzbudzając niejako sensację i zaciekawienie odwiedzających ogród zoologiczny. Siedziała starsza dama w kapeluszu i piękną polszczyzną rozmawiała z ludźmi. Była zapraszana przez pana Antoniego Gucwińskiego, dyrektora ogrodu na konferencję zagranicznych gości. Wtedy pani hrabina brylowała wśród tych dostojników. Znała kilka języków, więc z tłumaczeniem nie było problemu. Z ZOO odeszła na emeryturę . Podczas jej choroby opiekowałam się nią i byłam przy jej śmierci w szpitalu. Zmarła biednie. Pani hr. Stadnicka była wyjątkową i niezwykłą kobietą, ale srodze skrzywdzoną przez los. Dbam o jej grób i opłacam należności. Będę to czyniła do końca moich dni. Nie mam serca, by o niej zapomniano. A wracając do Twojego pytania. Pierwszy raz pojawiłam się na III zjeździe w Soczewce w 1994 roku. Zaprosił mnie brat Jacek z Łodzi, który uczestniczył już w 1993 roku w II zjeździe w Zajączkowie. Odnalazł go Michał z Łodzi. Soczewka położona w centralnej Polsce na Mazowszu wśród jezior zgromadziła na spotkaniu ponad stu Żółtowskich z całej Polski i zagranicy. Przecież tereny Mazowsza to kolebka najdawniejszej historii naszego rodu, na których mieszkają nasi potomkowie. Przez wiele wieków wywędrowali Żółtowscy zamieszkując całą Rzeczpospolitą, a nawet świat. Pamiętam Edwarda z Francji z żoną Francuzką, Krystynę z Żółtowskich i Bronisława Hanczewskich z Niemiec. Atmosfera od pierwszych chwil była rodzinna i serdeczna. Wielu Żółtowskich szukało korzeni. Wielu ich udało się połączyć. Pomagał w tym genealog, student Michał z Łodzi do którego wszyscy zwracali się z pytaniami. Dużą wiedzę miał także Andrzej Mieczysław z Warszawy. Pamiętam też jaki szacunek wzbudzał Michał z Lasek, zwłaszcza wśród młodzieży, która z niezwykłą ciekawością słuchała jego opowieści z lat młodości. Pojawił się na tym spotkaniu wuj Edmund z Popłacina senior mojego i Jacka rodu z synami i wnukami. Wujek był najmłodszym bratem mojego taty Józefa. Wysoki bardzo przystojny był nasz wujek. Jego opowieści rodzinne jakże były cenne. Ogromnie dużo dowiedziałam się o przeszłości naszego rodu. Naszym protoplastą był pradziad Wawrzyniec, który zakupił posiadłość w Popłacinie. Sprawował także urząd jako Nadleśniczy w lasach rządowych w Chojenku, gm. Rataje w pow. gostynińskim. Jego syn Bazyli, dał zaczątek naszej popłacińskiej gałęzi. Bazyli był wójtem gminy Łąck i oddanym społecznikiem. Z kolei wujek Edmund brał udział w kampanii wrześniowej. Został ranny pod Kazuniem w obronie Modlina. Dziedzic i dobry duch rodowej siedziby Popłacina. Dziś tę funkcję sprawuje jego syn Andrzej. Byłam oszołomiona tymi opowieściami i spotkaniami, które ciągnęły się do późnych godzin nocnych. Były pieczone ziemniaki i kiełbaski przy ognisku. A śpiew Żółtowskich unosił się hen za las. Pomimo, że było biedniej z wyżywieniem i warunki mieszkaniowe w porównaniu z dzisiejszymi „luksusami”, to atmosfera tamtych spotkań pozostanie na zawsze w mojej pamięci i z czułością do niej czasami we wspomnieniach wracam.
Basiu, pewnie spotkania na zjazdach, są dla Ciebie ważne, skoro od tylu lat w nich uczestniczysz.
Zaprzyjaźniłam się z wieloma osobami. Odszukałam swoich kuzynów rozsianych po całym świecie. Takie coroczne spotkania dają mi wiele osobistych satysfakcji. Są to rodzinne niezwykłe w dzisiejszych pośpiesznych czasach cenne rozmowy. Można podczas tych rozmów dowiedzieć się więcej o nas samych. Przykro, że część młodego pokolenia nie ma potrzeby poznania własnych korzeni. Przecież nasz ród pochodzi od Piotra zwanego Ogonem z Żółtowa, a Ziemowit książę Mazowiecki nadał nam ziemię w XIV wieku. Jak opowiadam o kolejnym moim wyjeździe na zjazd zaprzyjaźnionym koleżankom, to one uważają, że to niespotykane zjawisko. Ponadto coroczne zjazdy odbywają się w różnych miejscach Polski, co daje mi możliwość poznania ciekawych miejsc i ich niezwykłych historii, o których najczęściej opowiadają zaproszeni na spotkanie lokalni regionaliści.
Co roku z utęsknieniem czekam na wyjazd na kolejny rodowy zjazd.Wiem Basiu z jak szlachetnej i patriotycznej pochodzisz rodziny. Popłacin, kolebka Waszego Rodu, proszę abyś opowiedziała o członkach tej rodziny i czy oni w jakiś sposób Cię ukształtowali?
Jak wspomniałam, dziadek Bazyli dał początek naszej popłacińskiej linii. Miał pięciu synów i trzy córki. Niezwykła emocjonalna i głęboka więź była między braćmi. Bardzo się kochali i wspierali. Babcia Marianna, była uosobieniem pracowitości i dobra. Podtrzymywała rodzinne tradycje oraz wpajała dzieciom i wnukom, że należy się wzajemnie szanować. Często z moim ojcem Józefem jeździliśmy z bratem do Popłacina na wakacje. Tam odbywały się spotkania rodzinne. Przyjeżdżały także siostry i bracia ojca z dziećmi. Wszyscy pomagali przy sianokosach i żniwach. Odbywały się zawody pływackie na rzece Wiśle. Siadaliśmy rodzinnie do ogromnego stołu, gdzie panowała atmosfera pełna śmiechu i żartów. Kochana babcia potrafiła scalać rodzinę.
Dziadek Bazyli, pełnił funkcję wójta gminy Łąck. Zmarł na zapalenie płuc w wieku 64. lat. Chcąc, aby najstarszy z synów Antoni uniknął wcielenia do wojska carskiego, wysłał go do Ameryki. Miał z tego powodu duże nieprzyjemności i szykany od władz carskich. Losy pozostałych synów różnie się potoczyły. Wykształcili się i ciężko pracowali. Podczas wybuchu II wojny światowej walczyli i działali w konspiracji o godność i honor ojczyzny. Moi rodzice byli nauczycielami w szkole w Sierakówku k. Gostynina. W czasie wojny Niemcy zamknęli szkołę. Chcąc uniknąć aresztowania, które groziło nauczycielom uciekli wraz ze mną i bratem do Gostynina i tam się ukrywaliśmy. Ojciec działał w podziemiu AK. Został aresztowany przez Niemców i wywieziony do obozu pracy na Rugię. Podczas niewolniczej pracy w lesie udało mu się uciec w przebraniu kolejarza niemieckiego. Trafił do Rzeszowa do AK i tam w stopniu kapitana przeszedł szlak bojowy aż pod Berlin. Po kapitulacji Niemiec w 1945 roku osiadł w Jeleniej Górze. Ściągnął mamę wraz z nami i tutaj zamieszkaliśmy. Urokliwe nie zniszczone miasto. W Jeleniej Górze chodziłam do liceum i zdałam maturę. Oczywiście moi dziadkowie, rodzice i rodzeństwo ojca byli dla mnie wzorem uczciwości, pracowitości, patriotyzmu i odwagi w obronie naczelnych wartości moralnych, głębokiej wiary, którymi to wartościami kierowałam się w życiu i starałam wpoić te zasady także moim synom.Jak się potoczyły dalej Twoje losy?
Po ukończeniu liceum w Jeleniej Górze i zdaniu matury, ( z nostalgią wspominam to piękne miasto), dostałam się na studia ekonomiczne we Wrocławiu. W tym czasie rodzice wraz z bratem wyprowadzili się do Łodzi i tam podjęli pracę. Mama pracowała jako bibliotekarka w szkole, ojciec był księgowym w firmie transportowej. Podczas studenckich wyjazdów wakacyjnych do Szklarskiej Poręby, poznałam mojego przyszłego męża Ryszarda Merkela, który studiował stomatologię. Po ukończeniu studiów pobraliśmy się i zamieszkaliśmy we Wrocławiu. Mąż pracował jako lekarz stomatolog w Wojskowej Akademii Medycznej we Wrocławiu, natomiast ja po urodzeniu synów: Janusza i Krzysztofa, przez osiem lat przebywałam w domu i się nimi opiekowałam. Gdy chłopcy poszli do szkoły, podjęłam pracę w księgowości w Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych. Przepracowałam w tej firmie 1dwanaście lat. Raczej nie lubię zmieniać pracy, ale przeczytałam w gazecie ogłoszenie o wolnym wakacie na stanowisku głównego księgowego we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Zdecydowałam się zmienić pracę. Miałam przygotowane wszystkie potrzebne dokumenty, należało tylko je zanieść do kadr ogrodu zoologicznego. Powiedziałam moim synom, którzy już chodzili do średniej szkoły, że jeśli zaniosą moje dokumenty do kadr ZOO, to zmienię pracę. Ku mojemu zdziwieniu zanieśli. Zostałam przyjęta przez pana Gucwińskiego. Tak więc, chłopcy załatwili mi pracę na długie lata. W ogrodzie zoologicznym przepracowałam 32 lata do emerytury i 12 lat na emeryturze do 2005 roku. W sumie przepracowałam aż 56 lat! W ZOO panowała specyficzna atmosfera i wysoka kultura pracy. Tutaj schronienie i pracę znaleźli ludzie pokrzywdzeni przez los, jak samotne matki, a także działający w czasie wojny w podziemiu. My, nawet na pochody pierwszomajowe nie chodziliśmy. Władza ówczesna dawała nam spokój. Państwo Hanna i Antoni Gucwińscy, którzy kierowali przez prawie 50 lat ogrodem zoologicznym we Wrocławiu rozsławili go nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Tworzyli liczne programy telewizyjne o zwierzętach m. in. „Z kamerą wśród zwierząt”. Dzięki ich programom w tamtym czasie dzieci, ale też i dorośli, poszerzali swoją wiedzę i wrażliwość przyrodniczą. Podciągnęli tę placówkę do europejskiego poziomu. Jestem dumna, że dane mi było z nimi pracować. Przykro, że tak nieładnie i niesprawiedliwie z nimi na koniec postąpiono. Do dziś mieszkańcy Wrocławia podrzucają im zagubione zwierzęta. A oni pomimo podeszłego już wieku opiekują się nimi.
A Twoi najbliżsi. Czym się zajmują?
Jak wspomniałam, mąż Ryszard był lekarzem stomatologiem. Zmarł w 2007 roku. Starszy syn Janusz jest artystą malarzem, doktorem habilitowanym, pracownikiem naukowo – dydaktycznym Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Jest ojcem córki Martyny, która także jest malarką. Sprzedaje swoje obrazy w warszawskiej galerii. Oprócz Akademii Sztuk Pięknych skończyła studia pedagogiczne. Ma córeczkę Michalinę. Młodszy syn Krzysztof jest lekarzem anestezjologiem. Mieszka i pracuje w Stanach Zjednoczonych. Ma dwie córki: Martę i Agatę. Młodsza córka Agata skończyła studia medyczne na wrocławskiej uczelni. Jest lekarzem, pracuje i mieszka w Stanach. Marta wyszła za mąż za Amerykanina. Ma dwoje dzieci: syna Grejsona i córeczkę Milenkę. Mieszkają w pięknym domu w USA. Krzysztof, od kilku lat przylatuje ze Stanów, by razem z Elżbietą uczestniczyć w zjazdach Rodu Żółtowskich. Bardzo polubił te rodzinne spotkania. W tym roku ze względu na pandemię COVID-19 Krzysztof i Elżbieta nie mogli przylecieć do Polski na zjazd, pomimo, iż w lutym wpłacili zaliczkę. Ja też w tym roku opuściłam uczestnictwo ze względu na stan mojego zdrowia, ale brat Jacek pojechał do Sierakowa.
Basiu, na pewno masz jakieś zainteresowania czy pasje.
Zwierzęta i jeszcze raz zwierzęta. Kocham te stworzenia. Przez 10 lat opiekowałam się maleńkimi sarnami. Ludzie będąc na spacerze w lesie, nie zdają sobie sprawy jaką krzywdę wyrządzają maleńkim sarenkom. Zobaczą w krzakach maleńkie zwierzątka i mają przeświadczenie, że są porzucone, ale to nie jest prawdą. Matka zapewne oddaliła się na chwilę, by poszukać pożywienia. Spacerowicze niepotrzebnie je zabierali i podrzucali do ogrodu zoologicznego. Karmiłam te maleństwa mlekiem kozim i nie wszystkim sarenkom bez matki udało się przeżyć. Wszystkie te dramaty przeżywałam. Mam dwa psy i dwa ptaki. Psy trafiły do mnie poharatane psychicznie, ale są takie kochane, natomiast sójka miała złamane skrzydełko, a kos nie chciał odlecieć i jest już ze mną siedem lat. Mam działkę i domek w Bralinie k. Kępna, oddaloną od Wrocławia ponad 70 km. Spędzam tam kilka letnich miesięcy i jest mi cudownie. Otoczona urokliwą przyrodą i zwierzętami, czuję się wspaniale. Namiętnie też lubię czytać książki. Moją słabością są słodycze, a zwłaszcza tortowe ciasta. Rodzina o tym wie i wnuczka Matylda często na działkę mi czasem przywozi te przepyszne słodkości.
Co Cię cieszy, z czego jesteś dumna?
Udało mi się wychować i wykształcić synów. Jestem z nich dumna. Było ciężko i biednie. Trzeba było spłacać raty kredytów. W sklepach puste półki. Nawet spodnie trzeba było zdobywać. Ale mieliśmy siebie. Kochaliśmy się i kochamy nadal. I to jest najważniejsze. Mam cudowne wnuczki i prawnuki. Byłam żoną, jestem matką, babcią i prababcią. I jak się nie cieszyć? Samo szczęście…
Twoje marzenia?
Żeby ktoś zajął się kiedyś moim domkiem na wsi i zwierzętami.
Chciałabym, aby ludzie nie byli zawistni, opiekowali się słabszymi i zwierzętami.Bardzo Ci Basiu dziękuję za ciekawą rozmowę i życzę spełnienia marzeń, zdrowia i długich lat życia.
ELŻBIETA z KUTNA
-
Zmiana miejsca XXX Zjazdu
Kochani !!!
Informujemy, że w Koszelówce w Ośrodku Zacisze – Bis utworzono izolatorium dla chorych na COVID-19, w związku z tym zarząd rozważa inne propozycje zorganizowania XXX jubileuszowego zjazdu. O miejscu spotkania i terminie poinformujemy na naszej stronie internetowej:
www.zoltowscy.pl
-

ŻÓŁTOWSZCZANKA NA MEDAL
Wyjątkowym hartem ducha i ciała wykazała się Ewa, nasza kuzynka, która właśnie wraz z moim Piotrem dołączyła w Sierakowie do Związku Rodu Żółtowskich.
Mimo lat walki z chorobą i przejściem niebezpiecznej transplantacji, osiągnęła sprawność fizyczną sportsmenki na poziomie najwyższym w Europie. Miejscem konfrontacji było Cagliari na włoskiej wyspie Sardynia. Tam odbyły się Europejskie Zawody Sportowców po Transplantacji. Podczas defilady narodowych ekip, naszą polską grupę zawodników z narodową flagą w dłoniach, prowadziła właśnie ona – Ewa Żółtowska, złota medalistka we wcześniejszej fazie konkurencji w rzutach lotkami.Następne lekkoatletyczne konkurencje też przyniosły jej miejsca na podium. Srebrne medale wywalczyła w rzucie oszczepem i w rzucie piłeczką palantową. W najtrudniejszym sprawdzianie zawodów – Sportowym Chodzie Kobiet na 3 km – prowadziła prawie cały dystans, jeszcze przed wejściem na stadion, by w końcu na bieżni dać się wyprzedzić bardziej doświadczonym koleżankom. Ewa bowiem startowała tu po raz pierwszy i wobec braku rutyny, na 50 m przed metą musiała uznać wyższość podążających za jej plecami trzech starszych koleżanek. Niemniej czas pokonania 3 km wśród najlepszych w Europie, to też sukces naszej dziewczyny. Tu dołożyła do złota i srebro – IV miejsce.
Sportowa kariera Ewy była nieprzeciętnie trudna i wyniknęła ze specyficznego zrządzenia losu. Zachorowała na nerki przed 40-tką. Po trzech latach leczenia przeszła przeszczep nerki w Poznaniu. Nie poddała się chorobie i wprowadziła w swoim życiu żelazną dyscyplinę. Ćwiczenia, zajęcia rehabilitacyjne i dieta doprowadziły do znacznej poprawy sprawnoci fizycznej i zdrowia.Wkrótce zapisała się do Polskiego Stowarzyszenia Sportu po Transplantacji z siedzibą w Iwoniczu. Założycielką jego była Krystyna Murdzek, a patronem medycznym znany transplantolog prof. Andrzej Chmura. Im bardzo wiele zawdzięcza, ale i sobie, bo sportowcy po transplantacjach są podwójnymi zwycięzcami – nad chorobą i konkurentami w zawodach. Gratulujemy!
ANDRZEJ z Popłacina







